Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 6 lutego 2015

Kim jest tytułowy Łotr?

Dość długo nie było książkowego wpisu. Wróciłam do domu, zachorowałam, podczas wygrzewania się w łóżku wciągnął mnie serial, potem postanowiłam się uczyć angielskiego. Jednak przeczytałam drugą część Trylogii Zdrajcy. Dziś się zebrałam aby coś skrobnąć.

Drugi cykl o świecie, w którym znajdują się Imardin, Sonea oraz Gildia Magów jest zupełnie inny niż pierwszy. Porusza inne tematy. Nawet realia się zmieniły. Różnice między biednymi a bogatymi się zacierają. Powstały szpitale dla tych, których nie stać na Uzdrowiciela, magiem może być każdy kto ma dar. Muru, czystek już dawno nie ma. Do tego mam wrażenie, że więcej jest polityki. Na szczęście to wcale nie znaczy, że książka jest nudna. O co to to nie. W dalszym ciągu mamy mnóstwo przygód.

Tym razem widzimy świat oczami paru bohaterów. Tak naprawdę sprawy są skrajnie różne. Pozornie się nie łączą ze sobą, ale mam wrażenie, że w ostatnim tomie się to wyklaruje. A ta powieść ma wiele wątków.

Na poczatku wracamy do Lorkina. Spędził on wiele miesięcy w Azylu – miescie, który jest kryjówką Zdrajców. Tutaj rządzą kobiety, które są dość mocno ograniczane przez Sachakan, nie ma także niewolnictwa ani bogatych panów – nierobów. Każdy pracuje dla społeczności. Nawet wspomniany Kyralianin. Jest Uzdrowicielem, zatem udziela się w lecznicy. Nie używa jednak magii. Magowie uczą się w Gildii aby magię stosować tylko wtedy, gdy to koniecznie. Nie powinni tracić mocy na katar. Pomimo że bohater spędzi resztę życia w Azylu pozostaje wierny Gildii. Zdrajcy chcą poznać tajniki uzdrawiania, oni natomiast mają wiedzę, której nie zna Kyralia.

Misja Dannyla w Sachace nie jest zbyt ciekawa. Właściwie najwięcej jest tutaj scen napięcia i rozmów o miłości Ambasadora z byłym kochankiem oraz nowym znajomym, który okazuje się być zainteresowany czymś więcej niż polityką.



W Imardinie dzieje się najwięcej. Okazało się, że na usługach Złodziei jest dziki mag. Prawdopodobnie zabił rodzinę Cerego. Stanowi spore zagrożenie dla całego miasta. Pojawia się tutaj także wątek homoseksualność. Dwie nowicjuszki zakochują się w sobie, próbują nilu oraz... czarnej magii. Wszyscy zapewniają, że nie można nauczyć się z książki jednak ojciec jednej z dziewcząt ginie a w głowie żadnej nie ma śladu po zabójstwie. Ten wątek akurat był bardzo ciekawy, choć przewidywalny. Ostatnim problemem jest sam nil. Istnieje obawa, że przestępcy będą próbowali wpływać na uzależnionych magów i wykorzystywać ich do swoich potrzeb. Podobnie jak nie podobał mi się wątek Dannyla tak tutaj rozterki miłosne miotały Soneą. Nie lubię takich wydarzeń w książce, nigdy tego nie rozumiałam. No cóż. W końcu to fantastyka kobieca.

Ocena będzie podobna. Canavan utrzymuje poziom. Lekko, przyjemnie. Bardzo mnie wciągnęła. Dla autorki nie ma tematów tabu. Prostytucja, homoseksualizm, gangi, magowie żyją na kartach obok siebie, pomimo że Sonea mieszka w Gildii Canavan nie zapomniała o Cerym i spółce. Jestem ciekawa jak zakończa się przygody naszych bohaterów. 8/10

Niestety na pytanie zadane w tytule wpisu nie mam odpowiedzi. Nie wiem kim miał być łotr. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi.

Tekst powstał w ramach wyzwania:
Czytamy fantastykę III

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.