Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 19 lutego 2015

Dlaczego 12.07?

Powracam do zakładu z Bujaczkiem. Konkretnie do punktu 17: "książka, którą polecił mi ktoś znajomy". "Siedem minut po północy". Okładka sugeruje iż jest to horror. W środku pojawia potwór, ale czy będzie mi spędzać sen z powiek? Możliwe. Jednak nie ze względu na koszmary nocne. Po kolei.

Książkę napisał Patrick Ness. Jednak nie on wymyślił tę historię. Siobhan Dowd napisała 4 książki. Dwie wydała za życia, kolejne zostały opublikone po śmierci. Piątej nie zdołała skończyć. Zmarła na raka piersi. Nessowi zaproponowano dokończenie dzieła. Początkowo nie chciał się zgodzić.

"Kiedy spytano mnie, czy nie chciałbym dokończyć za nią tek książki, miałem wątpliwości. Nie chciałem – nie mogłem – napisać tej powieści naśladując głos Siobhan. W ten sposób wyrządziłbym krzywdę jej, czytelnikom a przede wszystkim samej opowieści. Nie uważam, by na tym właśnie polegało dobre pisanie.
Jednak świetne pomysły mają to do siebie, że rodzą kolejne pomysły. Zanim zdołałem się zorientować, pomysły Siobhan zaczęły pączkować w moim umyśle i ogarnęła mnie ta żądza, za którą tęskni każdy pisarz: by zacząć przelewać słowa na kartki, by opowiedzieć historię."
Jak mu to wyszło? Zobaczymy.

niedziela, 15 lutego 2015

Gdy dziecko znika...

Na wstępie chcę się pochwalić, że dziś mija 5 lat jak jestem z moim facetem. Zaczęło się od kopania śniegiem, gorączki i pocałunku. W ramach podziękowania dostałam tablet. Jestem przeszczęśliwa. Jeszcze muszę wymyślić jak czytać Wasze blogi, ponieważ aplikacja na androida umożliwia pisanie postów, czytanie swojego bloga... I tyle.

Dziś oczywiście książka o miłości "(wszak wczoraj były walentynki). O miłości matki do dziecka.

"- Dasz radę wrócić na kolację? - zapytała Katrin, malując sobie rzęsy.
Thomas cmoknął ją w policzek.
- Raczej nie. Przez cały dzień się z kimś spotykam, a potem muszę jeszcze przygotować prezentację. To niestety może potrwać.
A więc jak zawsze, pomyślała Katrin i tylko kiwnęła głową. "
Znacie taki scenariusz? Rodzi się dziecko, matka zostaje w domu. Ojciec pracuje więcej – dziecko ma duże potrzeby. Ale potem nawet jeśli żona wraca do pracy to i tak mąż potrafi się wymawiać obowiązkami służbowymi. W rzeczywistości kobieta pracuje na dwa etaty (praca i dom). Jest przemęczona i samotna w Munsterze. Wprawdzie się tutaj wychowała, ale podczas wyprowadzki na studia jej dawni znajomi się wyprowadzili. Odprowadzając syna do przedszkola poznaje Tanję. Ona też jest równie samotna co Katrin, jej mąż także jeździ w delegacje a ona sama nie jest kolejną zwariowaną mamuśką z którą można porozmawiać tylko o atestowanych herbatkach, kupkach i artykułach z "mądrych książek". Była normalna kobietą.

To Tanja pierwsza się dowiedziała o drugiej ciąży Katrin. Mąż nie miał czasu aby zamienić z nią parę słów. To ona zgodziła się zaopiekować gorączkującym Leo podczas pogrzebu ojca Katrin. Bo kto pomoże jak nie przyjaciółka? Po powrocie okazuje się, że kobieta znika, numer Tanji nie istnieje a kobieta nie jest tym za kogo się podaje. Kim więc ona jest i jakie ma zamiary wobec dziecka?


sobota, 14 lutego 2015

"Dlaczego podskakuję" - Autyk o swojej chorobie.

