Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 31 grudnia 2015

Co wybrać? Czerwień, czy niebieski?

Nie sięgam po młodzieżową literaturę. Jednak pomyślałam, że może niepotrzebnie się ograniczam? Że dziecko które uwielbia kolorować i oglądać bajki, jest także nastolatką, łaknącą pierwszej miłości? Zatem w ramach wyzwania 52 sięgnęłam po Biała jak mleko, czerwona jak krew. Książka ta zachwyciła mnie okładką i postanowiłam jej dać szansę.

Głównym bohaterem jest Leo. Nastolatek. Chłopak postrzega świat przez barwy. Właściwie przez trzy barwy. Nie znosi bieli. Kojarzy mu się z negatywnymi emocjami. Silvia – najlepsza przyjaciółka jest niebieska. I dlatego jest powierniczką, pocieszycielką.. ale nie miłością. Bo ona jest czerwona. Jak Beatrice. Ma zielone oczy, ogniste włosy. Jest tajemnicza, nieznana, pociągająca. Nie on pierwszy i nie ostatni zakochał się w dziewczynie, której nie znał. Powieści na temat pierwszych miłości były całe tony. Więc autorzy muszą się troszkę wysilić, aby napisać coś oryginalnego.

Jak wspomniałam, w życiu chłopca ważne są barwy.

"Każda rzecz jest kolorem. Każde uczucie jest kolorem. Cisza to biel. Biel jest kolorem, którego nie znoszę – nie ma granic. Białe plamy na mapie, białe, noce, biały wiersz, wywiesić białą flagę, dostać białej gorączki, mieć białe skronie... Właściwie biel nie jest kolorem. Jest niczym. Podobnie jak cisza, czyli nic bez słów i bez muzyki."
Powiem szczerze, że po tym wstępie miałam nadzieję, że główny bohater będzie synestetykiem. To mogłoby być coś ciekawego. Niestety okazało się, że autor przesadził z patetycznością po prostu. Jak czytałam wywody Leo, to miałam jedną myśl: nastoletni chłopcy tak nie mówią. Oczywiście, bohater gra w piłkę, ma wiernego przyjaciela, przyjaciółkę – kujonkę, kodeks chłopięcy, słucha muzyki odpowiedniej dla osobnika w jego wieku, bywa klasowym łobuzem. Jednak te dwie strony jednej osoby: typowego nastolatka i wyniosłego poety, gryza się ze sobą.

"Widok Twoich pleców nigdy nie będzie dla mnie tym samym co widok pleców innych ludzi. Kiedy Ty się ode mnie odwracasz, czuję się, jakby życie się ode mnie odwróciło. "

Jednak pomijając zupełnie nie "nastolatkowy" język to powiem że sama historia, mimo iż jest typowa, ma jakiś powiew świeżości. Chłopak przez całą książkę dorasta, uczy się doceniać to co rzeczywiście jest ważne, w końcu zrozumie ile warte jest życie i czym tak naprawdę jest miłość. Książka jest na swój sposób urocza, ale nie przesadnie słodka. Tak po środku.

Powieść mnie nie zachęciła do zapoznania się z gatunkiem, ani twórczością artysty. Nie mam chęci również posiadać własnego egzemplarza i wracania do niego. Czas spędzony z Biała jak mleko, czerwona jak krew nie był stracony, jednak zachwycać się nie ma nad czym. Ocenę wystawię 5/10 jak zawsze w przypadku książek, które są przeciętne.

Dzisiejszy wpis nie jest długi. Idźcie ludzie się bawić, a nie ślęczycie przed komputerem :)


Książka bierze udział w:
1. Wyzwanie 52 - 24. Książka, która zachwyca mnie okładką.

2. Grunt to okładka – roślinność (kobieta trzyma kwiat w dłoniach)

środa, 23 grudnia 2015

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Zarówno kino jak i literatura zna motyw końca świata i życia po nim. Nie mam na myśli tutaj życia wiecznego. Każdy scenariusz zakłada to samo: jakaś tragedia zdziesiątkuje ludzi, którzy będą musieli walczyć wodę, schronienie, pożywienie a broń stanie się tak samo niezbędna jak buty. Niby można iść bez obuwia. Ale jak daleko? Przyczyn apokalipsy jest mnóstwo. Najczęściej w kulturze masowej świat kończy się przez zombie apokalipsę, albo wybuch bomby atomowej. Dalej są: pandemia, zderzenie z ciałem niebieskim oraz zmiany klimatyczne. Najrzadziej spotykanym motywem obecnie jest boska interwencja. Nie słyszałam o filmie czy książce mówiącej o inwazji obcych, którzy chcą nas zniszczyć, ale słyszałam że ten motyw w pewnych kręgach jest dość popularny. Jako ludzie, samozwańczy władcy tej planety boimy się, że nastąpi coś niezależnego od nas i zniszczy świat jaki znamy.

Mnie nigdy post-apo nie pociągało specjalnie. Od sci-fi wolę fantasy z wojownikami, magami, księżniczkami, królami i tym podobne. Nie tak całkiem dawno skusiłam się na debiut Pauliny Hendel Strażnik i byłam oczarowana. A tam rzecz działa się w post-apokaliptycznej Polsce. Swoją drogą w tym roku trafiłam na dwa świetne debiuty: Hyperversum oraz Nie zmienił sie tylko blond. Każdy czytelnik ma ulubionego pisarza do którego chętnie wraca a jego książki kupi bez patrzenia na streszczenie, czy opinie. Poznawanie nowych, świeżych autorów jest okraszone ryzykiem spędzenia najgorszych godzin swojego życia klnąc na pomysł wydania kilkudziesięciu złotych na to badziewie jednak z drugiej strony może być to cudowne przeżycie z czymś zupełnie nowym. Z serią rosyjskiego twórcy miałam zamiar zapoznać się już dawno, lecz jakoś "nie było okazji".

wtorek, 15 grudnia 2015

Jeśli chcesz aby było coś zrobione, to.. absolutnie zakaż mu to robić.

"Ludzie wierzą, że to oni wpływają na opowieści. Tymczasem jest odwrotnie.
Opowieści istnieją niezależnie od osób, które w nich występują. Dla kogoś, kto o tym wie, wiedza to potęga.
Opowieści – szerokie, falujące wstęgi ukształtowanej czasoprzestrzeni – powiewały i rozwijały się w całym wszechświecie od początków czasu. I ewoluowały. Najsłabsze wymarły, a najsilniejsze przetrwały i z każdym powtórzeniem nabierały mocy...
[...]
I dlatego tysiąc bohaterów wykradło ogień bogom. Tysiąc wilków pożarło babcię, tysiąc księżniczek zostało pocałowanych. Milion nieświadomych aktorów poruszało się mimowolnie po ścieżkach opowieści.
"

Każdy z nas zna opowieści o wróżkach chrzestnych, wiedźmach, wilkach, czerwonym kapturku, śpiącej królewnie, trzech świnkach i tak dalej, i tak dalej. Bajki opowiadały nam mamy na dobranoc, można było kupić na płycie, w końcu wiele moich rówieśników czyta je swoim dzieciom przed snem. Są to wciąż te same bajki. Oczywicie na rynku czytelniczym widzę co rusz nowe pozycje, ale są jednak opowieści, które zna każdy bez względu na wiek. I zawsze niosą za sobą tę samą magię. Baśnie rozwijają w dzieciach wrażliwość na dobro, piękno i miłość, pozwalają uwierzyć, że problemy kazdy może rozwiązać... W końcu wspólne czytanie umacnia więź między rodzicem i dzieckiem. Choć niestety coraz więcej widzę wyręczanie się przez dorosłych telewizorem w wychowaniu potomków. To prawda, że obecnie tworzy się animacje edukacyjne, jednak nic nie zastąpi czasu spędzonego z mamą i tatą. A straconego czasu nie da się już narobić.

Pratchett odświeżył nieco zakurzone karty baśni i potraktował je inaczej. Gdzie nic nie jest czarno-białe. Dobro miesza się ze złem a to kto jest postacią pozytywną czy negatywną zależy wyłącznie od punktu widzenia. Tak więc mamy wilka, który cierpi katusze myśląc, że jest człowiekiem i modli się o śmierć, kopciuszka, który wcale nie chce wychodzić za księcia, różdżkę, która zamienia wszystko w dynie, Voo Doo...

"Ale nawet Magrat, która nie miała doświadczenia, wyczuwała już Genoę tak, jak barometr wyczuwa ciśnienie. W Genoi opowieści ożywały. W Genoi ktoś próbował spełniać sny.
Pamiętacie niektóre ze swoich snów?
"

wtorek, 24 listopada 2015

"Wymarzony czas" - Magdalena Kordel

"- Nie chcę tutaj nikogo wskazywać palcem, ale ktoś musiał ci powiedzieć, jak mu ten boczek podać. Bo tak normalnie Nikifor nie weźmie jedzenia od obcych – wtrąciła Marta. - I ja chyba wiem, kto jest tym ktosiem, prawda Zosiu? - rozbawiona zajrzała w twarz dziewczynki.
- Mamo, bo on tak miał ochotę na boczek...
- A skąd wiesz? - Zagadnęła ją Magda, siadając przy stole.
- Powiedział mi – wyjaśniła Zosia – ogonem. Jak widział boczek, ogon mi się śmiał do rozpuku...
"
I czas na kolejną część z serii Malownicze. Niestety chwilowo dla mnie ostatnia, ponieważ nie posiadam innych. Tutaj mamy kontynuację historii z książki Wymarzony czas

Magdalena Kordel urodziła się w 1978 roku w Otwocku. Jest autorką, m.in. bestsellerowych powieści „Uroczysko" i "Sezon na cuda”. Pisać zaczęła, by poradzić sobie z trudną przeszłością, ale szybko okazało się, że jej książki stały się balsamem dla duszy tysięcy czytelników.

Uwielbia podróżować, czytać i gotować. Razem z mężem i dwójką dzieci mieszka w Otwocku i kiedy tylko może ucieka w Sudety, bo marzy się jej dom gdzieś wysoko w górach. Wie, jak ważne są marzenia, dlatego pomaga spełniać je innym. Dzięki jej blogowi „Za górami za lasami” początkujący pisarze mają szansę wydać książkę…

wtorek, 17 listopada 2015

Co trzy baby mogą namącić: "Trzy wiedźmy" - Terry Pratchett

Świata Dysku ciąg dalszy...

Z wiedźmami mamy do czynienia od zawsze. W bajkach zazwyczaj one są postaciami negatywnymi i brzydkimi. Zatruwają jabłka, rzucają klątwy, knują przeciwko księżniczkom. Ich przeciwieństwami są dobre wróżki i piękne czarodziejki, one z kolei pomagają sierotom dotrzeć na bal, rozdają talenty... Pratchett do tematu wiedźm podszedł odrobinę inaczej.

