Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

sobota, 5 listopada 2016

Czy jesteś idealną kobietą?

Ja: Cześć Ireno. Dziś omawiamy książkę wybraną przeze mnie, na którą to miałaś chrapkę.
I. B.: Cześć, tak, miałam ogromną ochotę zapoznać się z „Kobietą dość doskonałą” Sylwii Kubryńskiej i ucieszyłam się, że to ją właśnie wybrałaś. Teraz cieszę się trochę mniej. Zacznijmy jednak od tego, o czym ona jest. Mogłabyś? Ja niestety nie bardzo wiem jak to ugryźć...
Ja: Jest to manifest córki, matki, żony i kochanki. Bohaterkę Kasię poznajemy w przedszkolu i towarzyszymy jej do wieku średniego. Porusza ona głównie problemy bycia kobietą. Jeśli mam wydawać opinie, jest to skarga wkurzonej kobiety. Nie autorki — kobiety. Myślę, że nie jest to autobiografia. Sądzę, że autorka napisała książkę pod wpływem obserwacji.
I. B.: Tak, myślę, że masz racje. Opisuje to, jak traktowane są kobiety, to jak dają się traktować, bo nauczono je, że muszą robić to, czego się od nich oczekuje, niezależnie od tego, czy mają na to ochotę, czas czy też siłę. Uważa się powszechnie, że kobieta musi wszystko zrobić w domu, zająć się mężem, dziećmi i przy tym zawsze pięknie wyglądać.
Kobieta idealna jest perfekcyjną panią domu. Troskliwą żoną i matką. Świetną kucharką. Jest cnotliwa i wierna. Mądra. Niezależna. Piękna i seksowna. Inna. Nie taka jak ja. Ale się staram. Już niedługo nią będę. Jeszcze tylko zrzucę pięć kilo, jeszcze wykupię kurs angielskiego dla dzieci. Basen i rolki. Kurs tańca hiszpańskiego. I wezmę dodatkowy etat.
Ja: To jest irytujące, gdy patrzy się na człowieka przez pryzmat płci. Od najmłodszych lat dziewczynki słyszą: tak dziewczynce nie wypada, tak dziewczynka się nie ubiera, tak dziewczynki nie mówią. Doskonale pamiętam, jak mama mi mówiła, że idę jak chłop, a nie jak dziewczyna.
I. B.: Prawda? Dla dziewczynek był i w sumie nadal jest szereg nakazów i zakazów, a chłopiec był cudem, bo był chłopcem i mógł wszystko. Przez długi czas kobiety nie miały prawa głosu, z czasem to się zmieniło, ale jak widać nie do końca. Myślę, że autorce udało się zwrócić uwagę na ten aspekt, sprawić, by zacząć się zastanawiać nad tym, jak są traktowane kobiety. Wydaje mi się, że w zamyśle książka miała być zabawna, w taki ironicznym wydźwięku. Śmiałaś się podczas czytania?


Ja: I to nie raz.
I. B.: Mnie z kolei nie śmieszyła, chociaż nie, raz poczułam rozbawienie. Podczas czytania podziału na różne rodzaje zołz. Poza tym cała reszta miała dla mnie smutny wydźwięk tego, jak mało szanowane są kobiety, pomimo tego, że dają radę ogarnąć tyle spraw. Smutne jest to, że nie potrafią się przeciwstawić, wymagać równego podziału zadań, uwagi... Szczerze mówiąc to, czasem czułam znużenie tym, ile zawarła „złego” o nas w tej pozycji. Jestem świadoma, że ma racje, ale to było za dużo, jak dla mnie.
Bo zawsze jest gdzieś jakaś Ela Kozioł. Ktoś, kto ma same piątki, jest celebrytą z YouTube, wszystko super, pod linijkę, włosy przyczesane, kanapki do szkoły zapakowane w kolorowy papier, w piórniku porządek, pachnące chińskie gumki i tornister z odblaskami. I dostaje SAME piątki. Bez kompromisów. Bez potknięć. Bez gorszych dni. Dlatego też, gdy cokolwiek osiągnę, zamiast odetchnąć i kupić sobie szampana, szaleję z niepokoju. Bo przecież zaraz się okaże, że napisała, stek bzdur, o odróżnieniu od kogoś tam, kto ma pachnące gumki w piórniku i więcej lajków.

