Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

sobota, 27 sierpnia 2016

Dlaczego Szekspir?

" Samo przetrwanie nie wystarcza. "

Z klimatami postapokaliptycznymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia. Zatem gdy Bujaczek zorganizowała na swoim blogu konkurs, w którym mogłam wygrać przedstawicielkę tego gatunku, Stację jedenaście nie wahałam się ani chwili. Przekupiłam jej psa i już parę dni później mogłam cieszyć się swoja nagrodą. A nie wygrywam często, więc dla mnie to było święto. Pogłaskałam okładkę, pochwaliłam się w mediach społecznościowych i odłożyłam ją na półkę, aby dojrzała. Nastąpiło to w zeszłym tygodniu. Oczekiwania miałam spore. Powieść w końcu zdobyła parę nagród, prestiżowe podsumowania okrzyknęły ja jedną z najlepszych książek roku, New York Times uznał ją za bestseller. W Polsce nie miała takiego rozgłosu, jakoś cicho o niej było, ale jestem przyzwyczajona, że prawdziwe perełki należy szukać pod stertą rozreklamowanej grafomanii. Z czym miałam kontakt tym razem?

Świat zaatakowała grypa gruzińska, która przedostała się do Ameryki z Europy i Azji. Od momentu zarażenia, pierwsze objawy występowały po paru godzinach. Po dwóch dobach następowała śmierć. Zdziesiątkowała ludzkość w tak krótkim czasie, że nie było czasu na opracowanie strategii walki z pandemią. O jakichkolwiek badaniach nad wirusem i opracowaniu szczepionki nie było mowy. Każdy, kto zetknął się z osobą zakażoną, umierał szybko. Niemal każdy, oprócz paru szczęśliwców. Nikt nie wiedział, dlaczego on przetrwał, skoro wszyscy bliscy zachorowali. I nikt nie miał szans tego zbadać. Zaraza wygasła a ci, co zostali, starali się przeżyć w świecie bez prądu, internetu i samochodów.

" Niedokończona lista:
Nigdy więcej nurkowania w podświetlonym na zielono basenie z chlorowaną wodą. Nigdy więcej meczów baseballowych w świetle reflektorów. Nigdy więcej przyciągających ćmy lampek na ganku podczas letnich nocy. Nigdy więcej pociągów sunących pod powierzchnią miast, zasilanych oszałamiającą mocą trzeciej szyny. Nigdy więcej miast.(...)
"

Czytając opis, miałam wrażenie, że historia będzie o grupie podróżnych aktorów. Spodziewałam się garstki osób, która będzie wnosić odrobinę szczęścia w życie ludzi. Oczekiwałam wyjaśnienia, dlaczego akurat zajęli się sztuką Szekspira. Może w słowach jego dzieł było coś pokrzepiającego? Może coś pasowało do tych czasów? Może budziły nostalgię za starym światem? Nic z tych rzeczy. Przeczytawszy książkę, nie uzyskałam odpowiedzi na to pytanie. Nawet motto grupy pochodzi ze Star Treka. Sama książka natomiast traktuje o czymś innym.

Autorka opisała historie paru osób. Pozornie nie pozostawali z sobą w związku. Łączy ich jedna osoba. Arthur Leander. Gwiazda kina i teatru. Znany na całym świecie. Ginie w dzień, kiedy rozpętała się zaraza, jednak ona go nie dosięgnęła. Pokonał go zawał serca. Każdy z głównych bohaterów książki miał jakąś styczność ze zmarłym – byłe żony, syn, przyjaciel, mała, zaprzyjaźniona aktoreczka... Jednak mam wrażenie, że aktor przewija się zbyt często. Jakby ta książka była głównie o nim.

Byłam przygotowana na przeskakiwanie w czasie. Zabieg pokazywania nowego świata z perspektywy kilku różnych osób jest interesujący. Spojrzenie na otaczającą rzeczywistość zmienia się w zależności od wieku, profesji, etapu życia, poglądów oraz doświadczenia. Autorka nie zrobiła niestety tego w sensowny sposób. Przeskakiwała zbyt często. Nie tylko między czasami przed i po zarazie. Niespodziewanie znajdowaliśmy się wśród wydarzeń sprzed roku aby wrócić do rzeczywistości i za chwilę przenieść się w inny czas. Nie miałam problemu z odnalezieniem się w wydarzeniach, ale wiem, że mogło to sprawić spory problem.

