Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 23 grudnia 2015

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Zarówno kino jak i literatura zna motyw końca świata i życia po nim. Nie mam na myśli tutaj życia wiecznego. Każdy scenariusz zakłada to samo: jakaś tragedia zdziesiątkuje ludzi, którzy będą musieli walczyć wodę, schronienie, pożywienie a broń stanie się tak samo niezbędna jak buty. Niby można iść bez obuwia. Ale jak daleko? Przyczyn apokalipsy jest mnóstwo. Najczęściej w kulturze masowej świat kończy się przez zombie apokalipsę, albo wybuch bomby atomowej. Dalej są: pandemia, zderzenie z ciałem niebieskim oraz zmiany klimatyczne. Najrzadziej spotykanym motywem obecnie jest boska interwencja. Nie słyszałam o filmie czy książce mówiącej o inwazji obcych, którzy chcą nas zniszczyć, ale słyszałam że ten motyw w pewnych kręgach jest dość popularny. Jako ludzie, samozwańczy władcy tej planety boimy się, że nastąpi coś niezależnego od nas i zniszczy świat jaki znamy.

Mnie nigdy post-apo nie pociągało specjalnie. Od sci-fi wolę fantasy z wojownikami, magami, księżniczkami, królami i tym podobne. Nie tak całkiem dawno skusiłam się na debiut Pauliny Hendel Strażnik i byłam oczarowana. A tam rzecz działa się w post-apokaliptycznej Polsce. Swoją drogą w tym roku trafiłam na dwa świetne debiuty: Hyperversum oraz Nie zmienił sie tylko blond. Każdy czytelnik ma ulubionego pisarza do którego chętnie wraca a jego książki kupi bez patrzenia na streszczenie, czy opinie. Poznawanie nowych, świeżych autorów jest okraszone ryzykiem spędzenia najgorszych godzin swojego życia klnąc na pomysł wydania kilkudziesięciu złotych na to badziewie jednak z drugiej strony może być to cudowne przeżycie z czymś zupełnie nowym. Z serią rosyjskiego twórcy miałam zamiar zapoznać się już dawno, lecz jakoś "nie było okazji".

Opinii dotyczących książki Metro 2033 czytałam całą masę. Zdania są podzielone, jednak przeważają te pozytywne. Wielu ludzi oszalało na punkcie tej powieści, oprócz standardowych gadżetów pojawiły sie książki napisane przez fanów, umiejscowione w świecie wykreowanym przez Glukhowskiego, gry, szykuje się także film. Prawa do ekranizacji zostały wykupione przez studio MGM.

Jak już pisałam z post-apo nie miałam zbyt wiele do czynienia, podobnie jak z autorem, także kompletnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Za chwilę okaże się, czy się rozczarowałam, czy wręcz przeciwnie.

Dmitry Glukhowsky przenosi nas w fantastyczny świat, któremu jednak daleko do bajki. Podczas czytania czułam grozę ciemnych, mrocznych tuneli, strach spotkania z tym, czego nie można było zrozumieć. I zabić. Oczami wyobraźni widziałam bladych od braku światła i witamin ludzi. W tych strasznych warunkach chcieli oni normalnie żyć i zakładać rodziny. Metro to był ich dom. Dla wielu jedyny jaki znają. W tym świecie poznajemy Artema. Młody mężczyzna urodził się jeszcze przed wojną, ale był zbyt maly aby cokolwiek pamiętać. Jest sierotą. Wychowuje go mężczyzna, któremu umierająca matka przekazała chłopca. Artem nie zapuszczał się w głąb metra. Jego opiekun o niego dbał i nie pozwalał, mimo, że ten jest dawno po dwudziestym roku życia. I to on dostaje zadanie aby dostać się do Polis i przekazać informacje o nowym zagrożeniu. O czarnych, którzy próbowali się przedostać do stacji WOGN, których wycie powodowało pomieszanie zmysłów. Stwory nie miały broni w przeciwieństwie do obrońców metra, jednak powodowali oni zwierzęcy strach. Nie użyli przemocy, a jednak ludzie ginęli.