"W przeciwieństwie do magów, którzy najbardziej od wszystkiego lubią skomplikowaną hierarchię, czarownice nie dbają o ustalona strukturę rozwoju kariery zawodowej. Każda z nich decyduje, czy przyjąć do siebie jakąś dziewczynę i po śmierci przekazać jej swój teren. Czarownice nie są z natury towarzyskie, przynajmniej wobec innych czarownic, i z pewnością nie będą miały żadnych przywódczyń.
Babcia Weatherwax była najbardziej szanowaną ze wszystkich przywódczyń, których nie miały.
"
Babcię znamy wcześniej z Równoumagicznienia, kolejne dwie poznajemy teraz. Są to: Niania Ogg – ma tak wiele dzieci, że imion synowych często nawet nie pamięta, oraz Madrat Garlick, najmłodsza z towarzystwa. Ma nieco inne poglądy na to jak powinno wyglądać bycie czarownicą. Wiecie, sabaty z tańcami nago, mikstury z dziwnych cześci zwierząt...

Faktem jest, że czarownice mają specjalne przywileje. One nie tylko umieją leczyć różne schorzenia i rozmawiać ze zwierzętami, ale także.. No wypadki chodzą po ludziach, prawda? Jednym z przywilejów jest to, że nie płacą one podatków. Między nimi a władzą jest niepisane nigdzie porozumienie: one nie wtrącają się do rządzenia a król zostawia je w w spokoju. Okazało się, że ten stan nie może potrwać zbyt długo. Król Verence został zamordowany, przez drugiego w kolejce do tronu, księcia Felmeta. Teraz już pierwszego. Trzy główne bohaterki znajdują królewskiego dziedzica tronu oraz koronę i postanawiają (nie od razu, po burzliwej wymianie zdań) pomóc mu przeżyć.

piątek, 13 listopada 2015

Wymarzony dom - Magdalena Kordel

"Komu w drogę, temu nóż w plecy"

Po Uroczysku przyszedł czas na Malownicze. Czekam na części poprzedniej serii, więc muszę ją na chwilę porzucić. Myślę jednak, że to w niczym nie przeszkodzi. Rzecz dzieję się w tej samej miejscowości u podnóża Sudetów, co w poprzedniej serii, jednak mamy tutaj inną bohaterkę. I inną historię.

Magda, czy też Madeleine, żyła w dość luźnym związku z Grzegorzem – swoim szefem. Mieszkali osobno, łączyła ich tylko praca, seks i obiady. Nie muszę chyba mówić, że posiłek przygotowywała bohaterka? Podobnie było ze sprzątaniem po jedzeniu. Dwa lata takiego "układu" (związkiem to ciężko nazwać), brak deklaracji i wspólnoty zaczął doskwierać kobiecie. Sprawę rozstania ułatwił fakt, iż Magda zastała swojego prawie eks poklepującego po tyłku, jego prawie sekretarkę. Nie obyło się bez sceny w pracy, oraz pod drzwiami mieszkania. W drugim przypadku pomogła urocza sąsiadka, pani Basia, grożąc nasłaniem swojego wnuka, który jest policjantem. Choć mam wrażenie, że facet będzie robił za rekwizyt, ponieważ staruszka ma w sobie mnóstwo wigoru i uporu. Pomysły tez ma nieziemskie. Magda przez czekającym Grzegorzem uciekała okienkiem w piwnicy. Nie wyglądała potem zbyt pięknie. U Klary (bo gdzież idzie kobieta po zerwaniu z facetem jak nie do przyjaciółki?) nasz bohaterka się upiła z mamą koleżanki i... kupiła dom w Malowniczem. Oczywiście samą transakcję pamiętała dość mgliście, ale stwierdziła, że skoro dala słowo to sprawdzi co kupiła. No a że jest bezrobotna i może spędzić trochę czasu w górach.

sobota, 7 listopada 2015

Wiedźma w nowoczesnej wersji.

Kocham fantastykę, szczególnie z kobietami w roli głównej. Pod warunkiem, że to są kobiety dorosłe a motyw romantyczno-seksualny nie wychyla się na pierwszy plan. Miło jak coś się dzieje w tle, ale jednak... Kocham też kryminały. I tutaj, przy wyborze, kieruję się tymi samymi kryteriami, które wymieniłam chwilę temu. Także jak zobaczyłam pozycję, która łączy oba gatunki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Szczerze powiem, że wywołała ona sprzeczne uczucia. Ale po kolei.

Dora (Teodora) Wilk jest policjantką. Większość jej brygady to mężczyźni, którzy uważają kobiety za zdolne jedynie parzyć kawę i... zostańmy przy kawie. Jej seksowny wygląd wcale w tym je nie pomaga. Go zawdzięcza magii płodności, odziedziczoną ze strony matki, choć woli używać magii Pani Północy – ta jest ze strony ojca. Jakoś nie widzi się jako kapłanka płodności. Nikomu nie trzeba oznaczać co taka kobieta robi. Jej magiczne imię to Jada. Mimo, że mogłaby mieszkasz w Thornie (mieście magicznym), to ma mieszkanie w Toruniu. Nie może do końca pogodzić się z magiczną częścią natury i próbuje zachować resztki "normalności". Lecz wieczorami udaje się do pubu aby wypić parę głębszych z kumplem Mironem (diabeł). Jego najlepszy przyjaciel Joshua (anioł) z kolei darzy naszą bohaterkę niezrozumiałą antypatią.

W naszej rzeczywistości dochodzi do morderstwa kobiety – mohera. Podejrzanych jest cała masa, ponieważ kobiecina "umilała" życie innym swoim wrednym charakterem oraz jedynym słusznym radiem. Po drugiej stronie też nie jest za ciekawie. Jej połączoną przyjaciółkę ktoś porwał i torturuje. Jada wyczuwa jej cierpienie i lęk. Nie jest to przyjemne, ale oznacza, że kobieta żyje. Choć nie wiadomo jak długo. Ginie więcej magicznych, także wilkołaki i wampiry. Starszyzna wyznacza Dorę do wytropienia złoczyńcy.

niedziela, 1 listopada 2015

Diabelnie dobry kryminał.

Kryminały kocham od kiedy pamiętam. Matka miała dość pokaźną kolekcję dzieł Joanny Chmielewskiej. Właśnie taką literaturę kobiecą lubię. Historie o silnych kobietach, pisane z przymrużeniem oka. Gdzie zbrodnie są proste a motywy przyziemne. Lubię także widzieć tok myślowy głównej bohaterki, za króliki z kapelusza dziękuję. Gdy usłyszałam o Oldze Rudnickiej wiedziałam, że jest to autorka z którą muszę się zapoznać.

Julia wpadła na trop czegoś dużego. Czegoś ważnego. Jej dziennikarski nos się nie mylił. To będzie hit. Jednak coś było nie tak. Ten suw za nią nie wyglądał dobrze. Ona już wie, ze nie zobaczy się z córką. W ostatnich chwilach życia prosi mężczyznę, który z nią był aby zajął się jej przyrodnią siostrą, która wychowuje dziecko. Mężczyzna jej to obiecuje, choć nie rozumie o co chodzi.

Monika zaczynając pracę jako sekretarka Diabła, była cicha myszką. Bała się każdej nowości, a taką na pewno była praca w korporacji. To typowa szara gęś, w za dużych ubraniach ze wsi, która wyjechała po studia i lepsze życie do miasta. Od początku nie mogła się przyzwyczaić do niechęci zastępczyni szefa, zwanej przez wszystkich Zdzirą, kombinowania jej sekretarza oraz seksualnych ekscesów Dagmara Różyka. Zaprzyjaźnia się z Renią, dzięki której przystosowuje się do nowego położenia, szefa i nowych obowiązków. One z kolei, jak to często bywa, wykraczają daleko poza, te, które powinna wykonywać sekretarka. Po jakimś czasie nawiązuje się między nimi nic porozumienia. Panna Kapuśniak jest jedyna kobietą, którą Diabeł szanuje jako kobietę, jest ją gotowy bronić a nawet grzebać w śmietniku. Lubi też się z nią drażnić. Ona natomiast jest dla niego przyjaciółką, powierniczką i doradczynią. Potrafi go sprowadzić do parteru, zrugać gdy trzeba. Są przyjaciółmi. Do momentu aż nasza bohaterka zastaje go martwego..

"- Dobra. Niech wreszcie coś mówi, bo czas leci, a ja nie robię się młodszy – zadecydował Kapuśnik"

poniedziałek, 26 października 2015

Gdy kobieta staje się magiem.

"Mgła kłębiła się między chatami, kiedy mag przekraczał wąski mostek nad wezbranym potokiem i kierował się do kuźni. Te dwa wydarzenia nie miały ze sobą nic wspólnego. Mgła kłębiłaby się i tak: była mgłą bardzo doświadczoną i doprowadziła kłębienie do poziomu sztuki.
W kuźni, oczywiście, zebrało się sporo ludzi. Jest to miejsce gdzie można zawsze liczyć na dobry ogień i kogoś do pogawędki. Wieśniacy przysiedli w ciepłym mroku. Kiedyś zbliżył się mag, wyprostowali się gwałtownie i próbowali przybrać inteligentny wyraz twarzy, na ogół bez większych sukcesów.
"
Mag, Drum Biller, mając przed sobą ostatnie chwilę życia udał się do nic nieznaczącej wioski o nazwie Głupi Osioł. Nie wyróżniała się niczym szczególnym (może poza nazwą), w związku z jest idealnym miejscem aby wydarzyło się coś niezwykłego. Wędrowiec chciał przekazać swoją laskę (i moc) komuś. Ale nie byle komu. Kowal, jest ósmym synem i spodziewa się ósmego dziecka. Jak mag podejrzewa, syna. Idealna osoba do "odziedziczenia" daru. Cyfra osiem jest szczególna, magiczna. Tyle jest odcieni czerni, ósmy syn, ósmego syna, ósmego syna może zostać najpotężniejszym z magów, kolor magii, oktarynowy, jest ósmym kolorem. Magowie dzielą się na osiem rang... Tak więc nic dziwnego, że ósmemu synowi, ósmego syna coś się przytrafi. Pierwsze co mu się przytrafiło to bycie córką. Mag nie może zrozumieć dlaczego magia się pomyliła. A może nie? Może magia chciała trafić do Eskariny? Początkowo Babcia Weatherwax, chciała nauczyć dziewczynkę tajników magii czarownic. Była tradycjonalistką i uważała, że magia magów jest dla mężczyzn a kobieta powinna być czarownicą. Sama zresztą była nią. Niestety po jakimś czasie okazało się, że moc dziewczynki nie może zostać okiełznana przez nauki Babci. Postanawia zabrać dziewczynkę na Niewidoczny Uniwersytet. Jak wiadomo, ta uczelnia można znaleźć jeśli ona sama chce był znaleziona. Jedyna czarownica w Głupim Ośle powiedziała, że wie gdzie on jest. Ale niestety to była nieprawda. Ona udaje tylko, że wie wszystko. Wieśniacy z reguły nie byli w stanie weryfikować wiedzy. Sądzę iż nawet jeśli ktoś posądzał babcię o niewiedzę zachowywał tę myśl dla siebie.