Przez ostatnich parę dni jestem wyłączona z życia osobistego. Zapalenie gardła i krtani powoduje, że nie jestem w stanie zwerbalizować tego, czego potrzebuję. Irytujące uczucie. Mogę używać rąk, ale i tak nikt nie rozumie, o co mi chodzi. A teraz wyobraźcie sobie, że nie jesteście w stanie zmusić kończyn do zrobienia czegoś, ust do wymówienia tego, co chcecie przekazać, umysłu do skupienia się na jednej myśli. Tak między innymi wygląda autyzm. W uproszczeniu.

David Mitchell w swoim wstępie opisuje, gdzie rodzice autystycznego dziecka poszukują pomocy. Publikacje dotyczące autyzmu dzielą się na cztery części.
Pierwsza, najmniej pomocna część, to artykuły i książki wszystkich „objawionych” guru. Piszą oni jak pomóc dziecku, jak je zrozumieć i zapewne wyleczyć. Nie czytałam takich tekstów, ale na pewno są osoby, które twierdzą, że opisywana choroba jest uleczalna. Piszą je ludzie, którzy prawdopodobnie nie znają żadnej osoby ciepiącej na autyzm, jednak ton, jaki używają, pozwala twierdzić, że tylko do nich należy racja. Drugi rodzaj to pozycje pisane przez naukowców. Niestety rozbieżność pomiędzy teorią opisaną w publikacjach a praktyką w domu jest zbyt duża, aby można było to jakoś połączyć. Kolejny typ książek to świadectw pisane przez rodziców autystycznych dzieci. Spisują oni metody na porozumiewanie się z chorym czy pomocne terapie. Lecz to także na nic się zdaje. Otóż każdy przypadek tej choroby jest inny. Jak pisze autor wstępu:
Każdy chory na autyzm cierpi na swoją własną odmianę – autyzm bardziej przypomina wzór tęczówki niż świnkę – a im bardziej nietypową kurację zastosuje się w przypadku jakiegoś dziecka, tym mniej prawdopodobne, że pomoże ona innemu dziecku (na przykład mojemu).

środa, 11 lutego 2015

Lekko o mordowaniu. Dexter w opałach.

Wpis miał nie powstać. Od wczoraj leżę rozłożona na łopatki niezdolna do samodzielnego myślenia. Mówi się, że na katar się nie umiera. A jednak. Nie pozwala oddychać, myśleć, podkłada żyletki do gardła, osłabia mięśnie. Aby katar sprawił, że prysznic jest wyczynem porównywalnym do zdobycia szczytu górskiego? Postanowiłam jednak zjeść śniadanie (pastylkę na gardło – taka mam ostatnio dietę) i spróbować odgruzować mózg. Może nawet coś mi wyjdzie.

Książka którą teraz opisuje miała być na "potem". W jednym z moich wyzwań jednak powinnam przeczytać książkę, której okładka przedstawia osobę stojącą tyłem. Wybór padł na "Dylematy Dextera". W późniejszym wydaniu książka ta nosi tytuł "Cierpienia Dextera"

.

Dextera zastajemy w domu. Prowadzi on normalne życie z Ritą oraz dwojgiem jej dzieci: Astor i Cody. Była ona żoną zwyrodnialca, który znęcał się nad nią i potomstwem tak długo aż wybił z całej trójki poczucie własnej wartości, pewność siebie i marzenia. Zmiana nastąpiła dopiero jak główny bohater zaopiekował się nieszczęśnikami. Okazał się być wyrozumiałym i cierpliwym partnerem. Rita wróciła do normalności, poczuła się bezpiecznie, dzieci znalazły ojca, który znajdzie dla nich czas i ich wysłucha. Układ idealny. Okazuje się, że Dexter skrywa tajemnicę. Mrocznego Pasażera. Jest to towarzysz, który pomaga mu w spełnianiu się. Otóż facet ma ciekawe hobby: morduje. Otóż Dexter jest socjopatą. Nie odczuwa emocji, nie potrafi kochać, smucić się, żałować i cieszyć życiem. Chyba że zabija. Myślę że gdy tnie ofiary na kawałki odczuwa coś co można nazwać szczęściem. Związek z Ritą jest częścią maski, którą przybiera bohater. Jego przybrany ojciec Harry nauczył go jak wtopić się w otoczenie, nie wyróżniać się z szarej masy zwyczajnych mieszkańców Miami. Dzięki temu to on tropi seryjnych morderców, ale nikt nie tropi jego. Jest technikiem kryminalistycznym (przecież najciemniej jest pod latarnią, nie?). Niektórych zwyrodnialców zostawia sobie. Są to ludzie, których ciężko schwytać a nawet jeśli się uda, to dzięki kontaktom i pieniądzom wyjdą na wolność. Zabijanie ludzi, którzy na to zasłużyli to również zasługa Harrego. Jako policjant chciał chronić przybranego syna oraz zdrową część społeczeństwa. Nauczył pasierba jak nie zostać schwytany i co się stanie jeśli nie będzie ostrożny. Pierwszą ofiarą w książce jest Zander – milioner, który zwabia bezdomnych pod pretekstem pomocy. Jako trofeum zostawia sobie trampek. W ostatnich chwilach życia powiedział:

