Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 28 grudnia 2016

Terry Pratchett. Życie i praca z magią w tle.

Dzieją się dziwne rzeczy, gdy człowiek czyta w pociągu powieści Terry'ego Pratchetta. Ludzie pochylają się, żeby obejrzeć okładkę, a potem mówią: „Czytałem to”, co jest naprawdę irytujące. Nawet konduktor tak do mnie powiedział.
Myślę, że Terry’ego Pratchetta nie trzeba przedstawiać. Nie każdy zna jego twórczość, ale słyszeli o nim niemal wszyscy. Można go lubić, można nie przepadać za jego prozą, ale inteligencji, błyskotliwego dowcipu, nieograniczonej wyobraźni odmówić mu nie sposób. Pratchett był jednym z najbardziej płodnych artystów. Jego utwory zostały przetłumaczone na prawie czterdzieści języków. Wielu uważa, że są one obowiązkowe dla każdego miłośnika fantastyki.

Z tego powodu biografii oraz książek opisujących twórczość Pratchetta jest całe zatrzęsienie. Sporo powstało przed śmiercią artysty, tak jak pozycja, którą trzymam w ręku. Byłam zainteresowana, jaką osobowość skrywa jeden z moich ukochanych artystów. Craig Cabell postanowił przybliżyć nam sylwetkę tego autora.

Słów kilka o okładce. Jest źle. Bardzo źle. Bardziej przypomina pracę ucznia gimnazjum niż profesjonalnego grafika. Nie będę tutaj się nad nią znęcać, ale gdybym miała wybierać między paroma biografiami Pratchetta, to po tę bym nie sięgnęła. Druga kwestia – tłumaczenie tytułu. Uważam, że wierne byłoby lepsze niż polska wariacja. Kompletnie mi nie pasuje do tej książki.
Terry Pratchett. Życie i praca z magią w tle nie jest nieoficjalną biografią, nie jest przewodnikiem po Świecie Dysku. Jest hołdem dla człowieka, który sprzedał siedemdziesiąt milionów egzemplarzy swoich książek, przetłumaczonych na trzydzieści osiem języków, i który udowodnił, że ma wielkie serce, jeszcze zanim zachorował. Jest to również książka wyrażająca podziw dla pisarza fantasy, którego dusza żyje w świecie rzeczywistym, i to właśnie czyni go popularnym – potrafi skłonić czytelników do empatii wobec jego świata i z prawdziwego świata wokół nich.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Co się stanie jak nacisnę ten wielki, czerwony przycisk z napisem „nie dotykać”?

Nie tak dawno czytałam debiut Randalla Munroe „What if? A co gdyby?” Książka równie mądra co komiczna. Po przeczytaniu tamtej pozycji nabrałam ochotę na więcej, zatem gdy premierę miał „Tłumacz rzeczy” wiedziałam, że muszę go mieć. I mam.

Co o autorze mówi książka?
„Randall Munroe jest autorem „What if? A co gdyby?” - pierwszej pozycji na liście bestsellerów New York Timesa – naukowego bloga z pytaniami oraz odpowiedziami „What if” i popularnego komiksu internetowego „xkcd”. Autor był robotykiem w NASA, ale w 2006 roku odszedł z Agencji Kosmicznej, żeby zawodowo poświęcić się rysowaniu komiksów w internecie, by utrzymywać się ze sprzedaży koszulek, grafik, plakatów i książek „xkcd”. Lubi kolacje przy świecach i długie, a nawet bardzo długie spacery plażą. Mnóstwo ludzi twierdzi, że lubi długie spacery, ale kiedy tylko wyjdą na plażę, po ledwie godzinie czy dwu narzekają, że łapie ich zmęczenie. Powinni zabrać namiot. Randall Munroe mieszka w Massachusetts”.
Coś w tym jest, prawda?

środa, 21 grudnia 2016

Czy Ty możesz zostać czyimś aniołem?

Święta to magiczny czas: choinka, prezenty, pierniczki... Co ja pierniczę? Magiczny czas był, jak byłam mała. Teraz dla mnie oznacza... Nic. Od dawna nie spędzam świąt z rodziną. I choć samotna, choć ateistka, uwielbiam ciepłe światło, herbatki z cynamonem, zapach pierniczków i mandarynki. Kocham też opowieści pełne magii, ciepła i uśmiechu. Za filmami nie przepadam, na „Kevina” mam alergię, ale książka to co innego. Kocham też prozę Magdaleny Kordel. Zatem gdy pojawił się tytuł „Anioł do wynajęcia”, nie wahałam się ani chwili.

Poznajemy Michalinę. Młodą (ale pełnoletnią) dziewczynę. Błąka się ze swoim pakunkiem przez śnieg i zimnicę w niemal letnim ubraniu. Spotyka na swojej drodze ludzi życzliwych i tych niekoniecznie. Różni się od „typowej bezdomnej”. Nie pije, nie jest leniwa, ani chora. Co skłoniło osobę, która ma przed sobą całe życie do tułaczki?

niedziela, 18 grudnia 2016

Miłość nie zawsze oznacza to samo.

Kryminały uwielbiam, od kiedy pamiętam. Z thrillerami znam się od niedawna, ale także wiem, że je kocham. Co w nich mnie przyciąga? Zagadka, napięcie, czasem poczucie humoru, wartka akcja. Gdy sięgałam po „Zabójcę z sąsiedztwa”, nastawiałam się na thriller. Teraz nie mam pojęcia jak określić tę powieść.

Alex Marwood jest znana dzięki jej debiutowi „Dziewczyny, które zabiły Cloe”. Książki nie czytałam i nie wiem do końca, czy chcę. Alex zawodu jest dziennikarką. Jej obie powieści zdobyły wiele nagród literackich. Zewsząd napływają opinię i recenzję zachwyconych czytelników. Tylko ja jakoś tak niezadowolona jestem.

Na początku pojawia się scena przesłuchania młodej dziewczyny w związku z morderstwami. Dziewczyna jest oszołomiona, wstrząśnięta, ale i obrażona. Jak to nastolatka pod kuratelą opieki społecznej. Potem widzimy, jak doszło do wydarzeń z pierwszego rozdziału. Poznajemy Kamienicznika oraz lokatorów jego kamienicy. Dzielnica nie jest najlepsza. Warunki mieszkaniowe także. Ale wbrew pozorom to najlepsze miejsce do zamieszkania dla pewnej grupy ludzi. Uciekinierów, tych co mają coś do ukrycia. Jedynie się wyróżnia Vesta. Starsza kobieta, która ma prawo zajmować mieszkanie dożywotnio za stały czynsz. Tę kobietę polubiłam. Odgrywała rolę babci, do której można przyjść z problemami, wyżalić się i poprosić o radę. Nie pytała, nie oceniała, pomogła. A mieszkańcy potrzebowali czasem zrzucić ciężar z serca. Jednakże główną bohaterką jest Colette vel Lisa. Widziała to, czego nie powinna i wie, że ci ludzie nie odpuszczą.

wtorek, 13 grudnia 2016

Dziś troszkę młodzieżówki.

Ten wpis będzie dotyczył całej serii. Uwaga! Może zawierać śladowe ilości spojlerów!

Chciałam przeczytać coś innego. Coś, czego jeszcze nie czytałam. Lubię poszerzać swoje czytelnicze horyzonty, zaskakiwać się tym, co skrywają omijane przeze mnie gatunki. Czasem jednak utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze robię, trzymając się swoich granic. Jak jest tym razem?

Główna bohaterką jest Mara. Introwertyczna dziewczyna. Leczy się psychiatrycznie po traumatycznych wydarzeniach. Jej dwie przyjaciółki i chłopak giną w tragicznym wypadku. Dziewczyna nic nie pamięta, widzi zmarłych, zaczynają się dziać niewiarygodne i przerażające rzeczy. Czy umysł dziewczyny pochłania choroba? Czy może ona ufać swoim zmysłom?

Nic dziwnego, że dziewczyna wyprowadza się ze swojego miasta z rodziną i zaczyna nowe życie. Nowa szkoła, nowi przyjaciele... Od pierwszych dni bohaterkę podrywa największe ciacho w szkole. Dziewczęta na jego widok dosłownie szaleją. Głównie jego zdobycze. Ma opinię zimnego drania. Wykorzystać i rzucić. Więc oczywiście, że musiał zwrócić uwagę na szarą mysz. Nową, nieśmiałą dziewczynę. A ona za każdym razem warczy na niego, o tym, jak bardzo ma go gdzieś, jak bardzo go nienawidzi i jak bardzo ma spadać. Nie zrozumiałam antypatii bohaterki. Jakby autorka nie wiedziała jak wsadzić w książkę motyw „od nienawiści do miłości”. Na szczęście szybko ich relacja robi się znośna. Uwielbiałam ich dialogi, przekomarzania, lekkie dogryzanie. Niestety ich miłość była napędem całej akcji. Uwielbiam thrillery, te paranormalne też, ale nie wtedy gdy wielka, głęboka, niebezpieczna miłość jest na pierwszym planie.

niedziela, 11 grudnia 2016

Magiczna kolorowanka.

Tak, mamy czasy, gdy stare baby i chłopy siadają z kredkami, farbkami, mazakami i wypełniają czarne kontury kolorami. Obecnie można zauważyć trend na kolorowanie. „Kolorowanki antystresowe”, „kolorowanki dla dorosłych”... mówi się o nich różnie. Docenia się ich wartości terapeutyczne, to jest łagodzenie stresu, uspokojenie myśli i ciała. Albo po prostu twórcze zajęcie dla dorosłych. Użytkownicy są różni. Jedni stawiają na wierne odwzorowanie kolorów postaci, zwierząt i roślin, inni tworzą magiczne, przepiękne obrazy. A są ludzie jak ja. Nie przejmuje się za bardzo, jak koloruje i jak dobieram kolory. Chcę się odprężyć. Poza tym artystką nie jestem.
Jestem jednak niezwykle wybredna, także przy wyborze kolorowanek. Otóż moim zdaniem, kolorowanka jest średnia. Dlaczego?

sobota, 3 grudnia 2016

To chyba już było, czyli znany thriller po polsku.

Nie tam dawno zapoznałam się z debiutem Pauli Hawkins. Co o niej sądzę, możecie przeczytać w moim wpisie. Moja ulubiona polska autorka, Agata Przybyłek, poleciła mi inną książkę dość podobną, za to ponoć lepszą. Zabrałam się zatem za „Idealną” Stachuli.

Kogo tutaj mamy? Małżeństwo. Adam i Anita. Poznali się, zakochali, wzięli ślub i zamieszkali razem. Jednakże nic tych ludzi już nie łączy... To za mało powiedziane. Nie mogą na siebie patrzeć, nie rozmawiają ze sobą i niemal nie sypiają. Kobieta ma marzenie, aby być matką. Przerodziło się to w obsesję. Pracuje ona w domu i jej jedyną rozrywką jest podglądanie ludzi przez internetowe kamerki umiejscowione na całym świecie. Jej ulubionym miastem jest Praga, a ulubionym człowiekiem mężczyzna, którego nazwała „Zo”. Obserwuje jego i jego dziewczynę. Gdy nie może się z nim „spotkać” jest zaniepokojona. Dla niej rytuał podglądania jest najważniejszą częścią dnia. Po pewnym czasie zauważa, że ktoś podrzuca jej rzeczy, które nie należą do niej, zabija jej kota, wpuszcza szczury, których panicznie się boi. Jej mąż podejrzewa, że coś niedobrego zaczyna się dziać w głowie Anity. Czy ma rację? Kto jest jej wrogiem?

poniedziałek, 28 listopada 2016

Stusia i Perła. Mieszańce. Kundle... Nierasowe bliźniaczki.

