Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 18 stycznia 2017

„Odrodzić się z popiołów” - dr Akiko Mikamo

Przede mną ciężkie zadanie. Cokolwiek napiszę o tej książce, będzie banalne. Moje słowa będą brzmieć mdło, wobec słów dr Akiko Mikamo. Zaraz opiszę książkę po przeczytaniu której moje całe życie wydaje się nijakie, a problemy miałkie, bez żadnego znaczenia. Ale jest to historią, którą należy znać. Opisuje ona wydarzenia, które nigdy nie powinny się wydarzyć, a tym bardziej powtórzyć. Jest głosem zabitych, okaleczonych, tych ze zmarnowanymi szansami. W imię czego?

Na początku trzeba przypomnieć, dlaczego w ogóle Ameryka zaatakowała Japonię. Niemcy, Włochy i Japonia zawiązały pakt, w którego imię wzajemnie się wspierały w swoich działaniach. Podobnie jak dwa wspomniane kraje europejskie Japonia miała zapędy imperialne. Potrzebowała surowców, aby zaspokoić potrzeby prężnie rozwijającego się Cesarstwa. Wyspy, na których leży omawiany kraj były pozbawione potrzebnych zasobów. Na pierwszy ogień poszły Chiny. Działania Cesarstwa zaniepokoiły USA, których interesy były zagrożone. Konflikt się zaogniał. Japonia, wiedząc, że Stany Zjednoczone nie pozwolą na ekspansję Azji, zaatakowała Pearl Harbor. To był tylko pokaz siły, wrogości i braku poszanowania jakichkolwiek zasad. Na przykład tych, które nakazywały zostawienie w spokoju państw neutralnych. Nie będę się tutaj rozwodzić nad konsekwencjami, przebiegiem konfliktu. Powiem tylko, że Japonia na swoich działaniach nie wyszła najlepiej. Skapitulowała we wrześniu 1945 roku. Niecały miesiąc po ataku jądrowym na Hiroszimę.*

W książce poznajemy młodego chłopca. Shinji. Chłopiec chciał się uczyć, niestety wojenna rzeczywistość ograniczała mu możliwości rozwoju. Z opowieści wynikało, że Japonia bardziej interesowała się działaniami wojennymi, niż swoimi obywatelami. Żywność była wydzielana, brakowała wszystkiego. Do tego wydano rozporządzenie według, którego domy w niektórych dzielnicach miały zostać rozebrane. Wiele z nich było budowanych z drewna i papieru, co powodowało poważne zagrożenie pożarowe, w przypadku ataku wojsk amerykańskich. To nawet wydawało się rozsądne. Natomiast totalnie nie mogę zrozumieć, że rodziny, które traciły swoje domostwa, nie dostawały żadnej pomocy ze strony Cesarstwa. Nikt się nie interesował, gdzie ci ludzie się podzieją. Na szczęście bohater z ojcem mieli gdzie się schronić. Ale co z innymi? Dodam, że władze wydały zakaz opuszczania miasta. Jedynie osoby starsze, czy chore mogły dostać przepustkę. Tak jak macocha Shinji, która zachorowała na marskość wątroby.
Pamiętam długie chwile nabrzmiałej grozą ciszy, którą co chwilę przerywały wrzaski, krzyki i skowyty dochodzące zza ścian magazynu. Skowyty mówiły o bólu. Wrzaski – o rozpaczy. Krzyki – o stracie bliskich.
W dzień, w którym bohater z ojcem mieli rozbierać dom, nieco ponad kilometr od nich została zrzucona bomba atomowa. W ciągu kilku chwil Hiroszima zmieniła się nie do poznania. Większość zabudowań zostało zmiecionych z powierzchni ziemi, a ludzie, którzy przeżyli, żałowali, że tak się stało.

