Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

sobota, 30 maja 2015

Świat Dysku, część druga.

Skoro powiedziało się A to B należałoby. Po "Kolorze magii" czas na "Blask Fantastyczny". Okoliczności te same: pole, słońce, kijki, palone kalorie i Pratchett w słuchawkach. Polecam tę metodę palenia kalorii każdemu. Nie myśli się o zmęczeniu, upale, wolno mijających minutach, czy komputerze, który kusi z wygodnego biurka. Czas mija nie wiadomo kiedy. No ale dosyć o tym. Wróćmy do Rincewinda

W poprzedniej części poznaliśmy nieco Rincewinda (najgorszego maga wszech czasów), oraz jego towarzysza Dwukwiata (pierwszego turystę Dysku). Nie można zapomnieć także o Bagażu. Tutaj wielka litera jest celowa – kufer posiada osobowość, nóżki, język i zęby. Jest w całości wykonany z myślącej gruszy. Rozstaliśmy się z naszymi bohaterami jak uciekając przed poświęceniem ich na ołtarzu bogom uciekają z dysku. Dosłownie. Oczywiście nie spadną w nicość. Rincewind, a raczej jego umysł jest bardzo potrzebny do ocalenia Dysku, tak więc skacze w kosmos a ląduje w lesie. Nadal na Dysku. Pierwszy szok przeżywa po rozmowie z drzewem.

"- Au - mruknął.
Drzewo odpowiedziało głosem podobnym do dźwięku otwiera­nych, bardzo starych drzwi.
- Dobrze ci tak.
Na długą chwilę zapadła cisza.
- Ty to powiedziałeś? - zapytał wreszcie Rincewind.
- Tak.
- I to też?
- Tak.

piątek, 29 maja 2015

Drugi oddech

"Zwracam się przede wszystkim do moich braci na wózkach, do wszystkich kalek, a więc do was, bo wszyscy jesteśmy okaleczeni przez życie."

Jakiś czas temu postanowiłam wykorzystac piękną pogodę oraz połacie lasu wokół mnie spacerując. Postanowiłam wziąć ze sobą towarzysza. Wybór padł na Philippe Pozzo di Borgo oraz jego książkę: "Drugi oddech". Jak pisałam wcześniej szaleję za filmem "Nietykalni" i chciałam zapoznać się z pierwowzorem filmowego bohatera.

Philippe był typowym francuskim dzieckiem. Nie był wybitnie niegrzeczny, aniołkiem także nie można go nazwać. Nie wyróżniał się inteligencją, nie porażał głupotą.
"Co do mnie posyła mnie do tych samych szkół, do których chodził on sam i jego ojciec, bo jestem najmniej durny z całej trójki."
Może jedno go odróżnia od większości rówieśników: pochodzi z bardzo bogatej rodziny. To oznacza, że większość życia spędził w elitarnych szkołach z internatem, wychowywał się wśród muzyki klasycznej i bali. Nie wiemy czy młody Philippe miał żal do rodziców za to, że widywał ich tylko od święta.

Wtedy życie dziedzica wyglądało nieco inaczej niż teraz.Nie było relacji w plotkarskich gazetach z zakupów, imprez czy spacerowaniu po czerwonym dywanie... Philippe po szkole pracował i wynajmował małe mieszkanko. Z kobietą – Beatrice, jego wielką miłością. Autor był człowiekiem który czerpał z życia to co najlepsze. Piękne kobiety, wycieczki, skoki na spadochronie... Ta ostatnia namiętność przyczyniła się do jego kalectwa.

czwartek, 28 maja 2015

Blondyn, chudy i... ten trzeci

Kocham kabarety. Wychowałam się na OT.TO, kabarecie POTEM oraz Dudku. Pamiętam godziny spędzone przy coraz bardziej zdartych kasetach VHS, śpiewane kawałki... Miłość do tego rodzaju rozrywki odziedziczyłam. Zresztą cała moja rodzina dobrze się bawi przy kabaretach.

