Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 31 października 2016

Czy jesteście roztropne?

- Zosieńko, bo wiesz, trzeba czuwać, bo nie znasz ani dnia, ani godziny! - opowiada, z przejęciem potrząsając jasnymi lokami. - Wszystko się może zdarzyć! Wszystko! Naprawdę!
Kim jest tytułowa panna roztropna? Wierzący, czy nie, każdy zna tę przypowieść. Co powinna mieć taka panna? Oliwę. Aby móc wyczekiwać oblubieńca, panny potrzebowały źródła światła. Dla mnie to była historyjka o wrednych zołzach, które nie chciały się podzielić z koleżankami, ewentualnie palić lamp na zmianę... Po co im tyle lamp? Oraz oczywiście o gapach, które wiedząc, że będą siedziały nocą, nie przygotowały się do tego.


Jednakowoż co zrobić w czasach gdy nie używa się lamp oliwnych? Można użyć latarek i akumulatorków. Potrzeba ich całkiem sporo, jeśli ma zamiar czekać na mężczyznę, biorąc pod uwagę wiek Bachora.

piątek, 28 października 2016

Dziennik dobrych zdarzeń.

Ile razy mieliście zły dzień? Taki naprawdę zły, gdy nic się nie udaje, jest paskudna pogoda, szef znów się czepia, włosy się nie układają... i jeszcze ten pryszcz na nosie! Ile razy mieliście wrażenie, że plusy nie istnieją a godziny, dni, tygodnie to całe pasmo mniejszych i większych nieszczęść? Akurat zaczyna się czas, który nie sprzyja pozytywnemu myśleniu. A teraz tak by się przydało. Z pomocą nam przychodzi Beata Pawlikowska i jej jedna z najnowszych publikacji „Interaktywna malowanka. Dziennik dobrych zdarzeń” z serii „Malowanki z duszą”.


Beata Pawlikowska jest bardzo płodną autorką: pisze książki, uczy języków, rysuje kolorowanki, wydaje kalendarze. Wszystko to w otoczcie radości, pozytywnego myślenia i osobistego szczęścia. Każda publikacja tryska optymizmem, zachęca do wiary w siebie i umila czas słodkimi rysunkami.

wtorek, 25 października 2016

Zapraszam do mrocznego świata gdzieś na Suwalszczyźnie.

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz
i... w to, co do tej pory wierzyłeś.
Ja bym jeszcze dodała: „nie wierz w to, co czytasz”.

Pisanie horrorów nie jest łatwym zajęciem. Reżyser ma łatwiejsze zadanie niż pisarz. W filmie ma się do dyspozycji szereg trików: z mroku może wyskoczyć paskudna morda, po minucie ciszy słychać potępieńcze wycie, odcinane kończyny i sale tortur przyprawiają o dreszcze. Autor książki musi pobudzić naszą wyobraźnię, zmusić czytelnika do widzenia tego, co przeraża, zbudować napięcie i zaskoczyć. Nigdy wcześniej nie czytałam horroru, ale postanowiłam dać jednemu szansę.

Poznajemy trzy osoby. Pierwsza z nich to Anna. Rozwódka, która jedzie do chorej matki. Wcześniej się o nią nie martwiła, sporo zarabia i zatrudniła opiekunkę. Teraz jej stan się pogorszył i wymagana jest wizyta. Kobieta z powodu paskudnej pogody wybiera skrót przez las. Jej auto grzęźnie w błocie, a ona nie może wydostać się z lasu, który nie ma końca...

Ważniejszymi postaciami są Karolina i Tomek. Dwoje studentów wybrało się na Suwalszczyznę w celu ratowania ich związku. Dzieli ich wszystko: wyznanie, spojrzenie na świat, zamiłowanie do imprez, łączy za to jedynie: miłość i wybuchowy charakter. Po całym dniu podróży, kłótni dowiadują się, że właściciele domu gościnnego wyjechali i zapomnieli powiadomić gości. Proponują nocleg w małej wiosce niedaleko u znajomych. Nie wiedzą, ile w ich życiu zmieni tych parę dni.

sobota, 22 października 2016

Wybuchowa komedia Olgi Rudnickiej.

Są dwie polskie autorki, na których nowości czekam jak na mannę z nieba. Jedną z nich jest Olga Rudnicka. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia w „Diabli nadali”. Także na „Granat poproszę” oczekiwałam z niecierpliwością. Każda przedpremierowa recenzja tylko podsycała moją ochotę zagłębienia się w lekturę, zatem gdy listonosz przyniósł mi paczkę z najnowszą powieścią tej pisarki, natychmiast porzuciłam wszystko, co robiłam, czyli leżenie w łóżku i narzekanie na los niezależnych i samodzielnych kobiet podczas sezonu grypowego i zabrałam się za lekturę.


