Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 13 listopada 2015

Wymarzony dom - Magdalena Kordel

"Komu w drogę, temu nóż w plecy"

Po Uroczysku przyszedł czas na Malownicze. Czekam na części poprzedniej serii, więc muszę ją na chwilę porzucić. Myślę jednak, że to w niczym nie przeszkodzi. Rzecz dzieję się w tej samej miejscowości u podnóża Sudetów, co w poprzedniej serii, jednak mamy tutaj inną bohaterkę. I inną historię.

Magda, czy też Madeleine, żyła w dość luźnym związku z Grzegorzem – swoim szefem. Mieszkali osobno, łączyła ich tylko praca, seks i obiady. Nie muszę chyba mówić, że posiłek przygotowywała bohaterka? Podobnie było ze sprzątaniem po jedzeniu. Dwa lata takiego "układu" (związkiem to ciężko nazwać), brak deklaracji i wspólnoty zaczął doskwierać kobiecie. Sprawę rozstania ułatwił fakt, iż Magda zastała swojego prawie eks poklepującego po tyłku, jego prawie sekretarkę. Nie obyło się bez sceny w pracy, oraz pod drzwiami mieszkania. W drugim przypadku pomogła urocza sąsiadka, pani Basia, grożąc nasłaniem swojego wnuka, który jest policjantem. Choć mam wrażenie, że facet będzie robił za rekwizyt, ponieważ staruszka ma w sobie mnóstwo wigoru i uporu. Pomysły tez ma nieziemskie. Magda przez czekającym Grzegorzem uciekała okienkiem w piwnicy. Nie wyglądała potem zbyt pięknie. U Klary (bo gdzież idzie kobieta po zerwaniu z facetem jak nie do przyjaciółki?) nasz bohaterka się upiła z mamą koleżanki i... kupiła dom w Malowniczem. Oczywiście samą transakcję pamiętała dość mgliście, ale stwierdziła, że skoro dala słowo to sprawdzi co kupiła. No a że jest bezrobotna i może spędzić trochę czasu w górach.

"Zawsze było jej żal opuszczonych budynków. Zdawało się, że stare mury wciąż marzą o minionych szczęśliwych dniach, wspominają czasy, gdy w ich wnętrzu tętniło życie. I teraz też odniosła wrażenie, że wraz z jej przybyciem w dom wstąpiła nadzieja na lepsze czasy. Dlatego nie mogła normalnie mówić o sprzedaży ze świadomością, że być może dom ją słyszy! Jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało."
Pierwszą osobą, która Magda spotyka na swojej drodze jest... Miecio. Warto zapamiętać to imię. Facet jest miejscowym żulikiem, osobą niezwykle barwną i nie chodzi mi o przenośnię opisującą charakter. Mam na myśli bardziej dosłowne znaczenie. Potem spotyka bochaterów Uroczyska: Floriana oraz Maję. Potem pojawia się Julka, która pragnie rozwiązać zagadkę z przeszłości rodziców i musi w tym celu skontaktować się z Krysią (sąsiadką), Jazzman – ekspert budowlany (ekipa także się przewija... bardzo głośno). Najważniejszym gościem jednak jest mała Marcysia, która potrzebuje miłości.

Mamy tutaj kolejną kobietę uciekającą przed problemami do małego miasteczka, tylko że ta kobieta nie ma nic: męża, pracy, dzieci, psa, czy kota. Zaczyna z czystą kartą, od nowa. Kordel jak w poprzedniej części rozbawiła mnie. Jej opisy bohaterów, miasteczka pozwoliły mi wczuć sie w klimat małego miasteczka gdzieś na końcu świata. Cieszę się, że w przeciwieństwie do innych powieści z gatunku literatury kobiecej wątek miłosny nie jest na pierwszym planie. Niby coś się pojawia, ale właściwie za mało aby przewidzieć jaki będzie dalszy ciąg. Za to jest mnóstwo kobiecej solidarności, bezinteresownej pomocy, domowych obiadków i rozmów przy stole. Sielsko i anielsko. Czy jest różowo? Właściwie to nie. Ciężko powiedzieć aby koniec był klasycznym happy endem, gdzie wszyscy tańczą i śpiewają odę do miłości. Książka jest pozytywna, ale w stonowanych barwach. Na pewno chcę się zapoznać bliżej z twórczością autorki. 8/10


Żadne wyzwania nie zmusiły mnie do przeczytania tej książki.

2 komentarze:

  1. Ach, Miecio! :D Uwielbiam tego gościa! No i w ogóle twórczość Kordel ofcorse ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.