Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 16 lipca 2015

Balsamiarka

Od Bujaczka otrzymałam do przeczytania "Balsamiarkę" polskiej autorki Izabeli Kawczyńskiej. Zostałam zachęcona przez opis obiecujący mi niesamowite zwroty akcji oraz pędzącą fabułę:
"Śmierć babki uruchamia serię nieoczekiwanych zdarzeń, w wyniku których główna bohaterka – neurotyczka pozostająca pod wpływem apodyktycznej matki – podejmuje pracę w zakładzie pogrzebowym, gdzie poznaje z bliska fascynujące życie nieboszczyków. Ale zanim do tego dojdzie, przyjdzie jej przeżyć kilka kataklizmów i zyskać duże szanse na tytuł najbardziej pechowej dziewczyny w mieście. W tej utrzymanej w szalonym tempie, pełnej nieoczekiwanych zwrotów podróży przez życie głównej bohaterce towarzyszyć będzie cała plejada dziwnych postaci, jak chociażby babka-mistyczka i marnotrawny ojciec, którego będzie musiała pogrzebać dwa razy."
Do sięgnięcia po nią przekonała mnie także okładka przedstawiającą delikatną, piękna kobietę. Choć mam wrażenie, że ma ona za długą szyję. Ktoś tu z przesadził z obróbką. Dla oceny, jednak jest to zupełnie nieważne. To co zastałam między okładkami jest dla mnie istotne. Czego spodziewałam się a co otrzymałam?

Po kolei. Najpierw zajmijmy się zarysem fabuły. Bohaterka nie miała łatwego życia. Rozejście się rodziców, o które matka oskarża naszą bohaterkę, babka chciała zrobić z niej świętą, od dziecka miała kontakt z trupami a z facetami nie wychodziło jej specjalnie. Ponieważ dziewczyna miała kruchą psychikę musiało się to wszystko na niej odbić. Mając własne demony wybrała się na psychologie i zaczęła pracować w szpitalu psychiatrycznym, gdzie nie była poważnie traktowana. Nie była lubiana. I to tam zaczął się jej dramat. Jak można się domyślać powodem kłopotów był mężczyzna. Generalnie wszyscy mężczyźni jakich spotykała namieszali jej w życiu. Ostatecznie pracowała w kostnicy, gdzie "poznawała fascynujące życie nieboszczyków"

piątek, 10 lipca 2015

Osobliwy dom Pani Peregrine

"Osobliwy dom Pani Peregrine" Zaciekawił mnie okładką z unoszącą się dziewczynką oraz opisem, który obiecywał mile spędzony czas podczas siedzenia fascynujących i emocjonujących przygód głównego bohatera.
""Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj! - pochłonie Cię bez reszty""
Takie oto słowa grożą z okładki. Czy tak było w rzeczywistości?

Jokob nie był rozrywkowym chłopcem. Nie miał dużo przyjaciół, był za to związany z dziadkiem – Polakiem, który przez wojnę został osierocony i wychowywał się w Walii w sierocińcu. Posiadał on mnóstwo zdjęć z tego okresu. Dość dziwnych fotografii przedstawiający między innymi: lewitującą dziewczynkę, chłopca w pszczołach, czy postać bez głowy. Abraham (tak miał dziadek na imię) opowiadał o postaciach na fotografiach niestworzone rzeczy. Dodatkowo wspominał o potworach. Początkowo Jacob wierzył w te historie, potem z nich wyrósł, zdjęcia biorąc za fotomontaż. Jedni dzieciom opowiadają o mikołajach i skrzatach a inni – o "osobliwcach". Jednak na starość Portmanowi "odbiło", zadzwonił do wnuka roztrzęsiony pytając się o klucz do prywatnego składziku broni. Mówił więcej o historiach, które opowiadał w przeszłości, twierdził, ze potwory idą po niego. Chciał się bronić. Nie był to pierwszy raz, wszyscy to tłumaczyli starczą demencją. Jacob pojechał do domu i zastał umierającego dziadka. Jego ostatnie słowa mówiły o tym, aby wnuk skrył się na wyspie, czyli tam gdzie wychował się Abraham, ponieważ tutaj nie jest bezpieczny. Kazał znaleźć ptaszysko, mówił coś o Emersonie, liście... Na dokładkę chłopak widział stwora z wieloma językami.