Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 29 stycznia 2017

„Dlaczego związek wystarczająco dobry jest lepszy niż związek idealny?”

W dzisiejszym świecie nie stawia się już na jakość, oryginalność. Produktów nie tworzy się już na lata. Ta nowość, na którą się rzucimy dziś, za pół roku będzie stara. To dotyczy wszystkiego: sprzętu AGD, telefonów, telewizorów, ubrań, samochodów, butów, mebli... Pojawi się coś nowego, coś lepszego, nowocześniejszego. Człowiek współczesny podąża za ilością, za modą. A ponieważ odpowiedni standard życia kosztuje, startuje w wyścigach: o lepsze stopnie, o lepszą uczelnię, lepszą pracę, szybszy awans. Taki tryb życia sprzyja powstawaniu centrów handlowych, hipermarketów... Wszystko w jednym miejscu. Co więcej, takie traktowanie zasobów, przekłada się na relacje. Chcemy ideału, poszukujemy czegoś najlepszego, a jak się popsuje, to na śmietnik.

„Dlaczego związek wystarczająco dobry jest lepszy niż związek idealny?”
Okładka tej książki jest przyjemna. Czerwono-biała, minimalistyczna i pasująca do treści. Publikacja jest podzielona na 15 rozdziałów. Każdy z nich jest rozmową. Autorzy dyskutują z psychologami, terapeutami, seksuologami i psychiatrami na temat współczesnych związków. Poruszają wiele tematów i problemów. Nie patrzyli na nie przez pryzmat wiary, nauki, przyjętych norm. Powoływali się na swoje doświadczenie z pracą z parami.
„Konfucjusz powiedział: „Mamy dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, kiedy zorientujemy się, że mamy tylko jedno”. VI wiek przed naszą erą, a wciąż bardzo trafne.”

czwartek, 26 stycznia 2017

Czy zostawilibyście kiedykolwiek dziecko samo w domu?

Mówi się, że gdy pierwsze dziecko połknie monetę, rodzice dzwonią po karetkę. Gdy drugie – czekają oni, aż organizm sam się jej pozbędzie. Trzeciemu odejmuje się z kieszonkowego. Zabawne, choć jest w tym sporo prawdy. Rodzice, mając pierwsze dziecko, uczą się jak postępować, na co pozwolić latorośli. Oczywiście można poczytać milion poradników, przejrzeć tysiące vlogów i blogów, radzić się wszelkich „super niań”, trenerów, pediatrów oraz swoich babć, ale nic tak nie uczy, jak praktyka.


Anne uczyła się być dobrą matką. Widziała inne, lepsze i czuła, że nie daje sobie rady. Ona miała problemy z laktacją, dziecko było marudne, potrzebowało więcej uwagi, niż inne... i jeszcze ta depresja poporodowa... A przecież to nie miało być tak. Inne kobiety dają radę z trójką dzieci, etatem, spełnianiem swoich pasji, sprzątaniem. Przy tym same wyglądają, jakby przed chwilą wyszły od kosmetyczki.

Kobieta czuje, że zawiodła. Przecież jej matce wszystko szło intuicyjnie. Podstawowym błędem, jaki robi, jest praca cały czas. Nie ma możliwości odpoczynku. Jedynymi osobami, z jakimi się spotyka to młode matki i psycholog. Nie ma przyjaciółki, zainteresowań, radości. Dlatego tak ważne było wyjście do sąsiada na urodziny. Niestety w ostatniej chwili opiekunka odwołała przyjście. Mąż jednak nalegał na wyjście. Mają elektroniczną nianię, będą zaglądać do niej co pół godziny. Co się może stać? Na przykład to, że Anne będzie bawić się gorzej niż źle, patrząc na sąsiadkę flirtującą z jej mężem.

Albo może ktoś porwać dziecko...

wtorek, 24 stycznia 2017

Jaki jest Midgaard?



Od jakiegoś czasu prześladowały mnie recenzje tetralogii „Pan Lodowego Ogrodu”. Każda, bez wyjątku, zachwalała cykl. Nie sięgnęłam od razu po tom pierwszy, ale jak większość książek, ta musiała dojrzeć na wirtualnej półce.