Z tematyką obozów koncentracyjnych zetknęłam się w podstawówce. W swoich zbiorach posiadałam „Pięć lat kacetu” (Grzesiuk) oraz „Numery mówią”. Osobie urodzonej wiele lat po II Wojnie Światowej nie mieści się ogrom zła, nienawiści i przemocy jednego człowieka względem drugiego. Z każdą przeczytaną książką mam wrażenie, że wiem, czuję i rozumiem więcej, ale zawsze moja wyobraźnia będzie zbyt ograniczona, aby zobaczyć to wszystko, co widzą bohaterzy.

Mischling, kundel, mieszaniec. Tak siostry zostały nazwane podczas segregacji w obozie koncentracyjnym. Żydówki z jasnymi włosami. Jak wszyscy obecni nie rozumieją, co się dzieje, mają nadzieję, że to pomyłka, że zaraz się skończy, że będzie dobrze. Nie będzie.

To, że są bliźniaczkami, jest jednocześnie błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Dziewczynki zostają skierowane pod „skrzydła” doktora Mengele. Podopieczni tego naukowca są grupą uprzywilejowaną. Interesują go głównie dzieci z ciąż bliźniaczych i wszelkie anomalie. Dzieci z „Zoo” dostają lepsze jedzenie, czasem nawet słodycze, nie są bite, nie pracują i czasem towarzyszą im rodzice. Lekarze i pielęgniarki starają się poprawić samopoczucie dzieci poprzez kłamstwa. Oczywiście ich życie dalekie jest od sielanki, ale żyją najlepiej wśród współwięźniów. Cena za te wygody jest wysoka. Doktor Mengele przeprowadza brutalne, bolesne i okrutne eksperymenty.

sobota, 26 listopada 2016

Dalsze losy Aleksandry Wilk

Joanna Opiat-Bojarska ukończyła Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Jak sama podkreśla, pisać zaczęła przez przypadek. Zadebiutowała powieścią autobiograficzną, ale najbardziej są znane jej kryminały. Czytelnicy kochają ją za prawdziwie napisane postacie, społeczne problemy, poruszane dość często i wartką akcję. Ja wiedziałam, że po przeczytaniu „Gry pozorów” muszę zapoznać się z częścią drugą serii.

Aleksandra posłała dzieci na kolonie i miała zamiar odpocząć po ostatnich wydarzeniach. Chciała także naprawić nadszarpnięte relacje z przyjaciółką. Niestety nie było jej to dane. Z Łodzi zadzwonił dawny znajomy, prosząc o pomoc przy pacjencie z amnezją. Z jakiegoś powodu chciał rozmawiać jedynie z bohaterką. Używał jej panieńskiego nazwiska.

Jednocześnie łódzka policjantka próbowała rozwikłać nierozwiązana sprawę morderstwa sprzed lat, pomimo sprzeciwu jej przełożonego. Ilona w dalszym ciągu próbuje odebrać dzieci Aleksandrze.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Krótka notka o krótkiej książce.

Receptą na szczęśliwe życie jest brak monotonii.
Magdalena Kordel. Niemal każda czytelniczka zna to nazwisko. Jej serie "Uroczysko", czy „Malownicze” przyniosły jej sporo sławy. Ale każdy kiedyś zaczynał. Ona debiutowała króciutką powieścią "48tygodni" w 2005 roku. Byłam ciekawa jak wyglądała ta książka. Czy zapowiadała jej sukces?

Niemal każda kobieta się boi, że utknie w małżeństwie, że wszystkie obowiązki zostaną zrzucone na nią a rozmowa z mężem będzie dotyczyła tego, "co na obiad". W takim właśnie miejscu jest Natasza. Jej życie dalekie jest od bajki. Nie aby jej mąż był tyranem a pieniędzy nie starczało do pierwszego. Nic z tych rzeczy. Całkiem sama zajmuje się domem, mąż je nie docenia, bardziej niż o nią martwi się o rybki, teściowa wywołuje przerażenie, każda rozmowa z przyjaciółką męża powoduje zgrzytanie zębami a zachowanie matki - czarną rozpacz.
Sylwia należy do dziewcząt, które uważają, że są alfą i omegą (choć według mnie jest raczej małpą i amebą).
Bohaterka postanawia zmienić coś w swoim życiu. Postanawia wrócić na studia i znaleźć pracę. Wie, że nie będzie łatwo to wszystko pogodzić z prowadzeniem domu. Czy uda się poukładać jej chaotyczne życie? Czy zmobilizuje męża do pracy z domu?

Książka jest króciutka. 150 stron – do przeczytania w godzinę. Ja wybrałam powieść jako lekturę do wanny. Nie był to czas stracony. Magdalena Kordel się postarała i wyszło coś całkiem dobrego. Powieść jest niezwykle zabawna. Może nie jest przesadnie inteligentna, ale zawiera w sobie jakąś prawdę. Wierzę, że wiele mężatek znajdzie wspólny język z bohaterką.

wtorek, 15 listopada 2016

Czy "Dziewczyna z pociągu" jest rzeczywiście tak rewelacyjna?

Na „Dziewczynę z pociągu” panował prawdziwy szał. Wydawcy polscy i zagraniczni postawili na agresywną promocję, do kin wchodzi film na podstawie tej powieści. Powiem szczerze, że dopóki nie zobaczyłam trailera tej produkcji, sama byłam ciekawa, o co tyle szumu. Zapowiedź jednak kazała mi myśleć, że film jest przegadany, przekombinowany ze śladowymi ilościami akcji. Ochota mi przeszła. Ostatnio pojawiła się okazja wymiany tej książki na pewnym portalu dla maniaków książkowych za inną, która absolutnie mi się nie podobała. Więc skorzystałam.

Główną bohaterką jest Rachel. Alkoholiczka, którą zostawił mąż. On układa sobie życie z nową kobietą, a ona powoli traci własne w alkoholu. Straciła pracę i dręczy byłego męża telefonami, gdy wypije. Aby ukryć przed współlokatorką utratę zatrudnienia, co dzień jeździ do Londynu rano i wraca po południu. Podczas podróży obserwuje okolicę, w której mieszkała. Widzi młodą parę i wymyśla historię dotyczącą ich życia. Od imion po zawody i relacje między nimi. W pewnym momencie coś zaczyna niepokoić kobietę w idealnym obrazku, który sobie wymyśliła. Chwilę później czytamy, że Jess to tak naprawdę Megan i zaginęła w wieczór, gdy Rachel miała dziurę w pamięci.

Narracja jest prowadzona z punktu widzenia trzech osób. Pierwszą jest Rachel, druga zaginiona Megan a trzecią Ann. nowa żona Toma – byłego głównej bohaterki. Uważam, że jest to ciekawy zabieg, prowadzony w sposób niezwykle umiejętny. Dzięki temu zabiegowi autorka buduje napięcie, dawkuje informacje, które powoli układają się jak puzzle. I powiem szczerze, że podobał mi się styl pisarki. Wprawdzie serce nie zabiło mi mocniej, a sama powieść nie wzbudziła większych emocji, jednakże uważam, że jeśli autorka się rozkręci i pokaże, na co ją stać to wyjdzie coś naprawdę super.

środa, 9 listopada 2016

Historia, której nie chcemy słuchać...

Długo się zastanawiałam, czy umieścić w ogóle ten wpis. Nie piszę o życiu, ale o książkach. Jednak ten tekst kołacze się mi po głowie od paru dni i postanowiłam przelać moje myśli na papie... komputer. Ten tekst powstał pod wpływem obecnej sytuacji politycznej w kraju. Konkretnie coraz to lepszych pomysłów na „umilenie życia” nam, kobietom. Ostatnio przedstawiciele narodu pochylili się nad propozycją wypłaty świadczeń na głęboko niepełnosprawne i niezdolne do samodzielnej (a czasem do jakiejkolwiek) egzystencji. Przez internautów nazwana „trumienkowym”. Pojawiła się ponoć propozycja „gwałtowego”, ale nie wgłębiałam się w temat. Mam nadzieję, że to po prostu dowcip. Kretyński, ale jednak.

Nie mam zamiaru komentować ewentualnego prawa do aborcji. To nie o tym jest wpis. Nie będę także wklejała zdjęć dzieci: porzuconych, śmiertelnie chorych i cierpiących. Nie przytoczę historii kobiet, których życie i zdrowie wisi na włosku. Opowiem Wam za to historię.

Nie tam daleko i nie tak dawno temu urodziła się Dziewczynka. Nie była księżniczką, nie miała bogatych rodziców, a jej życie dalekie jest od bajki. Dziewczynka jest zaklęta, przez wróżkę Chorobę. Ale jej nie uratuje książę na białym koniu, magiczne zioła i zabicie smoka. Jej nic nie uratuje. Miała to nieszczęście, że urodziła się za wcześnie na operacje. 30 lat temu nie było tych wspaniałych fundacji ze wzruszającymi reklamami chorych dzieci. Poza tym one mają gdzieś dzieci mieszkające na wsiach.

sobota, 5 listopada 2016

Czy jesteś idealną kobietą?

Ja: Cześć Ireno. Dziś omawiamy książkę wybraną przeze mnie, na którą to miałaś chrapkę.
I. B.: Cześć, tak, miałam ogromną ochotę zapoznać się z „Kobietą dość doskonałą” Sylwii Kubryńskiej i ucieszyłam się, że to ją właśnie wybrałaś. Teraz cieszę się trochę mniej. Zacznijmy jednak od tego, o czym ona jest. Mogłabyś? Ja niestety nie bardzo wiem jak to ugryźć...
Ja: Jest to manifest córki, matki, żony i kochanki. Bohaterkę Kasię poznajemy w przedszkolu i towarzyszymy jej do wieku średniego. Porusza ona głównie problemy bycia kobietą. Jeśli mam wydawać opinie, jest to skarga wkurzonej kobiety. Nie autorki — kobiety. Myślę, że nie jest to autobiografia. Sądzę, że autorka napisała książkę pod wpływem obserwacji.
I. B.: Tak, myślę, że masz racje. Opisuje to, jak traktowane są kobiety, to jak dają się traktować, bo nauczono je, że muszą robić to, czego się od nich oczekuje, niezależnie od tego, czy mają na to ochotę, czas czy też siłę. Uważa się powszechnie, że kobieta musi wszystko zrobić w domu, zająć się mężem, dziećmi i przy tym zawsze pięknie wyglądać.
Kobieta idealna jest perfekcyjną panią domu. Troskliwą żoną i matką. Świetną kucharką. Jest cnotliwa i wierna. Mądra. Niezależna. Piękna i seksowna. Inna. Nie taka jak ja. Ale się staram. Już niedługo nią będę. Jeszcze tylko zrzucę pięć kilo, jeszcze wykupię kurs angielskiego dla dzieci. Basen i rolki. Kurs tańca hiszpańskiego. I wezmę dodatkowy etat.
Ja: To jest irytujące, gdy patrzy się na człowieka przez pryzmat płci. Od najmłodszych lat dziewczynki słyszą: tak dziewczynce nie wypada, tak dziewczynka się nie ubiera, tak dziewczynki nie mówią. Doskonale pamiętam, jak mama mi mówiła, że idę jak chłop, a nie jak dziewczyna.
I. B.: Prawda? Dla dziewczynek był i w sumie nadal jest szereg nakazów i zakazów, a chłopiec był cudem, bo był chłopcem i mógł wszystko. Przez długi czas kobiety nie miały prawa głosu, z czasem to się zmieniło, ale jak widać nie do końca. Myślę, że autorce udało się zwrócić uwagę na ten aspekt, sprawić, by zacząć się zastanawiać nad tym, jak są traktowane kobiety. Wydaje mi się, że w zamyśle książka miała być zabawna, w taki ironicznym wydźwięku. Śmiałaś się podczas czytania?