Ja: Ja do tego podeszłam inaczej. Wiedziałam, że to nie jest historia jednej kobiety, ale wielu, które każdy z nas zna. Miałam też świadomość, że te wszystkie problemy były wyolbrzymione, przedstawione w krzywym zwierciadle i wyśmiane
I. B.: Wiesz, mi to przeszkadzało. Gubiłam się, bo Kubryńska przeskakiwała w tych historiach i strasznie trudno było mi połapać, o kim akurat była mowa. To też sprawiało, że nie mogłam się na niej skupić.
Ja: Ja nie miałam żadnego problemu. Może dlatego, że nie traktowałam książki jak powieść, ale jak zbiór opowiadań, albo felietonów.
I. B.: Może to było moim błędem, bo doszukiwałam się połączenia tego wszystkiego. Chociaż w trakcie czytania zrozumiałam, że to nie powieść. Nie mniej, nudziłam się, czytając, bardzo się nudziłam i miałam wrażenie, że w ogóle nie posuwam się z czytaniem do przodu.
Ja: To prawda akcji tam nie ma.
I. B.: I to mi przeszkadzało, śmiałam się, że jak tylko zabierałam się za czytanie, automatycznie chciało mi się spać.
Ja: Może miałaś złe podejście?
I. B.: Oczekiwałam czegoś innego, niż dostałam. Zamysł Kubryńska miała świetny, ale wykonanie zupełnie do mnie nie trafiło.
Ja: Czego się spodziewałaś?
I. B.: Hm, do końca nie wiem, ale jakiejś fabuły, a nie zlepka tekstów. Tego, że pomimo tematu się pośmieję.
Ja: No tak. Jednakże mi się bardzo podobała ta książka. Głównie dlatego, że w znacznej większości miałam wrażenie, że czytam o sobie.
Nie obrażajcie się. Myślicie, że ja piszę o was? Ha ha. Dobre sobie. Ja dźwigam lustro od najmłodszych lat, ja w kółko piszę wyłącznie o sobie. Ja nie jestem narratorem wszechwiedzącym, jak to ma w zwyczaju Jerzy Pilch. On jest mężczyzną, to sobie może być narratorem wszechwiedzącym. Ja jestem kobietą. Ja jestem narratorem nic nie wiedzącym, obecnym w każdej osobie swoich wywodów, nic niewiedzącym narratorem wszechosobowym. O kimkolwiek nie napiszę, to będę ja. To będzie o mnie. To jest o mnie.

I. B.: No ja jej tak personalnie nie odebrałam, ale też miałam momenty, jakbym czytała o sobie. Niestety nie sprawiło to, że przychylniej na nią patrzyłam. Książka, z fabułą czy bez powinna mnie ciekawić, sprawiać, że po odłożeniu mam ochotę do niej wracać, że będę o niej pamiętać. Tu tego nie było, a z pamiętaniem coś mi się wydaje, że może być ciężko.
Ja: A ja widzę ją inaczej. Mnie wciągnęła i rozśmieszyła.
I. B.: Nie znasz się. Nie no żartuję. Cieszę się, że przypadła Ci do gustu, ja jestem jednak rozczarowana, za bardzo się przy niej nudziłam i męczyłam. Nawet nie jestem pewna czy zaryzykuję sięgnięcie po inne jej publikacje.
Ja: Myślę, że to nie miałoby sensu. Ja nie wiem, czy przeczytam publikację Kubryńskiej. Tyle w kolejce czeka.
Masz jakiś cytat na koniec?
I. B.: Nie mam, jakoś nic mi nie wpadło, na tyle ciekawego, w oko.
Ja: Zatem miłej nocy :)

Ale chamówa. Nawet mi dobranoc nie powiedziała.

Biorę udział w wyzwaniu:
1. Grunt to okładka - niebieski.

4 komentarze:

  1. Dziewczyny dyskusja jak zawsze bardzo ciekawa ale tym razem nie ułatwiające mi decyzji. Nadal nie wiem czytać tę książkę czy nie czytać? 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie czytać, ale bez nastawienia na jakiś szał :)

      Usuń
  2. Irenko, mnie też nie porwała, jeśli Cię to jakoś pocieszy :) Wynudziłam się jak mops i porzuciłam lekturę po kilkudziesięciu stronach, a spostrzeżenia autorki - choć trafne, nie wniosły nic do mojego życia. Nie mam również zamiaru sięgać po inne książki autorki, choć nie mam też nic do zarzucenia jej stylowi. Myślę, że będzie to idealna lektura dla osób, którym trzeba zetrzeć z twarzy uśmiech beztroski i pokazać realne życie w czarno-szarych barwach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj masz rację. Sama nie zamierzam sięgać po inne książki autorki. Uważam, że nie wszystkim przypasuje ta książka.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.