Rzecz zaczyna się na Ziemi. Kilkadziesiąt lub nawet kilkaset lat w przód. Ludzie są dostatecznie rozwinięci, aby badać odległe planety. Ostatni naukowcy nie wrócili z wyprawy, nie dali znaku życia i bohater powieści (Vuko, cywil) rusza z misją ratunkową. Zostaje uzbrojony w broń białą, garść wiedzy, dotyczącej Midgaardu, żywność, złoto, ubrania i najpotrzebniejszy sprzęt. Nie można zapomnieć o cyfralu. Jest to urządzenie, które ogranicza strach, za to zwiększa szybkość, pozwala zrozumieć tubylców i porozumiewać się ze zdobytym koniem. Ma wytyczne, aby każdego, kto odkryje, kim jest. zabić, nie ingerować w sprawy mieszkańców planety i zniszczyć wszelkie dowody na obecność innych cywilizacji w kosmosie.
Najciekawszą rzeczą jest to, że urządzenia elektroniczne psują się na tej planecie. Tam nie rządzi technika, ale magia. To dla przybysza jest niewiarygodne.

Vuko vel Nocny Wędrowiec po pierwsze musi dostać się do stacji badawczej, ustalić, dlaczego nie ma z nimi kontaktu i ewentualnie sprowadzić ich z powrotem. Pestka. Czyżby?

niedziela, 22 stycznia 2017

Wampir w PRL? Krew na kartki?

Parę miesięcy temu poszłam do biblioteki. Chciałam wypożyczyć poleconą mi przez czytelniczą grupę książkę „Brudna robota”. Książka, o której piszę, została wzięta przypadkiem i czekała dwa miesiące na swoją kolej. Swego czasu czytałam „Kuzynki”, ogromnie podobało mi się połączenie historii, legend i dobrego humoru. Sądziłam, że tą książką się nie zawiodę. A jak było?

Gosia zajęła miejsce, obok Marty. Założyła nogę na nogę. Położyła na blacie podręcznik, oprawiony w papier z nadrukowanym portretem Limahla. Obok wylądował zeszyt obłożony w okładkę z Limahlem. Wyjęła jeszcze piórnik z nadrukiem przedstawiającym Limahla i dopiero rozejrzała się po klasie.
Poznajemy młodą dziewczynę. Jej życie kręci się wokół szkoły (nie jest zbyt pilną uczennicą), chłopaku (który robi małe interesy) oraz Limahlu (bożyszczu nastolatek, który jest gejem). Gdy dowiaduje się, że jej połówka jest z nią dla paszportu, odbiera sobie życie. Czyżby koniec opowieści? Ależ nie, to dopiero początek. Budzi się w trumnie, bierze wszystko za głupi żart i wraca do domu. Tam jej nie przyjmują zbyt serdecznie. Cóż za eufemizm! Strzelają do niej! Dziewczyna musi się nauczyć żyć z piętnem wampira. Początkowo nie wierzy, potem ją sytuacja bawi, potem odkrywa, ile niebezpieczeństw się z tym wiąże.

piątek, 20 stycznia 2017

Z Zuzanną spotkanie drugie.

W książce „Takie rzeczy tylko z mężem” poznajemy Zuzannę. Kobieta zdaje się prowadzić spokojne i szczęśliwe życie. Niestety nie do końca tak jest. Utknęła w punkcie, którego wiele kobiet się obawia. Maż jej nie dostrzega. Niby tam wspomni, że ją kocha. Niby coś tak jej rzuci, że jest piękna. Jednak co rusz wymyśla jakieś „męskie” hobby, woli spędzać noce na wyprawach niż z własną żoną w łóżku, ich życie skurczyło się do wspólnego domu, kuchni, dziecka. O jakiejkolwiek intymności, seksie, czy rozmowie nawet nie ma mowy. Nic więc dziwnego, że nowy mieszkaniec domu (wuefista) budzi w niej to, co dawno zasnęło.

Seria, którą mam przyjemność czytać jest zupełnie inna niż ta o Sosenkach. Nie przypomina też dramatu „Bez Ciebie”. Nie mamy do czynienia ze zdradą, biciem, upokarzaniem, budowaniem życia od nowa. Bo to, że facet nie podnosi ręki, nie wystarczy. Kobieta chce czuć się ważna, doceniania, pożądana. Czasem jest tak, że ogień, który kiedyś buzował — przygasa, zamiast miłości jest wygoda. Tak wygoda. Bo nie trzeba się starać, nie trzeba zabiegać. Ona jest już moja. On jest mój. Tak jakby ten pierścionek na placu gwarantował cokolwiek. Nie gwarantuje.

