Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 19 października 2016

Świat wielkiej polityki, dużych pieniędzy i wpływów.

Sięganie po nowego autora zawsze niesie za sobą ryzyko spędzenia paru, naprawdę złych, godzin. Sama mam z tym różne doświadczenia. Zdarzały się genialne debiuty i momenty, gdy miałam ochotę oddać książkę komukolwiek, aby była daleko ode mnie. Druga sprawa była taka, że nie czytałam thrillera politycznego. Liczyłam na akcję rodem z amerykańskich filmów sensacyjnych, wybuchające samochody i pościgi w otoczce swojskiej Polski. Czy to dostałam? Częściowo.


Wojciech Dutka jest pisarzem i historykiem. Przy czym używa doświadczenia i wiedzy zawiązanej z drugą dziedziną w pierwszej. Dlatego też akcja jego powieści jest umiejscowiona w przeszłości: II Wojna Światowa, starożytność, średniowiecze. Z wykształcenia jest także dziennikarzem. Publikował artykuły naukowe w takich czasopismach jak: „Kwartalnik Historyczny”, „Klio”, czy „Przegląd Historyczny”. W trakcie studiów pisał i publikował wiersze gazecie studenckiej. Nie ma małego dorobku artystycznego. Czemu więc o nim nie słyszałam?

Tego się nigdy nie dowiem. Zajmę się zatem obecną lekturą. Głównych bohaterem książki jest Max Kwietniewski. Mieszka w Nowym Jorku, jest pół-polakiem, mówi perfekcyjnie po polsku (to mu się przyda podczas wizyty naszym kraju), oraz ma czarny kolor skóry (to mu w Polsce już nie pomoże). Obecnie (tj. 2014 rok) jest detektywem, pracował kiedyś w CIA. Wraca do Polski, aby odkryć, kto i dlaczego zamordował mu żonę. Tym razem postanawia się nie poddać.

Bezdomny ksiądz, esbecy, teczki, arcybiskup agent, śmierć Moniki przywołana jak w filmie odtworzonym z pamięci komputera... To stanowczo za dużo jak na pierwszy dzień w Polsce, pomyślał Max.

Mogłabym napisać dwie osobne opinie o pierwszej i drugiej połowie książki. W pierwszej części dzieje się wiele, zbyt wiele. Autor przeskakuje w czasie (lata: 1986, 2014, 1992), oraz między wieloma krajami (Nigeria, Polska, Bruksela, Niemcy, Rosja). Nie miałam problemu z orientacją co do czasu, czy miejsca tego, co się aktualnie dzieje, ale dla mnie to wyglądało jak zbitek zdarzeń. Ciężko mi było znaleźć kierunek, w którym podąża powieść, a wszystkie wątki połączyły się w sensowną całość po 200 stronach! Nie ukrywam, że historia nie jest moją mocną stroną, więc natłok miejsc, nazwisk, instytucji, pseudonimów, dat powodował mętlik w głowie i sprawiał, że musiałam odpoczywać co parę stron. Dla mnie to były zlepki tego, co kojarzyło się z komunistycznymi aparatami bezpieczeństwa: władza, pieniądze, szantaż, seks, broń i przemoc.

- Zawsze się zastanawiam, dlaczego wybiera pan na spotkanie to miejsce, przed wybiegiem lwów – zwrócił się do siedzącego na ławce mężczyzny, który czytał gazetę.
- Bo to drapieżniki – odparł tamtem. - Tak jak my.
Wiśniakowi spodobała się ta metafora. [...]

Jak pisałam, zmieniło się to po przebrnięciu przez połowę powieści. Wtedy to wszystko mi się w głowie poukładało, a akcja ruszyła do przodu. Moim zdaniem pierwsza część książki była zupełnie niepotrzebna, ponieważ bohaterowie potem dochodzili do tego, co ja już wiedziałam i tłumaczyli sobie. Więc po co się męczyłam?

Główny bohater niesamowicie mnie irytował. Były pracownik CIA, jeden z lepszych detektywów, zwinął ogon z Polski, aby płakać w barach przez 20 lat nad tym, że stracił miłość swojego życia. Związał się z kobietą „z raną”. Ona też była skrzywdzona, przez ówczesny system. Nie, aby cokolwiek pamiętała. Przez wydarzenia w Nigerii jej ojciec był głęboko niepełnosprawny. Postanowiła się zemścić i popchnąć swojego kochanka do tego samego. Jednak to wiadomość od brata zmarłej żony powoduje, że bohater się pakuje i jedzie w środek politycznego bagna.

