Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 20 lipca 2017

Witajcie na Przygraniczu.

„- Posłuchaj, jak tu trafiłeś?
- Gdzie, tu? - Kot nie zrozumiał.
- No, na Przygranicze. Przecież nie jesteś miejscowy?
- Nie, nie jestem. Przed wieloma laty postanowiłem pojechać samochodem na skróty. No i dojechałem... - Kot westchnął, myśląc o czymś osobistym, i ponownie zajął się czyszczeniem automatu.
- A ja od autobusu odszedłem, aby się odlać. Wróciłem, a tu ani autobusu, ani drogi... - zaśmiał się cicho Maks. - Z początku myślałem, że zabłądziłem. Do tej pory nie mogę pojąć, jak dotarłem do Fortu.”


Paweł Kornew jest rosyjskim pisarzem SF. Z zamiłowania, bo zawodowo zajmuje się ekonomią. Gdy przeczytałam tę informację o profesji, wyobraziłam sobie typowego, nudnego księgowego, w maleńkim biurze, przy nim tony papierów... a zmieniającego się wieczorem w stalkera i walczącego z mutantami. Kto wie? Może cykl „Przygranicze” jest tak naprawdę... no dobra, popłynęłam za daleko. Faktem jest, że to bardzo płodny autor, sam cykl, o którym piszę, składa się z 9 książek i paru opowiadań, a to dopiero początek jego dorobku pisarskiego. Jestem ciekawa, czy polscy wydawcy pokuszą się o wydanie wszystkich książek. Ja tymczasem opowiem, czy mam ochotę, choć na następny tom serii.

piątek, 14 lipca 2017

Konkurs z okazji pięknej pogody.

Konkurs miał być wczoraj, z okazji brzydkiej pogody, ale tak wyszło, że robię go dziś. Z okazji pięknego słoneczka. Jak widać każda okazja do konkursu jest dobra. Do wygrania dziś trylogia "Zapomniana księga". Jak dla mnie jedna z lepszych serii, jakie czytałam w życiu. Moją opinię dotyczącej ostatniej części "Łowcy" można przeczytać tutaj.


Zadanie jest proste: opisz, proszę, najpiękniejszy/ najlepszy dzień tego lata. Ty razem dopuszczam, prócz tekstu umieszczonego w komentarzu, zdjęcia, grafiki, gify i filmiki. Takie odpowiedzi proszę wysłać na adres chiyome1989@gmail.com, a ja umieszczę ją w tym poście. Wyjątkiem jest film, który proszę umieścić na YouTube, a wysłać do mnie sam link. Uwaga! W mailu powinny znaleźć się informacje, takie jakich wymagam w komentarzu. Proszę czytać regulamin!

poniedziałek, 10 lipca 2017

Moje wrażenia przed premierą „Grzesznika”.

Każdy, kto śledzi moje poczynania w sieci, wie, że byłam oczarowana debiutem Artura Urbanowicza. Oczywiście najbardziej tym, że autor umieścił mało znane, polskie legendy w powieści. Lubię, gdy pisarze sięgają po ciekawe, mniej eksploatowane, a nawet nieznane motywy związane z naszym krajem. I cieszę się, że takich książek jest coraz więcej. Kto czytał moją opinię dotyczącą „Gałęzistego”, wie też, że byłam rozczarowana słabą promocją owej książki. Gdyby nie autor, ominąłby mnie jeden z lepszych debiutów. Teraz jestem po lekturze kolejnej powieści autora. Jak moje wrażenia?


Poznajemy Marka. Jest królem Suwałk. W jego rękach są narkotyki, prostytutki, bar, wierni ludzie. Jego banda pobiera haracze „za opiekę”, kochanka (a raczej jego własność) jest gotowa na każdy rozkaz, ma piękną żonę, dzieci, przyjaciół, pieniądze, wpływy... Słowem ma wszystko, o czym może marzyć mężczyzna. Nie przejmuje się też pogłoskami, jakoby dawny szef mafii miał wrócić. To, że ma plany przejęcia miasta, także początkowo nie wzruszyły głównego bohatera. A powinny. Zbytnia pewność siebie może zgubić...

piątek, 7 lipca 2017

Dieta wegetariańska nie jest nudna i monotonna!

Jak wygląda dieta przeciętnego Polaka? Rano jajecznica na boczku, do pracy/ szkoły kanapka z szynką, obiad schabowy, na kolację sałatka z kurczakiem, albo i kanapki znów. Widzicie pewną regułę? W każdym posiłku musi być mięso. Zupa? Na kościach, czy porcji! Wypad na miasto? Burger lub pizza z salami! Oczywiście, jemy warzywa: pomidor na kanapkę, mizeria do obiadu... Parę lat temu doszłam do wniosku, że ludzie za bardzo skupiają się na mięsie, traktując zieleninę jako dodatek, najczęściej niepotrzebny. Postanowiłam drastycznie ograniczyć ilość spożywanych zwierzątek i skupić się na barwach i smakach, które oferuje natura. Jak powiedziałam, tak mięso przestało mi smakować...

Oczywiście nie można po prostu z talerza wyrzucić mięsa i jeść ziemniaków z surówką, czy kanapki z dżemem. Roślinna kuchnia oferuje całą masę ciekawych smaków, tak odkryłam choćby kotlety z brokułów, czy fasoli adzuki otaczane w sezamie. Jednak nie można powiedzieć, że o żywieniu wiem już wszystko. Staram się poszerzać swoją wiedzę, czerpię inspirację z przepisów, w końcu sama eksperymentuję w kuchni. Kto mnie zna, ten wie, że wszelkie książki celebrytów omijam szerokim łukiem, ale kiedy zobaczyłam pozycję napisaną przez dietetyczkę, postanowiłam zajrzeć do środka.

Pierwsze co się rzuca w oczy to wydanie. Gruby błyszczący papier oprawiony w cienką okładkę. Wielkie zdjęcia i kolorowy tekst przykuwają oko, przy czym nie wyglądają kiczowato i nie odwracają uwagi od tekstu. Niestety to nie jest moja ulubiona książkowa forma. Dla mnie tak wydane pozycje po prostu śmierdzą. Kłóci też się to i ideą ekologii, którą próbuje przeforsować autorka z dietą. Nie można jednak odmówić urokowi temu wydaniu.

Poradnik jest podzielony na dziesięć rozdziałów. Na sam początek dostajemy garść informacji przydatnych dla osób, które dopiero się zastanawiają nad porzuceniem mięsa. Poruszane są kwestii rzekomych niedoborów białka i mikroelementów jak choćby żelazo, czy witamina B12, produktów, które można włączyć w diecie bezmięsnej, czy nawet dostajemy wskazówki, jak rozplanować swoją dietę.

niedziela, 2 lipca 2017

Nie wszystko hygge, co ma... masło?

Dzisiejszy świat pędzi. Chcemy mieć bardziej modną sukienkę, nowocześniejszą komórkę, lepszy samochód, lepiej płatną pracę... Chcemy mieć wszystko szybciej i więcej. Tylko czy to nam daje szczęście? Świat zainteresował się hygge, które jest nie tyle modne, ile towarzyszy Skandynawom, jako element ich kultury. Dotychczas przeczytałam jedną publikację traktującą o tym zjawisku. Ponieważ temat mnie zainteresował, postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę ze słowem „hygge” w tytule.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to przepiękne wydanie. Twarda okładka w szarych kolorach z ładną grafiką robi przyjemne wrażenie. W środku znajdujemy piękne, idealnie dopasowane, minimalistyczne i duże zdjęcia. Jednakowoż czytanie nie należało do przyjemności, ze względu na maleńkie cienkie litery. Mam wadę wzroku, co mi dotychczas nie przeszkadzało czytać książki bez okularów. Tutaj ze szkiełkami miałam spory problem. Pozycja stanowczo nie jest dla osób starszych i tych ze słabszym wzrokiem. Dlatego też pomysł, aby tekst zajmował jedynie 2/3 strony, był dla mnie dość dziwny.

czwartek, 29 czerwca 2017

Duet psychologa i dziennikarki, co z niego wyniknie?

Przemysława Borkowskiego kojarzyłam jedynie jako „tego wysokiego” z jednego z moich ulubionych kabaretów. Nie sądziłam, że on także pisze. A tworzył sporo: felietony, wiersze, opowiadania, w końcu książki. Ciekawe, jak mu to pisanie wychodzi?

Głównym bohaterem jest beznadziejny psycholog, alkoholik i samotnik. Zygmunt Rozłucki, bo tak nazywa się protagonista, od początku mnie irytował. Zacznijmy od tego, że nie znoszę, gdy postać pierwszoplanową można określić jedynie, jako alkoholika z nieprzepracowaną traumą z przeszłości. Do tego jeszcze ten człowiek prowadzi psychoterapię, czego absolutnie robić nie powinien. Ludzka psychika jest krucha i źle prowadzone leczenie może ją zniszczyć. Niemal w każdej scenie Roztocki myślał o whisky. Szkoda tylko, że opis wydawcy nie uświadamiał w żaden sposób o tym. Pewnie dla kogoś taki bohater będzie plusem, ale nie dla mnie.