Ja: I to nie raz.
I. B.: Mnie z kolei nie śmieszyła, chociaż nie, raz poczułam rozbawienie. Podczas czytania podziału na różne rodzaje zołz. Poza tym cała reszta miała dla mnie smutny wydźwięk tego, jak mało szanowane są kobiety, pomimo tego, że dają radę ogarnąć tyle spraw. Smutne jest to, że nie potrafią się przeciwstawić, wymagać równego podziału zadań, uwagi... Szczerze mówiąc to, czasem czułam znużenie tym, ile zawarła „złego” o nas w tej pozycji. Jestem świadoma, że ma racje, ale to było za dużo, jak dla mnie.
Bo zawsze jest gdzieś jakaś Ela Kozioł. Ktoś, kto ma same piątki, jest celebrytą z YouTube, wszystko super, pod linijkę, włosy przyczesane, kanapki do szkoły zapakowane w kolorowy papier, w piórniku porządek, pachnące chińskie gumki i tornister z odblaskami. I dostaje SAME piątki. Bez kompromisów. Bez potknięć. Bez gorszych dni. Dlatego też, gdy cokolwiek osiągnę, zamiast odetchnąć i kupić sobie szampana, szaleję z niepokoju. Bo przecież zaraz się okaże, że napisała, stek bzdur, o odróżnieniu od kogoś tam, kto ma pachnące gumki w piórniku i więcej lajków.

czwartek, 3 listopada 2016

Dom to coś więcej niż cztery ściany.

Witkiewicz napisała przepiękną i słodką historię o poszukiwaniu szczęściu w życiu, miejsca na ziemi, do którego będziemy pasować oraz ludzi, z którymi utworzymy, dbającą o siebie społeczność. Stworzyła barwne, różnorodne postaci, zabawne, ale samotne. Opisała proces dopasowywania się do otoczenia, znajdowania swojego miejsca na ziemi. Jednoczenia się i tworzenia bliskości.

Niewątpliwie podoba mi się dowcip autorki. Jest nienachalny, na miejscu. Jest bardzo delikatny, choć pojawiają się wulgaryzmy i nawiązania do seksu (Wiesia rządzi). Polubiłam bohaterów, przejmowałam się ich sytuacją, stali się mi bliscy.

Niestety książka mi się podobała do połowy. Żarty stały się rzadsze, czasem zaczęły mnie irytować, bo ile można czytać o wpychanej każdemu nalewki „ku zdrowotności” i o seksie, którym fascynuje się starsza kobieta? Od pewnego momentu postacie stały się płaskie, definiowane przez jedną cechę. Wiesia – starsza kobieta mająca dość niecodzienne hobby – oglądanie kanałów o seksie z sąsiadem, nalewka i podsłuchiwanie, Ewa – wdowa płacząca po mężu, Norbert – wieczny bawidamek, który nie może dorosnąć, mimo wieku 55 lat. Florian – kwiaty, Grażyna – artystka, uzależniona od słodyczy oraz Tomek – badboy na motorze. Części postaci w ogóle nie jestem w stanie zdefiniować: Zbyszek, Amelka, oraz Giga (która w teorii jest główną postacią). Jednakże żadna z postaci nie skupiła na siebie swojej uwagi. Nie potrafię wyłapać różnic charakterów między nimi. Wszyscy byli przyjaźni, otwarci i samotni. I tyle. Byli rozmyci, niewyraźni.

poniedziałek, 31 października 2016

Czy jesteście roztropne?

- Zosieńko, bo wiesz, trzeba czuwać, bo nie znasz ani dnia, ani godziny! - opowiada, z przejęciem potrząsając jasnymi lokami. - Wszystko się może zdarzyć! Wszystko! Naprawdę!
Kim jest tytułowa panna roztropna? Wierzący, czy nie, każdy zna tę przypowieść. Co powinna mieć taka panna? Oliwę. Aby móc wyczekiwać oblubieńca, panny potrzebowały źródła światła. Dla mnie to była historyjka o wrednych zołzach, które nie chciały się podzielić z koleżankami, ewentualnie palić lamp na zmianę... Po co im tyle lamp? Oraz oczywiście o gapach, które wiedząc, że będą siedziały nocą, nie przygotowały się do tego.


Jednakowoż co zrobić w czasach gdy nie używa się lamp oliwnych? Można użyć latarek i akumulatorków. Potrzeba ich całkiem sporo, jeśli ma zamiar czekać na mężczyznę, biorąc pod uwagę wiek Bachora.

piątek, 28 października 2016

Dziennik dobrych zdarzeń.

Ile razy mieliście zły dzień? Taki naprawdę zły, gdy nic się nie udaje, jest paskudna pogoda, szef znów się czepia, włosy się nie układają... i jeszcze ten pryszcz na nosie! Ile razy mieliście wrażenie, że plusy nie istnieją a godziny, dni, tygodnie to całe pasmo mniejszych i większych nieszczęść? Akurat zaczyna się czas, który nie sprzyja pozytywnemu myśleniu. A teraz tak by się przydało. Z pomocą nam przychodzi Beata Pawlikowska i jej jedna z najnowszych publikacji „Interaktywna malowanka. Dziennik dobrych zdarzeń” z serii „Malowanki z duszą”.


Beata Pawlikowska jest bardzo płodną autorką: pisze książki, uczy języków, rysuje kolorowanki, wydaje kalendarze. Wszystko to w otoczcie radości, pozytywnego myślenia i osobistego szczęścia. Każda publikacja tryska optymizmem, zachęca do wiary w siebie i umila czas słodkimi rysunkami.

wtorek, 25 października 2016

Zapraszam do mrocznego świata gdzieś na Suwalszczyźnie.

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz
i... w to, co do tej pory wierzyłeś.
Ja bym jeszcze dodała: „nie wierz w to, co czytasz”.

Pisanie horrorów nie jest łatwym zajęciem. Reżyser ma łatwiejsze zadanie niż pisarz. W filmie ma się do dyspozycji szereg trików: z mroku może wyskoczyć paskudna morda, po minucie ciszy słychać potępieńcze wycie, odcinane kończyny i sale tortur przyprawiają o dreszcze. Autor książki musi pobudzić naszą wyobraźnię, zmusić czytelnika do widzenia tego, co przeraża, zbudować napięcie i zaskoczyć. Nigdy wcześniej nie czytałam horroru, ale postanowiłam dać jednemu szansę.

Poznajemy trzy osoby. Pierwsza z nich to Anna. Rozwódka, która jedzie do chorej matki. Wcześniej się o nią nie martwiła, sporo zarabia i zatrudniła opiekunkę. Teraz jej stan się pogorszył i wymagana jest wizyta. Kobieta z powodu paskudnej pogody wybiera skrót przez las. Jej auto grzęźnie w błocie, a ona nie może wydostać się z lasu, który nie ma końca...

Ważniejszymi postaciami są Karolina i Tomek. Dwoje studentów wybrało się na Suwalszczyznę w celu ratowania ich związku. Dzieli ich wszystko: wyznanie, spojrzenie na świat, zamiłowanie do imprez, łączy za to jedynie: miłość i wybuchowy charakter. Po całym dniu podróży, kłótni dowiadują się, że właściciele domu gościnnego wyjechali i zapomnieli powiadomić gości. Proponują nocleg w małej wiosce niedaleko u znajomych. Nie wiedzą, ile w ich życiu zmieni tych parę dni.

sobota, 22 października 2016

Wybuchowa komedia Olgi Rudnickiej.

Są dwie polskie autorki, na których nowości czekam jak na mannę z nieba. Jedną z nich jest Olga Rudnicka. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia w „Diabli nadali”. Także na „Granat poproszę” oczekiwałam z niecierpliwością. Każda przedpremierowa recenzja tylko podsycała moją ochotę zagłębienia się w lekturę, zatem gdy listonosz przyniósł mi paczkę z najnowszą powieścią tej pisarki, natychmiast porzuciłam wszystko, co robiłam, czyli leżenie w łóżku i narzekanie na los niezależnych i samodzielnych kobiet podczas sezonu grypowego i zabrałam się za lekturę.


Poznajemy Emilię Przecinek, znaną i cenioną autorkę książek. Pisze romanse, umieszczając tam niebagatelne postacie. Przypadek? Idźmy dalej. Bohaterka ma dwoje nastoletnich dzieci, duży dom (i kredyt hipoteczny), oraz męża... Może nie wszystko, bo małżonek przez telefon oznajmił Emilii, że od dłuższego czasu ją zdradzał, zamierza spędzić z kochanką resztę życia, a potem rozłączył się i wyłączył komórkę. W pierwszym odruchu kobieta się najadła pizzy i upiła do nieprzytomności. Czyli zrobiła to, co robią porzucone nieszczęśnice, gdy życie im się rozpada. Ponieważ jej dzieci nie miały doświadczenia z pijanymi rodzinami, zadzwoniły po agentkę matki. Niespodziewanie pojawiają się matki (jeszcze) małżonków. Każda z nich osobno stanowią jednoosobową burzę. Obie naraz to huragan niszczący miasta. Daleko im do starowinek zajmujących kolejki do lekarzy. To pełne werwy kobiety, silne i głośne. Bohaterka za namową najbliższych zabezpieczyła byt swój i rodziny, zrezygnowała z zemsty i postanowiła zbudować siebie na nową. Zapisała się na fitness, zaczęła jeść niedobre (znaczy zdrowe) posiłki oraz zadbać o rozwój kariery pisarskiej.

czwartek, 20 października 2016

Moich parę przemyśleń dotyczących „egzemplarzy bezpłatnych”.

Ostatnio na blogach toczy się dyskusja o tak zwanych „szczotkach”, czy też „egzemplarzach bezpłatnych” wysyłanych blogerom w ramach „współpracy”. O tym, dlaczego to ostatnie słowo jest w cudzysłowie, powiem później. Oczywiście komentarze pisałam, ale mam tak wiele do powiedzenia w tej kwestii, że postanowiłam napisać osobny wpis na blogu.

Jak widać, mój blog nie jest specjalnie poczytny. Jednak mam małą grupkę wiernych czytelników, dla których piszę. Dlatego też nie wychylam się i nie piszę do wydawnictw o książki, ponieważ odpowiedź byłaby taka:
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha. Nie.

Jednakże pewien większy portal poświęcony kulturze, rozpoczął ze mną współpracę. Chyba jednak po tym, jak piszę, widać że podstawówkę mam skończoną, a tekst szóstoklasisty zdałam na 98%! To jest coś. Gimnazjum ukończyłam z paskiem, a maturę... zdałam.

Jednak to nie o moich sukcesach naukowych miałam pisać. Chciałabym wtrącić parę groszy, odnośnie do traktowania blogerów przez wydawnictwa i innych blogerów właśnie.

środa, 19 października 2016

Świat wielkiej polityki, dużych pieniędzy i wpływów.

Sięganie po nowego autora zawsze niesie za sobą ryzyko spędzenia paru, naprawdę złych, godzin. Sama mam z tym różne doświadczenia. Zdarzały się genialne debiuty i momenty, gdy miałam ochotę oddać książkę komukolwiek, aby była daleko ode mnie. Druga sprawa była taka, że nie czytałam thrillera politycznego. Liczyłam na akcję rodem z amerykańskich filmów sensacyjnych, wybuchające samochody i pościgi w otoczce swojskiej Polski. Czy to dostałam? Częściowo.


Wojciech Dutka jest pisarzem i historykiem. Przy czym używa doświadczenia i wiedzy zawiązanej z drugą dziedziną w pierwszej. Dlatego też akcja jego powieści jest umiejscowiona w przeszłości: II Wojna Światowa, starożytność, średniowiecze. Z wykształcenia jest także dziennikarzem. Publikował artykuły naukowe w takich czasopismach jak: „Kwartalnik Historyczny”, „Klio”, czy „Przegląd Historyczny”. W trakcie studiów pisał i publikował wiersze gazecie studenckiej. Nie ma małego dorobku artystycznego. Czemu więc o nim nie słyszałam?

niedziela, 16 października 2016

O śmierci na wesoło.