Jest wszystko, czego się spodziewać można po literaturze tego typu: podsłuchy, teczki, wielki świat, duże pieniądze, szantaże, wymuszenia, tajemnice, usuwanie świadków, ale mam wrażenie, że jest za dużo gadania, za mało akcji. Moje serce nie zabiło ani przez chwilę, nie byłam ciekawa co będzie potem. Gorzej, ja wiedziałam, jak to się skończy. Do tego pojawił się znienawidzony przeze mnie motyw: trudnej miłości, dwóch zranionych dusz. Nie sięgam po literaturę romantyczną i erotyczna, aby tego właśnie uniknąć. Nie spodziewałam się czegoś takiego po thrillerze. Miałam dość spore oczekiwania, a wyszło, jak wyszło. Chciałabym móc wykasować pierwszą połowę książki z głowy i zobaczyć ile stracę. Moim zdaniem niewiele. Raczej nie zanosi się na to, że włączę twórczość pisarza do swojej biblioteczki. Wiem, że styl pisania może spodobać się wielu osobom. 3/10

*Informacje o autorze zaczerpnęłam ze strony wikipedia.pl

Książka bierze udział w:
1. Grunt to okładka - mężczyzna.

2. Karciane wyzwanie książkowe - 10Trefl - Akcja rozgrywa się w Europie.

10 komentarzy:

  1. Eee, chyba to nie jest książka dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sztuka pisania recenzji mówi o tym by pisać o książce a nie o sobie. Tymczasem z Pani recenzji dowiedzieliśmy się o tym, czego Pani nie lubi, a co lubi, że nie lubi Pani czytać o porzuconych kobietach. I to nie jest recenzja. To jest prezentacja Pani osoby, a nie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję przeczytać jeszcze raz i tym razem może Pan/Pani zrozumie co napisałam. Podpowiem, że o porzuconych kobietach w tej książce, nawet nie wspomniałam.

      Usuń
    2. Ależ szanowna Pani - oto cytat z Pani tekstu : "Gorzej, ja wiedziałam, jak to się skończy. Do tego pojawił się znienawidzony przeze mnie motyw: trudnej miłości, dwóch zranionych dusz. Nie sięgam po literaturę romantyczną i erotyczna, aby tego właśnie uniknąć. Nie spodziewałam się czegoś takiego po thrillerze". Nienawidzi Pani trudnej miłości. To mówi więcej o Pani niż o książce. I skoro to jest największą przeszkodą, radziłabym nie pisać recenzji, dopóki nie dowie się Pani co to jest recenzja.

      Usuń
    3. A jaki to ma związek z porzuconymi kobietami? Poza tym zdanie "Gorzej, ja wiedziałam jak to się skończy" dotyczyło przewidywalnego zakończenia. Proszę przeczytać zdanie przed zacytowanym fragmentem.

      Chciałabym zwrócić uwagę, że wyciągnęła Pani niewielki fragment z mojego wpisu i uczepiła się go, nawet nie rozumiejąc o co w nim chodzi. Skoro uważa Pani, że nie mogę powiedzieć, że nie podoba mi się ten motyw, to jaki sens ma pisanie opinii, czy też recenzji? Nie wiem jaki Pani ma cel, ale widzę, że absolutnie nie próbuje Pani zrozumieć mojej wypowiedzi, otóż opisałam tutaj wrażenia dotyczące tej książki (podpowiem, że to nie jedyny minus jaki wytknęłam). Skoro się Pani nie podoba, to rozumiem. Jednakowoż, mam prawo na moim blogu pisać co sobie zapragnę. Nie do końca wiem, o co ta burza.

      Podpowiem, że jest mnóstwo blogerów książkowych piszących lepiej ode mnie.

      I proszę się podpisywać. To niegrzecznie. I także proponuję przedstawić swoje recenzję, bo widzę, że jest Pani mistrzem w fachu. Chętnie się podszkolę.

      Usuń
  3. Szanowna Pani, ja w przeciwieństwie do Pani piszę recenzje w wielu czasopismach literackich. Uważałam, że mam prawo wytknąć Pani braki, bo najczęstszą formą tzw. recenzji internetowych jest całkowite niezrozumienie pop literatury. Proszę spojrzeć na zimno na swój tekst- więcej dowiedzieć się możemy o Pani, jako czytelniczce. Uważam, że gdy kobieta wytyka drugiej kobiecie braki warsztatowe to coś to znaczy. A Pani zdenerwowanie świadczy o tym, że bardzo się Pani przywiązuje do swoich słów. Lubi Pani swoje recenzje. Jakie to kobiece! Też taka byłam, kiedy zdawałam maturę wiele lat temu. Dlatego moja rada - proszę dać sobie więcej luzu, w tym nie ma nic złośliwego. Po prostu jestem kobietą jak Pani. Lubię wtrącić swoje trzy grosze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznijmy od tego, że ja również zdawałam maturę wiele lat temu. Ale wtedy pisałam pamiętnik.