Drugą najważniejszą bohaterką jest Karolina Janczewska. Narwana dziennikarka, która chce przeprowadzić dziennikarskie śledztwo. Na początku jej celem jest zrobić dobry materiał, a później kieruje nią wyłącznie ciekawość. Postacie spotykają się w studiu nagraniowym porannego programu. Psycholog, w zastępstwie za swojego kolegę, ma wziąć udział w nagraniu. Nagle na plan wkracza szaleniec z bronią, bierze osoby obecne za zakładników i żąda umożliwienia wygłoszenia oświadczenia na wizji. Gdy to się uda, zabija przypadkowego pracownika i popełnia samobójstwo przed kamerami.

I teraz co? Myślicie, że policja ściągnie najlepszych specjalistów, którzy przeprowadzą rzetelne śledztwo? Ależ skąd! Skoro sprawca się zabił, to nie ma sprawy, media także szybko się nudzą. Jedyną osobą, którą zaciekawiła tajemnicza sprawa, jest wyżej wspomniana dziennikarka. Z trudem, stosując znane jedynie kobietom sztuczki, namawia protagonistę na podjęcia śledztwa. Ten ulega wpływom pięknej kobiety i postanawia wspomóc ją swoimi umiejętnościami.

niedziela, 25 czerwca 2017

Czy da się pogodzić dobro i zło?

Dziś główną bohaterką będzie Sol. Jej przybrani rodzice sobie spokojnie żyją we własnym domu. Mają gospodarstwo, szacunek i swoją miłość. Cud, miód i orzeszki. Czyżbyśmy mieli teraz czytać o różowościach i słodkościach? Nie. Zdążyliśmy poznać tę bohaterkę i wiemy, że z nią nie jest różowo. Ona jest wolnym duchem. Nie można jej zamknąć w czterech ścianach, nie dla niej matkowanie i bycie żoną. Ona jest przede wszystkim dla siebie.

Ze względu na charakter głównej postaci mamy tutaj ucieczki, pościgi, trochę seksu i magię. Dużo magii. Ale głównie trzeba zwrócić uwagę na sens tej historii. Jest to opowieść o zagubionej młodej kobiecie. Ma w sobie tyle zła, co dobra. Pociąga ją mroczna strona, rytuały, służba diabłu, ale ma w sobie wiele ciepła i jest w stanie zrobić wszystko dla swoich bliskich. Jest rozdarta między pragnieniem miłości, akceptacji a czynieniem zła. Tych dwóch stron osobowości nie da się połączyć. Dziewczyna prędzej, czy później się spali.

Pomyślmy, dlaczego tak jest. Ja tutaj wyciągnęłabym oskarżycielski palec w kierunku Tengela. Jak wielu rodziców, uznał, że wystarczy unikać tematu, aby ten zniknął.

czwartek, 22 czerwca 2017

Dziel się czytelnictwem!

Czy czytelnictwo trzeba promować? Nie. Moim zdaniem, z czytaniem nie jest tak źle, jak niektórzy próbują nam wmówić, dwa – czyta ten, kto chce. Nie każdy czytać musi. Ale to, że nie trzeba, nie oznacza, że nie można. Można. A co zrobić, aby popularyzować tę formę spędzania wolnego czasu? Czytać. Po prostu. Opowiem o akcji wymyślonej przez Zuzannę: „Woluminy. Głos książki.”

wtorek, 20 czerwca 2017

Wyprawa na Regis III

Mój ojciec zazwyczaj tankuje na jednej stacji benzynowej. Tak się świetnie składało, że towarzyszyłam mu raz w tej czynności. Razem z Audioteką Orlen zorganizował akcje promocyjna. Otóż za zostawienie odpowiedniej ilości pieniędzy na stacji można otrzymać kod promocyjny do serwisu z audiobookami. Wprawdzie nie można ich sobie ściągnąć na dysk twardy, ale zostają na półce na wieczność i można je słuchać na czymkolwiek. Mój wybór padł na „Niezwyciężonego” Lema. Chciałam zapoznać się z twórczością tego autora, a ten sposób jest dobry jak każdy inny.

Niezwyciężony jest ziemskim statkiem kosmicznym. Przybył on na planetę Regis III, aby zbadać przyczyny utraty łączności z podobnym pojazdem — Kondorem, który wybrał się parę lat temu na wspomniany glob. Na planecie, jak się okazuje, życie znajduje się tylko w morzu. Ląd pokrywają jedynie piaski, skały i dziwne budowle. Wkrótce poszukiwacze odnajdują Kondora. Jego załoga nie żyje, nie mając żadnych oznak obrażeń, statek zaś jest nietknięty. Co mogło spowodować śmierć tych ludzi?

Zacznijmy od samego wykonania audiobooka. Wiecie czym jest efekt binauralny? Stańcie na ulicy i zamknijcie oczy. Słyszycie samochód, który nadjeżdża z lewej strony, mija was i jedzie dalej, z tyłu szczeka pies, ktoś kosi trawę, w tle jedzie pociąg... To jest właśnie taki efekt. Słuchając audiobooka miałam wrażenie, że jestem w samym centrum wydarzeń. Do tego te dźwięki dość realistyczne. Do słuchania audiobooka zalecane są słuchawki. Dwie. W jednej słuchawce, czy w głośnikach tego efektu nie będzie.

sobota, 17 czerwca 2017

A na koniec: nasza kwatera.


Zaledwie parę dni przed Warszawskimi Targami Książek z Ireną byłyśmy zmuszone zmienić miejscówkę. Wybór padł na Hostel LL20. Jako jedyny posiadał łazienkę dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych i nie było schodków. Cena także nie była wygórowana, do tego dostałyśmy rabat. Obsługa hotelu poszła nam na rękę, udostępniając pokój, abyśmy mogły złożyć swoje rzeczy znacznie wcześniej, niż zaczynała się doba hotelowa.

niedziela, 11 czerwca 2017

Ostatni dzień Targów.

Ostatni, choć równie tłoczny, dzień Targów. W ten dzień czekały na nas wizyty u Andrzeja Pilipiuka, Natalii Sońskiej i Agaty Przybyłek. Nie zdążyłam jedynie do Anny Fryczkowskiej, czego żałuję.

środa, 7 czerwca 2017

WTK 2017 - sobota


Już tutaj było więcej latania. Tak dużo, że rozdzieliłyśmy się z Ireną. Pozbierałam podpisy od prof. Bralczyka, prof. Markowskiego, Kuby Ćwieka i Olgi Rudnickiej. Razem z Ireną poszłyśmy do Beaty Majewskiej i Magdaleny Kordel. Niezwykłe kobiety. Dziś nie będę pisać. Niech przemówią za mnie zdjęcia.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Krótka notka na temat drugiego dnia WTK 2017


Piątek także jest luźniejszym dniem, choć jak się okazało, na stadion, zajechał Miłościwie Nam Panujący Prezydent i sparaliżował całkowicie imprezę. Odwiedzający (w tym my) byliśmy źli, bo trzeba było stać w gigantycznej kolejce do kontroli osobistej, włączając w to picie swojej wody, jakby ktoś miał zamiar poczęstować trucizną prezydenta. Część wystawców była zablokowana. A teraz zgadnijcie, czy była jakaś informacja? Gdyby była, to pewnie wybrałabym się z godzinę później.

sobota, 3 czerwca 2017

WTK 2017 - dzień pierwszy


Wyobraźcie sobie, że musiałam przed 6 wstać, aby być w Malborku chwilę po 7. Cóż za poświęcenie. Oczywiście, ja sobie czekam, a Irena pojawiła się dopiero 7.40. I to bez telefonu! Ktoś jeszcze o tym nie wie? Miałam wrażenie, że zanim przyszłyśmy, ktoś przez megafon to rozgłaszał, bo zamiast „cześć Irenko, jak dawno cię nie widziałam” było „słyszałam, że zapomniałaś telefonu”.

czwartek, 1 czerwca 2017

Cóż za rozczarowanie!

Nie tak dawno czytałam „Żony jednego męża”, którą uznałam za jedną z najlepszych książek, które czytałam w życiu. Wtedy też podjęłam decyzję o zapoznaniu się z całą twórczością autorki. Wybór padł na „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”. Ciekawa też byłam, za to ta powieść otrzymała Różę Gali w roku 2016. Odpowiedzieć mogę już dziś: nie mam zielonego pojęcia. Książka mnie tak rozczarowała, że nie mogę tego przeboleć. Ale od początku...

Książka jest utrzymana w znanej konwencji kryminałów, za które kochamy Agathę Christie – zamkniętego pokoju. Kobiety, które nie przepadają za sobą z różnych powodów, spotkały się na babskiej imprezie u jednej z nich. Alkohol, ploteczki i obmawianie za plecami – to hasła tego dnia. Jedna została zamordowana i szybko się okazuje, że motyw miała niemal każda. Kobiety są odcięte od świata, zamieć nie pozwala na szybki dojazd stróżów prawa, zagadkę więc muszą rozwiązać same zainteresowane. Nie obyłoby się bez wzajemnych oskarżeń, fochów i wyjawiania tajemnic, za które rzeczywiście można zabić.

