Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 8 lutego 2015

Rozstanie z Trudi Canavan.

Znów wpadłam w czytelniczy szał. Dzień po jednej recenzji tworzę następną. Tym razem jest ot juz ostatnie spotkanie z Trudi Canavan w tym roku. Na pewno żadnych nie planuję, choć nigdy nic nie wiadomo.

Znów mamy tutaj narrację w punktu widzenia czterech bohaterów. Najpierw spotykamy się z Lorkinem. Królowa Zdrajców wypuściła go z Azylu. Dała mu misję. Miał on negocjować w jej imieniu naukę uzdrawiania w zamian za naukę wytwarzania magicznych kamieni. Lorkin, pomimo że czuje się Zdrajcą jest wierny Gildii i nie zrobi nic co jest niezgodne jej prawem. Pomijając naukę czarnej magii, która była konieczna do nauki tworzenia magicznych kamieni. Niestety Król Sachaki pokrzyżował te plany. Wtrącił młodego maga do więzienia. Chciał wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji na temat Zdrajców. Zniszczenie siedziby wrogów jest dla niego ważniejsze niż dobre stosunki z Gildią.
Drugim narratorem jest Dannyl. Niestety większość jego przemyśleń stanowią uczucia do pewnego Ashakiego. Na szczęście jednak ma tutaj rolę. Próbuje wyciągnąć Lorkina z lochów oraz utrzymać przyjacielskie stosunki Gildii z Sachaką. Tak naprawdę jednak nie robi nic więcej. Nic istotnego dla fabuły. Trochę szkoda, że wątek jego badań został poruszony w pierwszym tomie i zapomniany w kolejnych.
Wracamy do Kyralii. Tutaj nadal problemem jest nil, który uzależnił niektórych magów. Uzależnionymi można manipulować za pomocą narkotyku. A to jest bardzo niebezpieczne. Gildia szuka rozwiązania tego problemu. Cery wraz z Anyi oraz Golem ukrywają się pod Gildią przed nowym Królem Złodziei, który jest dzikim magiem podobnie jak jego matka. Tutaj znów pojawia się wątek homoseksualny pomiędzy Lilią a Anyi. I ponowne rozterki: czy powiedzieć Ceremu. Cery myśli czy zaakceptować związek córki z nowicjuszką. Ehhh...
Sonea niestety także została nieco zapomniana. Nie wnosi za dużo do fabuły. Nią także miotają miłosne rozterki (co?). Poza tym snuje się za synem... I nic więcej nie robi. A szkoda. To ona miała być główną bohaterką nie?



Canavan ponownie zadbała o to aby czytelnicy mający dłuższą przerwę w czytaniu nadążyli za fabułą. W pierwszych rozdziałach w skrócie dowiadujemy się co się działo w poprzednich częściach. Oczywiście nie jest to na siłę wtrącone. Podczas zajęć bohaterzy rozmyślają. Podoba mi się ten zabieg. Nie jest to nachalne czy wciśnięte na siłę. Poza tym odnajdą się wydarzeniach osoby, które czytanie zaczynają od końca. Autorka pisze kobiecą fantastykę. Główne bohaterki są kobietami. Zdrajcom przewodzą kobiety. To kobiety ratują świat. Tutaj dla mnie jest niestety. Chyba wolę męską fantastykę. Jak wyżej zaznaczyłam zbyt dużo dla mnie było wątków miłosnych. A właściwie rozterek i rozmyślań. Czasem miałam wrażenie, że Sonea jest nastolatką ("Czy on mnie lubi? A czy ja go lubię?"). Mogę wybaczyć Anyi i Lilii, bo one faktycznie są podlotkami, ale nie kobiecie, która ma dorosłego syna. Drugą rzeczą był opis bitwy. A raczej jego brak. Miałam wrażenie że Achaki, z którymi Zdrajcy walczyli to dzieciaki, które bariery nie mogą stworzyć o porządnym ciosie magicznym nie wspominając. Zdrajcy wyrżnęli wszystkich w pień ponosząc przy tym niewielki straty. I nie wkładając w to wiele wysiłku. Ja rozumiem, że może byli liczniejsi jak dołączyli do nich niewolnicy. Może mieli magiczne kamienie, ale Sachaka jest potężnym krajem. Ich magowie są silni. Poza tym po opisie miałam wrażenie, że kraj jest wielkości miasta. Parę dni i już. Tak w ogóle to Sachaka nie ma armii, która mogła się zebrać? Bo jeśli siła tego narodu polegała na posiadaczach ziemskich to im współczuję. Banda złodziei mogła podbić. Dlaczego na to nie wpadli?

Ta część wypadła dużo słabiej. Nadal czytało się lekko i przyjemnie. Jednak gdyby wyrzucić rozterki miłosne to ksiązka byłaby o połowę cieńsza. Niestety taki jest urok kobiecej literatury. Kobiety lubią "problemy w miłości". Zupełnie tego nie rozumiem. Minus także za kiepską wojnę. Nie powinna jej pisać. Canavan powinna dać jakiemuś facetowi do zredagowania. To powinna być wielka bitwa wiencząca dzieło na pół książki. No cóż. Za to ostatni tom "Trylogii Zdrajcy" dostanie punkcik mniej 7/10. Czy zajrzałabym do kontynuacji? Oczywiście. Podoba mi się styl pisania i miałabym nadzieję, że więcej będzie akcji jak w początkowych książkach o Sonei. Autorka zostawiła sobie furtkę, więc nic nie wiadomo. Pomimo wszystkich (moim zdaniem) niedociągnięć jestem w stanie zrozumieć fenomen autorki. Canavan pisze prosto i z sensem. Jej świat jest spójny. Jest to raczej proza dla kobiet. Brakuje fantastyki skierowanej bezpośrednio dla kobiet. Nie dziewcząt i nastolatek. Mówię o kobietach, które chcą poczytać o magach, walkach, wojownikach w zmyślonej otoczce fantastycznego świata z nutą kobiecości. Dla mnie niestety było o parę nut za wiele.

Test powstał w ramach wyzwania:
Czytam fantastykę III

2 komentarze:

  1. W końcu powinnam się wziąć za twórczość Trudi Canavan :3
    Jakie słodkie zwierzaki ♥

    _____________________________________
    http://przez-zycie-z-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :)
      A zwierzaki rzeczywiście słodkie. Z tym, ze Sara to staruszka (12 lat ma już)

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.