Fanką tego kabaretu zostałam w momencie jak zobaczyłam ich po raz pierwszy w telewizji. Był to jakiś festiwal kabaretowy. Młody, świeży.. "Blondyn" i "ten chudy". Jeden miał gadane, a drugi... zginane. To było coś nowego. Coś innego. Do dziś nie widziałam kabaretu opartego na takim układzie ról. Wprawdzie jest polski mim, Krosny, ale to zupełnie inny rodzaj humoru. Wracając do "mrumrusów"zaczynali jako nieznany kabaret występujący na festiwalach w zupełnie innym składzie. Było ich pięciu w tym Marcin Wójcik. Nie znam skeczy z tego okresu. Poznałam ich tedy gdy doszedł Michał (notabene też Wójcik i wcale nie ma tak na imię) a reszta składu odeszła.Większość ich scenek opierała się talencie nowego nabytku. Otóż chudy zginał się w zaskakujących miejscach. Jest mimem i sztukę tę przystosował do kabaretu. Skecze takie jak Tofik", "Supermarket" czy "Golfista" śmieszyły miliony ludzi. Jak zobaczyłam ich pierwszy raz w telewizji było ich dwóch plus akustyk (Waldemar Wilkołek, który po jakimś czasie dołączył do zespołu jako kabareciarz), dziś mają rzeszę ludzi, którzy dbają o ich interesy. Jak wygląda droga na szczyt?

Znamy ich ze sceny, jak rozśmieszają miliony ludzi. Ludzie się spodziewają, że prywatnie też są tacy wyluzowani, dowcipami rzucają nawet przy zakupie bułek. Okazuje się, że nie żyją w różowej otoczce dobrego humoru. Są ludźmi jak my i złe dni, czy nawet tragedie ich nie omijają.

sobota, 16 maja 2015

Gdy gra wciąga za bardzo...

I znów Wyzwanie 52. Tym razem przychodzę do Was z pozycją pierwszą: książka, która ma więcej niż 500 stron. "Hyperversum" zaproponowała Bujaczek. Miałam wiele obaw związanych z tym wyborem. Nie przepadam za młodzieżową fantastyką, a do tego gatunku należy dzieło Cecylii Randall. W dalszej części się dowiecie, czy rzeczywiście się zanudziłam

Może teraz słówko o autorce. Nie miałam jeszcze z nią do czynienia, zdaje się też, ze nie jest specjalnie popularna. Na jej temat znalazłam niewiele informacji, tak naprawdę tylko na jednej stronie hyperversum.pl. Może wkleję treść:

"Autorka bestsellerowych powieści dla młodzieży. Urodziła się w Modenie i, jak sama mówi o sobie, wyrosła na „chlebie, książkach i komiksach”. Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur Obcych, a także studia w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Bolonii, po których zaczęła pracować jako graficzka, projektantka stron internetowych i ilustratorka.
Jej debiut literacki przypadł na grudzień 2006 roku, kiedy opublikowała pierwszą powieść "Hyperversum". W 2007 roku w antologii "L'ombra del Duomo" (Cień katedry) zostało opublikowane opowiadanie "I due leoni" (Dwa lwy). Pod koniec tego samego roku ukazała się kolejna powieść "Il Falco e il Leone" (Sokół i Lew, Giunti), a Hyperversum zdobyło nagrodę literacką Premio Letterario Nazionale Insula Romana, w kategorii „Proza dla młodzieży”. W 2008 w antologii "Mutazioni" (Mutacje, Perrone) ukazało się kolejne opowiadanie "L'ultimo giorno" (Ostatni dzień).

środa, 13 maja 2015

Polski super...luzak.

