Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Nieszczęścia chodzą stadami Agaty Przybyłek.

Jestem rozdarta pomiędzy wieloma gatunkami książkowymi. Fantastyka (do tej wiedźmowej, rycerskiej doszło post-apo), kryminał, literatura faktu, dramat... Lubie tez poczytać babskie romansidła. Każda z nas potrzebuje czegoś optymistycznego, niezajmującego myśli, lekkiego na pochmurne popołudnia, chandrę, albo tak, dla rozrywki. Ale ja preferuję tylko te zabawne. Żadnych dramatów, smutów i powrotów i rozstań. Trochę różowości się w życiu przyda. Jeśli mówimy o kolorze słodzizny i optymizmu to jeden egzemplarz w tej tonacji dziś będę opisywać. Mowa naturalnie o drugiej powieści Agaty Przybyłek. O mojej opinii dotyczącej jej debiutu można przeczytać >>tu<<. W skrócie powiem, że ogromnie mi się podobała. Zatem to było naturalne, że po Nieszczęścia chodzą stadami sięgnę również. Miałam ogromne oczekiwania wobec niej. Nie tylko z powodu zadowolenia z Nie zmienił się tylko blond. Miała ona poruszać ważny temat. Rasizmu względem dzieci. Czy autorka spełniła moje oczekiwania?

"- Tak. U nas cięgle słońce – odpowiadała wtedy jej przełożona, pani Halina uśmiechając się lekko pod nosem, i patrzyła w zamyśleniu na sad, który uginał się od nadmiaru dojrzałych śliwek i jabłek.
Ale w tym roku było zupełnie inaczej.
Kiedy nastała jesień, a córka pani Haliny, Iwona, mężczyzna jej życia, Jaruś i czwórka dzieciaków, synowa, trzy psy oraz kot przeprowadzili się do siedliska na Mazurach (pomimo próśb, błagań oraz złowieszczych gróźb pani Haliny), życie tej ostatniej stało się zupełnie puste i pozbawione blasku, a przynajmniej tak się starszej pani zdawało.
"
Halinę znamy z pierwszej książki. Jest to mama Iwonki. W poprzedniej części nie odebrała zbyt dużej roli. Była w tle swojej córki. Tutaj jest jedną z dwóch głównych postaci. Rozpacza ona po wyjeździe jej córki z licznym, wesołym inwentarzem. Cierpi na syndrom pustego gniazda. Jedyne czym zajmuje się cały dzień jest kłócenie się z mężem. Nie stronią sobie oni od złośliwych przytyków. Życie kobiety odmienia się gdy zostaje poinformowana o powrocie chrześnicy z Anglii. Jednak plotki krążą ponieważ Marta wraca z dzieckiem, bez męża a zielarka "czarno widzi tę wizytę". To zdanie doprowadzało Halinę do nerwowości. Okazuje się, że wróżba się sprawdza, lecz powód jest bardziej prozaiczny – najmłodsze dziecko jest czarne jak heban. Halina postanawia zrobić wszystko aby mieszkańcy Sosenek nie dowiedzieli się o najmłodszym dziecku a chrześnica w ogóle się wyprowadziła. W tym celu skutecznie zatruwa jej życie. Dziewczyna od razu orientuje się o co chodzi i dość szybko irytacja przechodzi w rozbawienie. Choć druga bohaterka jest piękną dziewczyną z dołeczkami zdaje się, że ostatnio los dał jej niezbyt dużo powodu do uśmiechu. Marta jest dręczona przez demony przeszłości. Co tak zraniło tę piękną i krucha istotę?

Przybyłek w swojej książce poruszała trudne tematy, nie wszystkie mogę zdradzić, aby nie spojlerować, ale rasizm i trudna przeszłość to tylko cześć z nich. Jednakowoż czytając tę książkę wcale się nie płacze, chyba że ze śmiechu. Autorka genialnie połączyła dramat autorki ze swoim poczuciem humoru. To jest sztuka aby takie połączenie nie wyszło żałośnie po prostu, albo co gorsza prostacko. To nie jest Nie zmienił się tylko blond nie, nie. Powieść jest dojrzalsza i poważniejsza. Miłość która się pojawia nie jest słodka a pierwsze dni pobytu bohaterki w Sosenkach nie przypominają słonecznego, pachnącego ciastem popołudnia na leżaku.

Moja opinia także nie będzie różowa, puchata i piszcząca. Było parę rzeczy które mi się nie podobały. Pierwszą rzeczą jest wątek miłosny. Podpowiem, że w życiu Marty pojawia się dwóch mężczyzn. Wątek jednego nie zostaje zakończony, ale ucięty. Moim zdaniem autorka umieściła zbyt wiele wydarzeń i na porządne zakończenie sprawy nie starczyło miejsca, czy weny. Druga sprawa to sytuacja w jakiej Halina zaakceptowała najmłodsze dziecko. Spodziewałam się, raczej połączenia dwóch bohaterek po wyjawieniu dramatu z przeszłości. Jakiejś sceny pojednania, łez i wybaczenia. Tutaj tez trochę widać pójście na łatwiznę. Trzeci punkt to Martusiowanie. Nie raziło mnie, że Halina mówi na chrześnicę zdrobniale, pewnie w jej oczach jest cały czas mala dziewczynką, ale ileż można. Pewien rozdział zaczął się od "Martusi" i co zdanie "Martusia" i "Martusia. W języku polskim możemy powiedzieć "ona", "kobieta", "dziewczyna", albo całkowicie opuścić zwroty tego typu i zacząć zdanie od czasownika. Ostatnia rzecz do jakiejś się przyczepie nie jest zależna od autorki. Mianowicie chodzi o opis wydawcy na końcu. Przybyłek świetnie budowała napięcie wokół "problemu" z najmłodszym dzieckiem. Przypominało mi to takie migawki w filmie, gdy operator kamery filmuje nogi, plecy, twarz, kocyk, aby tylko nie pokazać skóry dziecka. A twórca opisu zepsuł całą zabawę.

Dość tych przytyków. W końcu powieść jest całkiem dobra, aby nie powiedzieć świetna. Bohatery są bardzo dobrze napisani. Są żywi, kolorowi. Maja swoje za uszami, ale to dobrzy ludzie. Na większość można liczyć. Oczywiście nie obyło się bez miejscowej zielarki, czy spożywczaku – centrum plotek i informacji. Poprzednia książka była niczym słoneczny wieczór na tarasie. Tutaj pojawiały się ciemnie chmury. Warto przekonać się samemu, czy burza przejdzie bokiem, dając powiew świeżego powietrza, czy jednak czekają na czytelników deszcz i błyskawice. 8/10

Na pewno wszyscy zainteresowani wiedzą, że 18 maja szykuje się kolejna premiera tej autorki. Nie będzie to komedia, lecz jestem skłonna jej zaufać. Powrotu łez śmiechu możemy spodziewać się latem. Niestety ta produkcja owiana jest mgłą tajemnicy. Chwilowo jestem oczarowana moja imienniczką i sięgnę po wszystko co napisze.

Książka bierze udział w:
1. Wyzwanie karciane – As trefl – odłożyłam dopiero po przeczytaniu.

2. Klucznik 2016 – Wiosna, ach to ty!

3.Polacy nie gęsi IV - macierzyństwo

7 komentarzy:

  1. Dzięki, dzięki, dzięki - jestem wzruszona <3 A krytykę biorę sobie do serca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego ja prawie nigdy nie czytam opisu z okładki - dzięki temu nie psuję sobie niespodzianek! ;) A co do zdrobnień - też mnie to irytowało i to niesamowicie.
    Podoba ,i się sposób, w jaki piszesz - lekko, ale elokwentnie. Cieszę się, że się znalazłyśmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo mnie pdobudował Twój komentarz :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Taaak, potrafisz przekonać nawet kiedy kręcisz noskiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku też myślałam, że wątek jednego z mężczyzn został urwany. Jednak po przeanalizowaniu doszłam do wniosku, że ten ostatni wyraznarzędzia epilogiem, jest dobrym zamknięciem. To facet okazał się miękką fają, a takich można spotkać na pęczki ;) niemniej jednak książka bardzo mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spojler alert
      Szkoda tylko, że facet był cudowny och i ach a potem nagle okazał się bezcharakterowcem na końcu. Można to było inaczej zrobić troszkę. Ale zgadzam się. Super książka. Oczywiście, że się czepiam, ale we wszystkim mozna znaleźć jakieś zdziebełko.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.