Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 24 września 2015

Świat po apokalipsie w wydaniu Hendel.

Bujaczek powitała ostatnio mnie bardzo miło: wymachując „Łowcą” Pauliny Hendel. Poprzednie dwie części podobały mi się niezwykle i chciałam się dowiedzieć, jak potoczą się dalsze losy Huberta. Niemal od razu zabrałam się do czytania. Jak odebrałam tę część?


W pierwszej części Hubert ocknął się u Jurka, który zaopiekował się rannym bohaterem. Nie pamiętał nic z ostatnich siedmiu lat życia. Poszukując bliskich zawędrował do Święcina, gdzie znalazł dom. Każdy, kto czytał „Strażnika”, wie, jak się zakończyła ta przygoda. „Łowca” zaczyna się właśnie w tym momencie, jakby wcześniejszych wydarzeń nie było, choć bohater je pamięta. Hubert ruszył w stronę Święcina, aby naprawić popełnione błędy i uratować tych, którzy go przygarnęli. Problem w tym, że nie może wparować do wioski i okrzyknąć się ich wybawicielem. Powiedzieć co się stanie i jak tego uniknąć. Mieszkańcy wioski go nie znają i musi od nowa zyskać ich sympatię. Co nie będzie łatwe.

Hubert jest łowca demonów, czuje je, jak się zbliżają, potrafi wyczuć ich zamiary, nie boi się ich i potrafi z nimi walczyć. Do tego demonów jest więcej i są bardziej agresywne. Miejscowi łączą ten wzrost aktywności z pojawieniem się nowego w wiosce. Jak tłumaczą, musi je jakoś przyciągać. Jednak pomimo początkowej niechęci zyskuje sobie sympatię i szacunek mieszkańców. Zaczynają go traktować jak jednego ze swoich.

Akcja najnowszej książki Hendel jest umiejscowiona w postapokaliptycznej Polsce. Siedem lat temu impuls magnetyczny zniszczył wszelkie urządzenia elektryczne, szalejące epidemie zabiły wielu ludzi, a brak prądu wywabił z ciemności demony, które kuszone ciepłem oraz łatwą zdobyczą napadają na siedliska ludzkie. Ludzie skupili w osadach, broniąc się nawzajem przed złoczyńcami i naturą. Uprawiają pola, zioła, hodują zwierzęta... Muszą nauczyć się żyć na nowo bez zdobyczy techniki, współczesnej medycyny oraz łączności z innymi.

Paulina Hendel ukończyła filologię angielską na Uniwersytecie Gdańskim, pisuje opowiadania do prasy kobiecej, interesuje się literaturą przygodową i fantastyczną... Ale nie pisała książek wcześniej. Umówmy się, opowiadanie pisał każdy w szkole, wielu pewnie się udawało stworzyć coś dobrego, napisanie świetnej książki jest jednak trudniejsze. Jej się udało wejść na rynek czytelniczy z fajerwerkami. Jak autorka powiedziała w wywiadzie dla czasopisma internetowego „Trzynasty schron”, do napisania cyklu „Zapomnianej księgi” nie zainspirowało jej czytanie powieści postapokaliptycznych, ale przemyślenia o tym, jakby wyglądał współczesny świat bez prądu. Wielu rzeczy próbowała, jak chociażby wyrywanie zęba martwej świni, rozpalanie ogniska krzesiwem, czy kąpanie się w mydlicy, aby (jak sama twierdzi) nie pisać o czymś, o czym nie ma pojęcia. Także większość miejsc, o których pisze, istnieje w rzeczywistości, tak jak dom, w którym Hubert mieszka. Hendel wspomniała także, że nie planuje kolejnych części, choć nie wyklucza powstanie całkiem innej książki. Nie ukrywam, że mam nadzieję, że seria będzie kontynuowana. Powiedziałabym, że moim zdaniem zakończenie na to wskazuje, ale zobaczymy, co będzie.

Jestem pod wielkim wrażeniem tej serii. Nie sądziłam, że to jest debiut, myślałam, iż autorka ma doświadczenie w pisaniu książek. Ponieważ poprzednią część czytałam dość dawno, obawiałam się, że nie odnajdę się w wydarzeniach. To był błąd. „Łowca” jakby łączy poprzednie części w sobie. Bardzo szybko weszłam do tego świata. Wszystkie postacie, opisy i wydarzenia są dopracowane, każdy z bohaterów jest inny i niepowtarzalny. Doceniam także to, że autorka nie rozpisuje się o rzeczach niepotrzebnych. Nie mamy tutaj opisu jak robić mydło, skórować zwierzę, historii bohaterów, czy opisów wystroju mieszkań. Hendel w książce umieściła tylko to, co jest potrzebne, aby książka była czytelna, a jednocześnie nie historia się nie wlokła.

Wątek „miłosny” między Izą i Hubertem jest słodki (jestem przeciwniczką zbytniego poświęcenia akcji na rzecz romansu bohaterów). Takie podchody nastolatków. Chcę, ale się boję. Dla mnie jest to jedna z tych książek, od których ciężko się oderwać. W powieści jest wiele zabawnych momentów, czyta się ją lekko i szybko. Żałowałam, że się skończyła. Jedynie sama okładka mnie nie zaskoczyła. Wszystkie wyglądają podobnie. Na pierwszym planie demony, w tle człowiek.

*Wywiad z autorką można przeczytać tutaj.

Książka bierze udział w:
1. Wyzwanie 52 - książka wydana w tym roku (punkt 4)

2. Polacy nie gęsi III

3. Czytamy fantastykę III

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.