"Odszedł "Kłamca", nadchodzi "Dreszcz". Bo ileż można pieprzyć się z Bogami."
Każdy z nas zna superbohaterów z komiksów. Nawet jeśli ten typ literatury nie przemawia do Was to niech rękę podniesie osoba, które nie widziała adaptacji Supermana, Batmana, Hulka, Spidermana, Ironmana i wielu innych. O filmach typu "Avengers" nie muszę wspominać. Każdy kto nie mieszka w jaskini pośrodku niczego na bezludnej wyspie słyszał o nim. A myślę, że i tam znalazłby się plakat reklamujący najnowszą produkcję Marvela. Ze swej strony dodam tylko, że "Czas Ultrona" jest bardzo dobrym filmem acz wymagałabym od niego nieco więcej. No nic. Kontynuując wątek współczesnych herosów - wszyscy oni są szlachetni, uczciwi i w ogóle są bohaterami pozytywnymi. Od kiedy otrzymują super moc chcą walczyć po stronie dobra. Zazwyczaj się okazuje, że pojawia się gościu z nadnaturalnymi mocami, który chce zniszczyć świat, zawładnąć nim, ukraść parę milionów albo jest po prostu wkurzony. O tym jak się kończą tego typu historie mówić nie muszę. Jaki jest bohater wykreowany przez Ćwieka?

Zacznijmy od samego autora. Pierwsze trzy lata swojego życia spędził w akademiku a urodził się w tym samym roku, w którym został wydany debiutancki singiel zespołu Metallica. Potem przeprowadził się do Głuchołaz, tam zaczął pisać oraz udzielać się w amatorskim teatrze. Był harcerzem (pokrewna dusza :D). Debiutował w 2005 roku zbiorem opowiadań "Kłamca". Jedno z opowiadań zostało nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajda. Ale to nie było ostatnia nominacja. Parę opowiadań zostało adaptowane na potrzeby teatru. Idąc do Matrasa z kartą od Sylwii w ręku miałam cichutką nadzieję, iż natknę się właśnie na ten zbiór opowiadań. Niestety tak się nie stało. O tym czy żałuję napiszę później. Oprócz tej tetralogii Ćwiek napisał między innymi: "Ciemność płonie", "Gotuj z papieżem" oraz "Ofensywa szulerów". Jest jednym z bardziej znanych polskich pisarzy fantastyki oraz: animatorem kultury, konferansjerem, dziennikarzem, felietonistą, scenarzystą, znawcą popkultury i ojcem. Sporo tego prawda?


czwartek, 7 maja 2015

Oktarynowy - ósmy kolor.

Jak każda osoba odchudzająca się, jestem aktywna fizycznie. W związku z tym zaczęłam doceniać piękna pogodę na zewnątrz oraz uroki życia na wsi. Blisko mam do pól i lasów. Postanowiłam odkurzyć kijki i ruszyć w trasę. Tylko nie lubię chodzić gdy nic mi nie towarzyszy. Nie ludzie – wolę się pocić w samotności. Potrzebowałam czegoś co oderwie mnie od liczenia kroków czasu i myślenia "kiedy wrócę do domu". Ciekawym pomysłem byłyby książki. Niestety nie mam trzeciej ręki. Ale mam odtwarzacz mp3. Drugą książką (pierwszej nie opisałam jeszcze) jest "Kolor magii" Terry Pratchetta.

O tym autorze słyszał niemal każdy. A osoby, które czytują fantastykę powinny poznać jego twórczość. Terence David John Pratchett urodził się w 1948 roku w Beaconsfield. Był jedynakiem i miał mnóstwo czasu na czytanie. W młodości marzył o byciu astronomem, ale nie był matematycznym orłem, więc jego marzenie spełniło się w wieku dorosłym – stać go było na zbudowanie własnego obserwatorium. Pierwsze opowiadanie opublikował w wieku 13 lat. Pieniądze zdobyte w ten sposób przeznaczył na maszynę do pisania. Powieść napisał już jako siedemnastolatek, potem twierdził że nie był dość dojrzały do pisania i jego twór nie był zbyt dobry. Ponad 10 lat później napisał "Kolor magii". Nie sprzedała się byt dobrze. Lepiej było z następnym tomem. Trzeci już był wyjątkowo wyczekiwany. Pracował w wielu gazetach, m. in. Bucks Free Press, Bath Chronicle oraz Psychic Researcher. W 1998 został odznaczony za zasługi dla literatury Orderem Imperium Brytyjskiego przez angielską królową. Jest znany na całym świecie. Jego książki przetłumaczono na 33 języki.