Na początek nie bardzo rozumiem, dlaczego po Na glinianych nogach następną częścią jest Równoumagicznienie. Swego czasu czytałam, że Edipresse chce wydawać Świat Dysku seriami, także teraz powinno być "Bogowie, honor, Ankh-Morpork". Szczerze powiem, że nie podoba mi się taka zmiana tematu. Jeszcze bardziej irytuje mnie fakt, że dopiero w połowie kwietnia poznam dalsze losy Marchewy i spółki. No z tym nic już nic nie zrobię. A wiadomo. Jak nie możesz czegoś zmienić to to zaakceptuj.

Wracając do omawianej książki. Porusza ona ciekawy temat. Mianowicie równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Nie jest to łatwy temat w fantastyce. Częściej spotyka się superbohaterów, królów, magów, wojowników, rycerzy płci męskiej. Kobiece jednostki to zazwyczaj to księżniczki do ratowania, czy też pomocnice. Oczywiście znamy kilka bohaterek, jak choćby: Czarna Wdowa, Achaja, Dora Wilk.. nie sposób nie wspomnieć o Trylogii czarnego maga. One zazwyczaj się zmagają z problemami patriarchalnego społeczeństwa, od docinków i szowinistycznych dowcipów aż po jawną dyskryminację, przemoc i szyderstwa. Więcej jest bohaterek drugoplanowych, które stanowią uzupełnienie głównych (oczywiście męskich) postaci. Niestety nierzadko ich bohaterstwo się szybko kończy. Gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia, ta staje się mameją, która właściwie nie odgrywa większej roli w powieści.

Pratchett kobiet się nie boi i poświęcił im Cykl o wiedźmach. To nie jest dziewczyna, która została bohaterem po prostu. Los sprawił, że była magiczką. A magia to jeden z niewielu zawodów dostępnych wyłącznie mężczyznom. Przedstawiciele tego fachu uważali, ze kobiety są nieodpowiednie do zapamiętywania zaklęć i skupianiu się wyłącznie na magii. Oczywiście był inny głębszy sens. Bali się oni kobiet. Ale to stwierdzenie nie pojawiło się w tej części, także zostawmy je. Powiem szczerze, że myślałam iż główną bohaterką będzie wspomniana magiczka, ale Pratchett mnie zaskoczył. Na pierwszy plan wysuwała się Babcia Weatherwax. Eskarina, owszem, pojawiała się często, miała także ważny, decydujący udział w wydarzeniach, ale gdyby nie czarownica to młodej adeptce sztuk magicznych nie udało się dostać do Niewidocznego Uniwersytetu. To jej umiejętności, spryt i upór były na pierwszym miejscu

Trochę się rozpisałam, także słówko o książce i daję Wam spokój. Opisując kolejną książkę Pratchetta ciężko napisać coś nowego o stylu pisania, dowcipie, czy sposobie przestawiania świata wymyślonego. Generalnie bardzo mi się wszystko podoba. Na plus jest na pewno fakt, iż pisał książki przeskakując z serii na serię. Większość autorów, z którymi miałam styczność, skupiali się na jednej historii, po napisaniu ostatniego tomu zabierają się za następną powieść. I każdy zna autora, autorkę, który/a zaczynając od świetnej, albo przynajmniej dobrej książki trzyma poziom podczas pisania drugiej, trzeciej, kolejnej części a potem można zauważyć spadek formy, zmęczenie materiału. U Pratchetta tego nie ma. Widać cały czas świeżość pomysłów, naturalny dowcip... W każdej części odkrywam coś nowego na Świecie Dysku, coś zaskakującego. Z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu 9/10

To zabawne, że o, jak dotąd, najkrótszej książce z cyklu Świat Dysku powstała najdłuższa notka, prawda?

Książka bierze udział w:
1. Czytam fantastykę III

2. Klucznik: przeczytana w jeden dzień, kupiona w październiku 2015

sobota, 17 października 2015

Pierwsze spotkanie z włoską beletrystyką.

Dziś wzięłam się za niewymagające czytadełko. Po książce Miłość i medycyna (sądowa) nie oczekiwałam niczego ambitnego. Ot zabawny romansik na ten pochmurny dzień. Nie ukrywam, że zachęciły mnie słowa z okładki:

"Britget Jones spotyka doktora House'a"
Ponieważ jestem zwolenniczką tych dwóch postaci (wprawdzie Bridget wolę filmowa a doktora lubiłam tylko w poczatkowych sezonach), postanowiłam zajrzeć i sama się przekonać o czym mowa.

Alice Allevi jest Włoszką, praktykantką medycyny sądowej. Nie idzie jej to za dobrze. Jest roztrzepana i myślami nieobecna. Jej przełożeni nie kryją, że jeśli bohaterka się nie przyłoży to będzie powtarzała rok. Nie rozwija się. Nie grzeszy także przesadną inteligencją. Jej roztargnienie jest poza moimi granicami pojmowania. Pracę przysłania jej wszystko. Może i rozumiem dlaczego sie zaangażowała w sprawę morderstwa Giulii, ale uważam, że gubienie zwłok podczas rozmowy telefonicznej z facetem jest.. niedojrzałe? Niemożliwe? Przecież to nie jest nastolatka a właśnie się tak zachowuje. Jak podlotek. Na zmianę płacze z byle powodu, aby za chwile być twarda i zimna jak skała. Jest także niestabilna uczuciowo. Jednak jej uwagi dotyczące otaczającego ją świata oraz współpracowników były celne, często zabawne nawet. Zaskakująco inteligentne. Podobnie dzialo się w przypadku rozwiązywania sprawy morderstwa. Tutaj także wykazała się bystrością umysłu, która nie pasowała mi do tej osoby. Nie podobała mi się ta rozbieżność. Miałam wrażenie, że autorka chciała stworzyć na siłę osobę, która przypomina Bridget: roztrzepaną, kochliwą, słodką i uroczą. Zdesperowaną starą pannę. Jednak nie do końca to wyszło. Miałam wrażenie, że te cechy zostały przerysowane, że pisarka po prostu przedobrzyła. Myślę, że te dwie fikcyjne postacie łączy jedynie samotność. Nie są podobne do siebie w żadnym stopniu. Może chodzi o podobieństwo panów kręcących się wokół bohaterki do absztyfikantów Bridget? Że niby jeden bo babiarz, który zalicza wszystko co się rusza aby potem porzucić a drugi to porządny, acz lekko sztywny facet? Znów kulą w płot. Teraz poruszmy kwestię doktora House'a. Gdzie on jest? Że niby Claudio? Nie przypomina go w żadnym stopniu. Nie jest genialny, oschły, czy nawet obdarzony intuicją jak serialowy lekarz. Jest po prostu bucem, zapatrzonym w czubek własnego nosa i... nie tylko nosa. W jednej recenzji przeczytałam, że to Alice jest połączeniem Jones i House'a... Ciekawa hipoteza, aczkolwiek ja się z nią nie zgadzam. Tak różnych postaci nie można połączyć w jedno, a jeśli nawet już to nie wystarczy stworzyć roztrzepanej kobiety, obdarzonej jakąś tak intuicją aby rzucać nazwiskami jednych z najbardziej rozpoznawalnych filmowych postaci. Moim zdaniem to chwyt marketingowy, nieudany zresztą. A może i nie? W końcu sięgnęłam po tę książkę. Jednak przyczynił się do mojego rozczarowania.

piątek, 16 października 2015

Ostatnie dni Królika

"Staram się zapomnieć o strachu, gniewie i smutku i włożyć wszystkie siły w walkę. Poddam się każdej zalecanej terapii. Przejdę na dietę. Dowiem wszystkiego na ten temat. Zrobię co trzeba. Dam sobie radę."

Jak pisałam już kiedyś, rzadko sięgam po książki mówiące o cierpieniu, bólu, czy też śmierci. Życie jest dostatecznie przygnębiające. Wolę przeżywać niesamowite przygody, machać mieczem, tropić zabójców, w końcu śmiać się i bawić z bohaterami. Ale zdarzają się książki, gdzie od razu wiadomo, że szczęśliwego zakończenia nie będzie, ale nie da się przejść obok nich obojętnie. Na swoim koncie mam parę takich pozycji właśnie, jak choćby Chustka, opowiadająca także o umieraniu.

"Tego słonecznego, kwietniowego poranka, czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana przez wszystkich Królikiem, ukochana córka Molly i Jacka Hayesów, Siostra Grace i Davera, matka dwunastoletniej Juliet, najlepsza przyjaciółka Marjone Shaw i największa miłość Johnny'ego Faye'a, siedziała w samochodzie wiozącym ją do hospicjum, gdzie miała umrzeć."
W tym jednym małym fragmencie mamy przestawionych wszystkich głównych bohaterów powieści. Bo nie tylko tutaj Mia gra pierwsze skrzypce. Każdy ma swoje miejsce w książce. Emocje, ból wszystkich są tutaj wazne. Bo to nie tylko opowieść o śmiertelnej chorobie, przede wszystkim jest o tym jak radzi sobie z tym najbliższa rodzina i przyjaciele. Każdy z bohaterów jest inny i inaczej reaguje na widok gasnącej siostry, matki, córki, przyjaciółki. Molly, zawsze będzie matką. Jeśli jest potrzeba nie je i nie śpi. Trwa przy córce, trzyma za rękę, podnosi na duchu, spaja rodzinę. To ona namówiła córkę na pobyt w hospicjum. Nie pozwala sobie na rozklejenie się przy córce. Zawsze była silną, nawet wulgarną kobietą, lecz dzieci otoczyła prawdziwą miłością. Wspierała je, ale nie dusiła. Dzięki temu każde z dzieci ma silna osobowość. Oddanie do hospicjum nie oznacza koniec walki o życie dziecka. Po prostu wie co dla Mii będzie najlepsze. A ona potrzebuje stałej obecności lekarzy i pielęgniarek gotowych na podanie środka przeciwbólowego. O to, że się poddała oskarża Molly mąż. Jack nie rozmawia z nią, obwinia ją. Dość szybko zrozumiał, że źle myślał. Razem szukają jakiejkolwiek metody na przedłużenie życia najmłodszemu dziecku. Proszą o pomoc nawet katolickiego uzdrowiciela, mimo iż wiedzą, że Mia jest ateistką.

niedziela, 11 października 2015

Na drugą stronę - Anna Kendall

Zwykle nie czytam książek o nastoletnich bohaterach, jednak Na drugą stronę zainteresowało mnie ze względu na to, że mówi o darze pozwalającym na przechodzenia przez granicę życia i śmierci. Pomyślałam, że to może być to. Coś świeżego, nowego, innego. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem. A że kocham fantastykę, to miałam dość duże oczekiwania. Czy się zawiodłam?

Na początek przybliżę sylwetkę autorki, jeszcze nie miałam z nią styczności. Anna Kendall to pseudonim Nancy Kress. Urodziła się w 1948 roku, pracowała w szkole podstawowej jako nauczycielka, oraz w agencji reklamowej. Pisać zaczęła gdy urodziły jej się dzieci, od 1990 roku zajmuje się głównie pisaniem. Jej pierwsze powieści były z gatunku fantasy, później zajęła się science fiction. Jej twórczość była wielokrotnie nagradzana, m. in.: nagrodą Hugo i Nebulą. No powiem, że poczułam apetyt na dobrą powieść.