"On cię znajdzie."
Dexter zrozumiał to jako próba uratowania życia, podjęta przez ofiarę. Ale czy na pewno?


niedziela, 8 lutego 2015

Rozstanie z Trudi Canavan.

Znów wpadłam w czytelniczy szał. Dzień po jednej recenzji tworzę następną. Tym razem jest ot juz ostatnie spotkanie z Trudi Canavan w tym roku. Na pewno żadnych nie planuję, choć nigdy nic nie wiadomo.

Znów mamy tutaj narrację w punktu widzenia czterech bohaterów. Najpierw spotykamy się z Lorkinem. Królowa Zdrajców wypuściła go z Azylu. Dała mu misję. Miał on negocjować w jej imieniu naukę uzdrawiania w zamian za naukę wytwarzania magicznych kamieni. Lorkin, pomimo że czuje się Zdrajcą jest wierny Gildii i nie zrobi nic co jest niezgodne jej prawem. Pomijając naukę czarnej magii, która była konieczna do nauki tworzenia magicznych kamieni. Niestety Król Sachaki pokrzyżował te plany. Wtrącił młodego maga do więzienia. Chciał wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji na temat Zdrajców. Zniszczenie siedziby wrogów jest dla niego ważniejsze niż dobre stosunki z Gildią.
Drugim narratorem jest Dannyl. Niestety większość jego przemyśleń stanowią uczucia do pewnego Ashakiego. Na szczęście jednak ma tutaj rolę. Próbuje wyciągnąć Lorkina z lochów oraz utrzymać przyjacielskie stosunki Gildii z Sachaką. Tak naprawdę jednak nie robi nic więcej. Nic istotnego dla fabuły. Trochę szkoda, że wątek jego badań został poruszony w pierwszym tomie i zapomniany w kolejnych.
Wracamy do Kyralii. Tutaj nadal problemem jest nil, który uzależnił niektórych magów. Uzależnionymi można manipulować za pomocą narkotyku. A to jest bardzo niebezpieczne. Gildia szuka rozwiązania tego problemu. Cery wraz z Anyi oraz Golem ukrywają się pod Gildią przed nowym Królem Złodziei, który jest dzikim magiem podobnie jak jego matka. Tutaj znów pojawia się wątek homoseksualny pomiędzy Lilią a Anyi. I ponowne rozterki: czy powiedzieć Ceremu. Cery myśli czy zaakceptować związek córki z nowicjuszką. Ehhh...
Sonea niestety także została nieco zapomniana. Nie wnosi za dużo do fabuły. Nią także miotają miłosne rozterki (co?). Poza tym snuje się za synem... I nic więcej nie robi. A szkoda. To ona miała być główną bohaterką nie?


piątek, 6 lutego 2015

Kim jest tytułowy Łotr?

Dość długo nie było książkowego wpisu. Wróciłam do domu, zachorowałam, podczas wygrzewania się w łóżku wciągnął mnie serial, potem postanowiłam się uczyć angielskiego. Jednak przeczytałam drugą część Trylogii Zdrajcy. Dziś się zebrałam aby coś skrobnąć.

Drugi cykl o świecie, w którym znajdują się Imardin, Sonea oraz Gildia Magów jest zupełnie inny niż pierwszy. Porusza inne tematy. Nawet realia się zmieniły. Różnice między biednymi a bogatymi się zacierają. Powstały szpitale dla tych, których nie stać na Uzdrowiciela, magiem może być każdy kto ma dar. Muru, czystek już dawno nie ma. Do tego mam wrażenie, że więcej jest polityki. Na szczęście to wcale nie znaczy, że książka jest nudna. O co to to nie. W dalszym ciągu mamy mnóstwo przygód.

