Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Krótka notka o krótkiej książce.

Receptą na szczęśliwe życie jest brak monotonii.
Magdalena Kordel. Niemal każda czytelniczka zna to nazwisko. Jej serie "Uroczysko", czy „Malownicze” przyniosły jej sporo sławy. Ale każdy kiedyś zaczynał. Ona debiutowała króciutką powieścią "48tygodni" w 2005 roku. Byłam ciekawa jak wyglądała ta książka. Czy zapowiadała jej sukces?

Niemal każda kobieta się boi, że utknie w małżeństwie, że wszystkie obowiązki zostaną zrzucone na nią a rozmowa z mężem będzie dotyczyła tego, "co na obiad". W takim właśnie miejscu jest Natasza. Jej życie dalekie jest od bajki. Nie aby jej mąż był tyranem a pieniędzy nie starczało do pierwszego. Nic z tych rzeczy. Całkiem sama zajmuje się domem, mąż je nie docenia, bardziej niż o nią martwi się o rybki, teściowa wywołuje przerażenie, każda rozmowa z przyjaciółką męża powoduje zgrzytanie zębami a zachowanie matki - czarną rozpacz.
Sylwia należy do dziewcząt, które uważają, że są alfą i omegą (choć według mnie jest raczej małpą i amebą).
Bohaterka postanawia zmienić coś w swoim życiu. Postanawia wrócić na studia i znaleźć pracę. Wie, że nie będzie łatwo to wszystko pogodzić z prowadzeniem domu. Czy uda się poukładać jej chaotyczne życie? Czy zmobilizuje męża do pracy z domu?

Książka jest króciutka. 150 stron – do przeczytania w godzinę. Ja wybrałam powieść jako lekturę do wanny. Nie był to czas stracony. Magdalena Kordel się postarała i wyszło coś całkiem dobrego. Powieść jest niezwykle zabawna. Może nie jest przesadnie inteligentna, ale zawiera w sobie jakąś prawdę. Wierzę, że wiele mężatek znajdzie wspólny język z bohaterką.
Mężczyźni jak ognia boją się uzależnionych od nich kobiet. Taka kobieta nie ma własnych zainteresowań, własnego zdania. Staje się lalką, a zabawki po prostu się nudzą.
Bohaterowie są raczej stereotypowi i niezbyt rozwinięci. Ale to zrozumiałe. Po pierwsze dowcip książki polega na wyśmiewaniu stereotypów małżeńskich, po drugie – pozycja jest zwyczajnie za krótka na rozwinięcie czegokolwiek. Radzę traktować to raczej jako opowiadanie, niż pełną powieść.

W rezultacie myślę o mamie swojego męża tylko wtedy, gdy jest ona już obecna w naszym mieszkaniu. Ale specjalnie mnie to nie dziwi, przecież horror też jest ciekawy tylko w momencie oglądania i nikt o nim nie rozmyśla, gdy się skończy.
Wyśmienicie się bawiłam, dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam. Jestem pewna, że chętnie wrócę do niej nie raz. Jest idealna na gorszy humor, dłuższą podróż pociągiem, czy nudny wieczór.

Krótka książka, to wpis także nie jest długi. Moja ocena to 7/10

Tak jeszcze słowem trącenia: okładka jest okropna. Typu "kuzyn zrobił mi za dychę w „paincie”.

. Grafika została pobrana ze strony wydawnictwa.

6 komentarzy:

  1. Mam tę książkę w domu ale jeszcze jej nie czytałam. Skoro nadaje się do czytania w wannie to może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam sięgnąć, szczególnie, ze nie jest długa ;)

      Usuń
  2. Mnie znowu ją zabrano. ;) Chyba jako ostatnia przeczytam. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki z tej serii mają tragiczną okładkę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Na półce pewnie bym na nią nie spojrzała.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.