Głównym bohaterem jest Roger Kilbourne. Posiada on umiejętność przechodzenia do krainy Umarłych, oraz rozmawiania z tymi, którzy już nie żyją. Jednak nie czuje się on wyjątkowy. Matka zmarła dawno temu, ojciec opuścił rodzinę. Wychowuje go wuj. Jest on agresywny, zaszczuł żonę i wychowanka. Czerpie korzyści z umiejętności chłopaka. Do przejścia przez granicę dzielącą oba światy jest potrzebny ból. Ale Hartah po prostu lubił bić. Po nieudanym napadzie na statek, wujostwo chłopaka ginie a on sam omal nie zostaje oskarżony o współudział i stracony. Szczęście się do niego uśmiechnęło i został zatrudniony w pałacowej pralni. W Reginokracji panowały dwie królowe. Królowa Eleanor odmówiła przekazania władzy swojej córce, księżniczce Caroline, gdy ta ukończyła 35 lat. Tłumaczyła to niedojrzałością pierworodnej do objęcia tego stanowiska. Każda miała swoją część pałacu, swoją służbę i swój kolor. Czy zmiana w życiu bohatera wyjdzie mu na dobre?

środa, 7 października 2015

Na glinianych nogach - Terry Pratchett

"Monarchia jest jak mlecze na łące. Nieważne ile głów się zetnie, korzenie tkwią stale pod ziemią i tylko czekają, by wypuścić nowe łodygi.
To było jak chroniczna choroba. Wydawało się, że nawet najbardziej inteligentne osoby mają w umyśle jakiś ciemny zakątek, gdzie ktoś wypisał: "Królowie. Jaki to świetny pomysł". Ktokolwiek stworzyl ludzkość, wbudował w nią poważny błąd konstrukcyjny: skłonność do zginania kolan.
"

Pratchett stworzył świat od podstaw. Świat Dysku. Jest on płaski, leży na grzebiecie czterech słoni, które stoją na skorupie wielkiego żółwia. Oczywiście miast i krain na mapie Świata Dysku jest mnogość, ale autor chyba najbardziej lubi Ankh-Morpork. Jest ono największe, najbrudniejsze, pełne szumowin... i jest nie do zdobycia. Przede wszystkim działa, głównie dzięki temu, że tutaj zbrodnia i kradzież jest zalegalizowana. Ścigani są tylko złoczyńcy nie należący do Gildii i nie mający przy sobie odpowiedniego dokumentu, potwierdzającego ich prawo do występków. Tych, którzy działają niezgodnie z prawem oraz zwyczajem Ankh-Morpork ściga Straż Miejsca pod kierownictwem Vimesa. Jednak nie przeszedł w stan spoczynku. Zwyczajnie to kocha i najlepiej czuje się w kartonowym obuwiu i tanim mundurze. Rytuały, zwyczaje oraz obowiązki, które pojawiły się po poślubieniu wysoko urodzonej kobiety nie podobają mu się ani trochę. Wyrazem jego buntu jest samodzielne golenie. Nie wiemy jakie uczucia żywi do małżonki, ale może to i dobrze. Jest jedna historia miłosna na tapiecie. Mowa o Marchewie oraz Agui. Pół-kobieta, pół-wilk przeżywa rozterki w związku. Dla niej Marchewa jest za szczery, za sprawiedliwy... Nie ma w nim krzty romantyzmu. A tak w ogóle nie wyobraża siebie, aby związek wilkołaka z człowie.... krasnoludem mógł się udać.

wtorek, 6 października 2015

Kiedy matka kocha za bardzo.

"Życie nie składa się z rzeczy wielkich, wyniosłych spraw i znaczących wydarzeń. Życie składa się z drobiazgów. I to czasem mniejszych niż bakterie. Drobiazgi owe poskładane do kupy niczym puzzle dają w konsekwencji pełny obraz rzeczywistości. Na przykład obraz związku. Związki zresztą tez składają się z drobiazgów. Podobnie jak rozwody. Oczywiście tych drobiazgów jest całe mnóstwo. Latają beztrosko na sali sądowej, wyskakują z ust obu stron, wpadają sędziemu do ucha, wylatują nosem, aż w końcu zostają złapane i zamknięte w aktach. Te akta to opasłe tomiska składające się z samych drobiazgów, z których wynika decyzja o rozwodzie."
Każda z nas zna faceta, który nie umie po sobie posprzątać a usmażenie jajecznicy powoduje pożar. Już w jako nastolatkowie mogliśmy zobaczyć którym chłopcom mamusie podają wszystko na tacy a którzy umieją sobie zrobić sami kanapki. Dla kobiety takie obserwacje są istotne. Zdaje się, że dziś zanikł podział na role damskie i męskie w rodzinie. Oboje partnerów pracuje, zajmuje się dzieckiem, domem. Tak jak pójście do pracy po macierzyńskim dla kobiety jest rzeczą zwyczajną tak widok mężczyzny przy zlewie nie szokuje wcale. Jednak są mężczyźni, którzy... nie, są matki które nie widzą momentu gdy synek wyskakuje z pieluch i powinien powili z gniazda wyfruwać. O tym jest ta książka. Bujaczek bardzo mi ja polecała a co ja sądzę?

Maminsynek został napisany z punktu widzenia dwóch osób. Najpierw widzimy spojrzenie Leandra. Jedynaka Matki. Ta duża litera jest nieprzypadkowa. Kobieta zatraciła się w synu. Był on jedynym sensem jej życia. Dlatego też słowo "matka" jest potraktowane jak imię. Mężczyzna opowiada o całym swoim życiu pod kloszem. Ojciec nie wytrzymał faktu iż został potraktowany jako reproduktor i odsunięty zarówno od żony jak i od syna, także poza płaceniem alimentów nie był obecny w życiu dziecka.

Sprawę z drugiej perspektywy widzimy oczami Amelii. Jest kobietą niezależną, ma wyższe wykształcenie i prowadzi firmę ogrodniczą na dachu z przyjaciółką. Z matką miała luźne stosunki. Raczej ta chciała ją przygotować do samodzielnego życia. Do pełni szczęścia brakuje jej mężczyzny. Dotąd spotykała same "wybrakowane sztuki". Aż los ją zetknął z Leandrem. Przystojny, wychowany... No ideał. Dość szybko została sprowadzona na ziemię. Nigdy nie będzie na pierwszym miejscu. Zawsze jest Matka, która nie szczędzi słów krytyki wybrance syna. Kobieta postanowiła zdobyć serce ukochanego podstępem. Przez Matkę do serca jak to mówią. Czy jakoś tak...

poniedziałek, 5 października 2015

Moje czytanie

Nie spodziewałam się paczuszki dziś. Bardzo miła niespodzianka. I jakoś ten dzień jest od razu mniej pochmurny :)


A co jest w środku??

Komentarz mojego brata: "masz minę jakbyś się miała posiusiać ze szczęścia".

niedziela, 4 października 2015

Czy Uroczysko mnie urzekło?

"Obie miałyśmy wilgotne oczy. I zapewne skończyłoby się obopólnym wzruszającym pochlipywaniem, gdyby nie to, że przed dom zajechała czarna terenówka Czarka i obie jak na komendę otarłyśmy twarze ściereczkami kuchennymi. A ja przy okazji odkryłam jeszcze jedną prawdę: na opanowanie wzruszenia najlepsze jest pojawienie się faceta. I jak tu nie wierzyć, że mężczyźni są w życiu niezbędni? Bez nich byłybyśmy miękkie jak kaczuszki, a tak, obcując nieustannie z płcią przeciwną, mamy szansę stwardnieć i zahartować charaktery. A że nieraz takie hartowanie boli, to zupełnie inna historia. Przecież w końcu życie to nie je bajka, jak mówi Marcysia."
Ostatnio postanowiłam się zaznajomić z literaturą kobiecą. Raczej stroniłam od miłości, zdrad, dramatów i wybuchów uczuć. To stanowczo nie moja bajka. Ale życie nie składa się ciemnej strony. My kobiety lubimy się pośmiać. Więc pomyślałam, że po takie pozycje będę sięgać - na chandrę, zły dzień, męsko-damskie konflikty, chorobę, na poprawę nastroju po prostu... W zeszłym miesiącu czytałam dwie pozycje tego typu i bardzo mi się podobały, szczególnie Nie zmienił się tylko blond. O książkach Kordel czytałam sporo dobrego, że ciekawe, zabawne i w ogóle warto sięgnąć. Jak mnie się podobała?

środa, 30 września 2015

Kolejne spotkanie z kompanią Marchewy.

Oto Ankh-Morpork, Gród Tysiąca Niespodzianek (według przewodnika wydanego przez Gildię Kupców). Cóż jeszcze można dodać? Rozległe miasto, dom miliona mieszkańców, największe na Dysku położone na obu brzegach rzeki Ankh, tak mętnej i błotnistej, że wygląda, jakby płynęła dnem do góry.
Przybysze często pytają: Jak może istnieć tak wielkie miasto? Skoro ma rzekę, którą można przeżuwać, skąd pochodzi woda do picia? Co jest podstawą gospodarki? Jak to się dzieje, że – wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu – działa?
Szczerze mówiąc, przybysze nie pytają o to zbyt często, Zwykle mówią coś w stylu „Którędy do, no wie pan, do... hm.. wie pan, młode panienki, jasne?
Ale gdyby zaczęli choć przez chwilę do myślenia używać mózgu, właśnie o to by zapytali.
Po lekturze Straż! Straż! z niecierpliwością czekałam na kolejną część cyklu Kolekcja Świat Dysku. Jak przyszła do mnie spóźniona paczka natychmiast się za nią zabrałam. Przeczytałam ją szybciej niż zapłaciłam za paczkę. Jak ją widzę?

czwartek, 24 września 2015

Świat po apokalipsie w wydaniu Hendel.

Bujaczek powitała ostatnio mnie bardzo miło: wymachując „Łowcą” Pauliny Hendel. Poprzednie dwie części podobały mi się niezwykle i chciałam się dowiedzieć, jak potoczą się dalsze losy Huberta. Niemal od razu zabrałam się do czytania. Jak odebrałam tę część?


W pierwszej części Hubert ocknął się u Jurka, który zaopiekował się rannym bohaterem. Nie pamiętał nic z ostatnich siedmiu lat życia. Poszukując bliskich zawędrował do Święcina, gdzie znalazł dom. Każdy, kto czytał „Strażnika”, wie, jak się zakończyła ta przygoda. „Łowca” zaczyna się właśnie w tym momencie, jakby wcześniejszych wydarzeń nie było, choć bohater je pamięta. Hubert ruszył w stronę Święcina, aby naprawić popełnione błędy i uratować tych, którzy go przygarnęli. Problem w tym, że nie może wparować do wioski i okrzyknąć się ich wybawicielem. Powiedzieć co się stanie i jak tego uniknąć. Mieszkańcy wioski go nie znają i musi od nowa zyskać ich sympatię. Co nie będzie łatwe.

niedziela, 20 września 2015

Kiedy los płata nam figle...