Książkę czytałam w pociągu. W dalszym ciągu, mimo późniejszych przemyśleń, lubię pióro Fryczkowskiej. Pisze ona lekko, z polotem. Intryga, którą wymyśliła, jest zaskakująca, kobiety ukazały drugą twarz starannie chowaną przed światem za maską sukcesu i elegancji. Co ciekawe, zabójstwa nie dokonała osoba najmniej podejrzana, ani ta najbardziej. Szczerze mówiąc, kluczymy w domysłach i ciężko się domyślić.

wtorek, 30 maja 2017

Komiksowa „Wojna Domowa”.

UWAGA! Proszę tego wpisu w żadnym razie nie traktować jako recenzji. Jest to moje pierwsze spotkanie z komiksem w dorosłym życiu (jako dzieciak czytywałam Kaczora Donalda). Ja bym moje słowa traktowała jako opis wrażeń z tego spotkania. Co więcej, oglądałam film pod tym samym tytułem, więc mimochodem pojawi się tutaj parę wzmianek i, być może, porównań.


Po Ameryce zaczynają panoszyć się mutanty i superbohaterowie. Część z nich nie zachowuje odpowiedniej ostrożności podczas swoich „walk ze złem”. Niestety zdarzają się superbohaterowie, którzy robią show ze swoich działań i w efekcie giną dzieci. W większości są anonimowi i ciężko ich pociągnąć do odpowiedzialności. Te wszystkie czynniki powodują niepokoje społeczne, a nawet protesty. Ludzie chcą czuć się bezpiecznie i mają dość samowolnych kowbojów, którzy robią wokół siebie demolkę.

czwartek, 25 maja 2017

Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, ani diabeł rogaty...

Znacie ten motyw? Osoba żyje w niesatysfakcjonującym związku, partner, płci obojętnej, okazuje się nudny, wredny, męczący albo dość oryginalnie pojmuje wierność. W czasie trwania relacji bohater powieści/ filmu/ serialu poznaje kogoś, dla kogo serce przyśpiesza, a świat zwalnia. Motyw znamy i przerabiany na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście samo oparcie fabuły na schemacie nie skreśla dzieła popkultury. Ile to można napotkać dzieł opartych na kliszach, które się bronią i tych, które w zamyśle są oryginalne, a w rzeczywistości wypadają blado i nudno.

Nie spotkałam się jednak nigdy z historią drugiej, porzuconej strony. Odrzuconej na rzecz kogoś innego. Nigdy nie zastanawialiśmy, jak ta osoba się czuła. Zawsze stawaliśmy po stronie rzucającego. Oczywiście, w dziele literackim, czy filmowym mieliśmy wytłumaczenie, które obarczało winą porzuconego, lub porzuconą. To ona/ on jest niefajny, bohater tylko się męczył! Ale my znamy jednak tylko jedną wersję wydarzeń. A co z prawem do obrony? Agata Przybyłek postanowiła nam opowiedzieć o tragedii, która spotkała Agatę, bohaterkę porzuconą przez Alana na rzecz Katarzyny w powieści Bez Ciebie.

Ale najpierw spotykamy Alana. Jest on załamany po śmierci miłości swojego życia. Jest pewien, że nie spotkał i nie spotka nikogo takiego. Obwinia się o to, że jej nie zatrzymał, nie wierzy w prawdziwość katastrofy, śni o niej i zdaje mu się, że czasem widzi Katarzynę. Szuka też zapomnienia w pracy, w której praktycznie zamieszkał. Wyraźnie nie umie sobie poradzić z poniesioną stratą.

W jego życiu nie ma już miejsca dla Agaty. Ona także, jako managerka pisarki, pracą zagłusza uczucia obecne w niej i które powodują ból. W momencie, gdy dzwoni przyjaciel byłego partnera, rzuca wszystkie zajęcia i leci do Toronto. Nie myśli o tym, czy Alan chce jej powrotu, ale jest gotowa zrobić wszystko, aby go odzyskać. Naprawdę wszystko.

środa, 17 maja 2017

Drugie spotkanie z Silje i Tengelem.

Silje jest już żoną Tengela, mają trójkę dzieci (w tym dwoje adoptowanych), razem pracują, kochają się i żyją w zgodzie. Przeszkadza im nieco poczucie wyobcowania (obciążony dziedzictwem nie jest akceptowany nawet wśród swoich), bieda, oraz uczucie zamknięcia. Silje tęskni do świata, który zna.

Hanny można nienawidzić, ale faktem jest, że uratowała życie młodej kobiety przy porodzie. Jest ona rozczarowana faktem, że Tengel nie chciał pójść ścieżką zła. W Sol widzi nadzieję i uczy ją tajników bycia czarownicą, co nie zyskuje aprobaty u rodziców dziewczynki. Pewnego dnia Hanna wezwała do siebie rodzinę i uprzedziła ich o zagrażającym niebezpieczeństwie.

Silje z Tengelem i małymi dziećmi muszą porzucić dom i poszukać miejsca, gdzie nie będą musieli się bać o swoje życie...

Podoba mi się wydanie serii. Grube okładki, panorama, ładny druk (dość drobny, choć czytelny). Może być ozdobą niejednej biblioteczki. Ze względu na swoją objętość (47 tomów) musi być ona dość szeroka. Niestety nie do końca postacie na okładce oddają bohaterów. Tutaj obok kobiety (którą mogłaby być Silje) widzimy dość przystojnego mężczyzne. Nie ma nic wspólnego ze szpetotą opisywanego Tengela. Nie wiem jak innym, ale mi to odrobinę przeszkadza.

piątek, 12 maja 2017

Dalsze losy Sołdata.

Jak napisałam poprzednio, po zakończeniu pierwszego, od razu zabrałam się za kolejny tom przygód Sołdata vel Dmitrija. Drużyna straciła jedną osobę, ale za to zyskała drugą, konkretnie Ingę. Znamy ją z początku pierwszej części. Miłość bohaterów rozkwita na nowo, choć czyha na nich wiele niebezpieczeństw. Główny bohater, choć sam jest jeszcze niedoświadczony, stał się odpowiedzialny za grupę składającą się z trzech osób, w tym jednej niedoświadczonej żołnierki i naukowca, który nie wie jak trzymać broń.

Lubię kreacje bohaterów w tej króciutkiej serii. Nie mamy tutaj do czynienia z niezwyciężonymi bohaterami, to ludzie, którzy uczą się życia na niegościnnym terenie metodą prób i błędów. Bać się należy nie tylko emisji i promieniowań, ale także innych ludzi. Rządzi tutaj prawo silniejszego albo tego z lepszą bronią, więc należy mieć się na baczności. Każda z osób była niepowtarzalna i ciekawa. Bardzo się z nimi zżyłam i mam cichą nadzieję, że jeszcze się z nimi spotkam. Wiem, wiem, cykl skończony, ale nadzieję można mieć zawsze.
Moja bujna wyobraźnia usłużnie podsunęła mi sielski obrazek. Siedzimy sobie w piątkę przy ognisku, gawędzimy wesoło, a tuż obok wielki, czarny pseudopies obgryza urwaną rękę trupa. Zęby dzwonią o bransoletkę zegarka, kości chrzęszczą, jęzor mlaska. Błogostan.
O ile pierwszy tom „musiał się rozkręcić”, tak drugi już nie. Po prostu spotykamy bohaterów w miejscu, w których ich zostawiliśmy. Większość postaci i miejsc znamy i nie trzeba nam ich prezentować, także ta część stanowczo zyskuje na tempie akcji. Autor także się rozkręcił, widać pewną większą śmiałość w pisaniu. Może to moje subiektywne odczucie, jednakże teraz czytało mi się lepiej niż poprzednio. Podoba mi się u autora sposób przedstawiania świata, budowania i zwalniania napięcia.

poniedziałek, 8 maja 2017

Pożegnanie z Milaczkiem.

Każdego nadchodzi czasem ochota na książkę lekką i niewymagającą. Taką typowo babską literaturę do pośmiania się i rozluźnienia. Stwierdziłam, że najnowsza powieść Olgi Rudnickiej byłaby do tego idealna. Niestety ona czeka na mnie na drugim końcu Polski. Ale zaraz przyszła myśl, że cykl o Milaczku jest przeze mnie niedokończony. Właściwie sama nie wiem dlaczego. Po dobrej pierwszej części i świetnej drugiej miałam ogromną ochotę sięgnąć po zakończenie cyklu. Od dawna czekała na mnie na czytniku, a ja wiecznie nie miałam czasu. Aż do tego weekendu...

U Mileny wszystko się poukładało. Z Jackiem tworzą lukrowaną parę, jest świetnie w sferze uczuciowej, jak i łóżkowej. Bachor kocha swoją przyszłą macochę całym sercem i bardzo się boi, aby ona nie trafiła do piekła. Dlaczego? Otóż Milenka cudzołoży. I nie, dziewczynka nie jest uświadomiona na tyle, aby wiedzieć, co jej ojciec z dziewczyną robi nocą. Milenka po prostu sypia w cudzym łożu. Po naradzie z Zosią dochodzą do wniosku, że Jacek powinien się oświadczyć swojej dziewczynie, a najlepiej razem zamieszkać i spać w swoim łóżku.

