Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 19 lutego 2015

Dlaczego 12.07?

Powracam do zakładu z Bujaczkiem. Konkretnie do punktu 17: "książka, którą polecił mi ktoś znajomy". "Siedem minut po północy". Okładka sugeruje iż jest to horror. W środku pojawia potwór, ale czy będzie mi spędzać sen z powiek? Możliwe. Jednak nie ze względu na koszmary nocne. Po kolei.

Książkę napisał Patrick Ness. Jednak nie on wymyślił tę historię. Siobhan Dowd napisała 4 książki. Dwie wydała za życia, kolejne zostały opublikone po śmierci. Piątej nie zdołała skończyć. Zmarła na raka piersi. Nessowi zaproponowano dokończenie dzieła. Początkowo nie chciał się zgodzić.

"Kiedy spytano mnie, czy nie chciałbym dokończyć za nią tek książki, miałem wątpliwości. Nie chciałem – nie mogłem – napisać tej powieści naśladując głos Siobhan. W ten sposób wyrządziłbym krzywdę jej, czytelnikom a przede wszystkim samej opowieści. Nie uważam, by na tym właśnie polegało dobre pisanie.
Jednak świetne pomysły mają to do siebie, że rodzą kolejne pomysły. Zanim zdołałem się zorientować, pomysły Siobhan zaczęły pączkować w moim umyśle i ogarnęła mnie ta żądza, za którą tęskni każdy pisarz: by zacząć przelewać słowa na kartki, by opowiedzieć historię."
Jak mu to wyszło? Zobaczymy.

Poznajemy Conora. Ma on 13 lat. Od dłuższego czasu dręczy go koszmar.
"Nie jakiś koszmar. Ten koszmar. Ten, który który śni mu się raz za razem. Ten z ciemnością, wiatrem i wrzaskami. Ten z dłońmi wyślizgującymi się z jego uścisku, nieważne jak mocno by ich nie trzymał. Ten na końcu którego..."
Chłopcu się śni coś tak strasznego, że na samą myśl cały drży. I wie, że nie opowie go nikomu. Nigdy.

W nocy nawiedził go potwór. Był to cis rosnący pod jego domem. Drzewo nie było jednak tylko pniem z gałęziami. O 12.07 zamienia się w wielkiego potwora o ludzkim kształcie. No może troszkę większy jest. Twierdzi on, że jest starszy niż można sobie pomyśleć. Ciężko sobie wyobrazić czym w rzeczywistości jest.

"- Mam tyle imion ile liczy czas! - ryknął potwór – Jestem Hern Myśliwy! Jestem Rogaty Bóg! Jestem Zielony Człowiek!
Potężna ręka opadła i schwyciła chłopca, podnosząc go wysoko nad ziemię. Szalejący wokół wicher sprawiał, że liściasta skóra potwora drżała wściekle.
- Kim jestem? - powtórzył wciąż rycząc. - Jestem kręgosłupem, na którym wznoszą się góry! Jestem łzami, którymi płaczą rzeki! Jestem płucami, które oddychają wiatrem! Jestem wilkiem, który zabija jelenia, jastrzębiem, który który zabija mysz, pająkiem, który zabija muchę! Jestem jeleniem, myszą i muchą, które zostają pożarte! Jestem wężem świata, pochłaniającym własny ogon! Jestem wszystkim, co dzikie i nieposkromione! - Podniósł Conora na poziom swoich oczu. - Jestem tą dziką planetą, która przyszła po ciebie, Conorze O'Malley.
- Wyglądasz jak zwykłe drzewo - odparł Conor. "
Z jakiegoś powodu chłopiec nie boi się potwora. W końcu ma on do niego przychodzić i opowiadać historię. Na koniec ma opowiedzieć swoją historię. Tę historię. Ten sen. To jest przerażające. Potwór uważa, że to Conor go wezwał aby to mu opowiedzieć. Niedorzeczny pomysł.

Matka Conora choruje na raka. Chłopiec musiał szybko dorosnąć i nauczyć się sam troszczyć o siebie. Musiał nauczyc się gotować, sprzątać.. Który trzynastolatek to umie? Do tego z tym problemem jest zupełnie sam. Ojciec za granicą ma nową rodzinę. Babcia w niczym nie przypomina miłej staruszki. W szkole jest niewidzialny. Od kiedy jego przyjaciółka Lily opowiedziała innym o chorobie jego matki nikt go nie widzi. Nauczyciele nie sprawdzają prac domowych, nikt z nim nie rozmawia. Wszyscy okazują litość. Koszmarne uczucie. Rówieśnicy nie umieją z nim rozmawiać. Poza jednym. Harrym. On go widzi jak trzeba mu podstawić nogę, uderzyć i wyzwać. Nie zaczęło to się jak matka chłopca zachorowała. Ale jak zaczął się ten sen. Chłopiec trzyma się ostatniej nici łączącej go z normalnością. Nawet jeśli boli.

Pierwsza historia mówi o królestwie, wiedźmie i morderstwie. Druga o aptekarzu, pastorze i o tym jak można być samolubnym. Trzecia dotyczyła bycia niewidzialnym. I nie była do końca historyjką. Zaczynają się one jak każda bajka dla dzieci. Lecz nie jest tak, że zło jest czarne i dobro białe. Te historie są szare. Uczą, że nikt nie jest ewidentnie dobry, albo zły.

Czwarta opowieść. Sen Conora. Czy będzie mial odwagę powiedzieć na głos prawdę? Czy prawda go wyzwoli? Zaskakujące jest to jak te pozornie różne historie łączy coś, że płynie z nich pewna nauka, choć pozornie nie mają sensu.

Ta książka nie jest horrorem. Nie ma powodować strachu przed pójściem w nocy do łazienki. To jest historia o walce z prywatnymi demonami, z prawdą która może przerażać nas samych.

Pozycja nie jest długa. Uporałam się z nią w godzinę. Jest za pełna ilustracji Jima Kaya, które sprawiły, że ksiązka ma nieco baśniowy charakter. Miałam wrażenie, że czytam bajkę. Dla dorosłych. Rysunki są czarne i mroczne. Jak ludzka dusza.

Książka mi się ogromnie podobała. Daję jej 10/10. Dziękuję Ci Ireno. Na pewno do niej nie raz wrócę.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Wyzwanie 52 - pozycja 17

Klucznik - pozycja ma dwóch autorów

Grunt to okładka - na moje to potwór stoi tyłem.

Czytam Fantastykę III

1 komentarz:

  1. książka raczej nie dla mnie, ale nie wykluczam przeczytania w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.