Mężczyzn dzielimy na dwa rodzaje. Każdy zna samców alfa: sportowcy, muzycy rockowi, aktorzy, żołnierze. Rozpychają się łokciami, są w centrum uwagi, łamią kobiece serca i czerpią garściami z życia. Są też tacy faceci jak Charlie. Ostrożni, strachliwi, pozbawieni większych ambicji, ale wierni, szczerzy i dobrzy. Są to samce beta. Do nich lgną kobiety, które chcą stabilizacji i spokojnego życia.

Problem Charliego polegał na tym, że jego wyobraźnia samca beta dręczyła go niczym bambusowe drzazgi pod paznokciami. Samce alfa są często obdarzone szczególnymi cechami fizycznymi [...], wykształconymi w ciągu eonów przez ewolucję, czyli przetrwanie najsilniejszego, któremu mówiąc wprost, przypadają wszystkie dziewczyny. Z kolei gen samca beta przetrwał nie dzięki pokonywaniu przeciwności, lecz ich przewidywaniu i unikaniu. Kiedy samce alfa szły polować na mastodonty, samce beta umiały przewidzieć, że atakowanie wściekłego, włochatego buldożera za pomocą zaostrzonego patyka to lekka przesada, i zostawały w obozowisku, aby pocieszać zrozpaczone wdowy.

Charlie zdaje się, ma dobre życie. Piękna żona, własna firemka, mieszkanie i córka w drodze. Właśnie Rachel urodziła. Zdawałoby się, że nic nie może zaburzyć szczęścia młodych ludzi. Może oprócz śmierci ukochanej żony i matki. Bohater widzi koło zmarłej człowieka w zieleni. Jednak nikt mu nie wierzy. I nikt nie zauważył tajemniczego mężczyzny. Wokół Charliego natomiast zaczynają się dziać różne rzeczy. Niektóre przedmioty świecą na czerwono, ludzie umierają, jakaś łapa wciągnęła parasolkę zmarłego przed chwilą człowieka do kanałów, w notesie pojawiają się dziwne nazwiska. Czyżby bohaterowi mieszały się zmysły po śmierci żony?

Stephan rzucił pocztę na ladę.
- Znów pracujesz sama? Gdzie są wszyscy?
- Ray na Filipinach, Charlie w szoku. - Westchnęła. - Ciężar całego świata spoczywa na moich barkach...
- Biedny Charlie – powiedział listonosz. - Podobno śmierć współmałżonka to najgorsze, co może się człowiekowi przytrafić.
- Tak, to też. Ale dzisiaj jest w szoku, bo widział, jak na Colubus Avenue autobus przejechał faceta.
- Słyszałem o tym. Dojdzie do siebie?
- Kurde, nie, Stephan. Przejechał go autobus. - Pierwszy raz podniosła wzrok znad paznokci.
- Chodziło mi o Charliego. - Puścił do niej oko, nie zważając na surowy ton.
- A, wiesz jak to Charlie.

Czy tylko mnie to śmieszy? Tak jak dowcipy w kryminałach: „proszę powiedzieć coś o ofierze – melduję, że ofiarą nie żyje, panie kapitanie”.

poniedziałek, 10 października 2016

Gdy umysł pochłania wielka, czarna dziura...

Myślę, że znacząco przyczyniłam się do wzrostu zasobu słonych wód w oceanach świata.
W sieci krąży obrazek. Bardzo wymowny. Większość grafiki jest szara, jedynie wnętrze pętli, trzymanej w dłoniach ma kolory. Podpis sugerował, jakoby tak właśnie myślały osoby z depresją. To pokazuje, jak widzimy tę chorobę. Mówimy o niej, gdy widzimy kogoś ze sznurem, tabletkami albo żyletką. Ale to jest końcowy etap, który nie przydarzy się wszystkim. Gdy odcinamy pętlę, dla tej osoby już jest za późno. Czym tak naprawdę jest depresja? Jak z niej się leczyć? Czy możemy pomóc sobie sami? Jak poznać u siebie tę chorobę? Beata Pawlikowska próbuje zmierzyć się z tym, niełatwym tematem, bazując na swoich doświadczeniach.

Depresja jest wielką pustką.
To jest pustka, w której nie istnieje chęć ani niechęć, bo nawet niechęć staje się tak wielka, jak bezkres nieba.
Ginie. Znika, Rozpływa się jak lody na pustyni.
A Ty jesteś jak cząsteczka powietrza, nieprzyczepiona do niczego, unosząca się z powiewem wiatru. Niema i ślepa. Pozbawiona emocji.
O Beacie Pawlikowskiej słyszeli wszyscy. Jest znana z radia, swoich podróży, książek, tłumaczeń oraz kursów językowych. Jej dorobek jest naprawdę spory. O ile nikt nie kwestionuje jej umiejętności językowych, to książki uczące żyć wzbudzają sporo kontrowersji. Jak inne „guru” od szczęśliwego życia. Ja sama pochodzę do tego wszystkiego sceptycznie, ale jeśli słyszę, że negatywne emocje powodują raka, to mi ręce opadają. Trzeba mieć swój rozum i z niego korzystać. Wiele rad takich "guru" może być przydatnych. Niestety ludzki organizm jest zbyt skomplikowany, aby przyczyny wszystkich chorób sprowadzać do jednej rzeczy.

sobota, 8 października 2016

Co by było gdyby? Nauka nie całkiem poważnie.

Mamo skąd się biorą dzieci?”, „Dlaczego trawa jest zielona?”, „Dlaczego babcia ma zęby w szklance?”... Każdy, kto w swoim otoczeniu dociekliwe dziecko słyszał setki pytań. Niektóre zapewne były całkiem mądre, inne naiwne, po wielu pewnie ręce opadają. Na część nie ma odpowiedzi. Randall Munroe udowadnia, że one istnieją, ale czasem trzeba sięgnąć po zaawansowaną wiedzę z dziedziny fizyki, chemii, czy genetyki.

Ale nie bójcie się. Nawet kompletni laicy odnajdą się w tej książce. Choć przyznaję, że czasem wzory, które się pojawiały, czy zagadnienia były poza moim pojmowaniem. Nie przeszkadzało mi to, zrozumieć całości. Munroe opowiada o skomplikowanych zagadnieniach w przystępny, często zabawny sposób. Otrzymujemy odpowiedzi na takie pytania, jak: „Co się stanie czy zgaśnie słońce?”, „Co się stanie, gdy wszyscy skoczą równocześnie?”, „Czy można użyć karabinu maszynowego jak odrzutowego plecaka?”, „Czy można wydrukować Wikipedię?”. Zagadnienia całkiem bezsensowne traktuje poważnie. Jest widoczna praca, jaką musiał włożyć w odpowiedzi, których udziela. Czasem zasięgał opinii innych naukowców, bibliografia także jest całkiem spora. Autor w swoich wypowiedziach sięga po skrajności, nagina rzeczywistość i patrzy na niektóre problemy z zupełnie innego punktu widzenia. Wpadlibyście na to, aby szukać pozytywnych aspektów zgaśnięcia słońca, albo następstw socjologicznych i ekonomicznych, zebrania wszystkich ludzi na ziemi i nakazania im równoczesnego skoku? I nie, ziemia się nie przesunie.

niedziela, 2 października 2016

Nudy ciąg dalszy...

Całkiem niedawno opisywałam książkę pod tytułem „Zabójcza sprawiedliwość”. Powieść nie była najwyższych lotów, mówiąc wprost — uważam, że wiało nudą. Jednakże rozwiązania zastosowane w niej zainteresowały mnie i miałam ochotę poznać mechanizmy niektórych zjawisk. Liczyłam też, że następny tom się rozwinie i zacznie dziać się więcej.

Wydarzenia, które mają miejsce w „Zabójczym mieczu”, następują po około dwóch tygodniach od zakończenia poprzedniej części. Breq, jako kapitan Floty, jest wydelegowana z misją zaprowadzenia ładu i porządku na planecie, mającej strategiczne znaczenie dla Radchaai. Dostaje do pomocy młodą porucznik. Nie przypadła ona do gustu głównej bohaterce. Jest ona nieufna i dość nieprzyjemna dla tej członkini załogi. Misja została wysłana z polecenia jednej z Lord Rach. Konflikt, która ona prowadzi ze sobą, jest powodem rozłamu w Radchaai. Czy Breq odnajdzie się w nowej roli i czy potrafi sprostać oczekiwaniom? Kim jest ta młoda osoba o fiołkowych oczach? Wróg, czy przyjaciel?

W poprzedniej recenzji wyraziłam niezadowolenie z powodu ilości herbaty wypitej we wcześniejszym tomie. Przez większość czasu bohaterki piły ten napój i różne substytuty, rozmawiając przy tym. Dużo rozmawiały. Także rozbawiła mnie wiadomość, że misja jest skierowana na planetę produkującą... herbatę! Jak się można domyślać, picia jest jeszcze więcej. Tak jak rozmów, spisków i debat dotyczących przynależności do domów i korzyści z tym związanych.

czwartek, 29 września 2016

Klub mało używanych dziewic - Monika Szwaja

Ostatnio przeczytałam naprawdę złą książkę i potrzebowałam czegoś na odprężenie. Niezawodni okazali się inni miłośnicy książek. Jedną z poleconych pozycji był Klub mało używanych dziewic. Nie byłam specjalnie pozytywnie nastawiona do książek Moniki Szwai, ponieważ pierwsze podejście z Jestem nudziarą nie zaliczam do szczególnie udanych. Ot, niezbyt ambitne czytadełko, ze śladowymi ilościach dowcipu. Jednak postanowiłam dać autorce drugą szansę. /
Furia usiadła i, jak było do przewidzenia, wytraciła nieco impetu.
Agnieszka, słuchając dotąd z wielką uwagą, przeniosła teraz wzrok z matki na syna. Siedział tam, gdzie mu matka kazała, a jego nieglupie, choć cyniczne oblicze zaczynało barwą zbliżać się do buraka ćwikłowego.
Nastepny etap to bakłażan - przemknęło Agnieszce przez myśl - a potem już śmierć kliniczna.

niedziela, 25 września 2016

Dawno, dawno temu urodziła się pszczoła.

Życie pszczoły jest jak magiczna studnia,
im więcej z niej czerpiesz, tym więcej w niej wody
Karl von Frish.

O co chodzi z tym szumem wokół pszczół? Małe to to, lata cały dzień... Przecież bez miodu można żyć. Wiele osób nie używa i żyje. Brak złotego płynu to nasz najmniejszy problem. Około 80% roślin uprawnych w Europie jest zapylanych przez te maleństwa. Lubicie babciną szarlotkę, nie? A truskawki w lecie z makaronem i śmietaną? Jagody? Och, jak ja kocham kompot gruszkowy. Mogę go pić litrami. A teraz sobie wyobraźcie, że od teraz, za cztery lata jedyne wspomnienie po tych wszystkich smakołykach będzie jedynie w sztucznych aromatach. Niefajnie, nie? Na zbożach i grzybkach długo nie wytrzymamy. Wyobraźcie sobie konsekwencje dla przyrody. Ile gatunków zwierząt wymrze? Ludzi zaczną nękać choroby, niedobory witamin i po prostu głód. Jak dla mnie to jeden z możliwych scenariuszy końca świata.

W ulu rodzi się pszczoła. Flora 717. Ród, z którego wywodzi się pszczoła, zajmuje najniższą pozycję w hierarchii ula. Parają się wyłącznie sprzątaniem, nie są zbyt inteligentne i nie mówią. W przeciwieństwie do bohaterki. Padł pomysł zgładzenia Flory 717, jako innej niż wszystkie (jest to jedno z przewinień karanych śmiercią), ale kapłanka ma inny pomysł. Chciała spróbować pokierować nowo narodzoną do innej pracy. Zajmowała się na początku karmieniem larw. Niestety nie jest ona pokorna i posłuszna. Zadaje pytania i śmie kwestionować decyzje przełożonych. Ta krnąbrność pakuje ją po wielokroć w tarapaty...