Co nie znaczy, że mamy od razu się rozwodzić i szukać szczęścia gdzie indziej. Zuzanna chciałaby być partnerką oraz kochanką i niby w poprzedniej części cos zaczęła robić w tym kierunku, ale szybko porzuciła to „coś” i wdała się w dziwną relację z wuefistą. Nie był to romans. Do niczego wszak nie doszło. To była tylko wzajemna fascynacja. Podobała mi się wewnętrzna walka bohaterki między miłością i obowiązkiem a przelotnym romansem i obudzoną seksualnością. Nie jestem pewna, co ja bym wybrała.

środa, 18 stycznia 2017

„Odrodzić się z popiołów” - dr Akiko Mikamo

Przede mną ciężkie zadanie. Cokolwiek napiszę o tej książce, będzie banalne. Moje słowa będą brzmieć mdło, wobec słów dr Akiko Mikamo. Zaraz opiszę książkę po przeczytaniu której moje całe życie wydaje się nijakie, a problemy miałkie, bez żadnego znaczenia. Ale jest to historią, którą należy znać. Opisuje ona wydarzenia, które nigdy nie powinny się wydarzyć, a tym bardziej powtórzyć. Jest głosem zabitych, okaleczonych, tych ze zmarnowanymi szansami. W imię czego?

Na początku trzeba przypomnieć, dlaczego w ogóle Ameryka zaatakowała Japonię. Niemcy, Włochy i Japonia zawiązały pakt, w którego imię wzajemnie się wspierały w swoich działaniach. Podobnie jak dwa wspomniane kraje europejskie Japonia miała zapędy imperialne. Potrzebowała surowców, aby zaspokoić potrzeby prężnie rozwijającego się Cesarstwa. Wyspy, na których leży omawiany kraj były pozbawione potrzebnych zasobów. Na pierwszy ogień poszły Chiny. Działania Cesarstwa zaniepokoiły USA, których interesy były zagrożone. Konflikt się zaogniał. Japonia, wiedząc, że Stany Zjednoczone nie pozwolą na ekspansję Azji, zaatakowała Pearl Harbor. To był tylko pokaz siły, wrogości i braku poszanowania jakichkolwiek zasad. Na przykład tych, które nakazywały zostawienie w spokoju państw neutralnych. Nie będę się tutaj rozwodzić nad konsekwencjami, przebiegiem konfliktu. Powiem tylko, że Japonia na swoich działaniach nie wyszła najlepiej. Skapitulowała we wrześniu 1945 roku. Niecały miesiąc po ataku jądrowym na Hiroszimę.*

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wierzysz w cuda?

Pisanie bloga niesie konkretne korzyści. Pierwszym i największym plusem jest poznawanie ludzi, którzy mają podobne zainteresowania do moich. Drugim jest to, że jak sięgam po kontynuację serii, mogę sobie odświeżyć informacje i odczucia dotyczące poprzednich tomów. Na moją pamięć nie mam co liczyć, w szczególności, gdy przerwa w czytaniu serii trwa ponad rok. Tak jest właśnie w tym przypadku. Książkę „Uroczysko” czytałam w październiku 2015 roku. Dawno temu prawda? To było moje pierwsze spotkanie z prozą Magdaleny Kordel i wtedy już zakochałam się w mieszkańcach Malowniczego, w Mai, jej córce, Czarku, Florianie i całej ferajnie.
Nie ma niczego smutniejszego niż grudzień, który wygląda jak listopad. Może dlatego, że sam listopad wystarcza, by człowieka przygnębić na amen. Dawniej grudnie były bardziej przyzwoite. Zaczynały się przymrozkami, szronem i niewielkimi opadami śniegu, który przykrywał przemielone z błotem liście i otulał świat wyciszającą warstwą. Leontyna przepadała za pierwszym śniegiem i ciszą, którą ze sobą przynosił. Dawniej, bo w ostatnich latach świat zwariował, a wraz z nim pogoda straciła na przyzwoitości. Nie można było polegać na miesiącach ani porach roku.
Maka poskładała sobie życie i wyszła na prostą. W jej pensjonacie co rusz ktoś się melduje, ma stabilną pracę, odchorowała sprawę z byłym mężem. Oczywiście nie jest całkiem różowo: córka, jak to nastolatka, się buntuje, szefowa skutecznie jej zatruwa życie, pensjonat nie przynosi odpowiednich zysków i jeszcze na głowę zwala się przyjaciółka z dawnych lat, która pragnie się wyszaleć... i jeszcze afera „Szopkagate”.
Szepnęłam do Helenki, że za te kłamstwa usmażymy się w piekle jak skwarki.
- Nawet jeżeli, będziemy skwierczeć w dobrym towarzystwie – odszepnęła mi optymistka Helenka [...]
.”