Na swojej drodze Artem spotykał różnych ludzi. Poznawał różne spojrzenia na rzeczywistość w metrze oraz odmienne tłumaczenia zjawisk tam zachodzących. Nie zawsze racjonalnych, ale czy przez to błędnych? Może demony metra wychodziły tak naprawdę z ludzi?

Powiem szczerze, że początkowo ciężko było mi przebić się przez dane dotyczące wojny, czy opis podziału metra na frakcje i federacje. Nie łatwo przychodzi mi przyswajanie faktów historycznych, śmieję się, że nie mam odpowiednich zwojów mózgowych. Chemia, matematyka – tak, historia dla mnie jest czarną magią. Jednak problemy trwały krótko. Bardzo szybko stałam się częścią świata przedstawionego. Powiem, ze Glukhovsky potrafi stworzyć i utrzymać napięcie, słowem pisanym umie oddać mroki życia w metrze. Ciężko od książki było się oderwać. Niewiarygodne jest także, że Metro 2033 autor zaczął pisać jako nastolatek. Pomysł na fabułę zrodził się podczas codzienny podróży do szkoły. Metrem oczywiście. Drogi twórcy bohatera jak i samej postaci pokrywają się. Jednak Artem potrzebował "odrobinę" więcej czasu na pokonanie jej.

Powieść ma również drugie dno. Opowiada ona o dorastaniu, o drodze jaką musi przebyć chłopiec, aby stać się mężczyzną i znaleźć swoje miejsce na świecie.

Zakończenie. Nie będzie tutaj spojlerów, ale muszę napisać zdanie czy dwa o ostatnim rozdziale książki. Otóż pisałam, że autor utrzymywał napięcie, akcja nabierała tempa aż na końcu wybuchła. Dosłownie. Jeśli zakończenie może wbić w fotel to tutaj tak się stało. Powiem szczerze, że zmieniło to postrzeganie wydarzeń w książce i niektórych decyzji głównego bohatera. Jest alternatywne zakończenie, takie jakie napisałoby większość autorów fantasy i którego sama się spodziewałam, ale właśnie to jak się kończy ta historia powoduje że jest ona jedyna w swoim rodzaju. Po zamknięciu książki w głowie miałam jedno słowo "mocne". 10/10.

Pisałam, że szykuje się film. Bardzo bym chciała zobaczyć Metro 2033 na szklanym ekranie, boję się jednak, że zrobią z tego plastikową papkę, głęboką jak kałuża, historię o wiotkich nastolatkach, pięknych jak kwiatuszek, niestety nie mających nic wspólnego z trudami życia w trudnych warunkach. Czemu mówię o liczbie mnogiej? Bo najgorsze co można zrobić to dać Artemowi koleżankę i stworzyć "chemię" między nimi. Oczywiście zaraz za tym jest napisanie jednego filmu i niewiarygodne wręcz okrojenie akcji z książki... Proszę MGM, nie róbcie mi tego.

Wyzwania: 1. Czytam Fantastykę III

2. Klucznik - kupiona lub otrzymana, ale wciąż nieprzeczytana(3)

2 komentarze:

  1. Jak ja się cieszę, że tak bardzo spodobała Ci się ta powieść ^_^ SUPER!! :D Teraz czas sięgnąć po 2034, a potem 2035 :D Tylko uprzedzam - każda z nich jest inna od tej, co nie znaczy, że gorsza :) Warto poznać wszystkie trzy, żeby ogarnąć cały ten postapokaliptyczny świat Glukhovsky'ego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrz, a ja lubię post-apo, a przez tę książkę po prostu nie byłam w stanie przebrnąć. Strasznie żałuję, ale po dwóch podejściach wciąż tkwię gdzieś w okolicach 50 strony, mimo że historia prawdopodobnie może mi się spodobać. ><

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.