Jak pisałam w opinii dotyczącej Nie zmienił się tylko blond bohaterki książek w wieku przybliżonym do mojego, albo są zdradzonymi żonami, którym runął świat, albo szczęśliwymi "starymi pannami", z których los zażartował. Poprzednio poznałam Iwonę, matkę czwórki dzieci i żonę (co szybko miało się zmienić), dziś Joannę: bez dzieci, bez męża i bez planów na przyszłość.

Joanna jest psycholożką, prowadzi szkolenia i jest w tym jedną z najlepszych. Nie zawiera bliższych, głębszych relacji. Jej "przyjaciółki" są owymi tylko z nazwy a Marek... cóż spotykają się regularnie w weekendy, uprawiają seks, są czymś w rodzaju pary, ale żadne deklaracje dotyczące wspólnego, przyszłego życia nie padły. Czasem Joannie doskwiera rutyna i niemożność określenia ich relacji, ale generalnie obojgu odpowiada to, że pierwsze skrzypce w ich życiu gra praca. Pewnej nocy dzwoni do głównej bohaterki Elżbieta, jedna ze znajomych prosząc aby ta zajęła się jej dziećmi i kotem. Początkowo Joanna zgodzić się nie chce, jednak pod naporem błagań zgadza się przeprowadzić do rodziny Nowackich na parę dni. Trzy doby się przedłużają a brak wiadomości od Eli przygnębiają dzieci i denerwują Joannę. Niestety sprawczyni zamieszania ginie w wypadku a główna bohaterka staje przed wyborem oddać dzieci do domu dziecka, czy stać się dla nich rodziną zastępczą, co całkiem skomplikuje jej poukładane życie.

środa, 16 września 2015

Cztery żywioły Saszy Załuskiej: powietrze.

Jak pisałam u Bujaczka, poprosiła mnie ona o przeczytanie i zrecenzowanie książki, z którą ona nie potrafiła się zaprzyjaźnić. Ponieważ to była druga część, powinnam sięgnąć po pierwszą. I tak zrobiłam. Okularnik nie wywarł na mnie dobrego wrażenia. A co z Pochłaniaczem?

Główną bohaterką jest Sasza (Aleksandra) Załuska. Przede wszystkim twardą babką, samotnym wilkiem, byłą alkoholiczką, z czarną plamą na honorze. Tak można przecież nazwać romans z głównym podejrzanym o bycie seryjnym mordercą prostytutek. No zostawmy to, ponieważ ten wątek zostanie rozwinięty dopiero pod koniec książki. Przez siedem lat Sasza studiowała i pracowała w Międzynarodowym Centrum Badań Psychologii Śledczej na Uniwersytecie Huddersfield, gdzie pisała doktorat na temat profilowania graficznego. Po półtora roku zmieniła zdanie i zajęła się narracjami życiowymi przestępców. Polskę odwiedza aby zebrać materiał do badań i mieć wsparcie przy wychowaniu dziecka w matce. Uważa także, że w ojczyźnie będzie łatwiej pogodzić jej pisanie pracy doktorskiej, pracę zarobkową oraz opiekę nad córką, który jest notabene owocem związku o którym pisałam wcześniej.

poniedziałek, 14 września 2015

Książka nie tylko dla blondynek.

Nie ma co ukrywać, że nie jestem w wieku w którym się czyta o pierwszych miłościach, trzepotach serca i "żyli długo i szczęśliwie". Bohaterki w wieku zbliżonym do moich są właśnie po ślubie i najczęściej bajka na tym się kończy. Kobiety o których czytam to zdradzone rozwódki z gromadką dzieci, albo stare panny – karierowiczki, które poznają księcia z bajki i wiją gniazdko. Bohaterka książki, którą przeczytałam dziś rano należy do pierwszej grupy. Ma czwórkę dzieci, parę zwierząt, męża, dom, pisze książki, pracować nie musi. Idealny happy end, prawda?

Otóż nie. Mąż oświadczył, że odchodzi do kochanki a Iwona (bo tak ma na imię główna bohaterka) ma się wynieść jak najszybciej. Cały świat jej runął. Mieszkania nie ma – za to jest intercyza, oszczędności jakieś niby są, dzieci chce odebrać jej mąż, nasyłając opiekę społeczną. Jeszcze jakby tego było mało to dziewczyna najstarszego syna spodziewa się dziecka i rodzice wyrzucili ją z domu. Na szczęście swoich rodziców ma bardzo dobrych i jedzie z całą ferajną na wieś. W pociągu okazuje się, że jest ich więcej ponieważ kotka rodzi.

środa, 9 września 2015

Moje czytanie

Byłam u Bujaczka i wróciłam z

Będę miała co czytać Informuję, że mam stronę na facebooku. Odnośnik jest w panelu bocznym :)

niedziela, 6 września 2015

Straż! Straż! Pierwszy tom Kolekcji Świata Dysku.

Z twórczością Pratchetta zbyt wielkiego doświadczenia nie mam, raptem pięć audiobooków, ale wiedziałam, że ma szansę stać się jednym z moich ulubionych pisarzy. Jeśli nie ulubionym. Gdy wydawnictwa Prószyński i S-ka oraz Edipresse wydały serię "Kolekcja Świat Dysku" wiedziałam, że muszę ją mieć. Pierwszą część kupiłam w kiosku na dworcu omal nie spóźniając się na pociąg. Czy było warto?

Największym zaskoczeniem było dla mnie fakt, iż kolekcja nie zaczyna się od serii o Rincewindzie. Przedstawiciel Edipresse, tłumaczył to tym, że chce przekonać większe grono osób do autora, a "Kolor Magii" oraz "Blask fantastyczny", może nieco zrażać. Jak to określiła osoba wypowiadająca się w imieniu wydawnictwa, są one "mocno hermetyczne i mogą zniechęcić". Mi osobiście się podobały te części, jednak z taką opinią spotykałam się wielokrotnie na forach oraz blogach. Także chyba coś w tym jest.

piątek, 28 sierpnia 2015

Pierwsze spotkanie z Kossakowską

Dziś recenzja "Siewcy wiatru", Ale nie tylko. Przeczytałam, że ta książka jest drugą częścią cyklu "Anielskie zastępy". No skoro druga, to należy sięgnąć po pierwszą, prawda? Otóż nie. Nie trzeba. "Żarna niebios", bo tak nazywa się tom pierwszy, to zbiór opowiadań powiązanych z tematyką cyklu. Mianowicie chodzi o anioły, demony, ludzi... W obu książkach postacie się powtarzają. Nie wiem jak jest dalej, ale pewnie się dowiem. Jak wypadły opowiadania? Nie będę rozbijała się na poszczególne rozdziały, ale potraktuję tę pozycję całościowo. Otóż była średnia. Może nie jest beznadziejna. Ale rewelacja też nie. Taka średnia. Na tyle aby przebrnąć przez nią bez bólu, ale zachwycać się nie ma nad czym. Żadne opowiadanie nie utknęło mi w pamięci. Ot jedna z książek, które przeczytam, odłożę na półkę i zapomnę. A raczej do folderu. Miałam e booka. To był kolejny błąd. Nie doczytałam, że jest to zbiór opowiadań. Czekałam na moment w którym poszczególne historie jakoś się połączą. Tutaj się zawiodłam. A ja nie lubię zbiorów opowiadań po prostu. Wolę zagłębić się w historię, zaprzyjaźnić z bohaterami, poznać ich. A w zbiorze co się dzieje? Zanim powiem "cześć" postaci, już ona mówi mi macha na do widzenia. No cóż. Tutaj nie mogę dać innej oceny niż 5/10.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Regulamin tłoczni win - John Irving

Jak wiadomo losy sierot nie zawsze były regulowane prawnie. Jeśli miały "szczęście" to trafiły do sierocińca a potem adopcji. Jeśli nie – musiały żyć na swoją rękę. Czemu słowo "szczęście" zapisałam w cudzysłowie? Opiekunów nikt nie szkolił w opiece nad dziećmi niechcianymi. Nikt nie interesował się ich kondycją psychiczną (czasem po traumatycznych przeżyciach), ich edukacją, późniejszym życiem, rozwojem kulturowym i osobistym. Sierocińce gwarantowały posiłek, łóżko i tyle. Nierzadko w domach dziecka i rodzinach zastępczych wcale nie było kolorowo.

Losem sierot z St. Cloud's zainteresowały się kobiety tam żyjące. Jedna z bardziej wykształconych prostytutek napisała list adresowany do:

"DO DOWOLNEGO URZĘDNIKA W STANIE MAINE, KTÓREGO OBCHODZĄ SIEROTY"
A brzmiał on tak:
"TU, CHOLERA POTRZEBA DOKTORA I, CHOLERA, SZKOŁY I PRZYDAŁBY SIĘ JESZCZE, CHOLERA, POLICJANT I JAKIŚ, CHOLERA ADWOKAT, TU U NAS, W ST. CLOUND'S, BO WSZYSTKIE CHŁOPY OD NAS WYJECHAŁY (MAŁA STRATA), WIĘC NIECH KTOŚ POMOŻE SŁABYM KOBIETOM I SIEROTOM!"
Pismo przeszło przez wiele rąk, uznano je za pilne, ale nikt się nie kwapił aby założyć sierociniec gdzieś na krańcu świata. Tego zadania podjął się Wilbur Larch.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Recenzja gościnnie u Bujaczka

Od paru dni moja recenzja jest na blogu Zapatrzona w książki:
Z kryminałami retro nie miałam za wiele wspólnego. Właściwie to nie mogę sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek czytałam jakąkolwiek książkę reprezentującą ten gatunek. Tak naprawdę, powieści detektywistyczne nie należą do moich ulubionych. Oczywiście Chmielewską kocham miłością niezmienną, ale poza tym nie znalazłam autora, który zawładnąłby moim sercem. Mam nadzieję, ze drugą ulubioną autorką zostanie Christie. Niestety jej parę pozycji czeka na półce na lepsze czasy. Ostatnio czytałam sporo fantastyki, literatury kobiecej i faktu, więc postanowiłam sięgnąć po kryminał. Wybór padł na Zbrodnię w szkarłacie. Przekonało mnie właściwie to, że jest porównywana do Agaty Christie...
Zapraszam

Książkę zgłosiłam do:
1. Polacy nie gęsi

wtorek, 4 sierpnia 2015

Czy możliwe jest życie bez mężczyzn?

"Szczęście to drobiazg, którym się delektujesz, siedząc w słońcu w trawie."

Każda kobieta przechodziła przez okres nienawiści, bądź niechęci do mężczyzn. Czasem antypatia była skierowana do jednego przedstawiciela "płci brzydkiej", innym razem – do wszystkich facetów. Chcąc nie chcąc jesteśmy otoczone przez mężczyzn, w domu, szkolnej ławie, w pracy. Koledzy zaczepiają i wyśmiewają, miłość życia odtrąca a ojciec "się czepia". Ile z nas, kobiet po kolejnym zawodzie miłosnym przysięgała sobie, że nie da się omotać i zranić? Ja na pewno. Propozycja przeczytania książki "Dom bez mężczyzn" idealnie wpasowała się w taką właśnie chwilę.

