Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 16 sierpnia 2017

Polowanie na dobrą literaturę zakończone niepowodzeniem.

UWAGA! Wpis może zawierać śladowe ilości spojlerów!

Kornelia nie miała łatwego życia. Urodziła się w domu, gdzie nie zaznała miłości, a rodzice, niezadowoleni z przeciętności córki, tylko czekali na dzień, aby nakazać jej wyprowadzkę. W szkole padła ofiarą obrzydliwych plotek i pomówień. Zamieszkała u jedynej przyjaciółki – Joanny. W swoje dziewiętnaste urodziny, zamiast prezentu, otrzymała próbę gwałtu i śmierć koleżanki. Napastnik okazał się policjantem, zatem prowadzący śledztwo skupił się na złej opinii dziewczyny, zamiast na dowodach. Gwałciciel popełnił samobójstwo, a sprawa została umorzona.

Wiele lat później Kornelia prowadzi dobrze prosperującą firmę, mieszka w domku odziedziczonym po babci. Dobre życie przerwała seria pogróżek. Jakaś osoba szpiegowała kobietę, groziła jej śmiercią... posunęła się nawet do zabicia kociąt. Bohaterka nie prowadziła bogatego życia towarzyskiego, klientki były zadowolone z jej usług. Kto aż tak nienawidzi Kornelię?

Powiem, że czytało się książkę dość lekko. Szybko ją kończyłam i nie mogę powiedzieć, abym się męczyła. Określiłabym ją jako „romansowe czytadełko” z wątkiem kryminalnym w tle. Nawet natknęłam się na parę zabawnych dialogów, co zawsze jest przeze mnie mile widziane. Sama okładka zachęca do sięgnięcia po nią. Jest ładna i pasuje do treści. I na tym koniec pochwał.

Słowo, które najtrafniej opisuje tę powieść to „płaska”. Bohaterzy byli płascy, wątek kryminalny był spłaszczony, romans był płytki... Można tutaj też coś wspomnieć o schematyczności i stereotypach, ale po kolei.

środa, 9 sierpnia 2017

Jaki mam problem z... marvelowymi serialami? Część 2.

W poprzedniej części moich wynurzeń wspomniałam o beznadziejnej pracy policji, a raczej jej braku, zarysowałam troszkę historię i charakterystykę głównej postaci. Czas na resztę przemyśleń. Zapraszam na kolejną porcję marudzenia i spojlerów!


Miałam dość tego porównywania siusiaków Luke'a i Cornella. Co się spotkali, to tylko szczekali, zamiast po męsku, sprać sobie twarze. Rozbawiła mnie scena, gdzie Cage wchodzi do klubu mafioza, rozwala jego osiłków, grozi szefowi mafii, a potem wychodzi. Rozumiem, bohater nie chciał zabijać, ale mógł nim chociaż rzucić o ścianę, spoliczkować... przemówić w języku, który antagonista zrozumie. Tak naprawdę to mógł rozwiązać nurtującą go sprawę w jednym odcinku.

Co gorsza, każda jego akcja pośrednio uderza w mieszkańców. On nie robi nic dla ich dobra. Kieruje się swoją dumą, misją, czy co więcej. Wiecie, do tego jest „zosią samosią”, sam musi dźwigać ciężkie brzemię i tak dalej.

środa, 2 sierpnia 2017

Jak odebrałam debiut Bernadety Prandzioch?

Nie jestem osobą, która zamyka się na nowe doznania literackie. Lubię poznawać niezbadane przeze mnie gatunki czy autorów. Często sięgam również po debiuty, takie jak „Terapeutka” Bernadety Prandzioch. Autorka mieszka w Katowicach, z zawodu jest psychologiem i dotychczas jej opowiadania zostały opublikowane w między innymi „Chimerze” i „Nowej Fantastyce”. Sam opis książki zapowiadał niezłą zabawę. A wyszło źle. I to bardzo źle.


W prologu czytelnik ma przyjemność obserwować tani, barowy podryw głównej bohaterki. Z tego, co daje się wydedukować, Marta Szarycka, której personaliów jeszcze nie poznajemy, ucieka od jakichś problemów, melduje się w hotelu, bierze kąpiel i wyrywa jakiegoś gościa w barze hotelowym. Oni, porozumiewając się niemal samymi spojrzeniami, idą do jej pokoju, gdzie rzucają się na siebie niczym wygłodniałe zwierzęta. Proszę się przyzwyczaić do tego. Bohaterka jest tak magnetyczną pięknością, że wszyscy faceci się na nią rzucają. Cóż poradzić. Dodam, że bohater tej sceny później pojawia się raz, tylko po to, aby bohaterka mogła go określić mianem „głupiego chujka, który szukał rozrywki na jedną noc”. Wspomniałam, że Marta przed wpuszczeniem go do swojego pokoju nie zapytała nawet o imię? Rzeczywiście skandal, że facet na jedną noc, zachował się jak facet na jedną noc. Nie, on nie ma kompletnie żadnego wpływu na fabułę. To wydarzenie także nie.

