Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 29 maja 2016

Tymczasowa żona - miłość i kuchnia w Iranie.

I znów nie będzie relacji z WTK. Może to i dobrze. Obecnie targi atakują mnie nawet z lodówki, więc po co dorzucać? Poczekam aż to wszystko się trochę uspokoi. Chciałam dziś opowiedzieć o pierwszej z książek, jakie wylosowałam na spotkaniu blogerów na tychże targach. Tytuł jej to Tymczasowa żona, okładka mówi mi o miłości i kuchni w Iranie. Nie przygotowałam się do spotkania i nie czytałam opisów ksiażek, pewna że i tak nic nie wylosują (takie to mam szczęście). W związku z tym nie wiedziałam czego po książce się spodziewać. Czytałam wiele o sytuacji muzułmańskich kobiet i nie były opisy sielanki a raczej krew, łzy i siniaki. Chyba chciałam przeczytać coś innego aby się przekonać, że nie wszystkie kobiety żyją w ciągłym koszmarze. Jaka jest tak książka? Jaką twarz Iranu pokaże? To były pytania które kazały mi wrzucić karteczkę do papierowej torebki.

Powieść przedstawia prawdziwą opowieść Jennifer Kliniec z Kanady. Już widać że nazwisko jakieś europejskie. Powiem szczerze, że spodziewałam się potomkini polaków, ale nie myliłam się dużo. Rodzice bohaterki pochodzili z Europy. Dzieciństwo mieli biedne, więc chcieli zrobić wszystko aby dziecku niczego nie zabrakło... Może poza miłością. Dziewczyna dość szybko nauczyła się korzystać z samotności. Miłość rodzicielską zastąpiła tą do dobrego, często egzotycznego jedzenia i podróży. Gdy miała 17 lat mieszkała w Dublinie a jej paszport był pełen pieczątek z rożnych stron świata. Kuchnia zresztą po szkole zbliżyła bohaterkę z matką. Nadrabiały lata obojętności gotując i piekąc. Potem kobieta wyprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Związek z mężczyzną dla którego to zrobiła dość szybko się skończył, ale praca, która zdobyła przytrzymała ją na miejscu. Początkowo etat w dużym banku w Londynie pozwalał czuć się ważną, nie musiała martwić się o pieniądze. Stać ją było na życie na poziomie i drogie wycieczki. Jednak monotonia i stabilizacja nie jest dla niej. Rzuciła pracę i w swoim mieszkaniu założyła szkołę gotowania. Szybko o niej zaczęły pisać gazety, ustawiały się kolejki. Kobieta przeżyła więcej w rok niż ja przez całe życie, ale dopiero podróż do Iranu miała okazać się przełomem. Przypadkowe, szorskie "cześć" nieznajomego mężczyzny i prośba o wpuszczenie do kuchni obcego domu zmieni jej całe życie. Tego mężczyzny zresztą także...

"Zabieram do Iranu wszystkie moje romantyczne mrzonki. Zabieram najlepszą, najmilszą wersję siebie z nadzieją, że w zamian doświadczę tego, co w Iranie najpiękniejsze."

Ta książka była lepsza niż się spodziewałam. Styl pisania autorki był niezwykle plastyczny i obrazowy. Od pierwszych stron oczarował mnie świat pełen kolorów, smaków i zapachów. Czytając książkę oczami wyobraźni widziałam krzątające się, swobodne i kolorowo ubrane kobiety za kotarami, dzieci biegające wokół, słyszałam śmiech i dźwięk uderzającej łyżki o ścianki garnka, w końcu czułam zioła, przyprawy i świeże warzywa. Nie radzę czytać tej książki na diecie. Z każdym opisem czułam się bardziej głodna. Powieść czytało się szybko, brak jej było psychologicznych wynurzeń i opisów uczuć. Była to prosta opowieść. Zwyczajna jak chleb wypiekany w piecu, jednak ma w sobie ciepło i egzotykę Iranu. Bardzo mi się spodobał fakt, że mogłam wejść do domów muzułmanek dla których życie w chuście nie jest koszmarem, tylko normalnością. Gdy pomimo całej księgi nakazów i zakazów płeć żeńska znajduje radość w prowadzeniu domu i codziennych czynnościach. Zaskakujące było odkryć, że kobiety te malują się i stroją jak my wszystkie a urodziny, czy przyjęcia są istną rewią mody. Jednak nie to było motywem przewodnim. Głównym wątkiem była fascynacja Irańczyka i Kanadyjki. Miłości tak silnej, że nie zwracała uwagi na wiek, pochodzenie, czy religię. Zauroczeniu tak silnym, że kazało porzucić tradycje. W końcu ten romans mógł zakończyć się śmiercią nawet. Jak nie czytam romansów tak ten zawładnął moim sercem i dusza. Szczerze mówiąc jestem ciekawa dalszych losów bohaterów.

" – Jenny – mówi łagodnie. – Wiesz, kim dla mnie jesteś, Jenny? Jesteś ba namak.
– Co to jest ba namak?
– To perskie słowo. Oznacza słony smak. Kiedy potrawa jest ba namak, jest doskonale dosolona do indywidualnego smaku. Komuś innemu może wydawać się za słona. Jeszcze inny może chcieć więcej soli. Ale ta właściwa osoba uważa, że jedzenie ma najwyśmienitszy smak. Jesteś dla mnie ba namak, Jenny. Cały twój charakter – pewność siebie, twój pogodny nastrój i wszystkie twoje doświadczenia. One sprawiają, że jesteś dla mnie perfekcyjna. Tylko dla mnie.
"

Książka niestety zawierała sceny wobec których nie mogłam przejść obojętnie: obrzydzały mnie zwyczajnie. Mówię tutaj, między innymi o wycieczcie w rzeźni, opisie spożywania móżdżków, czy zjadania kości. Mnie jako wegetariankę odpychały i chciałam je jak najszybciej pominąć, nie wczytując się zbytnio. Także nie podoba mi się tytuł. Sugeruje co się stanie. Wolałabym aby fakt tymczasowego małżeństwa był zaskoczeniem. Za to okładka niezwykle przyciąga. Nie jest zwyczajna, czy nawet kiczowata jak to przy romansach bywa. Szkoda także, że nie pojawiły się przepisy. Myślę, że zwolennikom egzotycznej kuchni, mogłoby to przypaść do gustu. Mnie by zadowolił przepis na słodki deser, lub danie bezmięsne.

Podsumowując, styl wypowiedzi pisarki urzekł mnie od pierwszych stron. Świat przestawiony otulił mnie obrazami i nie wypuścił do ostatniej strony. Polecam właściwie każdemu na każdą okazję. Nie jest to głupiutki, mało ambitny romans, ale całkiem inteligentna opowieść o szukaniu miłości, szczęścia i dobrego jedzenia. Ode mnie 7/10.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona oraz Natalii Pych.



Książka bierze udział w:
1. Wyzwanie karciane: Romans - KierQ

2. Grunt to okładka - ślub

4 komentarze:

  1. Eh, żebym wiedziała, że fajna to bym brała... No ale i tak przeczytam... kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zaraz po Dobrym Omenie

      Usuń
  2. Sama się zastanawiałam nad wzięciem jej do recenzji :) Z tego co piszesz, warto po nią sięgnąć. Bardzo lubię takie klimaty :)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.