Poznajemy Emilię Przecinek, znaną i cenioną autorkę książek. Pisze romanse, umieszczając tam niebagatelne postacie. Przypadek? Idźmy dalej. Bohaterka ma dwoje nastoletnich dzieci, duży dom (i kredyt hipoteczny), oraz męża... Może nie wszystko, bo małżonek przez telefon oznajmił Emilii, że od dłuższego czasu ją zdradzał, zamierza spędzić z kochanką resztę życia, a potem rozłączył się i wyłączył komórkę. W pierwszym odruchu kobieta się najadła pizzy i upiła do nieprzytomności. Czyli zrobiła to, co robią porzucone nieszczęśnice, gdy życie im się rozpada. Ponieważ jej dzieci nie miały doświadczenia z pijanymi rodzinami, zadzwoniły po agentkę matki. Niespodziewanie pojawiają się matki (jeszcze) małżonków. Każda z nich osobno stanowią jednoosobową burzę. Obie naraz to huragan niszczący miasta. Daleko im do starowinek zajmujących kolejki do lekarzy. To pełne werwy kobiety, silne i głośne. Bohaterka za namową najbliższych zabezpieczyła byt swój i rodziny, zrezygnowała z zemsty i postanowiła zbudować siebie na nową. Zapisała się na fitness, zaczęła jeść niedobre (znaczy zdrowe) posiłki oraz zadbać o rozwój kariery pisarskiej.

czwartek, 20 października 2016

Moich parę przemyśleń dotyczących „egzemplarzy bezpłatnych”.

Ostatnio na blogach toczy się dyskusja o tak zwanych „szczotkach”, czy też „egzemplarzach bezpłatnych” wysyłanych blogerom w ramach „współpracy”. O tym, dlaczego to ostatnie słowo jest w cudzysłowie, powiem później. Oczywiście komentarze pisałam, ale mam tak wiele do powiedzenia w tej kwestii, że postanowiłam napisać osobny wpis na blogu.

Jak widać, mój blog nie jest specjalnie poczytny. Jednak mam małą grupkę wiernych czytelników, dla których piszę. Dlatego też nie wychylam się i nie piszę do wydawnictw o książki, ponieważ odpowiedź byłaby taka:
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha. Nie.

Jednakże pewien większy portal poświęcony kulturze, rozpoczął ze mną współpracę. Chyba jednak po tym, jak piszę, widać że podstawówkę mam skończoną, a tekst szóstoklasisty zdałam na 98%! To jest coś. Gimnazjum ukończyłam z paskiem, a maturę... zdałam.

Jednak to nie o moich sukcesach naukowych miałam pisać. Chciałabym wtrącić parę groszy, odnośnie do traktowania blogerów przez wydawnictwa i innych blogerów właśnie.

środa, 19 października 2016

Świat wielkiej polityki, dużych pieniędzy i wpływów.

Sięganie po nowego autora zawsze niesie za sobą ryzyko spędzenia paru, naprawdę złych, godzin. Sama mam z tym różne doświadczenia. Zdarzały się genialne debiuty i momenty, gdy miałam ochotę oddać książkę komukolwiek, aby była daleko ode mnie. Druga sprawa była taka, że nie czytałam thrillera politycznego. Liczyłam na akcję rodem z amerykańskich filmów sensacyjnych, wybuchające samochody i pościgi w otoczce swojskiej Polski. Czy to dostałam? Częściowo.


Wojciech Dutka jest pisarzem i historykiem. Przy czym używa doświadczenia i wiedzy zawiązanej z drugą dziedziną w pierwszej. Dlatego też akcja jego powieści jest umiejscowiona w przeszłości: II Wojna Światowa, starożytność, średniowiecze. Z wykształcenia jest także dziennikarzem. Publikował artykuły naukowe w takich czasopismach jak: „Kwartalnik Historyczny”, „Klio”, czy „Przegląd Historyczny”. W trakcie studiów pisał i publikował wiersze gazecie studenckiej. Nie ma małego dorobku artystycznego. Czemu więc o nim nie słyszałam?

niedziela, 16 października 2016

O śmierci na wesoło.

