Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 24 marca 2015

Czarna magia, pijawki i uroczy reporter.

Nie jestem zwolenniczką telewizji. Oglądam ją z doskoku. Jak niektórzy wiedzą jestem opiekunką osób starszych. Popołudnia i wieczory spędza się przy telewizji. Kto miał kontakt z osobą z demencją, wie że wszelkie rozrywki odpadają. Pozostaje telewizor, który zajmuje i wycisza. Mniejsza o to. Oglądając jakiś program (dawno temu) zobaczyłam zapowiedź programu "Kossakowski szósty zmysł". Zainteresował mnie. Niestety u podopiecznej TTV nie ma. Także na ciekawości się skończyło. Sądziłam, że program będzie troszkę ironiczny. Będzie ujawniał oszustwo i spryt ludzi żerujących na naiwności innych. Tak, jestem sceptykiem. Nie wierzę w tego typu dary.

Przemek Kossakowki nie miał nic wspólnego z telewizją przed rozpoczęciem kręcenia programu. Był bezrobotny bez prawa do zasiłku. Generalnie żadnych perspektyw dla absolwenta szkoły plastycznej. Dostał pierwsze zadanie. Odebrał auto, kamerę i polecenia aby kręcić reportaże o znachorach, szeptunkach, magach i innych tego typu specjalistach. Jak się okazało dostał opętany samochód. Duch zamieszkał jedno z kół samochodu. Dziwne, że narrator jeszcze żyje. Ciężko w dziś zrobić program, czy reportaż, którego nikt wcześniej nie robił.
"Egzorcyzmy rozczarowują. Wyobrażałam sobie, że będzie to coś dramatycznego, coś, czego się nie zapomnieć, czego wspomnienie będzie mnie prześladować przez resztę życia. Nie wiem, co sobie wyobrażałem. Może że z prawego przedniego koła zacznie rozbrzmiewać charkot albo że rozlegną się bluźnierstwa szkalujące egzorcystę, mnie i Boga. (...)
Potem wygnał ducha ze mnie. Też bez gwałtownych wzruszeń.
"
W większości przypadków to on był klientem, czy też pacjentem, co najpierw zostało uznane za mało profesjonalne, a potem okazało się plusem tego programu. Przemek był zakopywany w grobie, leczony pijawkami, nalewką z węży, wnętrznościami świeżo zabitego barana, jajkami, lnem palącym sie na jego twarzy, hipnozą, i długo można by wymieniać okropieństwa. Oczywiście czasem wystarczyło spojrzenie w oczy czy dotknięcie pleców. Oprócz Polski zwiedził Rosję, Ukrainę i Bałkany. Od drugiego sezonu miał profesjonalną ekipę: kamerzystów, dźwiękowca... Oglądałam parę odcinków, aby wiedzieć o czym piszę i wiem, że prowadzący podchodzi do sprawy bardzo poważnie. Spotkał oszustów, którzy chcą tylko naciągnąć od ludzi pieniądze, jednak wiele osób głęboko wierzy w swój dar. Ich klienci także w to wierzą. Uważam, że to ta wiara, podświadomość jest kluczem do sukcesów znachorów. Na pewno zrobiła na mnie wrażenie umiejętność kobiety z Ukrainy, która przykleja do siebie metalowe przedmioty. Na początku myślałam że jakoś haczy o ubranie, potem przyszła jej córka (czy wnuczka) i na całkiem gołe ciało przykleiła łyżki i telefon prowadzącego. Kobiety potrafiły odgadnąć choroby Przemka, problemy sercowe i rozwód. To także jest imponująca umiejętność. Sprytni psychologowie, czy "trzecie oko"? Nie będę ukrywać, że program wstrząsnął moim racjonalnym światem.


piątek, 20 marca 2015

Kolejna próba przekonania się do skandynawskiej literatury.

I czas na kolejną recenzję. Od dawna mam ochotę na jakąś zabawną książkę, która sprawi, że będę sie dusić ze śmiechu. Także kupiłam "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" jak tylko zobaczyłam ten tytuł na półce. Tytuł, oraz pozytywne opinie na portalu książkowym kazały mi myśleć, że te pieniądze nie będą stracone. Pytanie czy zgadzam się głosem większości. Zresztą milion czytelników w samej Skandynawii mylić sie nie może. Ze skandynawskimi bestsellerami miałam do czynienia i nie było zachytów z mojej strony. Jak jest tym razem?

"Nie był z niego żaden modniś, ale rzadko się nim bywa w tym wieku. Aktualnie uciekał z własnego przyjęcia urodzinowego i to także zdarza się rzadko w tym wieku, głównie dlatego, że w ogóle rzadko bywa się w tym wieku."
Poznajemy Allana Emanuela Karlssona. Właśnie skończył stówkę i miała odbyć się wielka impreza z tortem, dziennikarzami i tak dalej. Ale gdyby przyjęcie się odbyło ta książka by nie powstała, prawda? Także jubilat odziany w kapcie z odrobiną pieniędzy wyszedł przez okno domu spokojnej starości w Malmkoping unikając srogiego wzroku siostry Alice. Udał się na dworzec, skąd odjechał autobusem w przypadkowym kierunku kradnąc torbę członkowi grupy przestępczej.

