Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 16 września 2015

Cztery żywioły Saszy Załuskiej: powietrze.

Jak pisałam u Bujaczka, poprosiła mnie ona o przeczytanie i zrecenzowanie książki, z którą ona nie potrafiła się zaprzyjaźnić. Ponieważ to była druga część, powinnam sięgnąć po pierwszą. I tak zrobiłam. Okularnik nie wywarł na mnie dobrego wrażenia. A co z Pochłaniaczem?

Główną bohaterką jest Sasza (Aleksandra) Załuska. Przede wszystkim twardą babką, samotnym wilkiem, byłą alkoholiczką, z czarną plamą na honorze. Tak można przecież nazwać romans z głównym podejrzanym o bycie seryjnym mordercą prostytutek. No zostawmy to, ponieważ ten wątek zostanie rozwinięty dopiero pod koniec książki. Przez siedem lat Sasza studiowała i pracowała w Międzynarodowym Centrum Badań Psychologii Śledczej na Uniwersytecie Huddersfield, gdzie pisała doktorat na temat profilowania graficznego. Po półtora roku zmieniła zdanie i zajęła się narracjami życiowymi przestępców. Polskę odwiedza aby zebrać materiał do badań i mieć wsparcie przy wychowaniu dziecka w matce. Uważa także, że w ojczyźnie będzie łatwiej pogodzić jej pisanie pracy doktorskiej, pracę zarobkową oraz opiekę nad córką, który jest notabene owocem związku o którym pisałam wcześniej.

Do bohaterki zgłasza się człowiek podający się za Pawła Bławickiego, mówiąc że ktoś chce go zabić i prosi profilerkę o pomoc w ustaleniu profilu osoby, która mu zagraża. Wkrótce okazuje się, ze sprawa jest bardziej skomplikowana.

Pierwsza część mnie nie powaliła wcale, jak druga z resztą. Pisałam u Bujaczka: bohaterki nie polubiłam i stan ten się utrzymuje. Zacznijmy od tego, że mam dość śledczych, którzy są dobrzy, bo mają problemy osobiste, czy też z uzależnieniami (także tymi wyleczonymi). Czy naprawdę dobry "glina" musi mieć nierówno pod sufitem? Tutaj na dokładkę mamy przykład, gdzie bohater ma problem z uczuciami oraz alkoholem (wprawdzie jest wyleczona, ale uzależnionym się jest do końca życia). Takie połączenie ma powodować, że Sasza jest twardą sztuką, doświadczoną przez los, samotnym wilkiem.. Dla mnie jest po prostu głupia, ładuje się w problemy i nie umie odpuścić gdy trzeba, udaje twardszą niż jest i generalnie mam wrażenie, że ta córka jest wymyślona nie wiem po co. Jest postacią całkowicie epizodyczną. Śmiem twierdzić, że Karolina (tak ma na imię jedynaczka) ma mniej miejsca w książce niż ktokolwiek. Bonda niestety ma skłonność do opisywania życia zbyt wielu osób. Wstęp z bliźniakami na przykład był stanowczo za długi. Czytałam i czekałam aż ktoś kogoś zabije w końcu. Sama miałam ochotę uśmiercić któregoś z bohaterów, tak mi się nużyło. Potem było gorzej. Przez to akcja stoi właściwie w miejscu a sama zbrodnia się jakoś gubi. Irytował mnie także fakt, że nie widziałam procesu myślowego bohaterki. Coś tam dowiadujemy się z różnych rozmów osób, które milczały sporo lat i nagle im się języki rozwiązywały, retrospekcje rzucały wątłe światło, ale na końcu nastąpiło coś czego nie znoszę: Sasza weszła do pokoju, podała rozwiązanie (przyznam zaskakujące). Ale nikt nie wyjaśnił jak na to wpadła i nie było żadnych przesłanek. Taki królik z kapelusza. Uważam że skoro autorka wprowadza nowy typ bohatera, to miło by było gdyby przybliżyła sposób pracy tegoż. Innym moim zarzutem jest to, że badanie osmologiczne, które miało mieć miało być kluczowe w sprawie oraz usprawiedliwiać powiązanie sprawy z powietrzem było epizodem wciśniętym na siłę. Nie zauważyłam większego znaczenia w książce. Zauważyłam, że sprawa w której zostało wykorzystane doświadczenie psa było częścią składową większej afery i to tej ostatniej poświęcona jest powieść.

Podsumowując, Bonda nie potrafiła zbudować żadnego napięcia. Akcja ciągnęła się, a ja miałam problem aby w natłoku wątków i niepotrzebnych informacji wysupłać te, które mogą być rzeczywiście potrzebne. Przyznam szczerze, że po prostu wiele z nich zapominałam. Bonda królową kryminału? Tak twierdzi Zygmunt Miłoszewski (także pisarz). Co ja twierdzę? Oj stanowczo nie. Pytanie czy to był kryminał, czy powieść obyczajowa? Ja bym się skłaniała do drugiej opcji ze względu właśnie na brak jakiegokolwiek napięcia i znikomą akcję. Ode mnie? 3/10.

Smaczek od kogoś, kto stanowczo minął sie z powołaniem. Obrazek ściągnięty ze strony katarzynabonda.pl. Czy tylko mnie się wydaje, że nawiązanie Pochłaniacza do bohatera filmów szpiegowskich jest co najmniej nietrafione?

Powieść bierze udział w:
1. Polacy nie gęsi III

4 komentarze:

  1. A wiesz, że ja po przeczytaniu Florystki nie potrafiłam stwierdzić, że jest mistrzynią kryminału? Ale myślę po jednej książce lepiej nie oceniać. Bo fakt autorka przygotowała się skrupulatnie, ale co z tego jak ja w połowie rozwiązałam zagadkę, a potem tylko przyglądałam się poczynaniom bohaterów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie jest moja opinia, tylko taką widziałam w Internecie. A jak wiadomo zawsze w Internecie piszą prawdę :D A tak serio kompletnie nie mogę zrozumieć fenomenu tej autorki. Dla mnie powinna robić... pisać wszystko oprócz kryminałów właśnie.

      Usuń
  2. Pochłaniacza przeczytałam około 100 stron, Okularnika 190 ileś i dziękuję... Kijem nie tknę. W życiu nie czytałam nic bardziej nudnego i rozwlekłego, przebiło to nawet "Wyspę z mgły i kamienia" przy której raz czy dwa zasnęłam, ale ją skończyłam i COŚ się tam działo... Bondzie mówię stanowcze nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się napisać tak długiego kryminału trzymającego w napięciu przy tylu wątkach. Albo powieść obyczajowa, albo kryminał. Nie da się tego połączyć.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.