Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 6 października 2015

Kiedy matka kocha za bardzo.

"Życie nie składa się z rzeczy wielkich, wyniosłych spraw i znaczących wydarzeń. Życie składa się z drobiazgów. I to czasem mniejszych niż bakterie. Drobiazgi owe poskładane do kupy niczym puzzle dają w konsekwencji pełny obraz rzeczywistości. Na przykład obraz związku. Związki zresztą tez składają się z drobiazgów. Podobnie jak rozwody. Oczywiście tych drobiazgów jest całe mnóstwo. Latają beztrosko na sali sądowej, wyskakują z ust obu stron, wpadają sędziemu do ucha, wylatują nosem, aż w końcu zostają złapane i zamknięte w aktach. Te akta to opasłe tomiska składające się z samych drobiazgów, z których wynika decyzja o rozwodzie."
Każda z nas zna faceta, który nie umie po sobie posprzątać a usmażenie jajecznicy powoduje pożar. Już w jako nastolatkowie mogliśmy zobaczyć którym chłopcom mamusie podają wszystko na tacy a którzy umieją sobie zrobić sami kanapki. Dla kobiety takie obserwacje są istotne. Zdaje się, że dziś zanikł podział na role damskie i męskie w rodzinie. Oboje partnerów pracuje, zajmuje się dzieckiem, domem. Tak jak pójście do pracy po macierzyńskim dla kobiety jest rzeczą zwyczajną tak widok mężczyzny przy zlewie nie szokuje wcale. Jednak są mężczyźni, którzy... nie, są matki które nie widzą momentu gdy synek wyskakuje z pieluch i powinien powili z gniazda wyfruwać. O tym jest ta książka. Bujaczek bardzo mi ja polecała a co ja sądzę?

Maminsynek został napisany z punktu widzenia dwóch osób. Najpierw widzimy spojrzenie Leandra. Jedynaka Matki. Ta duża litera jest nieprzypadkowa. Kobieta zatraciła się w synu. Był on jedynym sensem jej życia. Dlatego też słowo "matka" jest potraktowane jak imię. Mężczyzna opowiada o całym swoim życiu pod kloszem. Ojciec nie wytrzymał faktu iż został potraktowany jako reproduktor i odsunięty zarówno od żony jak i od syna, także poza płaceniem alimentów nie był obecny w życiu dziecka.

Sprawę z drugiej perspektywy widzimy oczami Amelii. Jest kobietą niezależną, ma wyższe wykształcenie i prowadzi firmę ogrodniczą na dachu z przyjaciółką. Z matką miała luźne stosunki. Raczej ta chciała ją przygotować do samodzielnego życia. Do pełni szczęścia brakuje jej mężczyzny. Dotąd spotykała same "wybrakowane sztuki". Aż los ją zetknął z Leandrem. Przystojny, wychowany... No ideał. Dość szybko została sprowadzona na ziemię. Nigdy nie będzie na pierwszym miejscu. Zawsze jest Matka, która nie szczędzi słów krytyki wybrance syna. Kobieta postanowiła zdobyć serce ukochanego podstępem. Przez Matkę do serca jak to mówią. Czy jakoś tak...

Opis z tyłu książki obiecujący zaskakujące zakończenie zachęcił mnie do czytania. Byłam przygotowana na kawał dobrej książki. Nie do końca łatwej i przyjemnej. Przecież głównym motywem jest patologiczna więź między matką a synem. Nie zniechęciła mnie nawet pierwsza część zawierająca zwierzenia Leandra. Otóż wtedy nie zadrgał mi kącik ust podczas czytania. Możliwe że nie miało być to zabawne, ale nie podobało mi się wcale. Było to po prostu nudne, nierealistyczne i przerysowane. Czekałam aż się skończy. Oczywiście znam problem nadopiekuńczości rodziców, ale to wszystko było opisane jakby kobieta nie pracowała, nie spała i nie jadła. No nie ważne, może się nie znam po prostu. Druga część natomiast była zabawna. Cięty dowcip to jest to co lubię najbardziej. Tylko dlaczego mam wrażenie, że bohaterka jest po prostu kretynką? Planuje ułożyć życie z facetem, który nie liczy się z jej potrzebami oraz nastrojem, który odwołuje randkę z powodu tego, że kot jest osowiały. Żeby te starania przyniosły jakiś efekt. Na pewno niewielki, niewróżący rozluźnienia więzi z Matką. Ponieważ jej działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów sięga po broń kobiet zdesperowanych, które zrobią wszystko aby zatrzymać przy sobie faceta. Nie powiem o co tutaj chodzi, ale to utwierdziło mnie w przekonaniu, że bohaterka jest po prostu niedojrzała. Do tego widzę zbyt dużą rozbieżność. Facet nie umie sobie kanapki zrobić, ale odnosi sukcesy na wymagających studiach a potem w życiu zawodowym – sprzedaje mieszkania, co wymaga pewnych umiejętności. Wydaje mi się, że osoba tak zależna od kogoś nie potrafiłaby odnaleźć się na stanowisku, które wymaga pewnej dozy kreatywności i samodzielności właśnie. Z drugiej strony, kobieta, która doszła w swoim życiu tak daleko, bardzo szybko nauczyła się niezależności będzie odrobinę bardziej odpowiedzialna i po prostu mądrzejsza. Jak pisałam wcześniej, całą książkę przebrnęłam w nadziei na rewelacyjne zakończenie. Niestety, ono było idealnym dopełnieniem książki, także żadna rewelacja.. Na szczęście język autorki jest prosty, lekki i nie miałam problemów z przebrnięciem przez pozycję. Mam wrażenie, że autorka umie pisać, cechuję ją wrażliwość oraz inteligencja. Zupełnie nie mogę zrozumieć jak ktoś pisząc w ten sposób mógł napisać coś tak niespójnego. Pomysł był dobry, ale wykonanie... 3/10. Nie mam specjalnej ochoty na poznanie pozostałej twórczości autorki, choć Rosół z kury domowej mnie kusił.

"(...)"Będę szczęśliwa, choćbym miała sobie to szczęście narysować". I jeszcze było tam słowo "kurwa"."

Wyzwania:
1. Polacy nie gęsi

2. Klucznik: książka przeczytana w jeden dzień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.