Bohaterki książki są samotnymi kobietami w różnym wieku. Dzieli je wszystko: Rosalie jest instruktorką jogi, Giuseppina ma swój straganik na pchlim targu, Simone tłumaczyła z hiszpańskiego w czasopiśmie turystycznym. Królowa – tak nazywają lokatorki właścicielkę kamienicy, kiedyś była mistrzynią baletu. Jest jeszcze Carla – wyjeżdża do Bombaju a na jej miejsce tymczasowo pojawia się Juliette – montażystka filmowa. Dzieli je wszystko, łączy jeden fakt – każdą z nich zranił mężczyzna. Zdradzali, opuszczali, potrzebowali tylko do seksu.. W kamienicy z tego powodu nie może pojawić się żaden mężczyzna. Nawet hydraulik, czy elektryk. Jedynym samcem w "Casa Celestina" jest kot. Jednak nowa lokatorka głośno sprzeciwia się tej irracjonalnej, jej zdaniem, zasadzie i nie boi się głośno wyrażać swojej opinii.

czwartek, 16 lipca 2015

Balsamiarka

Od Bujaczka otrzymałam do przeczytania "Balsamiarkę" polskiej autorki Izabeli Kawczyńskiej. Zostałam zachęcona przez opis obiecujący mi niesamowite zwroty akcji oraz pędzącą fabułę:
"Śmierć babki uruchamia serię nieoczekiwanych zdarzeń, w wyniku których główna bohaterka – neurotyczka pozostająca pod wpływem apodyktycznej matki – podejmuje pracę w zakładzie pogrzebowym, gdzie poznaje z bliska fascynujące życie nieboszczyków. Ale zanim do tego dojdzie, przyjdzie jej przeżyć kilka kataklizmów i zyskać duże szanse na tytuł najbardziej pechowej dziewczyny w mieście. W tej utrzymanej w szalonym tempie, pełnej nieoczekiwanych zwrotów podróży przez życie głównej bohaterce towarzyszyć będzie cała plejada dziwnych postaci, jak chociażby babka-mistyczka i marnotrawny ojciec, którego będzie musiała pogrzebać dwa razy."
Do sięgnięcia po nią przekonała mnie także okładka przedstawiającą delikatną, piękna kobietę. Choć mam wrażenie, że ma ona za długą szyję. Ktoś tu z przesadził z obróbką. Dla oceny, jednak jest to zupełnie nieważne. To co zastałam między okładkami jest dla mnie istotne. Czego spodziewałam się a co otrzymałam?

Po kolei. Najpierw zajmijmy się zarysem fabuły. Bohaterka nie miała łatwego życia. Rozejście się rodziców, o które matka oskarża naszą bohaterkę, babka chciała zrobić z niej świętą, od dziecka miała kontakt z trupami a z facetami nie wychodziło jej specjalnie. Ponieważ dziewczyna miała kruchą psychikę musiało się to wszystko na niej odbić. Mając własne demony wybrała się na psychologie i zaczęła pracować w szpitalu psychiatrycznym, gdzie nie była poważnie traktowana. Nie była lubiana. I to tam zaczął się jej dramat. Jak można się domyślać powodem kłopotów był mężczyzna. Generalnie wszyscy mężczyźni jakich spotykała namieszali jej w życiu. Ostatecznie pracowała w kostnicy, gdzie "poznawała fascynujące życie nieboszczyków"

piątek, 10 lipca 2015

Osobliwy dom Pani Peregrine

"Osobliwy dom Pani Peregrine" Zaciekawił mnie okładką z unoszącą się dziewczynką oraz opisem, który obiecywał mile spędzony czas podczas siedzenia fascynujących i emocjonujących przygód głównego bohatera.
""Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj! - pochłonie Cię bez reszty""
Takie oto słowa grożą z okładki. Czy tak było w rzeczywistości?

Jokob nie był rozrywkowym chłopcem. Nie miał dużo przyjaciół, był za to związany z dziadkiem – Polakiem, który przez wojnę został osierocony i wychowywał się w Walii w sierocińcu. Posiadał on mnóstwo zdjęć z tego okresu. Dość dziwnych fotografii przedstawiający między innymi: lewitującą dziewczynkę, chłopca w pszczołach, czy postać bez głowy. Abraham (tak miał dziadek na imię) opowiadał o postaciach na fotografiach niestworzone rzeczy. Dodatkowo wspominał o potworach. Początkowo Jacob wierzył w te historie, potem z nich wyrósł, zdjęcia biorąc za fotomontaż. Jedni dzieciom opowiadają o mikołajach i skrzatach a inni – o "osobliwcach". Jednak na starość Portmanowi "odbiło", zadzwonił do wnuka roztrzęsiony pytając się o klucz do prywatnego składziku broni. Mówił więcej o historiach, które opowiadał w przeszłości, twierdził, ze potwory idą po niego. Chciał się bronić. Nie był to pierwszy raz, wszyscy to tłumaczyli starczą demencją. Jacob pojechał do domu i zastał umierającego dziadka. Jego ostatnie słowa mówiły o tym, aby wnuk skrył się na wyspie, czyli tam gdzie wychował się Abraham, ponieważ tutaj nie jest bezpieczny. Kazał znaleźć ptaszysko, mówił coś o Emersonie, liście... Na dokładkę chłopak widział stwora z wieloma językami.

piątek, 26 czerwca 2015

Gdy los niewinnych nie jest obojętny.

"Człowiek został stworzony tylko w jednym celu: żeby się nauczyć, że "ktokolwiek niszczy czyjąś duszę, niszczy cały świat. Ktokolwiek ocala jedno życie to tak jakby ocalał cały świat"."

Ale książek się nazbierało do opisywania. Aż 4. Oczywiście recenzuję po kolei, czyli zaczynam od końca. Tę książkę przeczytałam dziś. Może ze dwie godziny mi to zajęło.

Każda narodowość, religia, region mają swoje tradycje. Świat poszedł do przodu, ale pewne zachowania zostały. Kto się zastanawia nad swoją wiarą chrzcząc dziecko, zakładając białą suknię do ślubu, stawiając choinkę... Są jednak regiony gdzie te tradycje są okrutne i niebezpiecznie. Mówię o obrzezaniu kobiet. Nie przypomina ono obrzezania mężczyzn. Na jakimś forum widziałam pewne trafne porównanie: bardziej przypomina obcięcie penisa. Tepym nożem. Bez znieczulenia. Wiele dziewczynek umiera, te co przeżyły do końca życia menstruację, seks i poród kojarzą z niewyobrażalnym bólem. Dodajmy do tego niebezpieczeństwo śmierci podczas porodu. Z tymi okrutnymi praktykami walczy Waris Dirie utworzywszy fundację. Zależy jej na tej sprawie, ponieważ sama doświadczyła tego jako dziecko. Uciekła z domu gdy w wieku 14 lat chcieli ją wydać za znacznie starszego mężczyznę. Do wszystkiego co ma doszła sama. Od nikogo nic nie dostała. Kariera modelki jej nie zaspokoiła. Teraz walczy ze światem o zdrowie i życie tysięcy dziewczynek na całym świecie. Walczy z tabu, obojętnością świata na problemy biednych krajów, tradycją... Nie jest łatwo, problem nie tyczy tylko Afryki. I nie tylko dotyka kraje ubogie to praktykują. Okazuje się, że w Europie lekarze (!) również dokonują tego zabiegu.

sobota, 13 czerwca 2015

Uciekam więc jestem...

"Uciekam, więc jestem. A raczej: uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę."

Tak, tak w dalszym ciągu jesteśmy w Świecie Dysku. Rincewinda nadal nie ma. A na magicznym uniwersytecie dzieją się dziwne rzeczy – często słychać dźwięk jakby stóp... jakby ktoś biegał. To niecodziennie, Duchy z reguły trzymają się z dala siedziby głównej magów. Należałoby kogoś zapytać co to może być, prawda? A kto wie więcej o zmarłych niż sam Śmierć?
"Rytuał AshkEnte. To najpoważniejszy rytuał, jaki może odprawić ośmiu magów. Przyzywa śmierć, która oczywiście wie o wszystkim, co się dzieje wszędzie. I oczywiście wykonuje się go raczej z oporami, ponieważ starsi magowie są zwykle bardzo starzy i raczej wolą nie zwracać na siebie uwagi Śmierci."
Wzywany pojawia się i mówi, że biegaczem jest...

...Rincewind. To jego seria, więc wiadomo było, że jakoś z piekła się wydostanie. Uczynił to nastoletni haker demonologii. Ta postać jest podobno zaczerpnięta z "Fausta" Goethego. Książki nie czytałam, jednak opierając się na informacjach z Internetu doszłam do wniosku, że fabuła jest łudząco podobna do części drugiej tego dzieła. Wracając do Eryka wywołuje demona licząc że ten spełni jego trzy życzenia: chciał być królem świata, żyć wiecznie oraz mieć najpiękniejszą kobietę na ziemi. Zamiast demona wywołuje najgorszego maga na Dysku. Gdy okazuje się, że nie jest w stanie zrobić żadnej z tych rzeczy drastycznie obniża swoje wymagania (np.: kobieta może być jakakolwiek, może od niej dostac w twarz – liczy się kontakt fizyczny), aż w końcu z rozpaczą przyjmuje do wiadomości fakt iż z jego marzeń nie spełni się nic. Ale czy na pewno? Rincewind, jak sie okazuje, podlega prawom demonom i jest niejako własnością młodzieńca. Jego pstryknięcie palcami okazuje się nieoczekiwane w skutkach.

wtorek, 9 czerwca 2015

Czarodziciel. Zbawienie dla magów?

"- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
"
Kontynuując przygodę ze Światem Dysku oraz nordic walking sięgnęłam po "Czarodzicielstwo". Tutaj znów nastąpiła zmiana lektora. Jak znalazłam go i powieść?

Wszystko zaczyna się jak ósmy syn, ósmego syna Ipslore łamiąc prawa czarodziei, pokochał kobietę i miał z nią synów. Ósmy był Colin. Wiadomo, że zostanie on czarodzicielem. Będzie potężniejszy od wszystkich magów. Ojciec chciał syna wykorzystać do zemsty na magach, którzy go wygnali z Niewidzialnego Uniwersytetu. Chciał aby oni wszyscy się ugięli przed jego latoroślą. Plany pokrzyżował mu Śmierć. Przynajmniej miał taki zamiar. Ipslore go przechytrzył i wszedł do laski, dzięki której kierował chłopcem

Przenosimy się kilkanaście lat do przodu gdy magowie mieli wybrać nowego rektora. Oczywiście wszyscy wiedzieli kto nim będzie, ale bez przemówień i uczty nie mogło się obyć. Wtem zjawia się Colin, aby zająć należne mu miejsce. Z kapeluszem nadrektora na głowie. Oczywiście nikt nie traktuje dzieciaka poważnie, do czasu aż pokazuje co potrafi czarodziciel... Pod władzą młodzieńca magowie chcą przejąć władzę nad światem, zamierzają się też zmierzyć z bogami

środa, 3 czerwca 2015

Hyperversum 2. Sokół i lew.

