Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Stusia i Perła. Mieszańce. Kundle... Nierasowe bliźniaczki.

Z tematyką obozów koncentracyjnych zetknęłam się w podstawówce. W swoich zbiorach posiadałam „Pięć lat kacetu” (Grzesiuk) oraz „Numery mówią”. Osobie urodzonej wiele lat po II Wojnie Światowej nie mieści się ogrom zła, nienawiści i przemocy jednego człowieka względem drugiego. Z każdą przeczytaną książką mam wrażenie, że wiem, czuję i rozumiem więcej, ale zawsze moja wyobraźnia będzie zbyt ograniczona, aby zobaczyć to wszystko, co widzą bohaterzy.

Mischling, kundel, mieszaniec. Tak siostry zostały nazwane podczas segregacji w obozie koncentracyjnym. Żydówki z jasnymi włosami. Jak wszyscy obecni nie rozumieją, co się dzieje, mają nadzieję, że to pomyłka, że zaraz się skończy, że będzie dobrze. Nie będzie.

To, że są bliźniaczkami, jest jednocześnie błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Dziewczynki zostają skierowane pod „skrzydła” doktora Mengele. Podopieczni tego naukowca są grupą uprzywilejowaną. Interesują go głównie dzieci z ciąż bliźniaczych i wszelkie anomalie. Dzieci z „Zoo” dostają lepsze jedzenie, czasem nawet słodycze, nie są bite, nie pracują i czasem towarzyszą im rodzice. Lekarze i pielęgniarki starają się poprawić samopoczucie dzieci poprzez kłamstwa. Oczywiście ich życie dalekie jest od sielanki, ale żyją najlepiej wśród współwięźniów. Cena za te wygody jest wysoka. Doktor Mengele przeprowadza brutalne, bolesne i okrutne eksperymenty.

sobota, 26 listopada 2016

Dalsze losy Aleksandry Wilk

Joanna Opiat-Bojarska ukończyła Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Jak sama podkreśla, pisać zaczęła przez przypadek. Zadebiutowała powieścią autobiograficzną, ale najbardziej są znane jej kryminały. Czytelnicy kochają ją za prawdziwie napisane postacie, społeczne problemy, poruszane dość często i wartką akcję. Ja wiedziałam, że po przeczytaniu „Gry pozorów” muszę zapoznać się z częścią drugą serii.

Aleksandra posłała dzieci na kolonie i miała zamiar odpocząć po ostatnich wydarzeniach. Chciała także naprawić nadszarpnięte relacje z przyjaciółką. Niestety nie było jej to dane. Z Łodzi zadzwonił dawny znajomy, prosząc o pomoc przy pacjencie z amnezją. Z jakiegoś powodu chciał rozmawiać jedynie z bohaterką. Używał jej panieńskiego nazwiska.

Jednocześnie łódzka policjantka próbowała rozwikłać nierozwiązana sprawę morderstwa sprzed lat, pomimo sprzeciwu jej przełożonego. Ilona w dalszym ciągu próbuje odebrać dzieci Aleksandrze.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Krótka notka o krótkiej książce.

Receptą na szczęśliwe życie jest brak monotonii.
Magdalena Kordel. Niemal każda czytelniczka zna to nazwisko. Jej serie "Uroczysko", czy „Malownicze” przyniosły jej sporo sławy. Ale każdy kiedyś zaczynał. Ona debiutowała króciutką powieścią "48tygodni" w 2005 roku. Byłam ciekawa jak wyglądała ta książka. Czy zapowiadała jej sukces?