Mężczyzn dzielimy na dwa rodzaje. Każdy zna samców alfa: sportowcy, muzycy rockowi, aktorzy, żołnierze. Rozpychają się łokciami, są w centrum uwagi, łamią kobiece serca i czerpią garściami z życia. Są też tacy faceci jak Charlie. Ostrożni, strachliwi, pozbawieni większych ambicji, ale wierni, szczerzy i dobrzy. Są to samce beta. Do nich lgną kobiety, które chcą stabilizacji i spokojnego życia.

Problem Charliego polegał na tym, że jego wyobraźnia samca beta dręczyła go niczym bambusowe drzazgi pod paznokciami. Samce alfa są często obdarzone szczególnymi cechami fizycznymi [...], wykształconymi w ciągu eonów przez ewolucję, czyli przetrwanie najsilniejszego, któremu mówiąc wprost, przypadają wszystkie dziewczyny. Z kolei gen samca beta przetrwał nie dzięki pokonywaniu przeciwności, lecz ich przewidywaniu i unikaniu. Kiedy samce alfa szły polować na mastodonty, samce beta umiały przewidzieć, że atakowanie wściekłego, włochatego buldożera za pomocą zaostrzonego patyka to lekka przesada, i zostawały w obozowisku, aby pocieszać zrozpaczone wdowy.

Charlie zdaje się, ma dobre życie. Piękna żona, własna firemka, mieszkanie i córka w drodze. Właśnie Rachel urodziła. Zdawałoby się, że nic nie może zaburzyć szczęścia młodych ludzi. Może oprócz śmierci ukochanej żony i matki. Bohater widzi koło zmarłej człowieka w zieleni. Jednak nikt mu nie wierzy. I nikt nie zauważył tajemniczego mężczyzny. Wokół Charliego natomiast zaczynają się dziać różne rzeczy. Niektóre przedmioty świecą na czerwono, ludzie umierają, jakaś łapa wciągnęła parasolkę zmarłego przed chwilą człowieka do kanałów, w notesie pojawiają się dziwne nazwiska. Czyżby bohaterowi mieszały się zmysły po śmierci żony?

Stephan rzucił pocztę na ladę.
- Znów pracujesz sama? Gdzie są wszyscy?
- Ray na Filipinach, Charlie w szoku. - Westchnęła. - Ciężar całego świata spoczywa na moich barkach...
- Biedny Charlie – powiedział listonosz. - Podobno śmierć współmałżonka to najgorsze, co może się człowiekowi przytrafić.
- Tak, to też. Ale dzisiaj jest w szoku, bo widział, jak na Colubus Avenue autobus przejechał faceta.
- Słyszałem o tym. Dojdzie do siebie?
- Kurde, nie, Stephan. Przejechał go autobus. - Pierwszy raz podniosła wzrok znad paznokci.
- Chodziło mi o Charliego. - Puścił do niej oko, nie zważając na surowy ton.
- A, wiesz jak to Charlie.

Czy tylko mnie to śmieszy? Tak jak dowcipy w kryminałach: „proszę powiedzieć coś o ofierze – melduję, że ofiarą nie żyje, panie kapitanie”.

poniedziałek, 10 października 2016

Gdy umysł pochłania wielka, czarna dziura...

Myślę, że znacząco przyczyniłam się do wzrostu zasobu słonych wód w oceanach świata.
W sieci krąży obrazek. Bardzo wymowny. Większość grafiki jest szara, jedynie wnętrze pętli, trzymanej w dłoniach ma kolory. Podpis sugerował, jakoby tak właśnie myślały osoby z depresją. To pokazuje, jak widzimy tę chorobę. Mówimy o niej, gdy widzimy kogoś ze sznurem, tabletkami albo żyletką. Ale to jest końcowy etap, który nie przydarzy się wszystkim. Gdy odcinamy pętlę, dla tej osoby już jest za późno. Czym tak naprawdę jest depresja? Jak z niej się leczyć? Czy możemy pomóc sobie sami? Jak poznać u siebie tę chorobę? Beata Pawlikowska próbuje zmierzyć się z tym, niełatwym tematem, bazując na swoich doświadczeniach.

