Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Czy możliwe jest życie bez mężczyzn?

"Szczęście to drobiazg, którym się delektujesz, siedząc w słońcu w trawie."

Każda kobieta przechodziła przez okres nienawiści, bądź niechęci do mężczyzn. Czasem antypatia była skierowana do jednego przedstawiciela "płci brzydkiej", innym razem – do wszystkich facetów. Chcąc nie chcąc jesteśmy otoczone przez mężczyzn, w domu, szkolnej ławie, w pracy. Koledzy zaczepiają i wyśmiewają, miłość życia odtrąca a ojciec "się czepia". Ile z nas, kobiet po kolejnym zawodzie miłosnym przysięgała sobie, że nie da się omotać i zranić? Ja na pewno. Propozycja przeczytania książki "Dom bez mężczyzn" idealnie wpasowała się w taką właśnie chwilę.

Bohaterki książki są samotnymi kobietami w różnym wieku. Dzieli je wszystko: Rosalie jest instruktorką jogi, Giuseppina ma swój straganik na pchlim targu, Simone tłumaczyła z hiszpańskiego w czasopiśmie turystycznym. Królowa – tak nazywają lokatorki właścicielkę kamienicy, kiedyś była mistrzynią baletu. Jest jeszcze Carla – wyjeżdża do Bombaju a na jej miejsce tymczasowo pojawia się Juliette – montażystka filmowa. Dzieli je wszystko, łączy jeden fakt – każdą z nich zranił mężczyzna. Zdradzali, opuszczali, potrzebowali tylko do seksu.. W kamienicy z tego powodu nie może pojawić się żaden mężczyzna. Nawet hydraulik, czy elektryk. Jedynym samcem w "Casa Celestina" jest kot. Jednak nowa lokatorka głośno sprzeciwia się tej irracjonalnej, jej zdaniem, zasadzie i nie boi się głośno wyrażać swojej opinii.

"- To znaczy, że zastępujecie miłość robieniem glinianych garnków i pływalnią?
-Wspaniałym światem niezmąconego szczęścia!
-Życie bez mężczyzn to życie bez soli, bez cukru, bez pieprzu i bez miodu. Tak to już jest, nie uda wam się tego zmienić – upierała się Juliette.
"
Czy jej słowa padną na podatny grunt? Czy kobiety, które kochały i pragnęły mogą wyrzec się miłości?

Nigdy nie byłam miłośniczką literatury kobiecej. Miłości, dramaty, rozterki uczuciowe, to zupełnie nie mój świat. Ale czasem każdy lubi poczytać coś lekkiego. "Dom bez mężczyzn" nie jest ambitną lekturą, choć nie jest ani trochę głupia. Takie pozycje nazywam "książkami autobusowymi". Jest prosta, przyjemna, ciepła. I krótka. Ma niecałe 200 stron. Nie jest pozbawiona delikatnego, kobiecego poczucia humoru, choć salw śmiechu nie wywołuje. Idealna dla ludzi, którzy chcą przeczytać coś, przy czym można się dobrze bawić i odpocząć. Postacie są dobrze napisane. Każda kobieta jest inna, nie są płytkie czy nijakie. Dodam tak, że że spodziewałam się zakończenia w stylu amerykańskich produkcji: wszystkie znajdą miłość i odtańczą w stronę zachodzącego słońca, śpiewając o tym jak fajnie być razem. Tutaj także miło się zaskoczyłam.

O Karine Lambert, autorce książki wiem niewiele. Pochodzi z Belgii, jest fotografką. Nigdy wcześniej nie pisała niczego. No na pewno nie wydano jej żadnego dzieła. Jednakże mam nadzieję, iż usłyszę o niej jeszcze. Za tę powieść daję 8/10


Książkę przeczytałam dla własnej satysfakcji, nie bierze udziały w żadnym wyzwaniu

1 komentarz:

  1. Ahhh, no skoro taka fajna to wiesz... Pożyczysz mi ją :D

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.