W tej części niestety Milenki jest bardzo mało, dodatkowo nie za wiele się dzieje. Wiecie, oni są ze sobą szczęśliwi i nie ma za bardzo, o czym mówić, jakby jedynym celem Milenki jest dorwanie faceta w swoje łapki. Już może umrzeć. Jest spełniona. Sam Jacek jest jeszcze bardziej niezdecydowaną mameją, która tańczy, jak dwie panie na „Z” mu zagrają. Sam pewnie nic by w swoim związku nie zmienił do śmierci. Z kolei Zosia i Zuzia nie mają swojego życia i jedyne czym się zajmują, to związek (w teorii) głównych bohaterów. Parys Antonio się przewinął parę razy, ale zasadniczo nie wniósł ani odrobiny humoru do powieści. Postacie znane nam z poprzednich części, w tym główna bohaterka, właściwie są nieistotne w całej historii i kompletnie nic nie wnoszą.

środa, 3 maja 2017

To było na prawdę dobre...

Gdy myślimy o apokalipsie, czy literaturze postapokaliptycznej, to co myślimy? Wybuch nuklearny, anomalie, artefakty, mutanty, zombie, tajemniczy wirus... A co by było, gdyby ludzie zaczęli wariować? W „Otchłani” świat, jaki znamy, kończy epidemia psychozy i depresji. Ludzie zabijają siebie i bliskich albo cofają się w rozwoju (zapominają mowę, pismo, zachowują się jak jaskiniowcy). Resztka ocalałych próbuje przeżyć samotnie albo w małych grupkach.

Głównym bohaterem jest Pielgrzym. Przemierza ten świat samotnie, mając za towarzysza przygarniętego kota. Mężczyzna jest w nieokreślonym wieku, do końca nie dowiadujemy się, kim on jest i jaką ma historię. Zdaje się, że zostawił za sobą wydarzenia, których lepiej nie pamiętać. Razem z nim podróżuje Głos. Tak jakby w głowie miał odrębną osobowość. Nie, bohater nie zwariował, zachował zdrowy rozsądek i zdolność logicznego myślenia. Był norma... prawie normalnym facetem z niewidzialnym przyjacielem.

Podczas jego podróży przez byłe Stany Zjednoczone Ameryki natyka się na młodą dziewczynę sprzedającą lemoniadę. Siedziała ona na krzesełku pośrodku niczego i sprzedawała domowy napój robiony z cytryny. Dziewczyna, jak on, nie ma nikogo i chce się dostać do miasta, gdzie mieszka jej siostra. Przynajmniej kiedyś mieszkała. Głos w głowie mężczyzny podpowiada mu, że nie jest to najlepszy pomysł, ale ten postanawia pomóc nastolatce.

Autorka nakreśliła dość ciekawy świat. Nie jest wprawdzie odkrywczy, nic mnie w nim nie zaskoczyło i nie zachwyciło. Mamy tutaj tereny pustynne, gdzie nic nie rośnie, niegościnne miasta z niewielkimi grupkami ocalałej ludności i stertami niepochowanych, zmumifikowanych zwłok. Rządzi tutaj prawo silniejszego.

poniedziałek, 1 maja 2017

Nietypowy chłopiec.

Ponad dwa lata temu przeczytałam książkę „Dlaczego podskakuje”. Została ona napisana przez chłopca cierpiącego na autyzm. Pięknie pokazała ona świat wewnętrzny chorego dziecka. To taka historia, którą ciężko ocenić. Gdy ukazała się powieść „Zdecydowanie nietypowy”, gdzie główny bohater jest autykiem, nie namyślałam się długo. Zasiadłam (a raczej zaległam) z wielkimi nadziejami i oczekiwaniami. Wyszło... mocno średnio.

Jason ma dwanaście lat i choruje na autyzm. Matka długo nie mogła się pogodzić z myślą o chorobie pierworodnego syna. Najpierw nie chciała zabrać go na badania, potem starała się odnaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy. Chciałaby go naprawić, aby był jak inne dzieci. Wiadomo, że wymaga on specjalnego podejścia w szkole, dotychczas miał asystentkę, teraz musi udowodnić, że da sobie radę sam. Nie zawsze potrafi porozumieć się z innymi. Uczniowie i nauczyciele nie chcą zrozumieć Jasona, uważają go za głupszego i pozbawionego uczuć. To nie prawda. Czuje, ale nie zawsze umie to okazać. Chłopiec najbardziej chciałby być normalny.

O ile werbalizowanie myśli chłopcu nie wychodzi, tak pisanie już bardziej. Na portalu dla młodych twórców fan fiction publikuje swoje opowiadania. Nauczył się czytać, podobnie jak pisać, dość wcześnie. To litery i słowa są jego światem. Na tej stronie poznaje dziewczynę, która pisze utwory. Nawiązują tam znajomość, która staje się dla bohatera niezwykle ważna.

sobota, 29 kwietnia 2017

Czy ja przeczytałam kryminał?

Nie czytałam żadnej powieści Iwony Wilmowskiej. Zaczęła ona pisanie od książek dla dzieci i młodzieży. To już drugi kryminał autorki. Lubię poznawać nowych twórców, odkrywać nieznane, a że okładka całkiem przyjemnie się prezentuje, to postanowiłam się zapoznać z tą pozycją. Bohaterowie, z którymi miałam okazję się spotkać, pojawili się w poprzedniej książce „Tajemnice Leokadii”. Nie wiem, czemu nie ma mowy tutaj o serii i czemu w blurbie nie ma takiej informacji. Według mnie jest ona dość istotna. Ale nie wiem, może się czepiam.

Agata mimowolnie staje się uczestnikiem tragedii – młoda kobieta ginie pod kołami samochodu. Wszystko wskazuje na to, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, a dokładnie zaplanowane zabójstwo. Sprawa komplikuje się, kiedy na jaw wychodzą dawne powiązania chłopaka Agaty i jego rodziny z ofiarą. Czy to możliwe, aby wydarzenia sprzed ponad dwudziestu lat miały związek z morderstwem?
Przed kobietą bardzo trudny weekend, pełen odkryć, nieoczekiwanych spotkań i niespodzianek zapowiadających wielkie zmiany w jej życiu.
” – opis wydawcy.
Troszkę ten opis zakłamuje rzeczywistość. Pozwólcie, że wyprostuję. Agata nie uczestniczyła w wypadku, sprawę wcale nie komplikuje znajomość partnera bohaterki, wręcz przeciwnie, ułatwia. I nie zauważyłam specjalnych niespodziewanych spotkań i wielkich zmian w życiu.

Lidia śpieszy się do pracy. Jest na okresie próbnym, miała przyjść wcześniej, ale ostatecznie się spóźnia. Parę kroków od pracy na przejściu dla pieszych zostaje przejechana przez samochód. Zachowanie kierowcy wskazuje na celowość działania. Tutaj człowiek się zastanawia, czy morderca wiedział, że ofiara będzie tędy szła, czy to psychopata, który zabił przypadkową osobę. Szybko się okazuje, że zmarła jest znajomą chłopaka Agaty. Sama bohaterka nie może się powstrzymać przed przeprowadzeniem własnego śledztwa.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Gdzie znów wywiało Rincewinda?

Już się przekonałam, że książki autorstwa Terry'ego Pratchetta potrafią umilić każdy dzień. Często słucham audiobooków podczas chodzenia z kijkami, czy zwykłych spacerów. Słońca jeszcze mamy niewiele, ale było parę całkiem przyjemnych dni, podczas których szkoda było siedzieć w domu. To była idealna chwila, aby przenieść na odtwarzacz mp3 posiadają płytę „Ostatni kontynent”, czytaną przez Ireneusza Załuga. Z tym panem się jeszcze nie spotkałam. Z tego, co mi wiadomo, czytał „Ciekawe czasy”.

W powieści przeplatają się dwie historie. Głównym wątkiem jest przygoda Rincewinda, który został wysłany nie wiadomo gdzie. Znajduje się na pustynnym kontynencie. Zajmuje się tam na ogół przetrwaniem i staraniem się nie wpaść w kłopoty. Kto czytał poprzednie książki z serii o tym magu, wie, że to jest niemożliwie. Wiele razy będzie musiał uciekać przed niebezpieczeństwami, kogoś tam pokona (przypadkiem)... będzie musiał też uratować cały kontynent. Nie, aby chciał. Robił wszystko, aby tego nie zrobić. Czy mu się uda?
– Wspominają o IksIksIksIks w „Wężach wszystkich narodów” Wrenchera – poinformował kierownik studiów nieokreślonych. – Jest tu napisane, że na kontynencie żyje bardzo niewiele jadowitych węży... O, jest też przypis. – Przesunął palec w dół stronicy. – Piszą: 'Większość z nich została wybita przez pająki'. Dziwne, doprawdy...

piątek, 21 kwietnia 2017

Na skraju strefy część pierwsza.