Na początek powiedzmy sobie czym jest świat dysku? Ma osiem kierunków, osiem podstawowych kolorów, osiem dni tygodnia, paru bogów, trolle, magię... Słowem – to co każdy szanujący się świat fantasy mieć powinien. Z tym, że jest płaski, No tak z grubsza. Do tego leży na plecach czterech słoni, które są na grzbiecie gigantycznego żółwia Atunina.


wtorek, 5 maja 2015

Każdy musi czasem sięgnąc po klasykę.

Jak część z Was wie, z Bujaczkiem mamy wyzwanie. Wyzwanie 52 konkretnie. Jedną z kategorii jest "Klasyczny romans". Nie jestem wielbicielką romansów, koleżanka nie specjalnie zna się na klasyce. Jednak tytuł "Duma i uprzedzenie" zna każdy. Nie wszyscy czytali, ale nie znam osoby, która nie słyszała, że ta książka istnieje :)

Tytuł nie jest gruby, okładka idealnie pasuje do klasycznego stylu książki. Ale co w środku? O czym jest książka, która znajduje się na liście 100 książek które należy przeczytać wg BBC? Odpowiedź jest prosta. Jane Austen pisała o znajdywaniu męża. Cała historia dzieje się na angielskiej prowincji na przełomie XVII i XIX wieku. Państwo Bennet mają pięć dorosłych córek. W tamtych czasach zdaje się, kobiety nie miały większych ambicji. Ich jedynym celem było wyjść dobrze za mąż. Potem znaleźć odpowiedniego kandydata na męża dla córki, bądź córek. Ale co znaczyło dobrze? Czy mąż miał być dobry dla żony, szanować ją? Może mieli mieć takie same zainteresowania? Albo być ciepły i czuły? Nie. Musiał posiadać jedną cechę: pieniądze. Musiał zapewnić małżonce byt na określonym poziomie: piękny dom, ogród, służbę, wycieczki, suknie... Na przykładzie państwa Bennet widać, że to wcale nie gwarantuje udanego małżeństwa.
"Żonie nie zawdzięczał nic prócz radości, jaką czerpał z jej głupoty i ignorancji. Nie jest to jednak ten rodzaj szczęścia, jaki na ogół mężczyźni pragnęliby zawdzięczać żonom, ale tam gdzie brak innych źródeł zadowolenia, prawdziwy filozof potrafi wykorzystać i te, które mu są dane."

Główną bohaterka jest jedna z panien na wydaniu: Elżbieta. Nie jest najpiękniejsza córką. Wprawdzie jest inteligentna, ale nie jest to cecha pożądana wśród kandydatek na żonę. Lepiej aby kobiety same nie myślały. A co jak się okażą mądrzejsze niż małżonek? Wstyd trochę, nie? Do sąsiedztwa wprowadza się nowy obiecujący kawaler. Panny wraz z nim poznają jego gburowatego przyjaciela, który od początku darzy Elżbietę antypatia. Z wzajemnością zresztą.


niedziela, 3 maja 2015

Moje łupy

Wczoraj byłam w Gdańsku. Cały dzień. Od 6.30 na nogach do wieczora. No ja muszę dojechać do tego miasta. Niestety PKP postanowiło zmusić siłą do przesiadki na pierdolino. Albo to, albo nic. Niestety ja, zaprawiona w bojach z wszelaką komunikacją publiczną wolałam poczytać książkę godzinę podczas przesiadki niż płacić dwa razy więcej za bilet :)