Pierwszy rozdział przenosi nas do wcześniejszych wydarzeń, o czym książka nas nie informuje (bo po co). Bohaterka, jak autorka, jest psycholożką zamieszkałą w Katowicach. Pod ośrodkiem, w którym pracuje, znaleziono zwłoki chłopca, którego ciężko zidentyfikować. Wkrótce zostaje porwany kolejny chłopiec, a Marta dostaje dość osobliwe i lakoniczne wiadomości. Jaki porywacz ma cel? I jaki to ma związek z bohaterką?

piątek, 28 lipca 2017

Zaczynam nowy, marudzący cykl.

#1. Jaki mam problem z... marvelowymi serialami? Część 1.

Tym wpisem zaczynam nowy cykl. Mam nadzieję, że będzie się pojawiał naprawdę rzadko. Otóż chcę tutaj pisać o zjawiskach z szeroko rozumianej kultury popularnej, które wywołują we mnie skrajnie złe emocje. Nie będą to recenzje, a jedynie uwolnienie emocji. Zapraszam na pierwszą osłonę.

Uwaga! Artykuł może zawierać ślado... całe hałdy spojlerów!

Od zawsze wolałam książki od seriali i filmów, ale i ja czasem coś obejrzę. Uwielbiam fantastykę i SF wiadomo było, że gdy zechcę coś obejrzeć, wybór padnie na coś związanego z tymi gatunkami. Powiem szczerze, że nie oglądałam jeszcze aktorskiego fantastycznego serialu. Ile seriali animowanych oglądanym na Fox Kids nie zliczę. Czas jednak na coś dla dorosłych.

czwartek, 20 lipca 2017

Witajcie na Przygraniczu.

„- Posłuchaj, jak tu trafiłeś?
- Gdzie, tu? - Kot nie zrozumiał.
- No, na Przygranicze. Przecież nie jesteś miejscowy?
- Nie, nie jestem. Przed wieloma laty postanowiłem pojechać samochodem na skróty. No i dojechałem... - Kot westchnął, myśląc o czymś osobistym, i ponownie zajął się czyszczeniem automatu.
- A ja od autobusu odszedłem, aby się odlać. Wróciłem, a tu ani autobusu, ani drogi... - zaśmiał się cicho Maks. - Z początku myślałem, że zabłądziłem. Do tej pory nie mogę pojąć, jak dotarłem do Fortu.”


Paweł Kornew jest rosyjskim pisarzem SF. Z zamiłowania, bo zawodowo zajmuje się ekonomią. Gdy przeczytałam tę informację o profesji, wyobraziłam sobie typowego, nudnego księgowego, w maleńkim biurze, przy nim tony papierów... a zmieniającego się wieczorem w stalkera i walczącego z mutantami. Kto wie? Może cykl „Przygranicze” jest tak naprawdę... no dobra, popłynęłam za daleko. Faktem jest, że to bardzo płodny autor, sam cykl, o którym piszę, składa się z 9 książek i paru opowiadań, a to dopiero początek jego dorobku pisarskiego. Jestem ciekawa, czy polscy wydawcy pokuszą się o wydanie wszystkich książek. Ja tymczasem opowiem, czy mam ochotę, choć na następny tom serii.

piątek, 14 lipca 2017

Konkurs z okazji pięknej pogody.

Konkurs miał być wczoraj, z okazji brzydkiej pogody, ale tak wyszło, że robię go dziś. Z okazji pięknego słoneczka. Jak widać każda okazja do konkursu jest dobra. Do wygrania dziś trylogia "Zapomniana księga". Jak dla mnie jedna z lepszych serii, jakie czytałam w życiu. Moją opinię dotyczącej ostatniej części "Łowcy" można przeczytać tutaj.


Zadanie jest proste: opisz, proszę, najpiękniejszy/ najlepszy dzień tego lata. Ty razem dopuszczam, prócz tekstu umieszczonego w komentarzu, zdjęcia, grafiki, gify i filmiki. Takie odpowiedzi proszę wysłać na adres chiyome1989@gmail.com, a ja umieszczę ją w tym poście. Wyjątkiem jest film, który proszę umieścić na YouTube, a wysłać do mnie sam link. Uwaga! W mailu powinny znaleźć się informacje, takie jakich wymagam w komentarzu. Proszę czytać regulamin!

poniedziałek, 10 lipca 2017

Moje wrażenia przed premierą „Grzesznika”.

Każdy, kto śledzi moje poczynania w sieci, wie, że byłam oczarowana debiutem Artura Urbanowicza. Oczywiście najbardziej tym, że autor umieścił mało znane, polskie legendy w powieści. Lubię, gdy pisarze sięgają po ciekawe, mniej eksploatowane, a nawet nieznane motywy związane z naszym krajem. I cieszę się, że takich książek jest coraz więcej. Kto czytał moją opinię dotyczącą „Gałęzistego”, wie też, że byłam rozczarowana słabą promocją owej książki. Gdyby nie autor, ominąłby mnie jeden z lepszych debiutów. Teraz jestem po lekturze kolejnej powieści autora. Jak moje wrażenia?