Książkę czytało mi się bardzo szybko. Nie miałam żadnych problemów z językiem powieści, nazewnictwem. Absolutnie nic mi nie wadziło i nie stwarzało problemów. Przez całość przebrnęłam w parę godzin. Od tej strony nie mogę narzekać. Także fabuła jest zawiązana głasko i nic się ze sobą nie kłóci. Nie ma nieścisłości, niedopowiedzień, czy przestojów. Akcja jest raczej płynna. Może nie pędzi, ale także nie stoi. Czy to znaczy, że ona mi się podobała?

środa, 21 września 2016

Wampiry, kamień filozoficzny, współczesna technologia, urokliwy Kraków i dużo dobrego humoru, czyli Pilipiuk w formie.

Rozdziel materię suchą od mokrej.
Rozdziel to, co znajdziesz na górze, od tego, co na dole.
Rozdziel to, co pochodzi ze wschodu, od tego, co narodziło się na zachodzie.
A gdy tego dokonasz, posiądziesz tajemnicę wody, która nie moczy rąk, a postępując tak dalej cierpliwie, dokonasz wielkiego dzieła.
Anonimowy tekst alchemiczny.

Przed Kulturomaniakiem w Lublinie stoją długie stoły zapełnione książkami. Jak podejrzewam, są to tytuły, które się nie sprzedały i Leclerc je kupuje za grosze. Czasem zaglądam tam, aby zobaczyć, co jest ciekawego. I były. Ponad dwa razy tańsze niż normalnie, egzemplarze Księżniczka oraz Dziedziczki Pilipiuka. O trylogii nie wiedziałam nic, o autorze natomiast niewiele. Wydania jednak mnie tak zachwyciły, że postanowiłam zaryzykować. Brakowało jedynie pasującego pierwszego tomu. Ciężko go, niestety, zdobyć. Ale od czego jest Legimi? Kuzynki wybrałam, aby przetestować moją nową zabawkę.

Powieść opowiada o losach trzech młodych kobiet. Zupełnie różnych, których niezwykłe losy się krzyżują w zwykłych okolicznościach. Najpierw poznajemy Katarzynę. Jest jedną z niewielu osób, które pracuje przy tajnym projekcie, mającym na celu skuteczną walkę z przestępczością zorganizowaną. Polega on na analizie miliona zdjęć, pozwalając na odkrycie ukrywanych znajomości ludzi wysoko postawionych ze światem przestępczym. Po pracy bohaterka wykorzystuje system do dość niecodziennych poszukiwań. Stanisława, pomimo młodego wieku, zna wiele języków i stara się o pracę w żeńskiej szkole, jako nauczycielka. Jest kobietą elegancką, surową, sprawiedliwą i odrobinę staroświecką. Ostatnią bohaterką płci żeńskiej jest młoda dziewczyna z Serbii, uratowana przez polskich żołnierzy. Dzika tłuszcza chciała pozbawić szesnastolatkę życia. Monika nie chciała mówić, co było powodem nienawiści, a żołnierze skupili się na pomocy młodej. Postanowili jej ułatwić osiedlenie się w Polsce i nowy start, w kraju wolnym od wojny. Pojawiają się jeszcze dwie męskie postacie: ubranego dość niecodziennie starca, przesiadującego w barze, oraz Dmitra – początkowo widzimy go jako pijaka w parku. Co łączy te wszystkie postacie i kim są?

niedziela, 18 września 2016

Fajna bajka dla dzieci. Czy tylko dla nich?

Bardzo często z Ireną rozmawiamy o książkach. Nasza wieloletnia przyjaźń zaczęła sie w liceum a utrzymała się dzięki jednej wspólnej pasji - są to książki właśnie. Narodził się o pomysł, aby każda z nas wybierała po jednej książce w miesiącu i byśmy rozmawiały o nich. Jestem ciekawa czy taka forma recenzji przypadnie naszym czytelnikom do gustu. Zatem zapraszam do pierwszej odsłony rozmówek książkowych!

"Pewnego dnia miałem nawet okazję spróbować książki, którą na moim terenie zostawil jeden z opiekunów.
Smakowała jak termity.
"

Agata: Witaj na moim blogu. Ja u Ciebie bywałam Ty u mnie jeszcze nie.
Irena Bujak: Hej, tak, w końcu i ja musiałam nawiedzić Twoje internetowe cztery kąty.
Agata: Zatem napij się herbaty i zaczynamy
Irena Bujak: *siorbie*
Agata: Dzisiejszym tematem naszych rozmówek będzie książka Jedyny i niepowtarzalny Ivan.
Irena Bujak: Książka, którą kupiłyśmy całkiem spontanicznie, nie wiedząc, co zastaniemy w środku.
Agata: Właśnie. Wcześniej nie słyszałam o tej powieści ani o wydawnictwie, ani nawet o autorce. Do dziś nie wiem, jak sprzedawczyni nas do niej namówiła i czemu właściwie ją kupiłam.
Irena Bujak: To tak samo, jak ja. Chociaż nie, o wydawnictwie coś tam słyszałam, ale autorka, jak i ten tytuł nic mi nie mówił. I też nie mam pojęcia, jak tego dokonała, ale z tego miejsca jej dziękuję za skuteczny „atak” na nas.
Agata: No tak. Ten spontaniczny zakup się niewątpliwie opłacił. Kupiłaś kiedyś wcześniej książkę, nic o niej nie wiedząc?
Irena Bujak: Hm, nie. Za każdym razem był mi znany autor lub o niej czytałam. Tak w ciemno nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło. A Tobie?
Agata: Właśnie też nie. Ale nie żałuję
Irena Bujak: Ja tak samo. Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Bardzo podoba mi się forma, w jakiej została napisana. Wszystkie powieści są opisane przez mnóstwo słów, a tutaj za pomocą krótkich zdań bez zbędnych słów autorka przekazuje te wszystkie emocje, obrazy i wydarzenia.
Agata: Tak książka jest podzielona na krótkie rozdziały, czasem nie zajmują nawet całej strony. Każda myśl jest w oddzielnym akapicie. To spore ułatwienie dla dzieci, bo to do nich jest kierowana powieść.
"Chłopiec pluje na szybę. Dziewczynka rzuca garść kamyków.
Czasem cieszę się, że ta szyba tu jest.
[...]
– Oślizgłe szympansy – mamroczę. Rzucam klopsem.
Czasem chciałbym, żeby tej szyby nie było.
"

piątek, 16 września 2016

Czy Grzechu warta, jest warta... grzechu?

Po co czytamy? Dlaczego dla wielu osób jest to nałóg? Czemu wielu z nas woli książki od tłumów ludzi? Zapewne ile czytelników, tyle odpowiedzi. Ja czytam aby uciec od szarej rzeczywistości, zapomnieć o swoich problemach, czasem aby przekonać się, że są większe zmartwienia. Uciekam w kolorowy, ciekawy świat wykreowany przez autora. Albo autorkę. Idealna do tego jest twórczość Agaty Przybyłek. Jej książki są właśnie barwne, słoneczne, czasem zbyt słodkie, ale są dni gdy odrobina słodyczy przydaje się w życiu.

Agatę znamy z debiutu Przybyłek. Kto nie zna, niech się zapozna, ale nie jest to konieczne do zrozumienia fabuły. Bohaterka wraca ze studiów do domu, gdzie w pokoju zastaje istny sajgon, aby nie powiedzieć burdel. Ta i parę innych okoliczności powoduje, że dziewczyna pakuje się i wprowadza do zdumionych tym faktem dziadków. Liczyła, że odpocznie od gwaru, studiów, obowiązków. Oczami wyobraźni widziała siebie, wylegującą się w ogrodzie, randkującą z chłopakiem, zrelaksowaną i z naładowanymi bateriami. No cóż. Może i by tak było, gdyby jej babcią był ktoś inny niż znana dobrze nam Halinka. Daleko jej do stetryczałej staruszki, pragnącej spokoju. Właściwie ona jest wiatrem zwiastującym burzę. A nawet całą burzą.

Gdy Agata nie znajduje upragnionego odpoczynku, zaczyna szukać pracy aby czymś się zająć. Na złość upierdliwej babci odpowiada na ogłoszenie o pracę, o mały włos doprowadzając Halinę do ciężkiej choroby.

środa, 14 września 2016

Pierwsza space opera w moim repertuarze. Jak ją odebrałam?

Nie ograniczam się, jeśli chodzi o gatunki, jednak moim faworytem zawsze będzie fantastyka we wszelkich odsłonach. Tak już przemierzałam lasy z rycerzami, uczyłam się magicznych sztuczek z czarodziejami, byłam wśród ogarniętych szałem bitewnym wojów, walczyłam o przetrwanie z potworami, zwiedzałam zonę ze stalkerami. Nawet zawitałam w steampunkowym mieście. Nie miałam okazji zwiedzać innych planet na pokładzie statku kosmicznego. Skusiłam się na Zabójczą sprawiedliwość. Okładka obiecywała miło spędzony czas, z bezdyskusyjnie najlepszą space operą XXI wieku. Rekomendacje zachęcały do zapoznania się z tym tytułem.

Ann Leckie dotychczas publikowała wyłącznie opowiadania w magazynach i antologiach. Pracowała jako: kelnerka, geodetka i inżynier dźwięku. Jej debiut, o którym tutaj piszę, zdobył wiele nagród, między innymi: Nebula, Arthur C. Clarke Award oraz Locus Award. Mnogość nagród kazała mi myśleć, że sięgam po coś naprawdę dobrego. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Od pierwszych stron, wiedziałam, że nie polubimy się z tą książką.

Główną bohaterką jest Breq. Nie jest ona człowiekiem. Jest sztuczną inteligencją ze zniszczonego statku, zamkniętą w ciele człowieka. Serwitorem. Na początku spotyka nieprzytomną oficer. Pomimo że nie darzy ją przesadną sympatią, postanawia uratować ją przed śmiercią. Niekoniecznie spodziewa się wdzięczności. Ale czy można jej oczekiwać od narkomanki?

Jednocześnie widzimy ją jak jako Esk Jeden służy oficer Awn. Na planecie Shis'urna, zaanektowaną przez siły Radchaai przed pięcioma laty. Jako serwitor służy oficerom, pomaga w utrzymaniu porządku w mieście Ors, oraz dowodzi statkiem Sprawiedliwość Toren. A właściwie to nim jest, jakkolwiek to brzmi. Kolejne rozdziały na zmianę ukazują nam drogę bohaterek do Radchaai oraz wydarzenia, które spowodowały, że statek został zniszczony.

niedziela, 11 września 2016

Libster Blog Award - bawimy się

Nigdy się nie bawiłam w zabawy blogowe, ale zawsze lubiłam to czytać. Pewna osoba to zauważyła i mnie nominowała. Więc...

1. Czy jest książka do której ciągle wracasz?
Tak. Sendikelm. Uwielbiam tę książkę. Kiedyś wracałam do Ani z Zielonego Wzgórza a jeszcze wcześniej do Alicji w Krainie Czarów. Wiele razy czytałam powieści Chmielewskiej.

2. W której książce zakończenie zbulwersowało cię do tego stopnia, że chciałbyś/chciałabyś je zmienić?
Właściwie to nie było zakończenia, które mnie zbulwersowało. Jeśli miałabym taką możliwość, to do ostatniego tomu Harrego Pottera dopisałabym epilog w którym chłopak budzi się w swojej komórce a to wszystko było snem. W skrajnym przypadku budziłby się w szpitalu psychiatrycznym. Zawsze marzyłam o zakończeniu w którym Harry się przekonuje, że to wszystko się nie wydarzyło.

3. Której książki lub książkowego cyklu nie chcesz przeczytać?
Wszelkiej maści erotyków - to wiadomo. Ale nie mam żadnej ochoty na serię Gra o tron. Jakoś mnie nie pociąga.