Oczywiście w sklepach nie ma nic ciekawego dla mnie. Jakieś spodnie i bluzkę wynalazłam. No i książki:
1. Terry Pratchett i Neil Gaiman - "Dobry Omen". Po moim pytaniu ekspedientka spojrzała w komputer i poszła poszukać ksiazki. Stwierdziła, że jej nie ma. To prawda, że podałam jako pierwszego autora Gaimana a pozycja stała w kąciku "Świata Dysku", ale po coś mają program, co nie?
2. Jakub Ćwiek "Dreszcz". Zależało mi aby to było zabawne fantasy. Czytałam wiele dobrego o Ćwieku, ale nie miałam okazji do przeczytania jego książek. Te ksiązki kupiłam przy pomocy karty podarunkowej, którą wygrałam u Sylwii.
3. Na zdjęciu znalazły się jeszcze biedronkowe książki, potrzebne do Wyzwania 52. Pierwsza z nich to "Duma i uprzedzenie". Jestem w trakcie i powiem, że szału nie ma. Jestem nastawiona na zerową akcję w moim rozumieniu, ale jak na razie nie dzieję się nic. Czy ta książka jest cała przegadana? Uważam, że jakiś smok, albo wielki troll i niewielka rozwałka nadałaby rumieńców pozycji.
4. "Małe kobietki" - z tą książką nie miałam do czynienia. Ciekawe jak mi się spodoba. Jak na razie widzę, że jest gruba i różowa :P


Ktoś mi powie czy do wyzwań liczą się audiobooki? Ostatnio trochę ich "czytam" i sie zastanawiam...

piątek, 1 maja 2015

O nauce pokory.

"Twoja moralność jest taka jak twój stosunek do innego człowieka. "

Jak pisałam w poprzedniej notce kocham film "Nietykalni", który oglądałam mnóstwo razy. Nadszedł czas na poznanie pierwowzorów głównych bohaterów. Należy pamiętać, że film był inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, nie był kalką. Wystarczy spojrzeć na odpowiednika niskiego Algierczyka, który w filmie jest wysokim Senegalczykiem.

Abdel Sellou jak wpomniałam, pochodzi z Algierii. Gdy miał kilka lat jego rodzice oddali go małżeństwu, które nie mogło mieć swoich dzieci. Chłopiec nie został do tego przygotowany. Pewnego dnia powiedzieli mu że jego mama nie jest mamą i oddali. W tej kulturze jest to normalna procedura. Potem okazało się, że nowi rodzice nie umieją się chłopcem zająć. Dziecko nie potrafiło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Od kiedy tylko mógł wagarował, kradł, uciekał z domu. Nie wiemy do końca czy rodzice próbowali wpłynąć na chłopca rozmową, ale wiemy że raczej wychowywał się sam. Tak naprawdę był biednym chłopcem, który wymagał uwagi. Sądzę także, że niski wzrost nadrabiał charakterem. Jak był niepełnoletni nie przejmował się żadnymi konsekwencjami – nikt mu nie mógł nic zrobić. Jak ukończył 18 lat niemal od razu poszedł do więzienia. Nie narzekał. Nie było mu źle. Ale odsiadki nastał koniec. Trzeba było "szukać pracy", czyli kombinować tak, aby mieć pieniądze, nie nadpracowując się zbytnio. Trafił na ofertę pracy jako "asystent tetraplegika". Nie mial pojęcia kto to jest, ale poszedł się dowiedzieć. Pan Pozzo przyjął go razem z innym człowiekiem na okres próbny. Abdel wygrał. Nie miał doświadczenia, był kryminalistą a współczucie i pokora to dla niego obce słowa, a jednak Philippe dostrzegł coś w tym niewysokim mężczyźnie

Ale Adbel nie pisze o tym jak trudno się opiekować tetraplegikiem. Opowiada jak jeden człowiek może zmienić drugiego. Pracodawca nauczył go pokory, odpowiedzialności, dokształcił, nauczył czytać i rozumieć.

"Jak mówi pan Pozzo, trzeba do słów "solidarność", "pogoda ducha", "braterstwo" i "szacunek" dodać jeszcze słowo "pokora". "