Niemal każda kobieta się boi, że utknie w małżeństwie, że wszystkie obowiązki zostaną zrzucone na nią a rozmowa z mężem będzie dotyczyła tego, "co na obiad". W takim właśnie miejscu jest Natasza. Jej życie dalekie jest od bajki. Nie aby jej mąż był tyranem a pieniędzy nie starczało do pierwszego. Nic z tych rzeczy. Całkiem sama zajmuje się domem, mąż je nie docenia, bardziej niż o nią martwi się o rybki, teściowa wywołuje przerażenie, każda rozmowa z przyjaciółką męża powoduje zgrzytanie zębami a zachowanie matki - czarną rozpacz.
Sylwia należy do dziewcząt, które uważają, że są alfą i omegą (choć według mnie jest raczej małpą i amebą).
Bohaterka postanawia zmienić coś w swoim życiu. Postanawia wrócić na studia i znaleźć pracę. Wie, że nie będzie łatwo to wszystko pogodzić z prowadzeniem domu. Czy uda się poukładać jej chaotyczne życie? Czy zmobilizuje męża do pracy z domu?

Książka jest króciutka. 150 stron – do przeczytania w godzinę. Ja wybrałam powieść jako lekturę do wanny. Nie był to czas stracony. Magdalena Kordel się postarała i wyszło coś całkiem dobrego. Powieść jest niezwykle zabawna. Może nie jest przesadnie inteligentna, ale zawiera w sobie jakąś prawdę. Wierzę, że wiele mężatek znajdzie wspólny język z bohaterką.

wtorek, 15 listopada 2016

Czy "Dziewczyna z pociągu" jest rzeczywiście tak rewelacyjna?

Na „Dziewczynę z pociągu” panował prawdziwy szał. Wydawcy polscy i zagraniczni postawili na agresywną promocję, do kin wchodzi film na podstawie tej powieści. Powiem szczerze, że dopóki nie zobaczyłam trailera tej produkcji, sama byłam ciekawa, o co tyle szumu. Zapowiedź jednak kazała mi myśleć, że film jest przegadany, przekombinowany ze śladowymi ilościami akcji. Ochota mi przeszła. Ostatnio pojawiła się okazja wymiany tej książki na pewnym portalu dla maniaków książkowych za inną, która absolutnie mi się nie podobała. Więc skorzystałam.

Główną bohaterką jest Rachel. Alkoholiczka, którą zostawił mąż. On układa sobie życie z nową kobietą, a ona powoli traci własne w alkoholu. Straciła pracę i dręczy byłego męża telefonami, gdy wypije. Aby ukryć przed współlokatorką utratę zatrudnienia, co dzień jeździ do Londynu rano i wraca po południu. Podczas podróży obserwuje okolicę, w której mieszkała. Widzi młodą parę i wymyśla historię dotyczącą ich życia. Od imion po zawody i relacje między nimi. W pewnym momencie coś zaczyna niepokoić kobietę w idealnym obrazku, który sobie wymyśliła. Chwilę później czytamy, że Jess to tak naprawdę Megan i zaginęła w wieczór, gdy Rachel miała dziurę w pamięci.

Narracja jest prowadzona z punktu widzenia trzech osób. Pierwszą jest Rachel, druga zaginiona Megan a trzecią Ann. nowa żona Toma – byłego głównej bohaterki. Uważam, że jest to ciekawy zabieg, prowadzony w sposób niezwykle umiejętny. Dzięki temu zabiegowi autorka buduje napięcie, dawkuje informacje, które powoli układają się jak puzzle. I powiem szczerze, że podobał mi się styl pisarki. Wprawdzie serce nie zabiło mi mocniej, a sama powieść nie wzbudziła większych emocji, jednakże uważam, że jeśli autorka się rozkręci i pokaże, na co ją stać to wyjdzie coś naprawdę super.

środa, 9 listopada 2016

Historia, której nie chcemy słuchać...