Jak już kiedyś pisałam, wydawnictwo Fabryka Słów kojarzy mi się głównie z fantastyką. Ich najbardziej znanym cyklem jest Fabryczna Zona. Skupia ona powieści z tematyki postapokaliptycznej. Wiecie, stalkerzy, mutanty, walki, promieniowanie, bandyci i tym podobne. Znikoma ilość romantyzmu, za to dość dużo brutalności i krwi. Mnie nie trzeba dwa razy namawiać.

Ten cykl jest podzielony na grupy tematyczne jak „S.T.A.L.K.E.R.”, z którym dziś mamy do czynienia. Powieści w ramach tych grup są ze sobą luźno powiązane (tutaj chodzi o grę), choć zdarzają się serie, tak ja przy omawianej powieści.

Dmitrij Petrenka jest żołnierzem. Służy w kompanii karnej gdzieś na końcu świata. Nie jest może to praca marzeń, ale w gruncie rzeczy nie jest aż tak źle. Służba jest dość spokojna. Czasem się ubije jakieś mutanta, który za blisko się zbliży, jednak większość żołnierzy pije i bliżej poznaje płeć przeciwną. Niby nie wolno, ale kto się tam by przejmował. Życie naszego bohatera się zmienia, gdy odkrywa zwłoki swojego przełożonego.

W wojsku Dmitrij się dowiedział, że w Zonie nikt nie mieszka, można trafić tylko na mutanty. Właściwie nikt nie badał porządnie tej strefy. Bohater nawet nie zdaje sobie sprawy, jak szybko będzie musiał nauczyć się tam przeżyć.

Na początku w książce nic się nie dzieje. Dopiero po jakimś czasie akcja wzbiera niczym strumyk, który zamienia się w rzekę. Powiem szczerze, że odradzałabym czytanie po nocach, jeśli macie słabe nerwy. Może nie możemy powiedzieć o horrorze, ale czuło się lekką grozę. Zmutowany Barszcz Sosnowskiego śnił mi się po nocach.

środa, 19 kwietnia 2017

Ciąg dalszy przygód Andrew.

Andrew ukończył pięcioletnią służbę i zaciągnął się jeszcze raz. Pracował za pomocą technologii, po broń sięgał niezbyt często. Głównie był wysyłany do wojny z Dryblasami. Ludzie nie byli w stanie obronić przed nimi swoich kolonii, więc niszczyli całą planetę łącznie z najeźdźcami. Skoro my nie możemy utrzymać swoim ziem, to nikt ich nie będzie miał.
Jednak nie zaciągnąłem się na nowo dla pieniędzy, ale dlatego, że nie wiedziałem, czym innym mógłbym się zająć. Wszystkie mój fachowe umiejętności związane były z rozmaitymi metodami zabijania oraz z tajnymi systemami sieci neuronowych, raczej niezbyt przydatnymi w cywilnym świecie. Nie za bardzo miałem ochotę wrócić na Ziemię i zając mieszkanie komunalne, w którym mieszkałbym do szybkiej śmierci
Podczas czytania tej części czułam pewien niedosyt. Pierwsza połowa była zwyczajnie nudna. Jak pisałam, bohater zajmował się głównie obsługą sprzętu, więc większość „akcji” polegała na rozmowach przez radio, czasem została rzucona atomówka, ale ogólnie emocje jak na grzybach. Zdarzył się także wypadek, który wzbudził obawę o życie głównego bohatera. A raczej wzbudziłby, gdyby nie to, że oczekiwałam PRZYPADKU, dzięki któremu Andrew wyjdzie z tego bez szwanku. No i była taka losowa sytuacja. Na szczęście ostatnia w tej powieści.

Przeszkadzało mi więcej rzeczy. Bohaterowie, a raczej ich brak. W pierwszej połowie niby ktoś tam się przewinął, ale ci ludzie byli tak nieistotni, że nie warto o nich pamiętać. Miałam wrażenie, że Grayson jest sam w wielkiej przestrzeni. Czytając książkę, myślałam o tym, że przydałoby się także więcej danych o sprzęcie, którym posługują się ludzie. Właściwie jakiekolwiek informacje. Bo nie wiemy nic. Nie obraziłabym się także o odrobinie szczegółów o obcych. Nic straconego. Z tego, co wiem, autor przygotowuje szóstą część serii. Może coś jeszcze się wyjaśni.
Chciałem nie zgodzić się z mamą, ale część mnie przyznawała, że inwazja Dryblasów na Ziemię stanowiłby akt miłosierdzia dla naszego gatunku. I tak większą część swojej historii spędziliśmy, próbując się nawzajem unicestwić. W ten sposób przynajmniej jakiś bezstronny sędzia z zewnątrz rozstrzygnąłby raz na zawsze wszystkie waśnie ludzkości.
Osobom, którym podobał się wątek Halley może przeszkadzać jej brak. Na osłodę dostajemy jakieś zupełnie nieromantyczne zaręczyny na początku, po czym ona znika. Mnie to nie wadziło, jednakże autor mógł wtrącić parę słów o jej losach. Co jeszcze? Ach przemyślenia głównego bohatera na temat idiotyczności postępowania ziemian. Jestem takiego samego zdania, co Andrew. Wspólnota Północnoamerykańska właściwie nie miała pieniędzy, walczyła z obcymi (znacznie bardziej rozwiniętymi technologiczne) za pomocą starego sprzętu. Jednocześnie toczyła wojny z ZCR, swoimi obywatelami, a nawet własnymi żołnierzami. Mnie to aż te przemyślenia nie wadziły, ale uważam, że było ich odrobinę za dużo.

Żołnierze, którymi ciężko było sterować, zostali zesłani na mały, lodowaty księżyc gdzieś na peryferiach pod pretekstem misji wojskowej. Wśród „szczęśliwców” był Andrew oraz jego była przełożona. Na szczęście od tego momentu wróciło to, co za co kocham tę serię. Akcja, odrobina humoru (niestety troszkę za mało), ciekawi bohaterowie. Nie będę mówić, co się działo, ale warto. Jak już się zaczęło, to nie mogłam się oderwać.
Nie sądziłem, abyśmy w czymkolwiek byli lepsi od ZCR. Nasze motywy z pewnością nie były szlachetniejsze niż ich i posługiwaliśmy się identycznymi metodami. Jeśli sytuacja miała rozwijać się jak do tej pory, czekało nas jeszcze parę lat, najwyżej dekada, zanim wszystkie nasze kolonie zostaną zajęte przez obcych, i w tym otrzymanym na kredyt czasie potrafiliśmy jedynie zabijać się nawzajem, jak dwa rozpieszczone dzieciaki kłócące się, jak podzielić wspólny pokój, podczas gdy wokół płonie dom.
Do języka użytego w książce nie mogę się przyczepić. Oczywiście język jest prosty, pojawiają się wulgaryzmy, ale taki sposób wyrażania się w książce postaci nadaje autentyczności. Niby jak wojsko ma się wysławiać? Korekta także nie zawodzi. Po prostu wydawnictwo takie jak Fabryka Słów nie może sobie pozwolić na fuszerkę. Jednakże niesamowicie irytowało mnie nadużywanie słowa „naczalstwo”. Tak wiem, to jest potocyzm, żaden błąd. Ale ile można? Mamy tyle synonimów, że nie musimy cały czas używać jednego słowa.

Ta część jest odrobinę słabsza niż poprzednia. Dopiero druga połowa dała mi to, czego szukam w rozrywce tego typu. Pierwsza była przegadana, nieco mi się dłużyła. Ostatecznie jednak dostałam to, co kocham i uwielbiam. Niestety nie mogę o tym opowiadać, aby nie zdradzić fabuły, ale powiem, że bardzo mnie zaskoczył bieg wydarzeń i zachęcam gorąco do zapoznania się z tą serią. Nie mogę się doczekać, aż zostanie wydane „Natarcie”. Jestem ciekawa też jaki cel na dodawanie kart do książek? Czyżbyśmy mieli całą talię uzbierać?

Dziękuję za książkę portalowi DużeKa, oraz wydawnictwu Fabryka Słów.

Czytam Fantastykę V

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Raz, dwa, trzy, giniesz ty!

O Dagmarze Andryce słyszałam niewiele. Kusił mnie jej debiut „Tysiąc”, ale jak to się mówi, „nie było okazji”. Autorka z wykształcenia jest filozofką, pasjonuje się Szwecją, uwielbia kino. Obie książki z serii o Marcie Witeckiej zbierają w większości wysokie oceny oraz pozytywne opinie. Gdy pojawiła się okazja na zrecenzowanie „Trąf, trąf, misia, bela”, stwierdziłam, że nie mogę przepuścić takiej okazji.

Sam pomysł na historię mnie się niezwykle podoba. Do głównej bohaterki, dziennikarki śledczej podczas spotkania autorskiego podchodzi pewna kobieta. Mówi, że jej rozproszeni po Polsce przyjaciele giną, a policja mylnie nie łączy ze sobą tych morderstw. Marta Witecka pierwotnie nie chce się mieszać, ale w końcu się interesuje sprawą i przeprowadza dziennikarskie śledztwo.