Tym razem widzimy świat oczami paru bohaterów. Tak naprawdę sprawy są skrajnie różne. Pozornie się nie łączą ze sobą, ale mam wrażenie, że w ostatnim tomie się to wyklaruje. A ta powieść ma wiele wątków.

Na poczatku wracamy do Lorkina. Spędził on wiele miesięcy w Azylu – miescie, który jest kryjówką Zdrajców. Tutaj rządzą kobiety, które są dość mocno ograniczane przez Sachakan, nie ma także niewolnictwa ani bogatych panów – nierobów. Każdy pracuje dla społeczności. Nawet wspomniany Kyralianin. Jest Uzdrowicielem, zatem udziela się w lecznicy. Nie używa jednak magii. Magowie uczą się w Gildii aby magię stosować tylko wtedy, gdy to koniecznie. Nie powinni tracić mocy na katar. Pomimo że bohater spędzi resztę życia w Azylu pozostaje wierny Gildii. Zdrajcy chcą poznać tajniki uzdrawiania, oni natomiast mają wiedzę, której nie zna Kyralia.

Misja Dannyla w Sachace nie jest zbyt ciekawa. Właściwie najwięcej jest tutaj scen napięcia i rozmów o miłości Ambasadora z byłym kochankiem oraz nowym znajomym, który okazuje się być zainteresowany czymś więcej niż polityką.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Czasem też poczytam pisemka.

Dawno mnie nie było. Wciągnęłam się w serial NCIS LA. Czasem mnie wciągnie jakiś serial i nie puszcza. No ale wyczerpałam odcinki, więc mogę wrócić. Dziś nietypowo. Nie książka. Czasem zaglądam do kiosków i saloników prasowych aby poszukać jakiegoś czasopisma. Nie jestem ich fanką, ale czasem zdarzy się, że znajdę ciekawy artykuł czy dodatek. Mój wzrok przykuł kwartalnik "hipoalergiczni". Ponieważ od dziecka jestem alergikiem i atopowcem byłam ciekawa co nowego odkryję. Może coś poprawi jakość mojego życia. Czego się spodziewałam? Ziół pozwalających na złagodzenie rumienia alergicznego, zamienników alergizującego pożywienia i tak dalej. Co kupiłam?

Gazeta wygląda jak większość. Tyle że okładka nie błyszczy. Z przodu znany aktor oraz hasła mające zachęcić do przeczytania artykułów.. W środku wielkie zdjęcia, parę reklam i trochę treści.

Zacznijmy od rzeczywiście przydatnych tekstów. Najlepszym jest dla mnie "Sprzątanie dla eko zakręconych"Od pierwszych zdań czytamy o dwóch dobrych i tanich detergentach. Jest to ocet i soda. Brawo za to. Mało osób wie jak są skuteczne. Niestety jest zbyt krótki. Można było napisać jeszcze o roli soli czy soku z cytryny. Mamy mnóstwo prostych i tanich sposobów na wywabianie plam czy sprzątanie domu bez użycia toksycznych detergentów. Na końcu znajduje się malutki zestawik ekologicznych i hipoalergicznych detergentów oraz lista sklepów gdzie takowe można kupić. Artykuł "Rewolucyjne zmiany w przepisach dotyczących znakowania produktów żywnościowych" ucieszy alergików. Okazało się, że producenci mają obowiązek umieszczać na opakowaniach wszystkie składniki uczulające, oraz informacje o składnikach odżywczych. Dotychczas na większości produktów były tego typu dane, ale kto wie ile pominięto. Dla kogo krem Baby" kolejna garść informacji dla uczuleniowców – troszkę prawdy na temat substancji zapachowych, parabenów zawartych w kosmetykach kierowanych do konsumentów o wrażliwej skórze. Często jednak tylko w teorii. Ciekawy jest także tekst o jedzeniu na balach podczas karnawału. Niestety nic odkrywczego nie było: "uważaj na rzeczy, które cię uczulają". Sama bym na to nie wpadła.