      Nie jestem zdenerwowana. Co więcej. Jestem otwarta na krytykę. Ale krytykę. Dlaczego tutaj krytyki nie ma?

      1. Nie przedstawiłaś się. W dalszym ciągu. Ty wiesz kim ja jestem, a ja nie wiem kim Ty. To oznacza absolutny brak szacunku do rozmówcy. Dlatego też forma zwracania się do Ciebie się zmieniła.
      2. Wytnęłaś mi jeden błąd. Mianowicie, że napisałam o swoich preferencjach czytelniczych. W mojej, subiektywnej recenzji. Niedopuszczalne! Co więcej. Udowodniłaś jedynie, że kompletnie nie rozumiesz tekstu.
      3. Przy braku dalszych argumentów, sugerujesz, że ja nie próbuję zrozumieć co chcesz powiedzieć, bo jestem młodą kobietą? Że niby co? Ani wiek, ani płeć rozmówcy nie może być argumentem w rozmowie.
      4. Jestem już pewna, że nie chodzi Ci ani o mój tekst, ani o mój styl. Masz pretensje, że nie rozumiem konkretnej książki! Otóż nie, nie rozumiem. Powieść jest nudna, rozwleczona, ze śladowymi ilościami akcji.

      Nie. Nie rozumiem kultury popularnej. Dlatego też, na blogu rzadko okazuje się literatura popularna. Raczej odkopuję starocie, albo sięgam po coś, co jest mało znane. Jak Dutka.

      Dalsza rozmowa wydaje mi się być bezcelowa. Chyba, że rzeczywiście zamierzasz ocenić cały tekst. Ze zrozumieniem. Co więcej liczę, że pokażesz mi swój tekst jako dowód dobrze napisanej recenzji. Bo jak na razie się przechwalasz.

      Jeśli masz dalej zamiar prowadzić rozmowę jako osoba anonimowa, zakończę rozmowę a same komentarze znikną.

      Usuń
    2. Tak czytam tę rozmowę i cały czas mnie zastanawia o co Pani tak naprawdę chodzi. Mam wrażenie, że szukała Pani na siłę powodu, by się do czegoś przyczepić i wzięła jedno zdanie, wyrwane z kontekstu i cały czas do tego wraca. Chociaż Chiyome wytłumaczyła wszystko. O co Pani chodzi? Uraziła negatywna opinia? To nie jest blog krytyka, tylko blogierki, która ma prawo pisać u siebie co jej się żywnie podoba.

      Jest wiele innych blogów gdzie tekst składa się z blurbu i paru zdań, które uczeń podstawówki potrafi nawet sklecić, a w moim odczuciu ta recenzja jest bardzo dobra, logiczna i spójna, posiada argumenty, a to, że autorka tekstu napisała, że czegoś nie lubi? W czym problem? Mi to się podoba, bo uargumentowała tym czemu między innymi książka się nie podobała.

      Ah i naprawdę to bardzo odważne pisać anonimowo z zarzutami, chwalić się tekstami, ale już udowodnić nie bardzo. Naprawdę, gratuluję.

      Usuń
    3. Przyszłam się udzielić. Przede wszystkim... Bardzo nieładne i bardzo NIE kobiece jest pisanie w podobny sposób, albo Pani nie jest kobietą, albo nie szanuje innych kobiet. Co oznaczać może tylko jedno. Wielka szkoda. Skoro odnalazła Pani tak rażące błędy i zechciała poświęcić swój jakże cenny czas na wytknięcie ich ANONIMOWO publicznie to gratuluje. Kultury.
      Ponieważ kulturalna osoba, na poziomie. KOBIETA do KOBIETY w szczerych intencjach napisałaby e-maila. Przedstawiła się, doradziła i ewentualnie przedyskutowała różnicę poglądów. Tutaj niestety tak się nie stało. Przez co można wnioskować, że albo jest Pani kimś bliskim autora - co wydaje się bardzo prawdopodobne, albo prowadzi tak bardzo ubogie życie prywatne by spacerować po blogach i anonimowo - BARDZO DOROŚLE wytykać w sposób ohydny cudze niedoskonałości. Brawo! Brawo!
      Kocham Anonimów, uwielbiam ich odwagę. Gratuluje. Dno właśnie zostało osiągnięte. Zapraszam do mnie:) Bardzo lubię tego typu gości :)

      Serdecznie pozdrawiam Anonimie. Bardzo serdecznie. Życzę by w Twoim życiu znalazł się konkretny cel!

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.