sobota, 14 stycznia 2017

Co grozi ludzkości i Ziemi?

DOPROWADZAJĄC INNE GATUNKI DO ZAGŁADY, LUDZKOŚĆ PODCINA GAŁĄŹ NA KTÓREJ SIEDZI
Jednym z najczęściej podnoszonym problemów ostatnich dni (jeśli chodzi o ekologię), jest problem smogu w wielu miastach w Polsce. Nie trzeba się interesować tym problemem, aby wiedzieć o czym mówię. Satyrycy ze wszystkich stron chętnie informują o problemie czytelników, za pomocą memów i komiksów, ekolodzy biją na alarm, a niektóre miasta wprowadzają darmową komunikację miejską. Gdy człowiek się trochę zainteresuje, trafią na wiele niepokojących tematów: zagrożone gatunki zwierząt i owadów, wycinka Puszczy Białowieskiej, uprawy oleju palmowego, zanieczyszczenia pochodzące z fabryk, zwierzęta zaplatane w plastikowe odpadki, gigantyczne wysypiska śmieci, skażenie wody, powietrza i ziemi... Tego, co wyprawiamy z Ziemią jako gatunek, jest tyle, że nie starczyłoby mi życia, aby to opisać.

Nie jestem ekoterrorystką, choć temat ten mnie interesuje. Gdy tylko pojawiła się propozycja przeczytania książki Elizabeth Kolbert „Szóste wymieranie”, nie wahałam się ani chwili. Zanim opiszę moje wrażenia z lektury, ustalmy sobie jedną sprawę. Pozycje naukowe nie są dla mnie. Nużą mnie daty, wydarzenia, nazwiska... To nie dla mnie. Jednakże postanowiłam spróbować z tą. Jak mi poszło?

wtorek, 10 stycznia 2017

Czym dla Ciebie jest hygge?

Czym jest szczęście? Zdaje się, że nie można go zmierzyć. Po pierwsze dla każdego z nas słowo to oznacza coś innego. Po drugie na szczęście składa się zbyt wiele czynników. Jednakże ONZ postanowiło przeprowadzać badania mierzące poziom szczęścia na świecie. Od roku 2012 co roku jest publikowany raport na ten temat. „Zwycięzcą” w rankingu została Dania. W większości rankingów ona króluje. Jedynie w 2015 spadła na trzecie miejsce.
Jest to bardzo ciekawe odkrycie. W Danii przez większość roku panuje zima, jest niewiele słońca, język przypomina wysławianie się po niemiecku z kartoflem w ustach, a podatki... cóż nie należą do najniższych.

Autor książki, którą mam przed sobą, zawodowo zajmuje się badaniem szczęścia (klawa praca co nie?). Mieszka i pracuje w Danii. Postanowił on przybliżyć nam powody takiego stanu rzeczy.

Zwraca uwagę na to, że kraj, w którym mieszka jest niezwykle opiekuńcze, ludzie czują się bezpieczni, tego kraju nie nawiedzają klęski żywiołowe, rower jest powszechnym środkiem transportu (sport ma duży wpływ na szczęście i zadowolenie z życia). Jednak ta publikacja jest poświęcona zjawisku znanym jako „hygge”. Ciężko jednym słowem określić, czy jest to zjawisko. Jakbym miała użyć paru słów, byłyby to: poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, odprężenie, relaks.