4. Której bohaterki/bohatera tak bardzo nie znosisz, że najchętniej zabiłabyś/zabiłbyś go już w pierwszym rozdziale? Hym, Hym... Ciężkie pytanie. Chyba nie ma takiego bohatera. Albo nie drażnił mnie tak bardzo, żebym go/ją zapamiętała.

5. Czy kiedykolwiek fabuła książki owładnęła Tobą tak bardzo, że zakradła się do Twoich snów? Jeśli tak, podaj tytuł i autora.
Jedyne książki, które mną wstrząsnęły tak, że miałam koszmary to dwa tytuły: Pięć lat kacetu Grzesiuka i Numery mówią. Chyba zaczęłam w zbyt młodym wieku to czytać.

6. Po jaki rodzaj książek sięgasz najchętniej?
Fantastyka - postapokaliptyczne klimaty oraz high i heroic fantasy.

7. Czy zdarza Ci się mówić cytatami?
Raczej nie. Chyba, że cytaty z komedii, albo kabaretów się liczą.

8. Czy lubisz e-booki i audiobooki? Uzasadnij krótko odpowiedź.
E-booki musiałam polubić jak wyjeżdżałam do pracy za granicę. Nie byłam w stanie zabrać ze sobą zapasu książek na dwa - trzy miesiące. Audiobooki świetnie sprawdzały się na spacerach i przy nordic walking. Świat Dysku był świetnie wydany. Czarodziciel z Zadurą to było mistrzostwo świata.

9. Książka zdecydowanie nie trafia w Twój gust. Czytasz do końca, czy rezygnujesz?
To zależy jak tragiczna jest książka i czy muszę ją przeczytać.

10 . Z którym bohaterem książkowym najbardziej się utożsamiasz?
Chyba z żadnym. Nie spotkałam jeszcze bohatera książki, podobnego do mnie.

11. Którą książkę uważasz za tak słabą, że nie powinna była nigdy zostać napisana? Ohohohoho... Tutaj mogłabym całą rozprawkę napisać: Purgatorium, Golem, Kroniki Duszorośli, Zabójcza sprawiedliwość, Maminsynek, Pochłaniacz, Toy Wars, Forrest Gump... Wymieniać dalej?


Kogo nominuję? Pytania proszę te same :)
1. Sylwię
2. Fenko

czwartek, 1 września 2016

Co, tak naprawdę, dzieje się na wyspie?

Nie tak dawno, widziałam interesujący filmik. Założono dziewczynce ładne ubrania. Chodziła między ludźmi, prosząc o pomoc. Bardzo chętnie oni zapraszali ją do stolika, karmili... Przejęli się losem dziecka. Później, tę samą dziewczynkę rozczochrano, miała na sobie brudną odzież. Robiła to samo co wcześniej, jednak reakcja była zupełnie inna. Dorośli odganiali dziecko, używali przykrych słów. Eksperyment trzeba było przerwać.

Od starożytności człowiek próbuje zrozumieć swoją naturę. Nawet dla nas jesteśmy zagadką. Próbujemy się zrozumieć przez pryzmat religii, nauki, filozofii, czy sztuki. Naukowcy nierzadko sięgają po środki budzące wątpliwości etyczne. Większość zna eksperyment więzienny (przeprowadzony przez Philipa Zimbardo), czy eksperyment Milgrama – wyniki tych badań mogą naprawdę szokować, ale i odpowiadają na wiele pytań. Darley i Baton badali poziom ludzkiej empatii, dr Money obalił własną teorię o tożsamości płciowej. Zapłaciła życiem i zdrowiem rodzina królika doświadczalnego. Czasem aby odkryć naturę człowieka trzeba sięgnąć po środki wątpliwe etycznie.

Eva Pohler napisała książkę, w której głównym wątkiem jest eksperymentalne leczenie depresji za pomocą strachu. Tytułowa Wyspa tajemnic ma być ostatnią deską ratunku dla osób, dla których leczenie nie przynosi rezultatu.

sobota, 27 sierpnia 2016

Dlaczego Szekspir?

" Samo przetrwanie nie wystarcza. "

Z klimatami postapokaliptycznymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia. Zatem gdy Bujaczek zorganizowała na swoim blogu konkurs, w którym mogłam wygrać przedstawicielkę tego gatunku, Stację jedenaście nie wahałam się ani chwili. Przekupiłam jej psa i już parę dni później mogłam cieszyć się swoja nagrodą. A nie wygrywam często, więc dla mnie to było święto. Pogłaskałam okładkę, pochwaliłam się w mediach społecznościowych i odłożyłam ją na półkę, aby dojrzała. Nastąpiło to w zeszłym tygodniu. Oczekiwania miałam spore. Powieść w końcu zdobyła parę nagród, prestiżowe podsumowania okrzyknęły ja jedną z najlepszych książek roku, New York Times uznał ją za bestseller. W Polsce nie miała takiego rozgłosu, jakoś cicho o niej było, ale jestem przyzwyczajona, że prawdziwe perełki należy szukać pod stertą rozreklamowanej grafomanii. Z czym miałam kontakt tym razem?

sobota, 20 sierpnia 2016

Czy miłość może boleć?

Agata zaskarbiła sobie miłość czytelniczek komediami. Jej książki potrafiły poprawić nastrój i pozwalały odpocząć od trudów codziennego życia. Nie były to głupie romansiki, ale całkiem inteligentne powieści, w których każda z nas mogła się przejrzeć. Dotyczyły zwykłych problemów nas kobiet. Często były one przerysowane, zawsze zabawnie napisane.

Książka Bez Ciebie jest inna. To dramat, nie komedia. Tutaj nikt się nie śmieje. Powiem więcej, tutaj się płacze. Dlaczego?

Główną bohaterką jest Katarzyna. Polka mieszkająca w Stanach. Wyjechała do Ameryki. Jej mąż, Colin, jest rozchwytywanym prawnikiem. Ma duży dom. Nie musi pracować. Czyżby spełnił się amerykański sen? Na początku tak, jej mąż kochał ją nad życie. Chodzili z domu na kolacje, jej mąż otaczał ją miłością i troską. Nie zauważała, jak Colin zamykał ja w złotej klatce. Nie wychodzi z domu, na zakupy się wymyka. Nie ma przyjaciółek, z nikim się nie spotyka. Nosi to, co Colin lubi, je to za czym Colin przepada, mówi to, co Colin chce usłyszeć, robi to, czego Colin sobie życzy... Kuli się, gdy on ją dotyka, zamyka oczy, gdy krzyczy, błaga aby przestał, gdy bije.

"Katarzyna nie wychodziła więc nigdzie. Colin robił zakupy, Colin płacił rachunki. Colin, jak przystało na wspaniałego męża, zajmował się dosłownie wszystkim, a ona z dnia na dzień stawała się więźniem we własnym domu. Cholerną księżniczką, która nie zorientowała się, nawet kiedy dobrowolnie dała się zamknąć w złotej wieży."

wtorek, 26 lipca 2016

Czy pójście w las z Wilkiem wyjdzie Czerwonemu Kapturkowi na dobre?

"Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem. "

Skoro się powiedziało a książka Cinder to trzeba powiedzieć b i sięgnąć po Scarlet. Pozycję skończyłam chwilę przed wyjściem na pociąg zmierzający do siedliska brudu moralnego i rozpusty jakim jest przystanek Woodstock. O tej imprezie niebawem napiszę parę słów. Dziś zapraszam na wieczór z Sagą księżycową.

Na początku poznajemy młodą (choć starszą od bohaterki poprzedniej części) dostawczynię warzyw. Charakterystyczną częścią jej ubioru jest czerwona bluza z kapturem. Coś wam to mówi? Nie? A babcia i Wilk? Nasza nowa bohaterka mieszka we Francji z babcią. A raczej mieszkała. Starsza kobieta zaginęła i nikt się tym nie przejmuje. Policja przerywa śledztwo a miejscowi coś przebąkują o obłąkanej staruszce, która sama uciekła. Jednak intuicja podpowiada jej, było inaczej. A to może szósty zmysł zrozpaczonej wnuczki nie chce dopuścić smutnej prawdy? W rozwiązaniu zagadki chce jej pomóc chłopak nazywany Wilkiem. Stanowczo nie jest on księciem z bajki na białym koniu. Niezwykła tajemniczość i zajęcie jakim się para raczej nie zbudzają zaufania. Jak zaufać człowieku biorącym udział w nielegalnych walkach? Czy warto oceniać człowieka po pozorach? Czy każdy zasługuje na szansę i zrozumienie? To się okaże. Tymczasem...

...Cinder ucieka z więzienia. Uzbrojona w nowoczesną rękę oraz zdolności Lunarki wydostaje się ze swojej celi. Niestety źle trafia i napotyka samozwańczego kapitana. Jest młody, ale trochę nabroił. Może pochwalić się, na przykład kradzieżą statku Armi Republiki Amerykańskiej. Ten fakt powoduje, że Cinder postanawia uciec z nim. Jednak nie decyduje się na spotkanie z doktorem Erlandem, który to pomógł jej w ucieczce (poprzez uzbrojenie). Chce dowiedzieć się co nieco o swoim pochodzeniu. Sądzi, że odpowiedzi uzyska we Francji.

wtorek, 12 lipca 2016

Dawno dawno temu, żyła dziewczynka która na balu zgubiła... stopę?

Miesiąc temu odbyła się wymianka z okazji Dnia Dziecka u Fenko. Każdym miał wysłać listę książek, które chciałby przeczytać a druga osoba robiła tematyczną paczkę. Mój prezent robiła Agnieszka. Otrzymałam dwie części Sagi księżycowej. Wprawdzie nie jestem zwolenniczką powieści dla młodzieży, ale opis łączący baśń o kopciuszku z gatunkiem science fiction oraz mnóstwo pozytywnych komentarzy zachęciło mnie do próby sięgnięcia po nią. Z tego co wiem polskie wydawnictwo nie zamierza kontynuować tłumaczenia serii. Zaraz zobaczycie czy żałuję, czy nie bardzo.

Poznajemy Cinder. Urodziła się ona długo po naszych czasach, w Pekinie przyszłości. W wyniku wypadku stała się cyborgiem. Co oznacza, że urodziła się jako człowiek, ale dla ratowania jej życia zostały wszczepione elektroniczne podzespoły i sztuczne kończyny. Jej umysł współpracuje z komputerem, który na bieżąco monitoruje jest stan. Potrafi stwierdzić kiedy kłoś mija się z prawdą. Według prawa niestety nie jest równa ludziom i nie posiada praw do samostanowieniu o sobie, wolnej woli, prawa do posiadania majątku... Generalnie należy do opiekuna. A raczej opiekunki, która jest wdową po pierwszym opiekunie bohaterki. Może nie można jej nazywać macochą, ponieważ Cinder nie jest uznawana za człowieka i nie można jej adoptować, ale schemat jest ten znajomy. Cinder ma dwie przyrodnie "siostry", których potrzeby zawsze są stawiane znacznie wyżej niż bohaterki. Dziewczyna jest jednym z najlepszych mechaników w mieście. Może i nawet najlepszym. Pracuje na rynku. Ludzie chętnie korzystają z jej usług, ale jest traktowana jak wyrzutek. Ma jedna przyjaciółkę i jest nią android. Nie muszę dodawać, że dziewczyna nie otrzymuje wynagrodzenia, tylko jej opiekunka? Dziewczyna dobrze zarabia, lecz jest traktowana jak darmozjad i leń. Do bohaterki przychodzi z prośba o pomoc książę Kai, który nie domyśla się, że jest ona "półczłowiekiem" a w pałacu szykuje się bal, na który nie ma szans iść...

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ostatnia zdobycz ze zlotu blogerów...

