Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 12 czerwca 2016

Wózkiem przez stolicę.

W końcu dojrzałam do tego, aby podzielić się z Wami moimi wrażeniami z Warszawskich Targów Książki. Jednakże nie do końca to będzie relacja ze spotkań z autorami. To było już opisywane dziesiątki razy. Może opowiem bardziej o poruszaniu się wózkiem inwalidzkim po stolicy europejskiego państwa. Jak część z Was wie Bujaczek porusza się na takowym, w związku z tym potrzebuje towarzystwa podczas podróży.

Podróż zaczęła się w Malborku, gdzie się spotkałyśmy. Na dworcu zostały mi zaśpiewane nieśmiałe „sto lat”, zostałam wyściskana i wycałowana. Mogłam ruszać. Dworzec w tym mieście niestety nie ma wind (zabytek), jest za to platforma. Jak nas poinformowali ochroniarze (płci obydwu) ledwo wyrabia na zakrętach i śmiga setką. Z pociągu na dworcu wysiadła kierowniczka pociągu i rozstawiła kolejną platformę. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Widać, że PKP się wywiązuje z obowiązku. Podróż przebiegła spokojnie. A w Warszawie czekali już: mężczyzna z platformą na kółkach i znów dwóch ochroniarzy. Tutaj towarzystwo nie było już tak miłe i serdeczne, ale wykonali swoją pracę i chwała im za to.

Zostawiłyśmy rzeczy w skrytce i pojechałyśmy na stadion. Spóźniłyśmy się 10 minut i niestety Olga Rudnicka nam uciekła. No cóż. Czas się zameldować w hotelu i opłacić pobyt. Wybrałyśmy Ibris Budget Centrum. Nie do końca jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych a to przez brak odpowiednich łazienek, ale są windy , jest czysto a personel naprawdę miły i pomocny. Łóżka też są wygodne. Niestety zaskoczył mnie kompletny brak półek i szafek. Dla trzech kobiet był to spory problem. Ale nic to. My w tym pokoju tylko spałyśmy. Głównie z powodu błądzenia, ale opis tego Wam daruję. A sobie wstydu.

Rano pojechałyśmy po Bruchalka. Ja jej nie znałam, ale to mi nie przeszkadzało. Im nas więcej tym weselej :). Tutaj znów był problem z pociągiem. Trzeba było się dowiedzieć jak wygląda wsiadanie do pociągu. Kobieta w informacji zadzwoniła do kierowniczki pociągu i dowiedziała się, że „można wsiadać bez platform”. One są, ale wyciąganie ich powoduje opóźnienia. Głośno wyraziłyśmy gdzie my mamy fakt powodowania obsuwy w rozkładzie jazdy i poszłyśmy kupować bilet. Gdy zobaczyłam, że odległość między wagonem a peron jest większa niż średnica przednich kółek stwierdziłam, ze bez pomocy się nie obejdzie. Kierowniczka pociągu nie zainteresowała się naszym przypadkiem więc musiałam ją przywołać przyciskiem SOS. Okazało się jednak, że opóźnień nie było (niesamowite!). Kobieta zrehabilitowała się stwierdzeniem, że za bilet mogłyśmy zapłacić jeszcze mniej niż ze zniżką. Super. Na dworcu Warszawa Modlin są windy. Są wadliwe podobno, ale dla nas działały. Co można dosłownie poczuć. Nieszczęśni turyści jednoznacznie protestują przeciw brakowi toalet publicznych na tym obiekcie. Co ciekawostka, windy nie były kompletne. Brakowało im ścian. W pierwszej jednej, w drugiej dwóch. Widok przesuwającego się gołego betonu napawał mnie przerażeniem. Na dworcu chciałyśmy poczekać na Agę z kartką na ten cel przygotowaną, ale samolot wylądował wcześniej i nici z niespodzianki. Po zjedzeniu śniadania ruszyłyśmy w drogę powrotną. Nie powiem, że błądziłyśmy, raz przez brak oznaczeń w tunelu na który przystanek wychodzimy (Warszawa Centralna), dwa przez brak oznaczenia windy, która znajdowała się w toalecie. Brawo. Na szczęście windy były.


Kierowcy autobusów byli różni. Najczęściej się zdarzali tacy, którzy obniżali autobus, rozkładali platformę, czasem wprowadzali wózek do pojazdu i interesowali się gdzie ten rytuał się powtórzy. W nocy, po spotkaniu blogerów spotkałam jednak inny typ kierowcy. Opuścił pojazd i czeka na aniołki z nieba, które przeniosą wózek przez ogromną przerwę między krawężnikiem i autobusem. Nasz rzecznik w postaci Bruchalka poszedł przypomnieć mu o obowiązkach. Gość się zagotował i chciał wprowadzić wózek sam. Ja jak osioł uparłam się na platformę. Kierowca zrobił to o go poprosiłam. Nie szczędził nam przy tym „kurew” i innych umilaczy. Za dodatkową rozrywkę wtedy stanowił pijany gość, który również był chętny do pomocy. Gadał też coś o kobietach robiących problemy, ale kazałam mu być pijanym gdzie indziej. Nie żeby mnie posłuchał, ale mi to pomogło.


Mistrz parkowania

Ciężko zrozumieć jak trudne jest poruszanie się wózkiem inwalidzkim. Trzeba zwracać uwagi na rzeczy, których normalnie nie widzimy: tory tramwajowe, nierówny chodnik, wyższy krawężnik. Czasem trzeba iść dłuższą drogą, czasem nie można gdzieś pójść. Zawsze należy sprawdzać wcześniej czy miejsce do którego się wybieramy jest podjazd, niskie progi, winda... Warszawa, jak uważam, jest dość dobrze przygotowana dla wózkowiczów, jednak uważam że są niewielkie niedociągnięcia, widziane tylko oczami osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Następny wpis targowy pojawi się później. Znajdą się tam zdobycze targowe, które tymczasowo urlopują się u Bujaczka.

3 komentarze:

  1. Oj, ale miałyście przygody! ;/ Szkoda, że nie mogliśmy Wam jakoś bardziej pomóc i tylko zabraliśmy od Was książki, ale Twoja niezłomność jest godna podziwu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez tyle lat się przyzwyczaiłam. Ale kondycja juz nie ta. A z książkami? Pomogliście nam ogromnie.

      Usuń
  2. Nie brakowało nam przygód, oj nie. Niby są windy, niskie zjazdy, ale widać, że robiły to osoby nie posiadające wiedzy opiekunów i niepełnosprawnych, szkoda.

    Dobrze, że miałam Ciebie i Bruchalka <3

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.