Taki sposób spędzania wolnego czasu nie jest niczym nowym. Czyżby? Obecnie świat jest nastawiony na więcej, szybciej, drożej. Gonimy za pieniądzem, większym domem, lepszą torebką. Hygge to jest właśnie świadome zwolnienie rytmu. Mam wrażenie, że jest to cos więcej niż wieczorna randka z książka i ciepłą herbatą. Zdaje się, że jest to filozofia nastawiona na czerpanie z życia tego, co najlepsze. Doskonałe wyważenie między obowiązkami a odpoczynkiem.

sobota, 7 stycznia 2017

Święta w krzywym zwierciadle.

„Ludzie jednak zawsze niejasno zdawali sobie sprawę z problemu, jakim są początki. Zastanawiali się głośno, jak dociera do pracy kierowca pługu śnieżnego, albo gdzie autorzy słowników sprawdzają pisownię słów. Mimo to istnieje odwieczne pragnienie, by w skręconych, poplątanych, skłębionych sieciach czasoprzestrzeni znaleźć taki punkt, który można wskazać metaforycznym palcem i stwierdzić, że tutaj właśnie wszystko się zaczęło...”
Nie tak dawno pisałam o książce traktującej o jednym z największych współczesnych pisarzy fantasy (choć sam jest już niestety historią). O ile przy tamtej książce przysypiałam, tak powieści mistrza kocham i uwielbiam. W tym wpisie pozwolę sobie także na kilka słów odnośnie do ekranizacji książki. No to lu.

Jak powszechnie wiadomo, Pratchett często inspiruje się i wyśmiewa mity, bajki i znane fantastyce motywy. Tym razem wybór padł na bajki opowiadane dzieciom. Jak ta o Wróżce Zębuszce i Świętym Mikołaju.

W noc przed Nocą Strzeżenia Wiedźm (czyli w naszą Wigilię) Świat Dysku przemierza Wiedźmikołaj w saniach zaprzęgniętych w wieprze. Rozdaje dzieciom prezenty, wchodząc przez komin, wypija sherry, zjada pasztecika i rusza dalej. Powinien przynajmniej tak zrobić. Z niewyjaśnionych powodów „Grubasa” nie ma. Czy ma to związek z tajemniczą wizytą tajemniczych (i bogatych) gości w siedzibie Gildii Skrytobójców? Jaki w tym wszystkim mają udział Wróżki Zębuszki? I co w stroju Wiedźmikołaja robi Śmierć?
„Kłopot polegał na tym, że Gildia Skrytobójców przyjmowała młodych chłopców i zapewniała im doskonałe wykształcenie, a przy okazji uczyła zabijać w sposób czysty i obojętny, albo dla pieniędzy, albo dla dobra społeczeństwa, a w każdym razie dla dobra tej części społeczeństwa, która miała pieniądze; a jaka inna część społeczeństwa się liczy?”
Na to wszystko odpowiedź znaleźć musi (a raczej chce, kierowana ludzką ciekawością) Susan. Wnuczka Śmierci. Ona to, chciała odciąć się od dość niecodziennej rodziny i być normalną kobietą. Może i by była, gdyby nie potwory, które zabija pogrzebaczem.

środa, 4 stycznia 2017

Budzisz się w trumnie. Co robisz?

Każde dziecko wyczekuje urodzin. Cóż można w ten dzień robić? Można zjeść czekoladę na śniadanie. Można dostać tort i cukierki w szkole. No i najważniejsze – prezent. Bohaterka powieści, którą właśnie odłożyłam, bardziej przejmowała się nielubianą szkoła, koleżankami, które jej dokuczały. Okazuje się jednak, że ma większe problemy niż wredne rówieśnice.

Nie może przypomnieć sobie większości szczegółów dotyczących jej życia, nawet imion przyjaciół, rodziców, swojego... Wraz z przebudzeniem bohaterka zauważa coraz więcej problemów. Jest skrępowana w pudle (trumnie?) i coś ją „kąsa” w szyję.

Dziewczyna wydostaje się z pułapki i znajduje się w pokoju, który jest wypełniony trumnami. Po kolei uwalnia resztę towarzyszy niedoli. Żaden z nich nie wie, jak się nazywa, co się tu dzieje, ale wszyscy utrzymują, że mają dwunaste urodziny. Tylko czemu wyglądają na prawie dwadzieścia lat?