Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 25 października 2016

Zapraszam do mrocznego świata gdzieś na Suwalszczyźnie.

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz
i... w to, co do tej pory wierzyłeś.
Ja bym jeszcze dodała: „nie wierz w to, co czytasz”.

Pisanie horrorów nie jest łatwym zajęciem. Reżyser ma łatwiejsze zadanie niż pisarz. W filmie ma się do dyspozycji szereg trików: z mroku może wyskoczyć paskudna morda, po minucie ciszy słychać potępieńcze wycie, odcinane kończyny i sale tortur przyprawiają o dreszcze. Autor książki musi pobudzić naszą wyobraźnię, zmusić czytelnika do widzenia tego, co przeraża, zbudować napięcie i zaskoczyć. Nigdy wcześniej nie czytałam horroru, ale postanowiłam dać jednemu szansę.

Poznajemy trzy osoby. Pierwsza z nich to Anna. Rozwódka, która jedzie do chorej matki. Wcześniej się o nią nie martwiła, sporo zarabia i zatrudniła opiekunkę. Teraz jej stan się pogorszył i wymagana jest wizyta. Kobieta z powodu paskudnej pogody wybiera skrót przez las. Jej auto grzęźnie w błocie, a ona nie może wydostać się z lasu, który nie ma końca...

Ważniejszymi postaciami są Karolina i Tomek. Dwoje studentów wybrało się na Suwalszczyznę w celu ratowania ich związku. Dzieli ich wszystko: wyznanie, spojrzenie na świat, zamiłowanie do imprez, łączy za to jedynie: miłość i wybuchowy charakter. Po całym dniu podróży, kłótni dowiadują się, że właściciele domu gościnnego wyjechali i zapomnieli powiadomić gości. Proponują nocleg w małej wiosce niedaleko u znajomych. Nie wiedzą, ile w ich życiu zmieni tych parę dni.

Chciałabym się wypowiedzieć odnośnie do okładki. Jest genialna. Idealnie w moim klimacie. Na pewno bym nie przeszła obok niej obojętnie. Szkoda tylko, że jest miękka. Wydawanie grubych książek w klejonej, cienkiej oprawie, powinno być karalne.

Na początku irytowało mnie niemal wszystko: zbyt długi wstęp, za dużo wątków, bohaterzy, którzy wiecznie darli koty, nieistotnie dialogi i szczegóły. Scena seksu, tak bardzo szczegółowa, wydała mi się zwyczajnie nie na miejscu.

Jak się okazało, te wszystkie odczucia towarzyszyły mi z powodu nastawienia. Myślałam, że skoro debiut Artura Urbanowicza nie jest zbyt popularny, to musi być w tym jakiś powód. Szybko przekonałam się, że absolutnie wszystko jest dokładnie przemyślane i zwyczajnie potrzebne. Ale jeśli myślicie, że wszystko zaczęło się układać a akcja była spójna i wyrazista to się głęboko mylicie. Podczas czytania byłam wielokrotnie wprowadzana w błąd. Autor zręcznie manipuluje czytelnikiem, balansując między urojeniami a rzeczywistością. Co więcej, po przeczytaniu w dalszym ciągu nie wiem, co było prawdą, a co kłamstwem.

Bardzo lubię, gdy w książce zakończenie każe spojrzeć na książkę inaczej, wywraca całą historię do góry nogami i neguje fakt zrozumienia przeze mnie, co się działo. Tutaj to nastąpiło. Potem przeczytałam epilog, który kazał mi się zastanowić nad wszystkich, razem z zakończeniem. Także autor zatrząsł powieścią nie raz, a dwa razy.