Kim są przyjaciele? Byli sportowcy, wiele lat temu utworzyli na obozie coś w rodzaju bractwa. Elitarną, silną i tajemniczą grupę, do której inne dzieciaki nie miały wstępu, choć bardzo chciały. Trzeba powiedzieć, że one nie miały łatwego życia. Na co dzień w domu towarzyszyła im patologia jak przemoc, czy molestowanie. Razem czuli się silni, a nie jak ofiary. Czy ktoś gnębiony przez nich miał motyw, aby ich zabijać? A może to małżonek, który nie lubił członków bractwa? A może to ktoś jeszcze inny? Czy głupia gra, dziecinna wyliczanka ma związek ze śmiercią kolegów?

Oczywiście, to, że zabójstwa są ze sobą powiązane, to bardziej niż oczywiste. Inaczej nie byłoby historii godnej książki. Dziennikarka śledcza ma trudne zadanie, ponieważ dorośli już członkowie bractwa chcą się dowiedzieć, kto im zagraża, jednocześnie ukrywają dość istotne fakty. Jednakże z każdą rozmową dowiadujemy się coraz więcej o ich wzajemnych relacjach, powiązaniach czy grzeszkach z przeszłości.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Dwie one i jeden on.

Co myślicie, gdy słyszycie słowo „bigamia”? Jaki obraz się nasuwa na stwierdzenie „on i dwie kobiety”. Czytałam i słyszałam setki razy o mężczyznach skazanych za bigamię, mających podwójne życie, kłamiących i raniących. Nie trzeba szukać daleko, bo kto nie słyszał, lub nie przeżył zdrady? Historia, o której opowiada książka „Żony jednego męża”, jest zupełnie inna. Opowiada o nietypowej rodzinie. Czy można dzielić się mężczyzną z inną kobietą i być szczęśliwą?

Anna Fryczkowska. Urodziła się w roku 1968 w Warszawie. Studiowała filologię włoską i scenopisarstwo. Pisze scenariusze do seriali. Pracowała między innymi jako tłumaczka i dziennikarka. Jej twórczość była wielokrotnie nagradzana. Na przykład w zeszłym roku otrzymała Różę Gali za powieść „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”, o czym informuje nas okładka. Wg Wikipedii obecnie mieszka na Żoliborzu, gdzie umieściła akcję książki, którą opisuję.

Na początku widzimy Dobrochnę. Nie wiemy do końca, kim ona jest, ale widzimy coś, co można określić jako depresję. Kobieta spędza większość czasu w łóżku, nie wychodzi z domu, obserwuje świat przez okno. Co doprowadziło do takiego stanu? Co się stało wcześniej?

Ogarnijmy tę rodzinkę. Na początku Wojtek poznał Anitę. Przypadkiem, niemal od razu ich relacja przerodziła się w związek. Mężczyzna umiał słuchać i się troszczyć. Kobieta, mimo że była samodzielna i pozornie twarda, doceniała siłę męskiego, wspierającego ramienia. Jednakże nigdy nie chciała bawić się w ślub, dzieci i prowadzenie domu. Gdy zaszła w ciążę Wojtek postanowił zatrudnić pomoc domową, głównie z troski o swoją kobietę. Ta dość szybko się zakochała w pracodawcy (ze wzajemnością).

sobota, 8 kwietnia 2017

Jak będzie wyglądała ziemia za 100 lat?

Fabryka Słów znana jest głównie z fantastyki. Z pewnym rozrzewnieniem wspominam trylogię „Achaja” Ziemiańskiego. To od niej zaczęłam przygodę z magami, wojownikami i niezwykłymi przygodami. Wydawnictwo to wypuściło serię, znaną i dość popularną „Fabryczna Zona”, ale ile można czytać o świecie po apokalipsie? Czas wyrwać się z tego padołu łez. Umożliwić to ma nam nowa seria „Fabryczna Galaktyka”.


Przyznam się szczerze, że o ile fantastykę czytywałam, tak ze science fiction mówiącego o podróżach międzyplanetarnych, wojnach z innymi cywilizacjami, czy wojskach kosmicznych, nie znamy się za bardzo. Nie tak dawno zaliczyłam fall start z „Zabójczą sprawiedliwością” oraz częścią drugą tego... no nieważne. Postanowiłam się jednak nie zrażać i dać gatunkowi drugą szansę.

środa, 5 kwietnia 2017

Jak wasze postanowienia noworoczne?

Czym się kierujecie, wybierając książkę do czytania? Ja zazwyczaj patrzę na recenzje osób o podobnym guście do mojego oraz na oceny na portalu książkowym. Co zrobić w sytuacji, w której znajdują się recenzenci? Propozycje płyną jeszcze przed premierą. I tutaj można sugerować się opisem (czy tematyka mi odpowiada?), nazwiskiem autora, czy popularnością tytułu za granicą (w przypadku tłumaczeń). Twórczości Małgorzaty Mroczkowskiej nie znam, ale temat jak najbardziej dla mnie. Lubię komedie obyczajowe. Tylko nie tę.

Co mówi strona lubimyczytac.pl o autorce?
Skończyła politologię na UMCS w Lublinie. Przez wiele lat pracowała jako reporterka i dziennikarka. Nagradzana w wielu konkursach literackich. Prywatnie matka dwójki dzieci i posiadaczka labradora. W wolnych chwilach maluje obrazy i pielęgnuje kwiaty w swoim miejskim ogrodzie.
Założycielka portalu dla polskich rodzin mieszkających na stałe w Wielkiej Brytanii mumsfromlondon.com.
Mieszka i pracuje w Londynie, dokąd wyjechała z Warszawy w 2004 roku.
Od siebie dodam, że wg wyżej wymienionego portalu, książka, którą trzymam w rękach, jest szóstą. Ciekawe, dlaczego nie słyszałam wcześniej o autorce.

Poznajemy Basię, mężatkę i matkę dwójki dzieci. Ma 39 lat i bardzo chce schudnąć. Nie, aby coś w tej kwestii robiła. Próbuje różnych diet z kolorowych czasopism, a niepowodzenia zajada krówkami. Bohaterka pracuje w biurze. Nie mam pojęcia, czym się to biuro zajmuje, to nie jest istotne. Ważne jest to, że zebrało się tam coś w rodzaju „kółka wzajemnej adoracji” kobiet będących na wiecznej diecie. Tak więc cały dzień rozmawiają o tym, kto schudł, kto utył, o jakich dietach i sposobach wspominają w gazetach. Z tego gadania nie wychodzi bynajmniej nic mądrego. Ot takie ploteczki dla zabicia czasu.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Co czai się w piwnicy?

Kiedyś pisałam, że autor horrorów nie ma łatwego zajęcia. Podobnie jest z twórcami thrillerów. Wywołać napięcie samymi słowami potrafią jedynie nieliczni. Udało się to na przykład Sebastianowi Fitzkowi. „Pasażer 23”, to był strzał w dziesiątkę, miał wszystko to, co powinien zawierać thriller. Napięcie, akcję, przekonujących bohaterów, intrygującą tajemnicę. Na książce, którą opisuję, znajduje się rekomendacja wyżej wymienionego pisarza.

Gabriel w wieku jedenastu lat przeżył koszmar. Jego rodzice zostali zamordowani, a dom spłonął. Do tego przedtem zobaczył coś, czego nie powinien. Wyparł je z podświadomości, ale te wspomnienia i obrazy czają się w mroku...

Około trzydziestu lat później, bohater prowadzi dość monotonne życie. Jego cały dzień wypełnia praca, właściwie w niej mieszka. Nie ma żony, własnego mieszkania, hobby, znajomych. Ciąża kobiety, z którą się spotyka, zmienia nastawienie mężczyzny. Postanawia wziąć odpowiedzialność za dziecko i zamieszkać z Liz. Gabriel się miota i nie może zdecydować, czy tego naprawdę chce. Gdy kobieta zostaje porwana, podejmuje zdecydowane kroki, aby ją odnaleźć.

Czytając prolog i pierwsze rozdziały, byłam dobrej myśli. Autor umie przyciągnąć czytelnika i zbudować napięcie. Byłam bardzo ciekawa, co to za zagadka, gdzie się podziała Liz, co takiego się kryje w willi, którą Gabriel sprawdzał, i tak dalej i tak dalej. Powiem szczerze, że nie mogłam się oderwać.

Akcję widzimy z perspektywy kilku bohaterów: Liz, Gabriela oraz Davida (jego brata). Kreacje bohaterów całkiem mi się podobają. Myślę, że nie są na mistrzowskim poziomie, ale napisane są dość dobrze, większość zyskała moją sympatię i nawet im kibicowałam.

sobota, 1 kwietnia 2017

Jak żyć dobrze?

Życie mamy jedno – to wie każdy. Jak to, że nikt nie dostaje instrukcji. Rodzimy jako czysta kartka. To rodzina, środowisko, szkoły kształtują nas jako ludzi. Czasem podczas tego procesu wystąpi jakiś problem. Albo to kartka nie jest do końca czysta? Czasem czujemy, że nasze życie nie jest takie jak powinno. Czasem coś nam doskwiera. Co wtedy? Do kogo się zwrócić?


