Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 3 czerwca 2015

Hyperversum 2. Sokół i lew.

"Wojna może wiele zmienić w człowieku, jednak nie wszystkie zmiany można usprawiedliwić. "

W ramach wyzwania 52 przeczytałam pierwszy część cyklu "Hyperversum". Jak można tu przeczytać, bardzo mi sie podobał. Zakończenie było niezwykle emocjonujące. Chciałam natychmiast sięgnąć po drugi tom, ale musiałam czekać tydzień aż trafię do Bujaczka. Oczywiście odjeżdżając porwałam książkę. Czy ona mnie tez porwała?

Przypomnijmy czym jest tytułowe Hyperversum. Jest grą komputerową, która pozwala przenieść się w dowolne miejsce i czas. Oczywiście w teorii, w praktyce gracz siedział sobie wygodnie w pokoju z super nowoczesnymi okularami i rękawiczkami. Gra jest bardzo realistyczna. Dla piątki bohaterów okazała się być zbyt realna. Zostali przeniesieni do średniowiecznej Francji. Przeżyli niezwykłe przygody, wzięli udział w wojnie, dwójka nawet znalazła miłość. Część z nich zmuszona była wrócić z Ianem do czasów współczesnych. Ale nie napiszę dlaczego (nie wszyscy pewnie czytali tom pierwszy).

Iana zastajemy dwa lata później jak cierpi tęskniąc za ukochaną. Liczy się z tym, ze na zawsze zostanie w przyszłości. Jak się dowiedział ma syna, którego nie zobaczy nigdy. Później odkrywa jedną rzecz: miał drugiego syna. Podobieństwo jest uderzające, nie ma mowy o innym ojcu. To go napełnia nadzieją. Z Danielem próbują wrócić do przeszłości. Udaje się im wrócić do momentu, w którym kończył się poprzedni tom. Ale dochodzą do wniosku, że nie mogą się pokazać innym. Minęły przecież dwa lata, ich wygląd się zmienił. Wychodzą z gry i postanawiają wrócić parę miesięcy później z przygotowaną bajką o porwaniu. Daniel po upewnieniu się, że jego przyjaciel jest bezpieczny ma przenieść się do czasów współczesnych. Ale nie wszystko układa się jak zaplanowali... Właściwie nic nie idzie według planu. Zostają porwani przez Geoffreya Martewalla do Anglii, gdzie muszą walczyć o życie. Gra nie odpowiada na komendy. Spotkanie Iana z żoną się oddala. Nie wiadomo czy w ogóle do niego dojdzie.

Ten tom w przeciwieństwie do poprzedniego nie jest przesłodzony. Tego się bałam bardzo. Bohater wróci do ukochanej, będą sobie gruchać przy akompaniamencie kolejnych bitew, gdzie ona będzie drżeć z niepokoju a on scałowywać jej łzy (tak, tak nie lubię takich ckliwości). Zaskoczona byłam bardzo. Słodkości było mało, tematem przewodnim były przyjaźń i braterstwo. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie ludzi współczesnych, którzy w obliczu brutalności bitwy oraz wizji śmierci zachowują chłodny umysł. Jednak Ian oraz Damian gotowi byli skoczyć w ogień jeśli był cień podejrzenia, że przyjacielowi coś grozi. Wspierające ramię przyjdzie także od człowieka, od którego można było się spodziewać wszystkiego, oprócz tego. Podoba mi się bardzo opis bitew i walk oraz sposób przestawienia rzeczywistości. Powieść czyta się lekko, nie miałam wrażenia, że opisy są nużące. Autorka zgrabnie splotła historię z wyobraźnią. Jak już pisałam nie jestem w stanie określić na ile wydarzenia oraz postacie zostały zmyślone, ale doceniam wkład Cecilii Randall w napisanie tej książki. Myślę, że niejeden wieczór został poświęcony na badanie kronik czy publikacji dotyczących średniowiecza

Część ta zaskoczyła mnie ogromnie także zakończeniem. Otóż miałam wrażenie, że autorka chciała na tym tomie zakończyć serię. Gdybym nie wiedziała, że jest trzecia część, nigdy nie domyśliłabym się tego. Ciekawi mnie jak to autorka rozegra, ale nie mam musu natychmiastowego dorwania ostatniej części. Ten tom dostaje ode mnie 9/10. I w dalszym ciągu czekam na ekranizację :)

Książka bierze udział w:
1. Czytam fantastykę III.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.