Długo się zastanawiałam, czy umieścić w ogóle ten wpis. Nie piszę o życiu, ale o książkach. Jednak ten tekst kołacze się mi po głowie od paru dni i postanowiłam przelać moje myśli na papie... komputer. Ten tekst powstał pod wpływem obecnej sytuacji politycznej w kraju. Konkretnie coraz to lepszych pomysłów na „umilenie życia” nam, kobietom. Ostatnio przedstawiciele narodu pochylili się nad propozycją wypłaty świadczeń na głęboko niepełnosprawne i niezdolne do samodzielnej (a czasem do jakiejkolwiek) egzystencji. Przez internautów nazwana „trumienkowym”. Pojawiła się ponoć propozycja „gwałtowego”, ale nie wgłębiałam się w temat. Mam nadzieję, że to po prostu dowcip. Kretyński, ale jednak.

Nie mam zamiaru komentować ewentualnego prawa do aborcji. To nie o tym jest wpis. Nie będę także wklejała zdjęć dzieci: porzuconych, śmiertelnie chorych i cierpiących. Nie przytoczę historii kobiet, których życie i zdrowie wisi na włosku. Opowiem Wam za to historię.

Nie tam daleko i nie tak dawno temu urodziła się Dziewczynka. Nie była księżniczką, nie miała bogatych rodziców, a jej życie dalekie jest od bajki. Dziewczynka jest zaklęta, przez wróżkę Chorobę. Ale jej nie uratuje książę na białym koniu, magiczne zioła i zabicie smoka. Jej nic nie uratuje. Miała to nieszczęście, że urodziła się za wcześnie na operacje. 30 lat temu nie było tych wspaniałych fundacji ze wzruszającymi reklamami chorych dzieci. Poza tym one mają gdzieś dzieci mieszkające na wsiach.

sobota, 5 listopada 2016

Czy jesteś idealną kobietą?

Ja: Cześć Ireno. Dziś omawiamy książkę wybraną przeze mnie, na którą to miałaś chrapkę.
I. B.: Cześć, tak, miałam ogromną ochotę zapoznać się z „Kobietą dość doskonałą” Sylwii Kubryńskiej i ucieszyłam się, że to ją właśnie wybrałaś. Teraz cieszę się trochę mniej. Zacznijmy jednak od tego, o czym ona jest. Mogłabyś? Ja niestety nie bardzo wiem jak to ugryźć...
Ja: Jest to manifest córki, matki, żony i kochanki. Bohaterkę Kasię poznajemy w przedszkolu i towarzyszymy jej do wieku średniego. Porusza ona głównie problemy bycia kobietą. Jeśli mam wydawać opinie, jest to skarga wkurzonej kobiety. Nie autorki — kobiety. Myślę, że nie jest to autobiografia. Sądzę, że autorka napisała książkę pod wpływem obserwacji.
I. B.: Tak, myślę, że masz racje. Opisuje to, jak traktowane są kobiety, to jak dają się traktować, bo nauczono je, że muszą robić to, czego się od nich oczekuje, niezależnie od tego, czy mają na to ochotę, czas czy też siłę. Uważa się powszechnie, że kobieta musi wszystko zrobić w domu, zająć się mężem, dziećmi i przy tym zawsze pięknie wyglądać.
Kobieta idealna jest perfekcyjną panią domu. Troskliwą żoną i matką. Świetną kucharką. Jest cnotliwa i wierna. Mądra. Niezależna. Piękna i seksowna. Inna. Nie taka jak ja. Ale się staram. Już niedługo nią będę. Jeszcze tylko zrzucę pięć kilo, jeszcze wykupię kurs angielskiego dla dzieci. Basen i rolki. Kurs tańca hiszpańskiego. I wezmę dodatkowy etat.
Ja: To jest irytujące, gdy patrzy się na człowieka przez pryzmat płci. Od najmłodszych lat dziewczynki słyszą: tak dziewczynce nie wypada, tak dziewczynka się nie ubiera, tak dziewczynki nie mówią. Doskonale pamiętam, jak mama mi mówiła, że idę jak chłop, a nie jak dziewczyna.
I. B.: Prawda? Dla dziewczynek był i w sumie nadal jest szereg nakazów i zakazów, a chłopiec był cudem, bo był chłopcem i mógł wszystko. Przez długi czas kobiety nie miały prawa głosu, z czasem to się zmieniło, ale jak widać nie do końca. Myślę, że autorce udało się zwrócić uwagę na ten aspekt, sprawić, by zacząć się zastanawiać nad tym, jak są traktowane kobiety. Wydaje mi się, że w zamyśle książka miała być zabawna, w taki ironicznym wydźwięku. Śmiałaś się podczas czytania?