Poznajemy Marka. Jest królem Suwałk. W jego rękach są narkotyki, prostytutki, bar, wierni ludzie. Jego banda pobiera haracze „za opiekę”, kochanka (a raczej jego własność) jest gotowa na każdy rozkaz, ma piękną żonę, dzieci, przyjaciół, pieniądze, wpływy... Słowem ma wszystko, o czym może marzyć mężczyzna. Nie przejmuje się też pogłoskami, jakoby dawny szef mafii miał wrócić. To, że ma plany przejęcia miasta, także początkowo nie wzruszyły głównego bohatera. A powinny. Zbytnia pewność siebie może zgubić...

piątek, 7 lipca 2017

Dieta wegetariańska nie jest nudna i monotonna!

Jak wygląda dieta przeciętnego Polaka? Rano jajecznica na boczku, do pracy/ szkoły kanapka z szynką, obiad schabowy, na kolację sałatka z kurczakiem, albo i kanapki znów. Widzicie pewną regułę? W każdym posiłku musi być mięso. Zupa? Na kościach, czy porcji! Wypad na miasto? Burger lub pizza z salami! Oczywiście, jemy warzywa: pomidor na kanapkę, mizeria do obiadu... Parę lat temu doszłam do wniosku, że ludzie za bardzo skupiają się na mięsie, traktując zieleninę jako dodatek, najczęściej niepotrzebny. Postanowiłam drastycznie ograniczyć ilość spożywanych zwierzątek i skupić się na barwach i smakach, które oferuje natura. Jak powiedziałam, tak mięso przestało mi smakować...

Oczywiście nie można po prostu z talerza wyrzucić mięsa i jeść ziemniaków z surówką, czy kanapki z dżemem. Roślinna kuchnia oferuje całą masę ciekawych smaków, tak odkryłam choćby kotlety z brokułów, czy fasoli adzuki otaczane w sezamie. Jednak nie można powiedzieć, że o żywieniu wiem już wszystko. Staram się poszerzać swoją wiedzę, czerpię inspirację z przepisów, w końcu sama eksperymentuję w kuchni. Kto mnie zna, ten wie, że wszelkie książki celebrytów omijam szerokim łukiem, ale kiedy zobaczyłam pozycję napisaną przez dietetyczkę, postanowiłam zajrzeć do środka.

Pierwsze co się rzuca w oczy to wydanie. Gruby błyszczący papier oprawiony w cienką okładkę. Wielkie zdjęcia i kolorowy tekst przykuwają oko, przy czym nie wyglądają kiczowato i nie odwracają uwagi od tekstu. Niestety to nie jest moja ulubiona książkowa forma. Dla mnie tak wydane pozycje po prostu śmierdzą. Kłóci też się to i ideą ekologii, którą próbuje przeforsować autorka z dietą. Nie można jednak odmówić urokowi temu wydaniu.

Poradnik jest podzielony na dziesięć rozdziałów. Na sam początek dostajemy garść informacji przydatnych dla osób, które dopiero się zastanawiają nad porzuceniem mięsa. Poruszane są kwestii rzekomych niedoborów białka i mikroelementów jak choćby żelazo, czy witamina B12, produktów, które można włączyć w diecie bezmięsnej, czy nawet dostajemy wskazówki, jak rozplanować swoją dietę.

niedziela, 2 lipca 2017

Nie wszystko hygge, co ma... masło?

Dzisiejszy świat pędzi. Chcemy mieć bardziej modną sukienkę, nowocześniejszą komórkę, lepszy samochód, lepiej płatną pracę... Chcemy mieć wszystko szybciej i więcej. Tylko czy to nam daje szczęście? Świat zainteresował się hygge, które jest nie tyle modne, ile towarzyszy Skandynawom, jako element ich kultury. Dotychczas przeczytałam jedną publikację traktującą o tym zjawisku. Ponieważ temat mnie zainteresował, postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę ze słowem „hygge” w tytule.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to przepiękne wydanie. Twarda okładka w szarych kolorach z ładną grafiką robi przyjemne wrażenie. W środku znajdujemy piękne, idealnie dopasowane, minimalistyczne i duże zdjęcia. Jednakowoż czytanie nie należało do przyjemności, ze względu na maleńkie cienkie litery. Mam wadę wzroku, co mi dotychczas nie przeszkadzało czytać książki bez okularów. Tutaj ze szkiełkami miałam spory problem. Pozycja stanowczo nie jest dla osób starszych i tych ze słabszym wzrokiem. Dlatego też pomysł, aby tekst zajmował jedynie 2/3 strony, był dla mnie dość dziwny.