"Wojna może wiele zmienić w człowieku, jednak nie wszystkie zmiany można usprawiedliwić. "

W ramach wyzwania 52 przeczytałam pierwszy część cyklu "Hyperversum". Jak można tu przeczytać, bardzo mi sie podobał. Zakończenie było niezwykle emocjonujące. Chciałam natychmiast sięgnąć po drugi tom, ale musiałam czekać tydzień aż trafię do Bujaczka. Oczywiście odjeżdżając porwałam książkę. Czy ona mnie tez porwała?

Przypomnijmy czym jest tytułowe Hyperversum. Jest grą komputerową, która pozwala przenieść się w dowolne miejsce i czas. Oczywiście w teorii, w praktyce gracz siedział sobie wygodnie w pokoju z super nowoczesnymi okularami i rękawiczkami. Gra jest bardzo realistyczna. Dla piątki bohaterów okazała się być zbyt realna. Zostali przeniesieni do średniowiecznej Francji. Przeżyli niezwykłe przygody, wzięli udział w wojnie, dwójka nawet znalazła miłość. Część z nich zmuszona była wrócić z Ianem do czasów współczesnych. Ale nie napiszę dlaczego (nie wszyscy pewnie czytali tom pierwszy).

Iana zastajemy dwa lata później jak cierpi tęskniąc za ukochaną. Liczy się z tym, ze na zawsze zostanie w przyszłości. Jak się dowiedział ma syna, którego nie zobaczy nigdy. Później odkrywa jedną rzecz: miał drugiego syna. Podobieństwo jest uderzające, nie ma mowy o innym ojcu. To go napełnia nadzieją. Z Danielem próbują wrócić do przeszłości. Udaje się im wrócić do momentu, w którym kończył się poprzedni tom. Ale dochodzą do wniosku, że nie mogą się pokazać innym. Minęły przecież dwa lata, ich wygląd się zmienił. Wychodzą z gry i postanawiają wrócić parę miesięcy później z przygotowaną bajką o porwaniu. Daniel po upewnieniu się, że jego przyjaciel jest bezpieczny ma przenieść się do czasów współczesnych. Ale nie wszystko układa się jak zaplanowali... Właściwie nic nie idzie według planu. Zostają porwani przez Geoffreya Martewalla do Anglii, gdzie muszą walczyć o życie. Gra nie odpowiada na komendy. Spotkanie Iana z żoną się oddala. Nie wiadomo czy w ogóle do niego dojdzie.

sobota, 30 maja 2015

Świat Dysku, część druga.

Skoro powiedziało się A to B należałoby. Po "Kolorze magii" czas na "Blask Fantastyczny". Okoliczności te same: pole, słońce, kijki, palone kalorie i Pratchett w słuchawkach. Polecam tę metodę palenia kalorii każdemu. Nie myśli się o zmęczeniu, upale, wolno mijających minutach, czy komputerze, który kusi z wygodnego biurka. Czas mija nie wiadomo kiedy. No ale dosyć o tym. Wróćmy do Rincewinda

W poprzedniej części poznaliśmy nieco Rincewinda (najgorszego maga wszech czasów), oraz jego towarzysza Dwukwiata (pierwszego turystę Dysku). Nie można zapomnieć także o Bagażu. Tutaj wielka litera jest celowa – kufer posiada osobowość, nóżki, język i zęby. Jest w całości wykonany z myślącej gruszy. Rozstaliśmy się z naszymi bohaterami jak uciekając przed poświęceniem ich na ołtarzu bogom uciekają z dysku. Dosłownie. Oczywiście nie spadną w nicość. Rincewind, a raczej jego umysł jest bardzo potrzebny do ocalenia Dysku, tak więc skacze w kosmos a ląduje w lesie. Nadal na Dysku. Pierwszy szok przeżywa po rozmowie z drzewem.

"- Au - mruknął.
Drzewo odpowiedziało głosem podobnym do dźwięku otwiera­nych, bardzo starych drzwi.
- Dobrze ci tak.
Na długą chwilę zapadła cisza.
- Ty to powiedziałeś? - zapytał wreszcie Rincewind.
- Tak.
- I to też?
- Tak.

piątek, 29 maja 2015

Drugi oddech

"Zwracam się przede wszystkim do moich braci na wózkach, do wszystkich kalek, a więc do was, bo wszyscy jesteśmy okaleczeni przez życie."

Jakiś czas temu postanowiłam wykorzystac piękną pogodę oraz połacie lasu wokół mnie spacerując. Postanowiłam wziąć ze sobą towarzysza. Wybór padł na Philippe Pozzo di Borgo oraz jego książkę: "Drugi oddech". Jak pisałam wcześniej szaleję za filmem "Nietykalni" i chciałam zapoznać się z pierwowzorem filmowego bohatera.

Philippe był typowym francuskim dzieckiem. Nie był wybitnie niegrzeczny, aniołkiem także nie można go nazwać. Nie wyróżniał się inteligencją, nie porażał głupotą.
"Co do mnie posyła mnie do tych samych szkół, do których chodził on sam i jego ojciec, bo jestem najmniej durny z całej trójki."
Może jedno go odróżnia od większości rówieśników: pochodzi z bardzo bogatej rodziny. To oznacza, że większość życia spędził w elitarnych szkołach z internatem, wychowywał się wśród muzyki klasycznej i bali. Nie wiemy czy młody Philippe miał żal do rodziców za to, że widywał ich tylko od święta.

Wtedy życie dziedzica wyglądało nieco inaczej niż teraz.Nie było relacji w plotkarskich gazetach z zakupów, imprez czy spacerowaniu po czerwonym dywanie... Philippe po szkole pracował i wynajmował małe mieszkanko. Z kobietą – Beatrice, jego wielką miłością. Autor był człowiekiem który czerpał z życia to co najlepsze. Piękne kobiety, wycieczki, skoki na spadochronie... Ta ostatnia namiętność przyczyniła się do jego kalectwa.

czwartek, 28 maja 2015

Blondyn, chudy i... ten trzeci

Kocham kabarety. Wychowałam się na OT.TO, kabarecie POTEM oraz Dudku. Pamiętam godziny spędzone przy coraz bardziej zdartych kasetach VHS, śpiewane kawałki... Miłość do tego rodzaju rozrywki odziedziczyłam. Zresztą cała moja rodzina dobrze się bawi przy kabaretach.

Fanką tego kabaretu zostałam w momencie jak zobaczyłam ich po raz pierwszy w telewizji. Był to jakiś festiwal kabaretowy. Młody, świeży.. "Blondyn" i "ten chudy". Jeden miał gadane, a drugi... zginane. To było coś nowego. Coś innego. Do dziś nie widziałam kabaretu opartego na takim układzie ról. Wprawdzie jest polski mim, Krosny, ale to zupełnie inny rodzaj humoru. Wracając do "mrumrusów"zaczynali jako nieznany kabaret występujący na festiwalach w zupełnie innym składzie. Było ich pięciu w tym Marcin Wójcik. Nie znam skeczy z tego okresu. Poznałam ich tedy gdy doszedł Michał (notabene też Wójcik i wcale nie ma tak na imię) a reszta składu odeszła.Większość ich scenek opierała się talencie nowego nabytku. Otóż chudy zginał się w zaskakujących miejscach. Jest mimem i sztukę tę przystosował do kabaretu. Skecze takie jak Tofik", "Supermarket" czy "Golfista" śmieszyły miliony ludzi. Jak zobaczyłam ich pierwszy raz w telewizji było ich dwóch plus akustyk (Waldemar Wilkołek, który po jakimś czasie dołączył do zespołu jako kabareciarz), dziś mają rzeszę ludzi, którzy dbają o ich interesy. Jak wygląda droga na szczyt?

Znamy ich ze sceny, jak rozśmieszają miliony ludzi. Ludzie się spodziewają, że prywatnie też są tacy wyluzowani, dowcipami rzucają nawet przy zakupie bułek. Okazuje się, że nie żyją w różowej otoczce dobrego humoru. Są ludźmi jak my i złe dni, czy nawet tragedie ich nie omijają.

sobota, 16 maja 2015

Gdy gra wciąga za bardzo...

I znów Wyzwanie 52. Tym razem przychodzę do Was z pozycją pierwszą: książka, która ma więcej niż 500 stron. "Hyperversum" zaproponowała Bujaczek. Miałam wiele obaw związanych z tym wyborem. Nie przepadam za młodzieżową fantastyką, a do tego gatunku należy dzieło Cecylii Randall. W dalszej części się dowiecie, czy rzeczywiście się zanudziłam

Może teraz słówko o autorce. Nie miałam jeszcze z nią do czynienia, zdaje się też, ze nie jest specjalnie popularna. Na jej temat znalazłam niewiele informacji, tak naprawdę tylko na jednej stronie hyperversum.pl. Może wkleję treść:

"Autorka bestsellerowych powieści dla młodzieży. Urodziła się w Modenie i, jak sama mówi o sobie, wyrosła na „chlebie, książkach i komiksach”. Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur Obcych, a także studia w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Bolonii, po których zaczęła pracować jako graficzka, projektantka stron internetowych i ilustratorka.
Jej debiut literacki przypadł na grudzień 2006 roku, kiedy opublikowała pierwszą powieść "Hyperversum". W 2007 roku w antologii "L'ombra del Duomo" (Cień katedry) zostało opublikowane opowiadanie "I due leoni" (Dwa lwy). Pod koniec tego samego roku ukazała się kolejna powieść "Il Falco e il Leone" (Sokół i Lew, Giunti), a Hyperversum zdobyło nagrodę literacką Premio Letterario Nazionale Insula Romana, w kategorii „Proza dla młodzieży”. W 2008 w antologii "Mutazioni" (Mutacje, Perrone) ukazało się kolejne opowiadanie "L'ultimo giorno" (Ostatni dzień).

środa, 13 maja 2015

Polski super...luzak.

"Odszedł "Kłamca", nadchodzi "Dreszcz". Bo ileż można pieprzyć się z Bogami."
Każdy z nas zna superbohaterów z komiksów. Nawet jeśli ten typ literatury nie przemawia do Was to niech rękę podniesie osoba, które nie widziała adaptacji Supermana, Batmana, Hulka, Spidermana, Ironmana i wielu innych. O filmach typu "Avengers" nie muszę wspominać. Każdy kto nie mieszka w jaskini pośrodku niczego na bezludnej wyspie słyszał o nim. A myślę, że i tam znalazłby się plakat reklamujący najnowszą produkcję Marvela. Ze swej strony dodam tylko, że "Czas Ultrona" jest bardzo dobrym filmem acz wymagałabym od niego nieco więcej. No nic. Kontynuując wątek współczesnych herosów - wszyscy oni są szlachetni, uczciwi i w ogóle są bohaterami pozytywnymi. Od kiedy otrzymują super moc chcą walczyć po stronie dobra. Zazwyczaj się okazuje, że pojawia się gościu z nadnaturalnymi mocami, który chce zniszczyć świat, zawładnąć nim, ukraść parę milionów albo jest po prostu wkurzony. O tym jak się kończą tego typu historie mówić nie muszę. Jaki jest bohater wykreowany przez Ćwieka?

