Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 22 stycznia 2017

Wampir w PRL? Krew na kartki?

Parę miesięcy temu poszłam do biblioteki. Chciałam wypożyczyć poleconą mi przez czytelniczą grupę książkę „Brudna robota”. Książka, o której piszę, została wzięta przypadkiem i czekała dwa miesiące na swoją kolej. Swego czasu czytałam „Kuzynki”, ogromnie podobało mi się połączenie historii, legend i dobrego humoru. Sądziłam, że tą książką się nie zawiodę. A jak było?

Gosia zajęła miejsce, obok Marty. Założyła nogę na nogę. Położyła na blacie podręcznik, oprawiony w papier z nadrukowanym portretem Limahla. Obok wylądował zeszyt obłożony w okładkę z Limahlem. Wyjęła jeszcze piórnik z nadrukiem przedstawiającym Limahla i dopiero rozejrzała się po klasie.
Poznajemy młodą dziewczynę. Jej życie kręci się wokół szkoły (nie jest zbyt pilną uczennicą), chłopaku (który robi małe interesy) oraz Limahlu (bożyszczu nastolatek, który jest gejem). Gdy dowiaduje się, że jej połówka jest z nią dla paszportu, odbiera sobie życie. Czyżby koniec opowieści? Ależ nie, to dopiero początek. Budzi się w trumnie, bierze wszystko za głupi żart i wraca do domu. Tam jej nie przyjmują zbyt serdecznie. Cóż za eufemizm! Strzelają do niej! Dziewczyna musi się nauczyć żyć z piętnem wampira. Początkowo nie wierzy, potem ją sytuacja bawi, potem odkrywa, ile niebezpieczeństw się z tym wiąże.
- Czyli lepiej, żebyś nie wpadła w ich łapy... Ajaj... No to mamy problem, bo ja też powinienem teraz być w robocie.
- Może jak wyszczerzę zęby...
- To co?
- No kły mam. Uciekną i przejdziemy?
- Dziecko, to socjalistyczni milicjanci. Nawet nie wiesz, jak im na szkoleniach mózgi piorą. Duchy, wampiry, upiory, wróżki, czarodzieje dla nich w ogóle nie istnieją. Nie uwierzą w twoje istnienie, nawet jak kilku zagryziesz. To do bólu typowi mugole.
- Kto to są mugole?
- No tacy, którzy nie wierzą w nic, co niezwykłe. Klapki na oczach. Racjonalni ateiści.
Cóż mam o tej książce powiedzieć? Może zacznijmy od głównej bohaterki. Powiedzieć, że była idiotką to mało. Nie wiem, jak autorowi udało się stworzyć tak głupią i nieżyciową bohaterkę. Nawet nie wiem jak sformułować zarzuty wobec niej. Tyle absurdalnych zdań i stwierdzeń padło z jej ust, że nie wiem co wybrać. Oczywiście były fragmenty, gdy błysnęła inteligencją, ale nie było ich za wiele. A co z resztą bohaterów? Płascy, do bólu stereotypowi. Nudni.

Podało mi się umieszczenie akcji w czasach PRL, gdzie miano tępić ciemnotę, zabobon i religię. W tym celu została stworzona specjalna komórka do obserwacji i ewentualnej likwidacji jednostek podejrzanych jak wampiry. W książce pojawia się także motyw nieludzkich eksperymentów naukowych. Na początku autor delikatnie wprowadza nas do swoje wersji PRL, dodając coraz więcej absurdów. W pewnym momencie, mówiąc potocznie, przegina. Pojawiają się ożywione (nie wiadomo po co) mumie, super-wampiry jedzące mózgi, program kosmiczny z cementem, jako elementem naprawczym. A to nie wszystkie absurdy.
- Nie kopie się leżącego? - zaprotestował.
- Dlaczego nie? - Milicjantka tak się zdziwiła, że na chwilę przestała po nim skakać.
- Nie pamiętam. - jęknął.
- Tu masz przypomnienie! - Kopnęła go ponownie w czoło, aż zobaczył wszystkie gwiazdy.
Lubię absurdalny, wyolbrzymiony humor. Mroczne żarty, śmianie się z przywar i stereotypów, ale autor się tutaj zagalopował. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Akcja się gubi. Ciężko znaleźć jakąkolwiek logikę, połączyć wydarzenie w spójną całość, dojść, do czego powieść zmierzała. Przez większość czasu miałam wrażenie, że autor spisał paręnaście dowcipów i motywów, które mu się wybitnie podobają i je powrzucał. Byle gdzie.

Zapowiadało się fajnie, a wyszło... jak wyszło. Moim zdaniem z tego mogła być ciekawa historia, gdyby tylko autor znalazł złoty środek między umiarem i absurdem. Książkę czytało się łatwo, szybko. W warsztacie autora nic mi tam nie zgrzytało. Parę razy nawet się uśmiechnęłam. Umie pisać ciekawie i wciągnąć czytelnika w swoją opowieść. Niestety nie na tyle, aby mnie zaciekawić. Po „Wampira z MO” nie sięgnę. 5/10

Biorę udział w:
1. Czytam Fantastykę V.

12 komentarzy:

  1. Kiedy doszłam w tekście do "wampiry jedzące mózgi" padłam ze śmiechu? Serio? :D
    Czepiasz się mumii, a one takie fajne są... :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiła mnie ta książka, jednak raczej sobie ją odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też lubię absurdalny humor. Może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo a chciałam to kiedyś przeczytać. Niemniej, nie jestem szczególnie zdziwiona, że Ci się nie spodobało: Pilipiuk to grafoman :D Czytałam chyba 3, albo 4 jego książki i były OK, na wolne popołudnie, ale nie powiem, by jakoś zapadły mi w pamięć. Często ma fajne pomysły, ale pisze zbyt lekko, by wyszło z tego coś więcej.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kuzynki" ogromnie mi sie podobały. Reszty nie czytałam, więc ciężko się odenieść. Ale możliwe że masz rację :)

      Usuń
  5. Kiedyś chciałam sięgnąć po tę powieść, coś mnie do niej ciągnęło. Ale że nie wpadała w moje ręce, więc nie wyszło. Jak widać - nie ma czego w sumie żałować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko ja się tutaj rozczarowałam. Widziałam i słyszałam więcej głosów. Sięgnęłam po tę książkę wyłącznie dlatego, że miał to byś pastisz "Zmierzchu", jednak nie wystarczy wsadzić wampira, aby o parodii mówić.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.