Depresja jest wielką pustką.
To jest pustka, w której nie istnieje chęć ani niechęć, bo nawet niechęć staje się tak wielka, jak bezkres nieba.
Ginie. Znika, Rozpływa się jak lody na pustyni.
A Ty jesteś jak cząsteczka powietrza, nieprzyczepiona do niczego, unosząca się z powiewem wiatru. Niema i ślepa. Pozbawiona emocji.
O Beacie Pawlikowskiej słyszeli wszyscy. Jest znana z radia, swoich podróży, książek, tłumaczeń oraz kursów językowych. Jej dorobek jest naprawdę spory. O ile nikt nie kwestionuje jej umiejętności językowych, to książki uczące żyć wzbudzają sporo kontrowersji. Jak inne „guru” od szczęśliwego życia. Ja sama pochodzę do tego wszystkiego sceptycznie, ale jeśli słyszę, że negatywne emocje powodują raka, to mi ręce opadają. Trzeba mieć swój rozum i z niego korzystać. Wiele rad takich "guru" może być przydatnych. Niestety ludzki organizm jest zbyt skomplikowany, aby przyczyny wszystkich chorób sprowadzać do jednej rzeczy.

sobota, 8 października 2016

Co by było gdyby? Nauka nie całkiem poważnie.

Mamo skąd się biorą dzieci?”, „Dlaczego trawa jest zielona?”, „Dlaczego babcia ma zęby w szklance?”... Każdy, kto w swoim otoczeniu dociekliwe dziecko słyszał setki pytań. Niektóre zapewne były całkiem mądre, inne naiwne, po wielu pewnie ręce opadają. Na część nie ma odpowiedzi. Randall Munroe udowadnia, że one istnieją, ale czasem trzeba sięgnąć po zaawansowaną wiedzę z dziedziny fizyki, chemii, czy genetyki.

Ale nie bójcie się. Nawet kompletni laicy odnajdą się w tej książce. Choć przyznaję, że czasem wzory, które się pojawiały, czy zagadnienia były poza moim pojmowaniem. Nie przeszkadzało mi to, zrozumieć całości. Munroe opowiada o skomplikowanych zagadnieniach w przystępny, często zabawny sposób. Otrzymujemy odpowiedzi na takie pytania, jak: „Co się stanie czy zgaśnie słońce?”, „Co się stanie, gdy wszyscy skoczą równocześnie?”, „Czy można użyć karabinu maszynowego jak odrzutowego plecaka?”, „Czy można wydrukować Wikipedię?”. Zagadnienia całkiem bezsensowne traktuje poważnie. Jest widoczna praca, jaką musiał włożyć w odpowiedzi, których udziela. Czasem zasięgał opinii innych naukowców, bibliografia także jest całkiem spora. Autor w swoich wypowiedziach sięga po skrajności, nagina rzeczywistość i patrzy na niektóre problemy z zupełnie innego punktu widzenia. Wpadlibyście na to, aby szukać pozytywnych aspektów zgaśnięcia słońca, albo następstw socjologicznych i ekonomicznych, zebrania wszystkich ludzi na ziemi i nakazania im równoczesnego skoku? I nie, ziemia się nie przesunie.

niedziela, 2 października 2016

Nudy ciąg dalszy...

Całkiem niedawno opisywałam książkę pod tytułem „Zabójcza sprawiedliwość”. Powieść nie była najwyższych lotów, mówiąc wprost — uważam, że wiało nudą. Jednakże rozwiązania zastosowane w niej zainteresowały mnie i miałam ochotę poznać mechanizmy niektórych zjawisk. Liczyłam też, że następny tom się rozwinie i zacznie dziać się więcej.

Wydarzenia, które mają miejsce w „Zabójczym mieczu”, następują po około dwóch tygodniach od zakończenia poprzedniej części. Breq, jako kapitan Floty, jest wydelegowana z misją zaprowadzenia ładu i porządku na planecie, mającej strategiczne znaczenie dla Radchaai. Dostaje do pomocy młodą porucznik. Nie przypadła ona do gustu głównej bohaterce. Jest ona nieufna i dość nieprzyjemna dla tej członkini załogi. Misja została wysłana z polecenia jednej z Lord Rach. Konflikt, która ona prowadzi ze sobą, jest powodem rozłamu w Radchaai. Czy Breq odnajdzie się w nowej roli i czy potrafi sprostać oczekiwaniom? Kim jest ta młoda osoba o fiołkowych oczach? Wróg, czy przyjaciel?

W poprzedniej recenzji wyraziłam niezadowolenie z powodu ilości herbaty wypitej we wcześniejszym tomie. Przez większość czasu bohaterki piły ten napój i różne substytuty, rozmawiając przy tym. Dużo rozmawiały. Także rozbawiła mnie wiadomość, że misja jest skierowana na planetę produkującą... herbatę! Jak się można domyślać, picia jest jeszcze więcej. Tak jak rozmów, spisków i debat dotyczących przynależności do domów i korzyści z tym związanych.