"W ciągu siedmiu lat małżeństwa, zanim dobry Bóg nabrał przekonania, że lepiej pasuje do niej urna na kominku niż obrączka na palcu, mąż powiedział jej kiedyś, że dziwi się go, dlaczego ustawia się ograniczenia wiekowe dla filmów i gier komputerowych, a nikt nie pomyślał o książkach.
Jakże słuszna uwaga
"
I czas na ostatnią pozycję z Targów. To kolejna książka, która przyciągnęła mnie okładką i zatrzymała opisem. Rzadko czytam książki tego typu, ale uznałam, że tej warto dać szansę. Czy słusznie?


Ostatnio zamiast na książkach skupiłam sie na diecie. Czemu czytanie nie odchudza?

Zamiast opisu z tyłu mamy fragment pierwszego rozdziału. Dość mglisto przedstawia nam on człowieka na stole operacyjnym, który błaga o zaprzestanie zabiegu. Osoba wykonująca zabieg (lekarz? Sadysta?) jest nieugięty i mówi, że to jest jedyny sposób aby ofiara "mogła umrzeć". Czyżby była mowa o psychopatycznym mordercy, który torturuje swoje ofiary? O tym dowiemy się w dalszej części. Najpierw poznajemy policjanta. Zawsze brał zlecenia najbardziej niebezpieczne , wymagające zmiany danych osobowych, fryzury, tworzenia tatuaży a nawet wybijania zębów. Obiecał żonie i synowi, że to zlecenie było ostatnie. Że będzie z nimi więcej. Obietnicy nie dotrzymał, nigdy więcej ich nie zobaczył. Zginęli w rejsie. Nigdy nie zrozumiała czemu żona uśpiła synka i wyrzuciła za burtę po czym popełniła samobójstwo. Martin zatopił się w pracę aby nie myśleć. Aż do otrzymania dziwnego telefonu. Starsza kobieta zamieszkująca statek prowadziła prywatne śledztwo. Podejrzewała, że coś się dzieje. Handel ludźmi? Wywożenie przestępców? Początkowo główny bohater nie jest zainteresowany rojeniami starszej kobiety aż ta mu wręcza misia należącego do Timmy'ego. Czy jest możliwe wyjaśnienie śmierci jego rodziny?

niedziela, 19 czerwca 2016

Golem - Gustav Meyrink

Kolejna książka wygrana na losowaniu podczas Warszawskich Targów. Nie znałam tej pozycji wcześniej, ale opis z tyłu mówiący o legendzie o Golemie, żydowskiej dzielnicy, kryminale i grozie mnie zaintrygował. Liczyłam na dobre połączenie wielu gatunków w otoczce żydowskiej kultury i nieziemskiego klimatu. Dostałam coś zupełnie innego.

Gustav Meyring żył na przełomie XIX i XX wieku. Był austriackim pisarzem, mistykiem, buddystą, okultystą... fascynowała go groza, fantastyka, tajemniczość, zjawiska paranormalne. Przez cięty język, uwielbienie ironii i kpienie z militaryzmu miał wiele problemów. Cenzura, kryzysy psychiczne, aresztowania, grzywny to tylko niektóre z nich. Dziś jest postrzegany jako prekursor powieści egzystencjalnej i surrealizmu.

Tyle wiem jedynie, że moje ciało leży śpiące w łóżku, ale zmysły się oderwały i nie są już z nimi związane.
Kim teraz jestem „ja”, chcę się z nagła spytać, ale wtedy dochodzi do mnie, że nie mam żadnego organu, którym mógłbym pytania stawiać, a wtedy lęk mnie ogarnia, że znowu się wyłoni mroczny głos i od nowa zacznie niekończące się wypytywanie o kamień i tłuszcz.
I tak się odrywam.

Pierwszy bohater, którego poznajemy nie zostaje nam przestawiony z imienia. Zwiedzając zamek znajduje kapelusz. Zamierza go oddać właścicielowi, którym jest Athanasius Pernat (a przynajmniej takie nazwisko jest wyszyte wewnątrz). Pojawia się on w następnym rozdziale. Jest to czterdziestoletni wycinacz kamei z Praskiego getta. W młodości przeżył on wypadek, który spowodował załamanie nerwowe. Za pomocą hipnozy jego wspomnienia z lat wcześniejszych zostały wymazane. Pewnego dnia odwiedza go człowiek o trudnej do zapamiętania twarzy, zleca bohaterowi naprawienie inicjału w księdze. Gdy Athanasius zaczyna ją czytać zaczynają w jego umyśle dziać się dziwne rzeczy, zaczyna rozumieć słowa zapisane w obcym języku a w jego głowie pojawiają się wizje.

niedziela, 12 czerwca 2016

Wózkiem przez stolicę.

W końcu dojrzałam do tego, aby podzielić się z Wami moimi wrażeniami z Warszawskich Targów Książki. Jednakże nie do końca to będzie relacja ze spotkań z autorami. To było już opisywane dziesiątki razy. Może opowiem bardziej o poruszaniu się wózkiem inwalidzkim po stolicy europejskiego państwa. Jak część z Was wie Bujaczek porusza się na takowym, w związku z tym potrzebuje towarzystwa podczas podróży.

Podróż zaczęła się w Malborku, gdzie się spotkałyśmy. Na dworcu zostały mi zaśpiewane nieśmiałe „sto lat”, zostałam wyściskana i wycałowana. Mogłam ruszać. Dworzec w tym mieście niestety nie ma wind (zabytek), jest za to platforma. Jak nas poinformowali ochroniarze (płci obydwu) ledwo wyrabia na zakrętach i śmiga setką. Z pociągu na dworcu wysiadła kierowniczka pociągu i rozstawiła kolejną platformę. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Widać, że PKP się wywiązuje z obowiązku. Podróż przebiegła spokojnie. A w Warszawie czekali już: mężczyzna z platformą na kółkach i znów dwóch ochroniarzy. Tutaj towarzystwo nie było już tak miłe i serdeczne, ale wykonali swoją pracę i chwała im za to.

Zostawiłyśmy rzeczy w skrytce i pojechałyśmy na stadion. Spóźniłyśmy się 10 minut i niestety Olga Rudnicka nam uciekła. No cóż. Czas się zameldować w hotelu i opłacić pobyt. Wybrałyśmy Ibris Budget Centrum. Nie do końca jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych a to przez brak odpowiednich łazienek, ale są windy , jest czysto a personel naprawdę miły i pomocny. Łóżka też są wygodne. Niestety zaskoczył mnie kompletny brak półek i szafek. Dla trzech kobiet był to spory problem. Ale nic to. My w tym pokoju tylko spałyśmy. Głównie z powodu błądzenia, ale opis tego Wam daruję. A sobie wstydu.

niedziela, 29 maja 2016

Tymczasowa żona - miłość i kuchnia w Iranie.

I znów nie będzie relacji z WTK. Może to i dobrze. Obecnie targi atakują mnie nawet z lodówki, więc po co dorzucać? Poczekam aż to wszystko się trochę uspokoi. Chciałam dziś opowiedzieć o pierwszej z książek, jakie wylosowałam na spotkaniu blogerów na tychże targach. Tytuł jej to Tymczasowa żona, okładka mówi mi o miłości i kuchni w Iranie. Nie przygotowałam się do spotkania i nie czytałam opisów ksiażek, pewna że i tak nic nie wylosują (takie to mam szczęście). W związku z tym nie wiedziałam czego po książce się spodziewać. Czytałam wiele o sytuacji muzułmańskich kobiet i nie były opisy sielanki a raczej krew, łzy i siniaki. Chyba chciałam przeczytać coś innego aby się przekonać, że nie wszystkie kobiety żyją w ciągłym koszmarze. Jaka jest tak książka? Jaką twarz Iranu pokaże? To były pytania które kazały mi wrzucić karteczkę do papierowej torebki.

Powieść przedstawia prawdziwą opowieść Jennifer Kliniec z Kanady. Już widać że nazwisko jakieś europejskie. Powiem szczerze, że spodziewałam się potomkini polaków, ale nie myliłam się dużo. Rodzice bohaterki pochodzili z Europy. Dzieciństwo mieli biedne, więc chcieli zrobić wszystko aby dziecku niczego nie zabrakło... Może poza miłością. Dziewczyna dość szybko nauczyła się korzystać z samotności. Miłość rodzicielską zastąpiła tą do dobrego, często egzotycznego jedzenia i podróży. Gdy miała 17 lat mieszkała w Dublinie a jej paszport był pełen pieczątek z rożnych stron świata. Kuchnia zresztą po szkole zbliżyła bohaterkę z matką. Nadrabiały lata obojętności gotując i piekąc. Potem kobieta wyprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Związek z mężczyzną dla którego to zrobiła dość szybko się skończył, ale praca, która zdobyła przytrzymała ją na miejscu. Początkowo etat w dużym banku w Londynie pozwalał czuć się ważną, nie musiała martwić się o pieniądze. Stać ją było na życie na poziomie i drogie wycieczki. Jednak monotonia i stabilizacja nie jest dla niej. Rzuciła pracę i w swoim mieszkaniu założyła szkołę gotowania. Szybko o niej zaczęły pisać gazety, ustawiały się kolejki. Kobieta przeżyła więcej w rok niż ja przez całe życie, ale dopiero podróż do Iranu miała okazać się przełomem. Przypadkowe, szorskie "cześć" nieznajomego mężczyzny i prośba o wpuszczenie do kuchni obcego domu zmieni jej całe życie. Tego mężczyzny zresztą także...

"Zabieram do Iranu wszystkie moje romantyczne mrzonki. Zabieram najlepszą, najmilszą wersję siebie z nadzieją, że w zamian doświadczę tego, co w Iranie najpiękniejsze."

czwartek, 26 maja 2016

Czy wybranie "Najszczęśliwszej..." było szczęśliwą decyzją?

Tutaj miała być relacja Warszawskich Targów Książki, ale wszyscy wstawiają więc ja nie muszę. Może jak opadną emocje... Dziś napiszę o czymś innym, co wzbudziło we mnie uczucia. Jakie? Zapraszam do lektury.

***Uwaga! Opinia może zawierać śladowe ilości spojlerów!***

Nie kieruję się okładkami w wyborze książki. Oczywiście, miło gdy ona jest ładna i pasuje do treści, ale dla mnie lektura jest jak jedzenie. Ma być dobre, nie musi wyglądać. Przyznam szczerze, że Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie, którą wybrałam z powodu grafiki na przodzie. Po przeczytaniu zapowiedzi, recenzji i opinii wiedziałam że muszę ją mieć. Nie spotkałam się z pozycją, której okładka mówi nam dokładnie czego się spodziewać. Nie musiałam czytać opisu z tyłu aby wiedzieć o czym ona jest.

Jak w większości nowości pożyczyłam książkę od Bujaczka. Za czytanie wzięłam się natychmiast, lecz dopiero dwa tygodnie później zdecydowałam się na opisanie tej powieści.