Niestety o postapokaliptycznym życiu nie wiemy zbyt dużo. Autorka oszczędziła nam opisów miejsc, nowych zwyczajów, sposobów na normalne życie w niecodziennych warunkach. A na pewno nie otrzymaliśmy niczego nowego. Podróż w poszukiwaniu opuszczonych domów było jedynym rozwiązaniem na który mogła wpaść autorka. Dlatego też, nie mogłam znaleźć się w świecie przedstawionym. Nie potrafiłam go sobie wyobrazić, podobnie zresztą jak samych bohaterów. Miałam wrażenie, że byli... płascy? Brakowało mi u nich charakteru, konkretnego spojrzenia na rzeczywistość. Oczywiście Arthur jakąś osobowość miał, lecz resztę autorka potraktowała po macoszemu. A może irytowało mnie to, że wszyscy byli wpatrzeni w aktora? Bohaterzy drugoplanowi absolutnie nie zostawali w pamięci i z czasem zaczęli mi się mieszać. W kreację ich, autorka nie włożyła żadnego wysiłku. Napisała wiele takich postaci, zbyt wiele, aby mogli być realnie przedstawieni.

Nie spodziewałam się epickich opisów walk, czy bohaterów na miarę łowcy czy stalkera. Obiecywano mi refleksję nad życiem, siłą przetrwania i ulotnością piękna współczesnego świata. Dostałam niewyraźną powieść, gdzie prym wiodły niekończące się romanse i kolejne rozwody.

Literówek nie znalazłam zbyt dużo, ale nie szukałam specjalnie. To co mi przeszkadzało, to mylenie odmiany czasownika przez osoby. Przez takie błędy musiałam się zatrzymać i wrócić, aby sprawdzić, czy na pewno czytam o dobrym bohaterze.

" – Dobrze – powiedział. W sumie lepiej niż dobrze. Dawno nie grałam Shakespeare'a. "
Takich przypadków było dość sporo.

Ale nie powiem, że ta powieść była do końca zła. Czytało mi się ją, mimo wszystko, dość łatwo. Nie męczyłam się z nią, a to chyba można uznać za plus. Nie wątpię, że istnieją osoby, które potrafią z tej książki wyciągnąć coś więcej. Mnie się to nie udało. Może to nie był szczyt grafomanii, ale nie wrócę do niej na pewno. 4/10.

Książka bierze udział w
1. Czytam fantastykę IV

2. Wielkie wyzwanie karciane – Jtrefl – bohater ginie, lub zabija kogoś.

4 komentarze:

  1. Oceniłam ją nieco wyżej ;) Ale błędy... Byłam na tyle wredna, że wkleiłam zdjęcie do recenzji z zaznaczonymi miejscami w książce, w których się one pojawiają ;) Zresztą zobacz sama, jak masz chęć :) http://magicznyswiatksiazki.pl/stacja-jedenascie-emily-st-john-mandel/ Śledziłam je z uporem maniaka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah czytałam kiedyś opinie u Ciebie. Nawet skomentowałam. I potem zapomniałam o tym fakcie. A szkoda. Rzeczywiście błędów sporo.

      Usuń
    2. Niektórzy nie zwracają na nie uwagi i skupiają się jedynie na czytanej historii. Ja niestety należę do osób, które raz natrafiwszy na tego typu wpadkę, obsesyjnie przeglądam dalszy tekst, czy nie będzie kolejnych. Ta "lekka" mania odbiera mi niestety przyjemność z lektury, ale nic nie poradzę, taka już jestem ;)

      Usuń
    3. Ale to jest normalne. Gdy kupujemy coś, co (przynajmniej w teorii) przeszło korektę oczekujemy, że błędy jeśli się pojawią będą śladowe. Ot każdemu się może zdarzyć. Ale tutaj ich jest zdecydowanie za dużo.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.