Podobał mi się sposób kreowania świata i postaci. Nie można powiedzieć, że bohaterzy są schematyczni i płascy. Ich role nie są ograniczone. Każda z nich jest głęboka, ludzka, pełna sprzeczności. Próbują zachować zdrowy rozsądek w tym, co się dzieje, mają problem z tym, w co wierzyć. Najwięcej problemów ma Tomasz, który nie wierzy w nic, czego nie widzi, nie może zmierzyć i udowodnić. Karolinie jest lepiej. Ona wierzy w demony, ale myśli, że nie mogłaby być opętana. Jest zbyt wierząca. Właściwie myślałam, że to będzie opowieść o walce z wewnętrznymi demonami. Może po części jest? Na pewno obserwujemy wielka przemianę pary, ich relacji a przede wszystkim młodego mężczyzny.

Jeśli mowa o świecie, to bardzo podoba mi się pomysł zbudowania akcji na legendach polskich. Niezbyt popularnych, to prawda, ale niezwykle interesujących. Nie wiem na ile autor posiłkował się starymi podaniami, a na ile korzystał ze swoich pomysłów, ale wyobraźnię ma niezwykłą. Powoli byłam wprowadzana w świat fantazji i koszmarów. Autor umiejętnie budował napięcie, zaczynając od cieni w lesie, szmerów, niepewności. Wraz z przewracanymi kartkami pojawiało się więcej niezwykłości, niepokój rósł, aż wybuchł. Dosłownie. Znalazłam się w świecie sennych koszmarów, demonów i śmierci.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Oczywiście nie miałam wcześniej doświadczeń z historiami tego typu, więc może nie jestem właściwą osobą, do wydawania takich opinii, jednak napiszę. Moim zdaniem w autorze drzemie ogromny potencjał, jeszcze nie pokazał nam, na co go stać. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie starało się wypromować tej książki i tytuł „Gałęziste” zginął w tłumie. Rynek czytelniczy jest zawalony tonami grafomanii i miło przeczytać coś polskiego, co jest naprawdę dobre. Patrząc na opinie to, nie jest tylko moje zdanie. Z wielką chęcią przeczytam to, co autor jeszcze wymyśli. I mam nadzieję, że mądrzej wybierze wydawnictwo. 8/10

Za książkę dziękuję autorowi :)

Szkoda tylko, że odczucia mam tak pozytywne. Nie otrzymam obiecanego soku gruszkowego. No cóż. Nie można mieć wszystkiego.

1. Czytamy fantastykę IV

2. Karciane Wyzwanie Książkowe - 8Kier - Dreszczowiec/ Horror

12 komentarzy:

  1. Musiałaś o tym soku wspomnieć. :D

    Co do samej książki - zaintrygowałaś mnie i cieszę się, że mam ten tytuł w domu. Poszukuje horroru, który mnie zaskoczy może "Gałęziste" to sprawią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka - cudna! I od początku, gdy książka pojawiła się na rynku zaintrygowała mnie, chociaż w wielu recenzjach czytałam że początek nie jest zbyt ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Książka się rozkręca dość długo. Ale warto to przeczekać.

      Usuń
  3. Masz rację, autor zatrząsł fabułą i finalną akcją pokazał, jak szybko stopić poukładane już myśli czytelnika. Świetny debiut i mam nadzieję, że Artur Urbanowicz szybko wyda kolejną książkę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się zwrot "potrafi stopi poukładane już myśli czytelnika". Genialne. Ale ja także mam ochotę na więcej.

      Usuń
  4. I mnie książka się podobała. Niebanalna historia, mrok, zabobony, pradawne moce, a finał... REWELACYJNY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też nie mogę przeżyć tak słabej promocji.

      Usuń
  5. Mam tę książkę :) po Twojej recenzji muszę ją przełożyć bliżej szczytu stosika ;)
    Zgadzam się w kwestii okładki. Genialna! Niepokojąca i intrygująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, polecam. Ja też nie byłam przekonana, ale szybko okazało się, że warto.

      Usuń
  6. spojrzałam tylko na ocenę, bo ksiazke mam w planach, oby styczniowych;) i baaaardzo uccieszyła mnie Twoja 8 =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem odosobniona w tej opinii.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.