Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 10 stycznia 2017

Czym dla Ciebie jest hygge?

Czym jest szczęście? Zdaje się, że nie można go zmierzyć. Po pierwsze dla każdego z nas słowo to oznacza coś innego. Po drugie na szczęście składa się zbyt wiele czynników. Jednakże ONZ postanowiło przeprowadzać badania mierzące poziom szczęścia na świecie. Od roku 2012 co roku jest publikowany raport na ten temat. „Zwycięzcą” w rankingu została Dania. W większości rankingów ona króluje. Jedynie w 2015 spadła na trzecie miejsce.
Jest to bardzo ciekawe odkrycie. W Danii przez większość roku panuje zima, jest niewiele słońca, język przypomina wysławianie się po niemiecku z kartoflem w ustach, a podatki... cóż nie należą do najniższych.

Autor książki, którą mam przed sobą, zawodowo zajmuje się badaniem szczęścia (klawa praca co nie?). Mieszka i pracuje w Danii. Postanowił on przybliżyć nam powody takiego stanu rzeczy.

Zwraca uwagę na to, że kraj, w którym mieszka jest niezwykle opiekuńcze, ludzie czują się bezpieczni, tego kraju nie nawiedzają klęski żywiołowe, rower jest powszechnym środkiem transportu (sport ma duży wpływ na szczęście i zadowolenie z życia). Jednak ta publikacja jest poświęcona zjawisku znanym jako „hygge”. Ciężko jednym słowem określić, czy jest to zjawisko. Jakbym miała użyć paru słów, byłyby to: poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, odprężenie, relaks.

Taki sposób spędzania wolnego czasu nie jest niczym nowym. Czyżby? Obecnie świat jest nastawiony na więcej, szybciej, drożej. Gonimy za pieniądzem, większym domem, lepszą torebką. Hygge to jest właśnie świadome zwolnienie rytmu. Mam wrażenie, że jest to cos więcej niż wieczorna randka z książka i ciepłą herbatą. Zdaje się, że jest to filozofia nastawiona na czerpanie z życia tego, co najlepsze. Doskonałe wyważenie między obowiązkami a odpoczynkiem.

Spotkałam się z zarzutem, że stosując się do rad autora, można jedynie nabawić się otyłości. Nie jest to prawda. Wielokrotnie autor zwraca uwagę, że jego wieczory hygge były poprzedzone sportem, albo pracą. Owszem, przyjemne jest wieczór z ulubionym filmem, kawałkiem ciasta i przyjaciółmi. A teraz sobie wyobraźcie, jak zmęczeni zrzucacie buty, po całym dniu załatwiania sprawunków, bierzecie piwo z lodówki i rozkoszujecie się wieczorem. To brzmi jeszcze przyjemniej. Tu nie chodzi o to, aby postawić jedynie na przyjemności. Wyrzuty sumienia i myślenie o czekającej nas pracy wcale nie odpręża. A gwiazdka przeżywana co dzień przestaje być wyjątkowa. Jak pisałam wcześniej, ważne jest znalezienie złotego środka między tym, co muszę a tym, co chcę.

Autor pisze ciekawie. Czasem zabawnie. Nie traktuje o sprawach abstrakcyjnych, mówi o swoich doświadczeniach, zwracając uwagę, że dla każdego hygge będzie oznaczać coś innego. Są jednak stałe elementy. Przeczytać możemy, jak ważne są ciepłe napoje (w Danii na pewno), świece, rowery, kominki i zaufani przyjaciele. Powiem szczerze. Niezależnie od tego, czy hygge wydaje się Wam wymysłem i chwilową modą, warto jednak przeczytać tę książkę i zastosować, choć parę rad w swoim życiu.

Na koniec powiem o wydaniu. Książka jest mniejsza niż standardowa. Doskonała do torebki albo „zestawu ratunkowego hygge”. Okładka mi się podoba. Ładna, minimalistyczna. W środku, prócz treści, znaleźć możemy wiele zdjęć, nawiązujących do treści. Jak na mój gust jest ich zbyt wiele, choć parę z nich dodaje uroku publikacji. Dla łasuchów mam informację, że znalazło się parę ciekawych przepisów. 6/10

2 komentarze:

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.