Autorka bardzo sugestywnie opisuje tłumy poparzonych, pokaleczonych i połamanych ludzi, które przemierzały miasto w poszukiwaniu pomocy lekarskiej, wody, pożywienie i schronienia przed sierpniową spiekotą. Wielu z nich jej nie otrzymało. Jestem w stanie zaryzykować tezę, że większość mieszkańców umarło nie doczekawszy się pomocy. Autorka opisywała także warunki, w jakich była udzielana „pomoc”. Brak personelu, odpowiednich środków jedynie przedłużał agonię. Nic w tym dziwnego. Nie było lekarzy, środków opatrunkowych, wody pitnej, pielęgniarek, łóżek i tak dalej. Bohater miał to szczęście, że pracował dla wojska. Został zabrany do ośrodka zorganizowanego specjalnie dla pracowników tej instytucji. A i tam nie było różowo. Od leżenia na deskach nabawił się odleżyn, z braku znieczulenia miał przeprowadzona operację na tak zwanego „żywca”. Swoją dawkę znieczulenia oddał cierpiącej kobiecie. Gdy ludzie zaczęli zdrowieć, dała o sobie znać choroba popromienna.
Gdy urzędnik wręczył mi dokument, mój wzrok natychmiast przyciągnęła jedna pozycja w opisie. „Zgon z przyczyn nienaturalnych” – tego oto niezbyt zaszczytnego określono do rejestracji śmierci mojego ojca. Aż zagotowałem się z gniewu. Po prostu zaparło mi dech w piersiach, gdy przeczytałem ten banalny frazes. Mój ojciec stracił życie bezpośrednio w wyniku wojny, był jedną z setek tysięcy cywilnych ofiar konfliktu, który trwał wiele miesięcy dłużej, niż powinien.
Ta historia nie mówi tylko o cierpieniu i umieraniu. Bohater stracił całą rodzinę, dobytek, ale znalazły się życzliwe dusze, które wsparły w trudnych chwilach. Dzięki ich pomocy Shinji powoli wychodził na prostą, miał dach nad głową, znajdował dorywcze zajęcia. Na początek wystarczało, jednak to jego upór i pracowitość sprawił, że zaczął prowadzić własną działalność, był w stanie kupić dom, utrzymać siebie, żonę i trzy córki.
Moje życie leżało w gruzach, podobnie jak miasto wokół mnie. Trudno podnieść się z tej ruiny. Tym mocniej, że nie miałem obecnie rodziny. W Japonii rodzina to waluta. To bezpieczeństwo. Rodzina to szacunek w oczach innych ludzi. Po rodzinie poznaje się człowieka i jego miejsce w świecie. Samotny, osierocony przez wojnę, bez rodziny, która przemówi w moim imieniu, znaczyłem niewiele więcej niż uliczny szczur.
Ciekawą rzeczą jest to, że nie obwiniał wrogiego państwa o swoje nieszczęście. Potrafił nawet podziwiać pilota, który zrzucił pamiętną bombę. Oskarżał swój własny kraj o to, że doprowadziły do ruiny i prowadziły wojnę, której nie można było wygrać. Powiem szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z Japonią. Ciekawie było poznać ludzi tak różnych od współczesnych europejczyków. Z opowieści narratora wyłoniłam parę cech, które definiowały Japończyków. To duma, ale i pokora, karność. Nie mniej istotne było przywiązanie do tradycji i rodziny, upór, czy wdzięczność.
- Akiko, nie można nienawidzić Amerykanów. Owszem, zrzucili na nas bombę, ale nie można obarczać ich winą. Trzeba spojrzeć szerzej na to, co działo się wtedy na świecie. Winna jest sama wojna.
Autor opisu z tyłu okładki twierdzi, jakoby dr Akiko Mikamo napisała tę książkę, aby udowodnić czytelnikom, że nawet wrogowie mogą stać się serdecznymi przyjaciółmi. Nie bardzo rozumiem tę tezę. Sądziłam, że amerykanie w jakikolwiek sposób będą naprawiać szkody wyrządzone przez siebie. Nic takiego nie było. Czasem przeprowadzali badania, które miały mówić o wpływie promieniowania na organizm ludzki, ale nawet nie leczyli chorych (powszechne ubezpieczenie wtedy nie istniało). Nie zauważyłam żadnego motywu, który by udowadniałby tę teorię.

Uczymy się w szkole o amerykańskich atakach jądrowych na Japonię. Data, miejsca. To wszystko. Europejczycy nie interesują się tym wydarzeniem. Ktoś kiedyś zrzucił bombę atomową w jakimś kraju. Koniec. Z historii takich jak ta współczesne pokolenie może wyciągnąć lekcję. Mam nadzieję, że to zrobi. Nie wiem, czy jest to zasługa lekkiego pióra autorki, czy umiejętności tłumacza, ale książkę połknęłam. Ciężko mi było się od niej oderwać, choćby na chwilę. Nie mogę dać innego oceny niż 10/10.

*Chciałabym zauważyć, że jestem historycznie niepełnosprawna. Wiedzę czerpałam z Internetu, głównie z serwisu wikipedia.pl. Za wszelkie niezgodności przepraszam.

Post powstał we współpracy z portalem Duże Ka oraz wydawnictwem Prószyński i S-ka.

6 komentarzy:

  1. Książka jest niezwykła, prosta, poruszająca i pouczająca. Warto podkreślać to, że uczy tolerancji i konieczności zachowania w pamięci wydarzeń, ale nie urazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Często słyszymy, że "nienawidzę Niemców, bo coś tam". A tu bohater mówił "Nie są winni Amerykanie, tylko wojna"

      Usuń
  2. O kurcze, to chyba rzeczywiście mocna, ale i dobra książka. Chciałabym kiedys przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje, takie książki są potrzebne. Tylko szkoda, że muszą powstawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko że nikt z tego lekcji nie wyciąga.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.