Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 20 stycznia 2017

Z Zuzanną spotkanie drugie.

W książce „Takie rzeczy tylko z mężem” poznajemy Zuzannę. Kobieta zdaje się prowadzić spokojne i szczęśliwe życie. Niestety nie do końca tak jest. Utknęła w punkcie, którego wiele kobiet się obawia. Maż jej nie dostrzega. Niby tam wspomni, że ją kocha. Niby coś tak jej rzuci, że jest piękna. Jednak co rusz wymyśla jakieś „męskie” hobby, woli spędzać noce na wyprawach niż z własną żoną w łóżku, ich życie skurczyło się do wspólnego domu, kuchni, dziecka. O jakiejkolwiek intymności, seksie, czy rozmowie nawet nie ma mowy. Nic więc dziwnego, że nowy mieszkaniec domu (wuefista) budzi w niej to, co dawno zasnęło.

Seria, którą mam przyjemność czytać jest zupełnie inna niż ta o Sosenkach. Nie przypomina też dramatu „Bez Ciebie”. Nie mamy do czynienia ze zdradą, biciem, upokarzaniem, budowaniem życia od nowa. Bo to, że facet nie podnosi ręki, nie wystarczy. Kobieta chce czuć się ważna, doceniania, pożądana. Czasem jest tak, że ogień, który kiedyś buzował — przygasa, zamiast miłości jest wygoda. Tak wygoda. Bo nie trzeba się starać, nie trzeba zabiegać. Ona jest już moja. On jest mój. Tak jakby ten pierścionek na placu gwarantował cokolwiek. Nie gwarantuje.

Co nie znaczy, że mamy od razu się rozwodzić i szukać szczęścia gdzie indziej. Zuzanna chciałaby być partnerką oraz kochanką i niby w poprzedniej części cos zaczęła robić w tym kierunku, ale szybko porzuciła to „coś” i wdała się w dziwną relację z wuefistą. Nie był to romans. Do niczego wszak nie doszło. To była tylko wzajemna fascynacja. Podobała mi się wewnętrzna walka bohaterki między miłością i obowiązkiem a przelotnym romansem i obudzoną seksualnością. Nie jestem pewna, co ja bym wybrała.

Poprzedni tom skończył się na wypadku. Oczywiście bohaterka z niego wyszła mniej, więcej cało (inaczej ten wpis by nie powstał). Życie uratował jej narzeczony z lat młodzieńczych. Bez uprzedzenia wyjechał, zostawiając za sobą złamane serce. Teodor pojawił się w idealnym momencie. Heroiczny czym przyprawił mocnym uszczerbkiem na zdrowiu. Ponieważ nie ma w pobliżu rodziny ani znajomych, mąż Zuzanny zarządził, aby bohater przemieszkał u nich, aż nie stanie na nogi. Oczywiście nie był świadom, kim jest Teodor.
„Teodor patrzył na mnie przez chwilę, ale w końcu się uśmiechnął. - A więc ile to już lat? Dziesięć? I czterdzieści jeden dni, dopowiedziałam sobie w głowie, chociaż WCALE nie miało to dla mnie znaczenia.
Tutaj się pojawia problem, który najbardziej mnie irytuje. Zuzanna nie rozmawia ze swoim mężem. Najczęściej za to ubiera uśmiech, podczas gdy w jej wnętrzu się gotuje. A skoro ona nic nie mówi, skąd on ma wiedzieć, co ona czuje? Liczyłam na jakiś rozwinięcie postaci Ludwika, niestety facet schował się w cień jeszcze bardziej. Podobnie jak samo małżeństwo. Jakoś tak za dużo jest samej Zuzanny, za mało rodziny. Jej małżeństwo już nie przechodzi kryzysu, po prostu zniknęło.

Podobała mi się za to Kasia. Jej rola została rozwinięta ładnie. Dziewczyna zaczyna dojrzewać, otrzymuje to, czego pragnęła całe życie. Miłość i troskę. Takie bezinteresowne i szczere. Niestety gubi się w tym wszystkim i boi. Boi kochać i otrzymywać miłość, jednocześnie panicznie nie chce tego stracić. Jestem ciekawa, jak dalej będą przebiegać losy tej bohaterki.

Nieziemsko wprost irytowała mnie postać terapeutki, czy raczej trenerki personalnej. Po pierwsze niedopuszczalne jest, aby taka osoba na sesji mówiła o swoim prywatnym życiu i przenosiła problemy na pacjentkę. To nie jest spotkanie z przyjaciółką, do jasnej anielki. Zresztą dla mnie sprawiała wrażenie, lekko niezrównoważonej. Nie wyobrażam sobie takiej terapeutki u siebie.
- Nie mamusiu, nie trzeba. To wszystko przez Pawełka. Spojrzałam na niego zaskoczona. - Przez Pawełka? Cioci Ani? - zapytałam. - No. Bo on ma dziewczynę, wiesz? I opowiada mi, jakie to jest fajne. Ona nawet mu przynosi słodycze na plac zabaw, robi mu laurki, nawet trzymają się za rękę! Uśmiechnęłam się do niego. - I co, ty też byś tak chciał? - No. Bo ty mu mamusiu ostatnio tak mało kupujesz słodyczy, że trochę by się taka dziewczyna jednak przydała...
Przybyłek niestety w tej części mocno spłaszczyła postacie. Większość z nich zaczęła definiować jedna cecha, czy zachowanie, (jak matka Zuzanny – jak ta kobieta mnie irytowała, czy Jacek), inne niemal zniknęły (jak Marcel, Ludwik). Nie rozwijały się, niczym mnie nie zaskoczyły i nie zachwyciły.

Na szczęście zawsze mogę liczyć na dowcip i lekkość pióra autorki. 400 stron przeczytałam w niecałe dwie godziny. Czytało się sprawnie i szybko. Przede wszystkim przyjemnie. Na bank sięgnę po kolejną część, ponieważ jestem ciekawa losów bohaterów. Jak dla mnie 6/10. Ma nadzieję, że kolejny tom będzie tak dobry, jak pierwszy.

Wpis powstał we współpracy z portalem Papierowy Pies, oraz wydawnictwem.

5 komentarzy:

  1. Pomijając wszystkie mankamenty - scena z Matyldą Mak jest parodią wizyty u psychologa, wszystko tam jest nie tak, jak powinno być. Psycholog powinien zachowywać się dokładnie odwrotnie od Matyldy :) W trzecim tomie będzie dużo Ludwika. W końcu też szczerze pogadają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiesz, najlepsi mogą mieć gorszy czas. Na tyle dobrych pozycji ta i tak nie wypada tragicznie. To najważniejsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz raję (nawet Ty czasem ja masz). Z drugiej strony ta książka zbiera pozytywne recenzje. Nie wszystko musi mi się podobać.

      Usuń
  3. Ja też czekałam, aż w końcu normalnie ze sobą porozmawiają... Humor - to jest to, co lubię w książkach Agaty. :)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.