W tej książce nie zajdziemy sposobów na to, „jak żyć”, „jak osiągnąć sukces”, „jak być szczęśliwym”. My z naszymi historiami i doświadczeniami jesteśmy zbyt skomplikowani, aby dopasować do nas jeden klucz. Nie znajdziemy też tutaj porad jak przeżyć idealne, wolne od trosk życie. Mamy tutaj około dwudziestu wywiadów z psychoterapeutami, psychologami i psychiatrami. Autorzy rozmawiają ze specjalistami między innymi o osobowości narcystycznej, o wyznaczaniu granic dzieciom, o żałobie, o wsparciu osoby chorej na depresję.

środa, 29 marca 2017

Nowa powieść Katarzyny Kwiatkowskiej.

Z prozą Katarzyny Kwiatkowskiej miałam do czynienia raz w 2015 roku. Powieścią „Zbrodnia w szkarłacie” całkowicie zawładnęła moim czytelniczym sercem. Książka ta była niemal doskonała, zaczynając od okładki, poprzez kreację bohaterów, akcję, napięcie, na samej zagadce kończąc. Dlatego też zasiadając do kolejnej części, miałam spore oczekiwania. I ogromny zapał.

Jan Morawski wraz ze swym przyjacielem i kamerdynerem w jednej osobie przybywają do Poznania, aby rozwikłać zagadkę fałszerzy niemieckich banknotów. Akcja zaczyna się od spotkania z człowiekiem, który zajmuje się sprawą na zlecenie Banku Rzeszy. Oskar Krause, który był Niemcem, ginie krótko po spotkaniu z bohaterem, za chwilę zostaje zabity chłopiec — goniec. Wszystkie podejrzenia spadają na Morawskiego, pewien niemiecki policjant „uwziął się” na polskiego detektywa i za wszelką cenę chce wsadzić go do więzienia.


Cała sprawa jest niezwykle delikatna, jej rozwikłanie będzie miało poważne skutki dla Polaków. Niemieckie władze szukają czegokolwiek na naszych rodaków, aby móc „dokręcić śrubę germanizacji”. Czy w całą sprawę może być wmieszana Hakata? Tymczasem w Poznaniu trwa karnawał i nasz bohater znaczną część energii musi poświęcić życiu towarzyskiemu.

poniedziałek, 27 marca 2017

A niech to gęś kopnie!

Co zrobić, aby zająć i wyciszyć dziecko? Dać mu spokojne zajęcie. Idealnie do tego nadają się farbki, kredki, wycinanki. A czy nie można zająć w ten sposób dorosłego? Oczywiście, że można. Nie bez kozery powstają coraz to nowe kolorowanki dla dorosłych. Od kolorowanek dla dzieci, te różnią się przede wszystkim poziomem skomplikowania. Pola do wypełniania są mniejsze, obrazki bardziej rozbudowane. Dzieci dopiero ćwiczą motorykę, uczą się dokładności, dorośli natomiast czerpią inne korzyści. Podczas kolorowania można się uspokoić, wyciszyć i przemyśleć parę spraw.


Czym ta kolorowanka różni się od innych? Jej dowcip polega na przekleństwach. Jednakowoż nie uświadczymy tutaj słów wulgarnych. Można złość, czy emocje wyrażać na wiele oryginalnych i ciekawych sposobów. Wiele mnie zaskoczyło i rozśmieszyło. Znaliście takie przekleństwa jak: na baranie rogi, o wciórności, czy bo strzelę ambę? Bo jasny gwint, czy niech cię gęś kopnie, to znają wszyscy.

piątek, 24 marca 2017

Dlaczego dzielimy świat na „nas” i „ich”?

Pamiętacie, jacy byliście, jak mieliście 9 lat? Jakie mieliście marzenia? Plany? Co zaprzątało Wam myśli? Mały Bruno nie różnił się od innych dzieci. Miał trzech najlepszych przyjaciół, chciał zostać odkrywcą, nie lubił swojej siostry, za to kochał i podziwiał ojca. Na świecie panowała wojna, ale on jej nie doświadczał. Wiódł beztroskie życie rozpieszczonego chłopca z bogatego domu.

Sielanka została przerwana, gdy zjawił się Furia i dał ojcu bohatera niezwykle ważną dla narodu pracę. Jest to swego rodzaju wyróżnienie. Tylko chłopiec nie podzielał entuzjazmu. Nowe miejsce nie było zbyt przyjazne dla dzieci. Żyli w odosobnieniu, Bruno widział jedynie żołnierzy, a nauczyciel nie pochwalał pasji ucznia – powieści przygodowych. Chciał go uczyć jedynie historii i geografii.

Podczas zakazanej wyprawy poznaje Szmula. Dziecko w piżamie z farmy. Chłopców dzieli wszystko: kraj pochodzenia, narodowość, status społeczny, miejsce w hierarchii (jeden należał do narodu wybranego, drugi dla społeczeństwa był wart tyle ile wesz). Wbrew pozorom wiele ich łączy. Urodzili się tego samego dnia 15.04.1934 roku, zostali zmuszeni do zmiany miejsca zamieszkania, nikt nie liczył się z ich zdaniem, nikt im nic nie tłumaczył. To właśnie niewiedza i naiwność spowodowały, że chłopczyk zaprzyjaźnił się z Żydem.

Rodzice Bruna wychowywali łagodnie, choć surowo. Oczywiście rozmawiali z nim, pytali się go o zdanie, ale ostatecznie nie był on brany na poważnie. Wiadomo, że ostatnie słowo miał ojciec, niezależnie od poglądów reszty rodziny. Książka opowiada także o wpływie wojny, pracy w obozie zagłady na całą rodzinę. Chłopiec nie do końca wie, co się dzieje, ale my tak.

wtorek, 21 marca 2017

Co kryje się pod tą niezwykłą okładką?

Z gatunkiem science fiction za dużego doświadczenia nie mam. O ile klimaty post-apokaliptyczne nieco „liznęłam”, tak nowe technologie, podróże międzygwiezdne, czy pozaziemskie cywilizacje już niekoniecznie. Staram się poszerzać swoje horyzonty, więc czasem sięgam po coś zupełnie nowego. Nie tak dawno czytałam książki z cyklu „Imperium Radch”. Nie było to szczęśliwe spotkanie. Teraz sięgnęłam po innego przedstawiciela gatunku SF, z nadzieją na coś lepszego. Co ciekawe zostały one wydane nakładem tego samego wydawnictwa, co felerna seria.


Na początek powiem, że imię Sylvain wydawało mi się żeńskie. Oczywiście na skrzydełku zakładki jest zdjęcie faceta z zarostem, ale kto tam zagląda? O Neuvelu – mężczyźnie jak się okazało – wiem niewiele. Pochodzi z Kanady, studiował językoznawstwo na dwóch uczelniach... i tyle. Oczywiście powodu tutaj należy szukać w tym, że „Śpiący giganci”, to jego debiut, więc nie jest on zbyt popularny.

Rose Franklin na jedenaste urodziny dostaje rower. Mimo sprzeciwu rodziców postanawia wypróbować nowy sprzęt. Podczas przejażdżki zapada się ziemia, a dziewczynka ląduje na czymś, co przypomina gigantyczną dłoń. Siedemnaście lat później już jako dorosła kobieta prowadzi pracę nad tajemniczym zjawiskiem. Całą sprawą interesuje się tajemniczy człowiek, który przejmuje kontrolę nad badaniami.

Szczerze mówiąc, podchodziłam do książki jak do przysłowiowego jeża. Opinie były tak różne, że nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Nie można nie wspomnieć o oryginalnym sposobie tworzenia powieści. Nie mamy tutaj narratora i dialogów. Książka składa się z raportów, prowadzonych dzienników, artykułów prasowych i nagrywanych rozmów.

sobota, 18 marca 2017

Czego tak naprawdę się obawiamy?

Od dziecka się czegoś boimy. Czy dzieci mnie polubią? Czy mama będzie zadowolona z ocen? Czy mu się podobam? Na ile procent zdam maturę? Czy daję wszystko, co najlepsze mojemu dziecku? Kto sobie nie zadał choć jednego takiego pytania, niech podniesie rękę. I tak to strach powoduje, że zarywamy noce, ucząc się, po imprezie – bo przecież nie mogę wyjść na sztywniarę. Wypruwamy sobie żyły, zostając po godzinach – bo szef oczekuje, a tu zwolnienia. Bo zapominamy o sobie troszcząc się o męża, dziecko, przyjaciółkę, matkę, sąsiadkę. Gubimy się w tym wszystkim i zaniedbujemy. Książka leży odłogiem „bo nie mam czasu”, zapominamy, jak wygląda kino, na obiad głównie hot-dog i mrożonki, włosy proszą się o fryzjera. Która z nas nie miała takiego etapu w życiu?