Zacznijmy od samego autora. Pierwsze trzy lata swojego życia spędził w akademiku a urodził się w tym samym roku, w którym został wydany debiutancki singiel zespołu Metallica. Potem przeprowadził się do Głuchołaz, tam zaczął pisać oraz udzielać się w amatorskim teatrze. Był harcerzem (pokrewna dusza :D). Debiutował w 2005 roku zbiorem opowiadań "Kłamca". Jedno z opowiadań zostało nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajda. Ale to nie było ostatnia nominacja. Parę opowiadań zostało adaptowane na potrzeby teatru. Idąc do Matrasa z kartą od Sylwii w ręku miałam cichutką nadzieję, iż natknę się właśnie na ten zbiór opowiadań. Niestety tak się nie stało. O tym czy żałuję napiszę później. Oprócz tej tetralogii Ćwiek napisał między innymi: "Ciemność płonie", "Gotuj z papieżem" oraz "Ofensywa szulerów". Jest jednym z bardziej znanych polskich pisarzy fantastyki oraz: animatorem kultury, konferansjerem, dziennikarzem, felietonistą, scenarzystą, znawcą popkultury i ojcem. Sporo tego prawda?


czwartek, 7 maja 2015

Oktarynowy - ósmy kolor.

Jak każda osoba odchudzająca się, jestem aktywna fizycznie. W związku z tym zaczęłam doceniać piękna pogodę na zewnątrz oraz uroki życia na wsi. Blisko mam do pól i lasów. Postanowiłam odkurzyć kijki i ruszyć w trasę. Tylko nie lubię chodzić gdy nic mi nie towarzyszy. Nie ludzie – wolę się pocić w samotności. Potrzebowałam czegoś co oderwie mnie od liczenia kroków czasu i myślenia "kiedy wrócę do domu". Ciekawym pomysłem byłyby książki. Niestety nie mam trzeciej ręki. Ale mam odtwarzacz mp3. Drugą książką (pierwszej nie opisałam jeszcze) jest "Kolor magii" Terry Pratchetta.

O tym autorze słyszał niemal każdy. A osoby, które czytują fantastykę powinny poznać jego twórczość. Terence David John Pratchett urodził się w 1948 roku w Beaconsfield. Był jedynakiem i miał mnóstwo czasu na czytanie. W młodości marzył o byciu astronomem, ale nie był matematycznym orłem, więc jego marzenie spełniło się w wieku dorosłym – stać go było na zbudowanie własnego obserwatorium. Pierwsze opowiadanie opublikował w wieku 13 lat. Pieniądze zdobyte w ten sposób przeznaczył na maszynę do pisania. Powieść napisał już jako siedemnastolatek, potem twierdził że nie był dość dojrzały do pisania i jego twór nie był zbyt dobry. Ponad 10 lat później napisał "Kolor magii". Nie sprzedała się byt dobrze. Lepiej było z następnym tomem. Trzeci już był wyjątkowo wyczekiwany. Pracował w wielu gazetach, m. in. Bucks Free Press, Bath Chronicle oraz Psychic Researcher. W 1998 został odznaczony za zasługi dla literatury Orderem Imperium Brytyjskiego przez angielską królową. Jest znany na całym świecie. Jego książki przetłumaczono na 33 języki.

Na początek powiedzmy sobie czym jest świat dysku? Ma osiem kierunków, osiem podstawowych kolorów, osiem dni tygodnia, paru bogów, trolle, magię... Słowem – to co każdy szanujący się świat fantasy mieć powinien. Z tym, że jest płaski, No tak z grubsza. Do tego leży na plecach czterech słoni, które są na grzbiecie gigantycznego żółwia Atunina.


wtorek, 5 maja 2015

Każdy musi czasem sięgnąc po klasykę.

Jak część z Was wie, z Bujaczkiem mamy wyzwanie. Wyzwanie 52 konkretnie. Jedną z kategorii jest "Klasyczny romans". Nie jestem wielbicielką romansów, koleżanka nie specjalnie zna się na klasyce. Jednak tytuł "Duma i uprzedzenie" zna każdy. Nie wszyscy czytali, ale nie znam osoby, która nie słyszała, że ta książka istnieje :)

Tytuł nie jest gruby, okładka idealnie pasuje do klasycznego stylu książki. Ale co w środku? O czym jest książka, która znajduje się na liście 100 książek które należy przeczytać wg BBC? Odpowiedź jest prosta. Jane Austen pisała o znajdywaniu męża. Cała historia dzieje się na angielskiej prowincji na przełomie XVII i XIX wieku. Państwo Bennet mają pięć dorosłych córek. W tamtych czasach zdaje się, kobiety nie miały większych ambicji. Ich jedynym celem było wyjść dobrze za mąż. Potem znaleźć odpowiedniego kandydata na męża dla córki, bądź córek. Ale co znaczyło dobrze? Czy mąż miał być dobry dla żony, szanować ją? Może mieli mieć takie same zainteresowania? Albo być ciepły i czuły? Nie. Musiał posiadać jedną cechę: pieniądze. Musiał zapewnić małżonce byt na określonym poziomie: piękny dom, ogród, służbę, wycieczki, suknie... Na przykładzie państwa Bennet widać, że to wcale nie gwarantuje udanego małżeństwa.
"Żonie nie zawdzięczał nic prócz radości, jaką czerpał z jej głupoty i ignorancji. Nie jest to jednak ten rodzaj szczęścia, jaki na ogół mężczyźni pragnęliby zawdzięczać żonom, ale tam gdzie brak innych źródeł zadowolenia, prawdziwy filozof potrafi wykorzystać i te, które mu są dane."

Główną bohaterka jest jedna z panien na wydaniu: Elżbieta. Nie jest najpiękniejsza córką. Wprawdzie jest inteligentna, ale nie jest to cecha pożądana wśród kandydatek na żonę. Lepiej aby kobiety same nie myślały. A co jak się okażą mądrzejsze niż małżonek? Wstyd trochę, nie? Do sąsiedztwa wprowadza się nowy obiecujący kawaler. Panny wraz z nim poznają jego gburowatego przyjaciela, który od początku darzy Elżbietę antypatia. Z wzajemnością zresztą.


niedziela, 3 maja 2015

Moje łupy

Wczoraj byłam w Gdańsku. Cały dzień. Od 6.30 na nogach do wieczora. No ja muszę dojechać do tego miasta. Niestety PKP postanowiło zmusić siłą do przesiadki na pierdolino. Albo to, albo nic. Niestety ja, zaprawiona w bojach z wszelaką komunikacją publiczną wolałam poczytać książkę godzinę podczas przesiadki niż płacić dwa razy więcej za bilet :)

Oczywiście w sklepach nie ma nic ciekawego dla mnie. Jakieś spodnie i bluzkę wynalazłam. No i książki:
1. Terry Pratchett i Neil Gaiman - "Dobry Omen". Po moim pytaniu ekspedientka spojrzała w komputer i poszła poszukać ksiazki. Stwierdziła, że jej nie ma. To prawda, że podałam jako pierwszego autora Gaimana a pozycja stała w kąciku "Świata Dysku", ale po coś mają program, co nie?
2. Jakub Ćwiek "Dreszcz". Zależało mi aby to było zabawne fantasy. Czytałam wiele dobrego o Ćwieku, ale nie miałam okazji do przeczytania jego książek. Te ksiązki kupiłam przy pomocy karty podarunkowej, którą wygrałam u Sylwii.
3. Na zdjęciu znalazły się jeszcze biedronkowe książki, potrzebne do Wyzwania 52. Pierwsza z nich to "Duma i uprzedzenie". Jestem w trakcie i powiem, że szału nie ma. Jestem nastawiona na zerową akcję w moim rozumieniu, ale jak na razie nie dzieję się nic. Czy ta książka jest cała przegadana? Uważam, że jakiś smok, albo wielki troll i niewielka rozwałka nadałaby rumieńców pozycji.
4. "Małe kobietki" - z tą książką nie miałam do czynienia. Ciekawe jak mi się spodoba. Jak na razie widzę, że jest gruba i różowa :P


Ktoś mi powie czy do wyzwań liczą się audiobooki? Ostatnio trochę ich "czytam" i sie zastanawiam...

piątek, 1 maja 2015

O nauce pokory.

"Twoja moralność jest taka jak twój stosunek do innego człowieka. "

Jak pisałam w poprzedniej notce kocham film "Nietykalni", który oglądałam mnóstwo razy. Nadszedł czas na poznanie pierwowzorów głównych bohaterów. Należy pamiętać, że film był inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, nie był kalką. Wystarczy spojrzeć na odpowiednika niskiego Algierczyka, który w filmie jest wysokim Senegalczykiem.

Abdel Sellou jak wpomniałam, pochodzi z Algierii. Gdy miał kilka lat jego rodzice oddali go małżeństwu, które nie mogło mieć swoich dzieci. Chłopiec nie został do tego przygotowany. Pewnego dnia powiedzieli mu że jego mama nie jest mamą i oddali. W tej kulturze jest to normalna procedura. Potem okazało się, że nowi rodzice nie umieją się chłopcem zająć. Dziecko nie potrafiło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Od kiedy tylko mógł wagarował, kradł, uciekał z domu. Nie wiemy do końca czy rodzice próbowali wpłynąć na chłopca rozmową, ale wiemy że raczej wychowywał się sam. Tak naprawdę był biednym chłopcem, który wymagał uwagi. Sądzę także, że niski wzrost nadrabiał charakterem. Jak był niepełnoletni nie przejmował się żadnymi konsekwencjami – nikt mu nie mógł nic zrobić. Jak ukończył 18 lat niemal od razu poszedł do więzienia. Nie narzekał. Nie było mu źle. Ale odsiadki nastał koniec. Trzeba było "szukać pracy", czyli kombinować tak, aby mieć pieniądze, nie nadpracowując się zbytnio. Trafił na ofertę pracy jako "asystent tetraplegika". Nie mial pojęcia kto to jest, ale poszedł się dowiedzieć. Pan Pozzo przyjął go razem z innym człowiekiem na okres próbny. Abdel wygrał. Nie miał doświadczenia, był kryminalistą a współczucie i pokora to dla niego obce słowa, a jednak Philippe dostrzegł coś w tym niewysokim mężczyźnie

Ale Adbel nie pisze o tym jak trudno się opiekować tetraplegikiem. Opowiada jak jeden człowiek może zmienić drugiego. Pracodawca nauczył go pokory, odpowiedzialności, dokształcił, nauczył czytać i rozumieć.

"Jak mówi pan Pozzo, trzeba do słów "solidarność", "pogoda ducha", "braterstwo" i "szacunek" dodać jeszcze słowo "pokora". "

niedziela, 26 kwietnia 2015

Dziękuję bardzo :)

Czasem biorę udział w konkursach. Rzadko coś wygrywam, jednak tym razem z pomocą strasznych fasolowych ludzików i mojej ukochanek książki wygrałam kartę podarunkową księgarni Matras. Sprawdzę, czy książki które chcę są i kupuję :D
Jeszcze raz dzięki Sylwio

A to jeszcze karta: