Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Nomen omen Marty Kisiel.

Kolejna książka polecona przez Bujaczka. Ona wie jak kocham crazy fantasy, więc poleciła mi Nomen Omen Marty Kisiel. Polecała gorąco i żarliwie jako świetną książkę. Z tyłu widziałam rekomendację porównującą tę powieść do tych pisanych przez Pratchetta. Czytałam też całą masę recenzji i opinii wychwalających opisywana prze mnie pozycję. Wiedziałam, że po to muszę sięgnąć. Oczekiwania były duże. A jak wyglądała rzeczywistość?

Marta Kisiel urodziła się w 1982 we Wrocławiu. Z zawodu jest polonistką, z zamiłowania pisarką (albo "ałtorką" jak nazywają ją czytelnicy), tłumaczką i redaktorką. Debiutowała opowiadaniem w Fahrenheicie w 2006 roku. Pierwszą książkę (Dożywocie) napisała cztery lata później. Jak pisała w wywiadach ogromnie się denerwowała jak zostanie przyjęta jej powieść, ale okazało się że niepotrzebnie. Od razu zdobyła grono wiernych fanów. W 2014 roku ujrzała światło dzienne powieść, która mam w rękach.

Na początku poznajemy Salkę. Salomeę Przygodę. Nie ma w swoim życiu łatwo. Nie jest delikatną, kobiecą postacią. Ma wzrost raczej męski, staniki raczej kupuje większe... Matka chce ożywić jej życie seksualne, opowiadając w koło jaka jej córka jest seksowna, ojciec żyje w przeszłej epoce a brat stanowczo jeszcze nie dorósł, choć to on jest stawiany na pierwszym miejscu. Jedyna wspierająca dusza to babcia. Zawsze umie doradzić i wesprzeć wnuczkę. Tutaj ma jedną radę. Nasza bohaterka musi się wyprowadzić jak najdalej od swojej piekielnej rodzinki. Okazję ku temu daje wyjazd jej przyjaciółki za granicę. W pierwszej chwili pomyślałam, ze Salka ucieknie za granicę, ale tutaj autorka mnie zaskoczyła wysyłając dziewczynę tylko do innego miasta. Przyjaciółka zostawiła pracę w księgarence uniwersyteckiej, która przejęła Salomea. Nowe życie nie zaczęło się jednak tak różowo jakby bohaterka chciała. Starsza pani wynajmująca jej pokój jest dość... ekscentryczna, współlokatorem staje się papuga, praca wcale nie jest ciekawa, na domiar złego koszmar z rodzinnego domu pojawił się w jej pokoju. Niedaś (brat) postanowił się rozgościć bez jej zgody w jej łóżku. Co gorsza próbuje ją utopić w Odrze. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: dlaczego babcia przestała z nią rozmawiać?

Jak pisałam, na temat książki czytałam same dobre słowa, samo porównanie do Pratchetta dawało mi sporo nadziei na dobrą lekturę. Co dostałam w zamian? Coś co jest mocno średnie i męczące. Jak? Po kolei. Najbardziej dokuczał mi język. Zarówno narratora jak i postaci. Nie czepiam się stylistyki, ortografii, gramatyki. Kim jestem aby polonistkę poprawiać? Natomiast irytowały mnie te wszystkie żarty, wtrącenia, przekręcenia oraz porównania. Uwielbiam taki żartobliwy język, za to właśnie kocham Pratchetta, ale tutaj było tego stanowczo za dużo. Oczywiście rozumiałam wtrącenia rodem z języka graczy, ale ja miałam wrażenie, nie tutaj panuje jakiś inny język. Przysłaniało mi to całą akcję. Do tego nie zawsze humor był dobry. Czasem dość... żenujący.

" Niedaś […] był blady bladością sugestywną, tajemniczą i dziwnie ekscytującą w maślanych oczach przedstawicielek płci niewieściej, powodując u nich masowy opad majtek."
Coś co miało być lekkie powodowało, że co rusz musiałam przerywać czytanie aby odpocząć od nawału dowcipu, często wciśniętego na siłę moim zdaniem. Druga rzeczą, która mnie męczyła, był... harmider. Wiecznie tam wszyscy krzyczeli, potykali się, przewracali, wydawali różne dzięki zdziwienia, każdy właściwie darł się z innego powodu, jednocześnie. I to nie były przypadki incydentalne. Marzyłam o tym, aby autorka opisała jak bohaterzy śpią, bo nawet picie herbaty przebiegało w atmosferze wrzasków, krztuszeń i przytyków. Denerwowała mnie też mało wyraźna akcja powieści. Jak pisałam, ona gubiła się w bałaganie jaki zaserwowała nam autorka. Zakończenie także mi się rozmyło. Szkoda trochę, ponieważ widzę spory potencjał tutaj.

" - Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu - westchnął ciężko Niedaś[…]."

Została sprawa bohaterów. Na początku podobało mi się, że są oni bardzo różni, nieszablonowi, kolorowi. Potem jednak okazało się, że że są szarzy i jednolici. Nic mnie w nich nie zaskoczyło. Wszyscy mieli jakąś rolę daną na początku książki i nie wyszli z niej ani na pół kroku. Matka zachowywała się jak nieodpowiedzialna, infantylna idiotka, ojciec mówił wierszem, Niedaś z panią Bolesną cały czas grali w grę i tak dalej. Miałam wrażenie, że autorka nie włożyła wysiłku w stworzenie wielowymiarowych postaci. Miały być niezwykłe, fantastyczne a wyszły odrealnione i płaskie. Jedynie Salomea zyskała częściowo moją sympatię. Ale też nie do końca.

Im dalej w las, tym ciężej się szło. Na początku ta książka miała 7,5, potem z każdym rozdziałem traciła parę punktów. Na koniec daję jej 4. Czy sięgnę po twórczość autorki? Oczywiście. Chcę się dowiedzieć, czy to był wypadek przy pracy, czy ona tak po prostu pisze. Z tą książką jednak się już nie spotkam. I mam cicha nadzieję, że inne są mniej chaotyczne.

Biorę udział w:
1. Czytam fantastykę IV

2. Wyzwanie karcianie – JPIK – autor jest nie tylko pisarzem

3. Polacy nie gęsi - 8. Trzy pokolenia w jednej książce

10 komentarzy:

  1. Chlip chlip :( No i mamy odmienne zdanie. Ale jak nudno by było jakbyśmy się we wszystkim zgadzały.

    Mnie akurat ten chaos, komizm i niezdarność bawiły. Ale przynajmniej nie muszę się bać, że książka mi zginie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się akurat bardzo podobało. Język i styl bardzo mi się podobały - właśnie z tych powodów, dla których tobie nie ;) Jeśli do czegoś miałabym się przyczepić, to co najwyżej do warstwy fabularnej. Pod tym względem sto razy bardziej podobał mi się genialny debiut Marty Kisiel, czyli "Dożywocie" :)

    Między sklejonymi kartkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dla każdego jest ta sama książka :) Byłoby nudno gdyby wszyscy lubili to samo

      Usuń
  3. A ja się świetnie bawiłam. Na "Dożywociu" jeszcze lepiej i już nie mogę się doczekać kontynuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dożywocie mam zamiar przeczytać. Nie chcę tej autorki skreślać po jednej książce.

      Usuń
  4. No niee... nie wierzę w to co czytam... serio? Aż tak? ojej.... :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam odmienne opinie, ale mam własny egzemplarz i będę musiała też sama zweryfikować. Jestem ciekawa prozy autorki :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wyrobić sobie własną opinię. Jest to autorka całkiem ciekawa, ale moim zdaniem brakuje jej jakiegoś umiaru w pisaniu.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.