Oczywiście to był przypadek. Jego życiem rządzi los. I nawet na tym dobrze wyszedł. Jego historia właściwie zaczyna się gdy po śmierci matki wysadza (przypadkiem, bo jak inaczej) nieuczciwego sprzedawcę w powietrze. Następnie zostaje umieszczony w szpitalu gdzie porofesor Lundborg go ubezpładnia z powodów "eugenicznych i społecznych. Po wykopaniu go z tamtąd, wysadza swój rodzinny dom i rozpoczyna podróż życia. Zwiedza niemal cały świat: USA, Rosja, Hiszpania, Chiny, Korea Północna, to tylko niektóre kraje. Natomiast Stalin, Nixon, Franco, Mao Zedong, Truman, Kim Dzong Il, niezbyt mądry przyrodni brat Einsteina to bardzo skrócona lista osób, na które wpłynął bohater powieści.

Karlsson podczas swojej podróży wymyślił jak zrobić bombę atomową, był przetrzymywany w więzieniach oraz syberyjskim łagrze, spalił (przypadkiem) Władywostok (czym przyczynił się do śmierci Stalina), uratował żonę Mao przed zbiorowym gwałtem i być może morderstwem, był szpiegiem w CIA, służył w wojsku w Hiszpanii, przemierzył Himalaje podczas jednej z najostrzejszych zim bez przygotowania i pożywienia i tak dalej...


niedziela, 15 marca 2015

Przygód Kai ciąg dalszy.

Jestem wielką miłośniczką "Achai", więc jak się dowiedziałam o cyklu "Pomnik cesarzowej Achai" sięgnęłam po nią bez wahania. Pierwsze trzy części szalenie mi się podobały. Pomysł na fabułę był nowy, mamy całą masę fantasy o czarownikach, wojownikach, smokach, elfach czy krasnoludach, jednak to co Ziemiański wymyślił nie było nigdzie indziej. Okazało się, że świat w którym żyła Achaja nie jest jedyny. Otóż kula ziemska jest podzielona na dwie części. Na jednej żyją ludzie z królestw, które znamy z trylogii "Achaja", na drugiej jest świat jaki... znamy. To nasz świat, w którym to Polska jest militarną siła. Generalnie jesteśmy całkiem bogatym państwem. I rozwiniętym. Jaki jedyni ze współczesnego świata Polacy przebili się przed Góry Bogów i zaczęli sypać złotem zdobywając sympatię miejscowych. Spotkałam się z opiniami, które wyrażały niezadowolenie z faktu iż to Polacy odkryli druga półkulę. Ja jestem z tego zadowolona. Zawsze wszystko co dotyczy siły militarnej, superbohaterów, bogactwa i tak dalej kojarzy się z USA. To amerykanie ratują świat. Rzadko robią to Polacy. Z drugiej strony autor jest polakiem, nie?.

Jak pisałam pierwsze trzy części podobały mi się ogromnie. Jak jest z czwartą częścią?

Na początek może troszkę o Ziemiańskim. Urodził się w roku 1960 we Wrocławiu. Z zawodu jest architektem. Głównie pisze powieści z gatunki sci-fi oraz fantasy, napisał też parę podręczników do programów graficznych. Zadebiutował opowiadaniem "Zakład zamknięty" w 1979 na łamach magazynu "Sigma". Było to opowiadanie fantastycznonaukowe. Od tego czasu pisał opowiadania, słuchowiska oraz powieści (jedną pod pseudonimem Patrick Shoughnessy). Na początku umieszczał fabułę swoich dzieł w bliżej nieokreślonych miejscach, lecz nazwy brzmiały "angielsko". Potem chyba stwierdził, że nasz język jest piękny i akcje działy się głównie we Wrocławiu. Największą sławę przyniosła mu trylogia "Achaja". Prowadzi blog o kolei.

W "Pamiętniku cesarzowej Achai cz. IV" spotykamy się najpierw z Kai i Nuk. Są one zrzucane na nieznanym terytorium na czymś w rodzaju spadochronów. W powietrzu spotykają kobietę, która również leci na czymś. Do tego jest przerażona bardziej niż one. Na szczęście nie ma zamiaru zabić szpiegów. Ale po co dziewczyny zostały zrzucone? To się wyjaśni później.


wtorek, 3 marca 2015

Całkiem nie na temat.

Jak czytelnicy zauważyli na moim blogu panuje posucha. Posucha! Na pustyni jest więcej życia! Spowodowane jest to próbą przebrnięcia przez pewną książkę. Nie jest łatwe to i nie chodzi nawet o grubość pozycji (co to dla mnie 750 stron), ale... O tym później. Ponieważ nie mam zwyczaju czytać książek więc nic nie tworzę. Abym nie została całkiem zapomniana daję wam ten oto wpis :D.

Nie myślcie sobie, że siedzę cały dzień i wpatruję się w tomisko jak mój kot w odkurzacz. Ćwiczę, odchudzam się z dietetykiem (a przygotowywanie posiłków trwa) no i pracuję. Także dni mi mijają bardzo szybko i średnio mam czas.

Wielu z Was słyszało o książce "Zniszcz ten dziennik" Keri Smith. Nie byłam ciekawa na tyle aby zamawiać z księgarni, ale zainteresowania starczyło aby włożyć ją do koszyka, podobnie jak jej "siostrę" "To nie książka". O ile pierwszą będę sobie powoli niszczyć, tak na drugą mam plan. Mam zamiar ją puścić w świat. Zrobię ze 3 zadania. Następnie wyślę ją do pewniej osoby. Do środka wkleję stronę z paroma słowami. Mam nadzieję tylko, że będę dostawać maile z dokumentacją wykonanych zadań, które umieszczę na blogu. Ciekawe jak daleko ona zajdzie :)

O czym jest pierwsza książka wiedzą wszyscy.