Główną bohaterką i narratorką jest tutaj Ani FaNelli. Aby opowiedzieć historię życia głównej bohaterki, autorka poprowadziła dwie narracje. Najpierw poznajemy Ani jako dorosłą osobę, pracującą w jednym z największych magazynów dla kobiet, zaręczoną z bogatym, przystojnym mężczyzną. Teoretycznie w życiu osiągnęła niemal wszystko: pozycję, majątek, mężczyznę i miłość. Jak się okazuje w rzeczywistości ma wszystko oprócz tego ostatniego. Miłość nawet może była w początkowym etapie związku z Lukiem, teraz jest jedynie przyzwyczajenie i dążenie do perfekcji. To stara się osiągnąć w swoim życiu. Można powiedzieć że w tej dziedzinie osiągnęła mistrzostwo. Wie jak się ubrać aby było widać ile pieniędzy wydała, ale aby stylizacja nie wyglądała kiczowato, gdzie jeść, co czytać, gdzie wziąć ślub... Zdaje sobie sprawę, że jeden krok dzieli ją od towarzyskiej katastrofy.... Jednak życie bohaterki ma mroczną stronę. Jest nim nastoletniość. Nie miała ona łatwego życia. Doświadczała wszystkiego do czego nastolatkowie mogą być zdolni. Także w książce widzimy pełną gamę negatywnych zachowań: od naśmiewania się po gwałt. Rodzice także nie dawali dziewczynie żadnego wsparcia. Ojciec ożenił się z matką z obowiązku, nie czul nic do swojej rodziny, matki jedyną ambicją było wydanie swojej córki bogato za mąż. Nie interesowało jej nic więcej. Ani nikt, nawet własne dziecko. Przeżyła straszną tragedie. Teraz ona chce pokazać, że jest ponad wydarzeniami sprzed czternastu lat. Czy rzeczywiście?

niedziela, 15 maja 2016

Mój weekend w Gdańsku :)

Rzadko sięgam po literaturę określaną jako kobieca. Jeśli jednak to robię to musi być coś dobrego. Debiut Agaty Przybyłek poradziła mi Bujaczek. Znamy się tyle lat, że mogę ufać jej zdaniu. I tym razem się nie zawiodłam. Jak pojawiła się druga książka, przeczytałam ją natychmiast po otrzymaniu. Bardzo chciałam się spotkać z autorką, która zdobyła serca wielu czytelniczek (i czytelników) w Polsce. Miałam nadzieję na spotkanie podczas Warszawskich Targów Książki, lecz tutaj się rozczarowałam. Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło. Gdański Matras zorganizował spotkanie autorskie.

Po znalezieniu noclegu (na ostatnią chwilę), oraz zakupieniu biletu wsiadłam w pociąg z całym dobytkiem potrzebnym kobiecie do przetrwania dnia (i nocy) w obcym mieście. Następnie dotarłam do Galerii Bałtyckiej przed czasem i pokręciłam się po księgarni oglądając książki, które chciałabym kupić, ale niestety nie mogę. W tym miesiącu i może nawet w przyszłych... Zaczęłam się zastanawiać gdzie spotkanie zostanie zorganizowane, gdy mój wzrok padł na dość charakterystyczną postać na zewnątrz. Poszłam z zamiarem bąknięcia dzień dobry i zajęciu miejsca gdzieś na końcu. Ależ nie było mi to dane! Moja imienniczka wystrzeliła z ręką wyciągniętą do przodu witając mnie jako jedną z ulubionych blogerek. Wypowiedź została okraszona taką ilością miłych słów, że byłam zaskoczona. Przy spotkaniu z nowo poznanymi osobami jestem raczej powściągliwa, aby nie powiedzieć nieśmiała. Lecz tutaj przeszłam samą siebie, wzbijając się na wyżyny elokwencji ze słowami Naprawdę? Jestem bardzo zaskoczona.. Jak widać mądra i wygadana jestem tylko świecie wirtualnym.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Nomen omen Marty Kisiel.

Kolejna książka polecona przez Bujaczka. Ona wie jak kocham crazy fantasy, więc poleciła mi Nomen Omen Marty Kisiel. Polecała gorąco i żarliwie jako świetną książkę. Z tyłu widziałam rekomendację porównującą tę powieść do tych pisanych przez Pratchetta. Czytałam też całą masę recenzji i opinii wychwalających opisywana prze mnie pozycję. Wiedziałam, że po to muszę sięgnąć. Oczekiwania były duże. A jak wyglądała rzeczywistość?

Marta Kisiel urodziła się w 1982 we Wrocławiu. Z zawodu jest polonistką, z zamiłowania pisarką (albo "ałtorką" jak nazywają ją czytelnicy), tłumaczką i redaktorką. Debiutowała opowiadaniem w Fahrenheicie w 2006 roku. Pierwszą książkę (Dożywocie) napisała cztery lata później. Jak pisała w wywiadach ogromnie się denerwowała jak zostanie przyjęta jej powieść, ale okazało się że niepotrzebnie. Od razu zdobyła grono wiernych fanów. W 2014 roku ujrzała światło dzienne powieść, która mam w rękach.

Na początku poznajemy Salkę. Salomeę Przygodę. Nie ma w swoim życiu łatwo. Nie jest delikatną, kobiecą postacią. Ma wzrost raczej męski, staniki raczej kupuje większe... Matka chce ożywić jej życie seksualne, opowiadając w koło jaka jej córka jest seksowna, ojciec żyje w przeszłej epoce a brat stanowczo jeszcze nie dorósł, choć to on jest stawiany na pierwszym miejscu. Jedyna wspierająca dusza to babcia. Zawsze umie doradzić i wesprzeć wnuczkę. Tutaj ma jedną radę. Nasza bohaterka musi się wyprowadzić jak najdalej od swojej piekielnej rodzinki. Okazję ku temu daje wyjazd jej przyjaciółki za granicę. W pierwszej chwili pomyślałam, ze Salka ucieknie za granicę, ale tutaj autorka mnie zaskoczyła wysyłając dziewczynę tylko do innego miasta. Przyjaciółka zostawiła pracę w księgarence uniwersyteckiej, która przejęła Salomea. Nowe życie nie zaczęło się jednak tak różowo jakby bohaterka chciała. Starsza pani wynajmująca jej pokój jest dość... ekscentryczna, współlokatorem staje się papuga, praca wcale nie jest ciekawa, na domiar złego koszmar z rodzinnego domu pojawił się w jej pokoju. Niedaś (brat) postanowił się rozgościć bez jej zgody w jej łóżku. Co gorsza próbuje ją utopić w Odrze. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: dlaczego babcia przestała z nią rozmawiać?

piątek, 15 kwietnia 2016

O operze w której straszy.

"- Przepraszam! - zawołał kasjer, gdy niania już odchodziła. - Co pani ma na ramieniu?
- To... futrzany kołnierz
- Ale przecież wyraźnie widziałem, że pomachał ogonem.
- Tak. Ponieważ wierzę w piękno bez okrucieństwa.
"
W poprzednich częściach Magrat opuściła nasz maly sabat czarownic aby być zoną i królową. Niania Ogg i Babcia zaczęły odczuwać brak jednej ze kręgu. Babcia chyba najbardziej. Przestała być wścibska, nie interesowała się co się dzieje w wiosce nie wymądrzała się na temat życia Magrat. To jest niezwykle niepokojące, tak samo jak potęga mocy jaką na Babcia. Historia zna przypadki. gdy wielka moc była przyczyną szaleństwa a nawet śmierci tejże. Ale jest rozwiązanie zagadki. Wystarczy znaleźć trzecią do kręgu. Co więcej: jest odpowiednia kandydatka. Jednak jak się okazuje jest dość daleko... I wcale nie chce mieć z czarownicami nic wspólnego. Kobiety jednak uznają, że mają moc przekonywania i wyruszają do doskonale znanego nam miasta.
Agnes, każe się nazywać Perdita X. Nitt. Marzy o karierze śpiewaczki. Ma warunki jeśli chodzi o głos. Jeśli natomiast mowa o warunkach fizycznych to... ma ich stanowczo za dużo. I zbyt dobry charakter. Dlatego ona śpiewa w cieniu a na pierwszym planie stoi dziewczyna, która jest piękna, ale nie specjalnie ma głos. Po Agnes właśnie jadą czarownice.

Operę nęka poważniejszy problem:
"Wyjął z kieszeni kopertę i położył ją na blacie.
- Nasz upiór lubi pozostawiać krótkie liściki – wyjaśnił. - Jeden lezał koło organów. Malarz dekoracji zauważył go i... o mało co nie miał wypadku.
Kubeł powąchał kopertę. Pachniała terpentyną. List wewnątrz był napisany na papierze formowym Opery. Równym, ozdobnym charakterem pisma głosił:
Ahahahahaha! Ahahahaha! Ahahaha! STRZEŻCIE SIĘ!!!!!
Z wyrazami szacunku
Upiór Opery
"

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Nieszczęścia chodzą stadami Agaty Przybyłek.

Jestem rozdarta pomiędzy wieloma gatunkami książkowymi. Fantastyka (do tej wiedźmowej, rycerskiej doszło post-apo), kryminał, literatura faktu, dramat... Lubie tez poczytać babskie romansidła. Każda z nas potrzebuje czegoś optymistycznego, niezajmującego myśli, lekkiego na pochmurne popołudnia, chandrę, albo tak, dla rozrywki. Ale ja preferuję tylko te zabawne. Żadnych dramatów, smutów i powrotów i rozstań. Trochę różowości się w życiu przyda. Jeśli mówimy o kolorze słodzizny i optymizmu to jeden egzemplarz w tej tonacji dziś będę opisywać. Mowa naturalnie o drugiej powieści Agaty Przybyłek. O mojej opinii dotyczącej jej debiutu można przeczytać >>tu<<. W skrócie powiem, że ogromnie mi się podobała. Zatem to było naturalne, że po Nieszczęścia chodzą stadami sięgnę również. Miałam ogromne oczekiwania wobec niej. Nie tylko z powodu zadowolenia z Nie zmienił się tylko blond. Miała ona poruszać ważny temat. Rasizmu względem dzieci. Czy autorka spełniła moje oczekiwania?

"- Tak. U nas cięgle słońce – odpowiadała wtedy jej przełożona, pani Halina uśmiechając się lekko pod nosem, i patrzyła w zamyśleniu na sad, który uginał się od nadmiaru dojrzałych śliwek i jabłek.
Ale w tym roku było zupełnie inaczej.
Kiedy nastała jesień, a córka pani Haliny, Iwona, mężczyzna jej życia, Jaruś i czwórka dzieciaków, synowa, trzy psy oraz kot przeprowadzili się do siedliska na Mazurach (pomimo próśb, błagań oraz złowieszczych gróźb pani Haliny), życie tej ostatniej stało się zupełnie puste i pozbawione blasku, a przynajmniej tak się starszej pani zdawało.
"

środa, 16 marca 2016

Kryminał w klasycznym wydaniu.

Niemożliwe nie może się zdarzyć, wobec tego pozornie niemożliwe musi być możliwe.

Z książkami Christie miałam kontakt dość dawno. Mama miała w swoim zbiorze parę dzieł tej pisarki. Niestety czytałam je tak dawno, że pamiętam jedynie wrażenie. A że było ono pozytywne miałam plan, aby zapoznać się z autorką ponownie. To nie był właściwie plan. Nawet nie zarys. Pomyślałam, że jak dostanę do rak jakąś jej powieść to może położę na półce do przeczytania. Kiedyś. W przyszłości. I to może niedalekiej. Akurat zdarzyła się okazja na wymiankę. Ja miałam do sprzedania książkę, która kiedyś wygrałam, ale nie była jednak dla mnie. Jednak ktoś po drugiej stronie miał takie same odczucia do opisywanej do mnie książki. Także uszczęśliwiliśmy siebie nawzajem. Książkę przeczytałam dość szybko. A jakie są wrażenia?

Herkules Poirot jest znanym w świecie detektywem. Żył w czasach gdy nie było Internetu, więc jego sława roznosiła się poprzez gazety i pocztę pantoflową. Po rozwiązaniu sprawy w Azji wraca do Europy pociągiem. Pech sprawił, że środek kolomocji naszego bohatera stanął w wielkiej zaspie. A to nie koniec problemów. W jednym z przedziałów zostaje zamordowany mężczyzna. Świadkowie widzieli uciekająca kobietę w szkarłatnym kimonie. Morderca znajduje się w pociągu wśród pasażerów, których dzieli wszystko: status materialny, narodowość, zawód... nikt z obecnych nie mógł znać, ani ofiary, ani siebie nawzajem. Poirot zostaje poproszony o rozwiązanie zagadki mając jedynie do dyspozycji zeznania podróżnych, oraz dwa dowody: chustkę i fajkę. Z pewnych względów kierownik pociągu nie chce wzywać miejscowej policji.