Ja: I to nie raz.
I. B.: Mnie z kolei nie śmieszyła, chociaż nie, raz poczułam rozbawienie. Podczas czytania podziału na różne rodzaje zołz. Poza tym cała reszta miała dla mnie smutny wydźwięk tego, jak mało szanowane są kobiety, pomimo tego, że dają radę ogarnąć tyle spraw. Smutne jest to, że nie potrafią się przeciwstawić, wymagać równego podziału zadań, uwagi... Szczerze mówiąc to, czasem czułam znużenie tym, ile zawarła „złego” o nas w tej pozycji. Jestem świadoma, że ma racje, ale to było za dużo, jak dla mnie.
Bo zawsze jest gdzieś jakaś Ela Kozioł. Ktoś, kto ma same piątki, jest celebrytą z YouTube, wszystko super, pod linijkę, włosy przyczesane, kanapki do szkoły zapakowane w kolorowy papier, w piórniku porządek, pachnące chińskie gumki i tornister z odblaskami. I dostaje SAME piątki. Bez kompromisów. Bez potknięć. Bez gorszych dni. Dlatego też, gdy cokolwiek osiągnę, zamiast odetchnąć i kupić sobie szampana, szaleję z niepokoju. Bo przecież zaraz się okaże, że napisała, stek bzdur, o odróżnieniu od kogoś tam, kto ma pachnące gumki w piórniku i więcej lajków.

czwartek, 3 listopada 2016

Dom to coś więcej niż cztery ściany.

Witkiewicz napisała przepiękną i słodką historię o poszukiwaniu szczęściu w życiu, miejsca na ziemi, do którego będziemy pasować oraz ludzi, z którymi utworzymy, dbającą o siebie społeczność. Stworzyła barwne, różnorodne postaci, zabawne, ale samotne. Opisała proces dopasowywania się do otoczenia, znajdowania swojego miejsca na ziemi. Jednoczenia się i tworzenia bliskości.

Niewątpliwie podoba mi się dowcip autorki. Jest nienachalny, na miejscu. Jest bardzo delikatny, choć pojawiają się wulgaryzmy i nawiązania do seksu (Wiesia rządzi). Polubiłam bohaterów, przejmowałam się ich sytuacją, stali się mi bliscy.

Niestety książka mi się podobała do połowy. Żarty stały się rzadsze, czasem zaczęły mnie irytować, bo ile można czytać o wpychanej każdemu nalewki „ku zdrowotności” i o seksie, którym fascynuje się starsza kobieta? Od pewnego momentu postacie stały się płaskie, definiowane przez jedną cechę. Wiesia – starsza kobieta mająca dość niecodzienne hobby – oglądanie kanałów o seksie z sąsiadem, nalewka i podsłuchiwanie, Ewa – wdowa płacząca po mężu, Norbert – wieczny bawidamek, który nie może dorosnąć, mimo wieku 55 lat. Florian – kwiaty, Grażyna – artystka, uzależniona od słodyczy oraz Tomek – badboy na motorze. Części postaci w ogóle nie jestem w stanie zdefiniować: Zbyszek, Amelka, oraz Giga (która w teorii jest główną postacią). Jednakże żadna z postaci nie skupiła na siebie swojej uwagi. Nie potrafię wyłapać różnic charakterów między nimi. Wszyscy byli przyjaźni, otwarci i samotni. I tyle. Byli rozmyci, niewyraźni.