To ten strach każe nam myśleć, że będziemy złymi przyjaciółkami, jeśli nie popędzimy na gwizdnięcie, złymi córkami, bo matkę boli noga, a nas tam nie ma, złymi pracownicami, złymi matkami, złymi żonami...

O tym lękach mówi pozycja, którą trzymam w rękach. Od dziecka uczymy się, że należy spełniać czyjeś oczekiwania, być najlepszą w wielu dziedzinach, porównywać się do innych, być miłe, uczynne... Nikt nas nie uczy być dobrym dla siebie.
Wyruszasz właśnie w podróż, w której pod naszym czujnym okiem dotrzesz do najbardziej niedostępnych miejsc. Głęboko pod krytycyzmem, negatywnymi osądami i sabotażem znajduje się bezbronna, uczuciowa część ciebie, pełna wstydu, strachu, złości; część, która może czuć się niekochana i niewiele warta. Nie brzmi to szczególnie radośnie, prawda? Jeśli jednak pragniesz mocnej i trwałej przemiany, musisz zajrzeć głęboko, by odkryć i uleczyć te najbardziej bezbronne części samej siebie.
U wielu kobiet te obawy są tak duże, że je paraliżują, każą robić coś wbrew sobie i swojemu szczęściu. Wiele nawet nie wie, czemu czuje w życiu pustkę. Ładny dom, stała praca, mąż... niby wszystko jest, ale ciągle czuć jakiś niedosyt. W „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” autorki pomagają odkryć to, co nas naprawdę dręczy. Nazwanie i narysowanie naszego strachu pomoże nam się z nim zmierzyć. Od wieków wiadomo, że łatwiej walczyć z tym, co znamy.

sobota, 4 marca 2017

Konkurs Bez Okazji 2

Czyściłam biblioteczkę. Cześć książek sprzedaję, część idzie do paru szczęśliwców.

Konkurs Bez Okazji 2.



Dziś do wygrania zupełnie inne książki niż ostatnio. Dwie książki z Uniwersum Metro 2033. „Ciemnie tunele” oraz antologię „Szepty zgładzonych”. Obie książki są nowe. Tradycyjnie do zestawu zostanie dołączona słodka przekąska. Tym razem pytanie jest inne.

piątek, 3 marca 2017

Rozwiązanie Konkursu Bez Okazji.

Wiem, że wszyscy na to czekali, więc bez zbędnych wstępów ogłaszam wyniki. Zwyciężczynią Pierwszego Konkursu Bez Okazji jest: Jagoda G!
Zazwyczaj to moim bliskim sprawiam spontaniczne niespodzianki. Najczęściej jest to kupno jakiś drobiazgów które sprawią bliskim radość. Jednakże czasem nawet dla nieznajomych robię coś bez okazji i o takiej historii właśnie tu opowiem. Rzecz się działa niedawno, podczas ferii. Byłam w pobliskim pasażu na zakupach. I w holu tegoż pasażu na czas ferii były zorganizowane różne zajęcia dla dzieci, np. malarstwo, rysunek itp. I gdy przechodziłam obok to z jednego ze stoisk zaczepił mnie pan. I mówi, że robią z dziećmi papierowe zakładki do książek i czy nie poświęciłabym chwili czasu na to by z tymi dzieciakami te zakładki powycinać. Decyzja była spontaniczna – z miejsca się zgodziłam. A jako że książki to temat mi bliski i prac artystycznych się nie boję to pokazałam dzieciaczkom jak się robi zakładki DIY (one miały szablony tylko na zwykłe, proste). I tak robiłam z dziećmi zakładki. Efekt: zachwycone zakładkami dzieci, które nie nudziły się w ferie.

Zgodnie z regulaminem zwyciężczyni ma 10 dni na przesłanie mi swojego adresu. Już niedługo te książeczki będą Twoje:

czwartek, 2 marca 2017

Grzędowicz po raz trzeci.



I znów wracamy do „Pana Lodowego Ogrodu”. Nie powiem, aby się wyjaśniło, dlaczego książka się tak nazywa. Mogę powiedzieć tylko tyle, że bohaterowie dotrą do tytułowego miejsca. To wyspa. Tam zawiezie ich lodowy statek, którym nauczył się sterować Vuko. Myślał, że to van Dyken chce go ściągnąć i zabić. Nieco się zdziwi.
Wyskoczyli za burtę, ktoś poślizgnął się na oblodzonych deskach pomostu.
- Co teraz? - zapytał Spalle, kiedy stali już na brzegu.
- Teraz będzie próbował odtajać i wyleźć, jak powiedział – zauważył Warfir, zapinając ciężki pas.
- To dobrze, bo tamci wszyscy z widłami i hołoblami strasznie się spieszą, żeby nas powitać. [...]
Spalle przesadził. Tłum biegnący do drakkara rzeczywiście wyposażył się w widły i siekiery, ale z każdym krokiem coraz mniej był tłumem i coraz mniej biegł.
W pobliże pomostu podeszło zaledwie pięciu ludzi i to ostrożnym krokiem.
Filar też nie ma za lekko. Bez Brusa, zdany na siebie i wiernych ludzi, których poznał całkiem niedawno. Mimo że jest chłopcem jeszcze, musi zacząć podejmować męskie decyzje. Zdaje sobie sprawę, że od niego zależy życiu mężczyzn, którzy my towarzyszą. Daje się pojmać jako niewolnik. Tak, przyszły cesarz kładzie się obok soli i innych towarów jako rzecz, którą można kupić.

sobota, 25 lutego 2017

Historia niezwykłej przyjaźni.

Siedmioletnie dziewczynki potrafią bardzo się od siebie różnić. Niektóre twierdzą, że od dawna są dorosłe, i biada tym, którzy ośmielą się z nimi nie zgodzić. Inne są absolutnie i całkowicie zatracone w świecie swych dziecinnych sekretów i ani myślą wpuszczać do niego dorosłych, a jeszcze inne (i tych jest najwięcej) nie zdążyły dotąd zdecydować, do którego obozu należą i zależności od dnia, godziny, a nawet chwili, potrafią pokazać zupełnie inne oblicze niż to, które znałeś do tej pory.
Anna była jedynym dzieckiem profesora lingwistyki. Posługiwała się biegle wieloma językami. Pewnie znała ich więcej, niż ja słyszałam. Była niezwykle rozpieszczona. Bo kto ulegnie urokowi małej, mądrej blondyneczki? Nawet gdy trwała wojna, ojciec otaczał dziewczynkę ochronnym kokonem. Starał się, aby ta nie odczuwała okropieństw, które ją otaczają. Ona jednak widziała, co się dzieje, choć nie potrafiła zrozumieć dlaczego.

Aż jej ojciec wyszedł na zebranie, z którego nigdy nie wrócił. Co myślał ojciec, gdy wiedział, że jego jedyne dziecko zostało samo, mieszkanie jest zamknięte? Mógł mieć tylko nadzieję, że ktoś się zajmie Anną. Osoba, u której przez parę godzin miało dziecko zostać, tego nie zrobiła. Dziewczynka stała się jeszcze jednym dzieckiem wojny. Nikogo nie obchodziła.
Może się wydawać, że to trochę dziwne, ale w wieku siedmiu lat Anna wciąż nie zdołała zrozumieć, na jakich zasadach działa ten świat naprawdę. Siedem krótkich lat jej życia znaczyła seria niesamowitych zwrotów i wstrząsów – odejście matki, nadejście wojny, a teraz jeszcze zniknięcie ojca. O ile dobrze zrozumiała, tak wyglądała Kolej Rzeczy. To, co człowiek dobrze zna, nie trwa długo, to, do czego jest przyzwyczajony, nagle znika. Jak na wychuchaną siedmioletnią dziewczynkę Anna niezwykle skutecznie nauczyła się sztuki przystosowywania. Jeśli ktoś przemawiał do niej w swoim języku, ona zawsze odpowiadała w tym samym.

Anna spotkała człowieka, który wywarł na niej ogromne wrażenie. Jak ona posługiwał się wieloma językami, był elegancko ubrany i umiał przywoływać ptaszki.

wtorek, 21 lutego 2017

Powrót do sagi z dzieciństwa.

Są takie książki, do których mam wielki sentyment. Czytałam je w dzieciństwie, wiele lat temu. Nie pamiętam zbyt wiele z ich treści, ale mam w głowie jeszcze emocje z nimi związane. „Saga o Ludziach Lodu”. Z niecierpliwością czekałam na kolejne tomy w bibliotece, a te, co zdobyłam, pochłaniałam. Ostatnio znalazłam świetną okazję na zakup paru tomów i postanowiłam sobie odświeżyć serię.

Zaraza nie rozróżnia podziałów społecznych. Uderza na zmianę i w tych, co stoją nisko, i w tych, co stoją na górze.
Poznajemy Silje. Dziewczyna ma dopiero 16 lat, ale zdołała już dużo przecierpieć. Straciła wszystkich bliskich w zarazie a właściciel majątku w którym mieszkała, kazał jej się wynieść. Nikogo nie interesowało, co się z dziewczyną stanie. I tak żebrała o zgniły chleb, ogrzewała się przy ogniu palącym zwłoki i walczyła z gwałcicielami.