Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

sobota, 25 lutego 2017

Historia niezwykłej przyjaźni.

Siedmioletnie dziewczynki potrafią bardzo się od siebie różnić. Niektóre twierdzą, że od dawna są dorosłe, i biada tym, którzy ośmielą się z nimi nie zgodzić. Inne są absolutnie i całkowicie zatracone w świecie swych dziecinnych sekretów i ani myślą wpuszczać do niego dorosłych, a jeszcze inne (i tych jest najwięcej) nie zdążyły dotąd zdecydować, do którego obozu należą i zależności od dnia, godziny, a nawet chwili, potrafią pokazać zupełnie inne oblicze niż to, które znałeś do tej pory.
Anna była jedynym dzieckiem profesora lingwistyki. Posługiwała się biegle wieloma językami. Pewnie znała ich więcej, niż ja słyszałam. Była niezwykle rozpieszczona. Bo kto ulegnie urokowi małej, mądrej blondyneczki? Nawet gdy trwała wojna, ojciec otaczał dziewczynkę ochronnym kokonem. Starał się, aby ta nie odczuwała okropieństw, które ją otaczają. Ona jednak widziała, co się dzieje, choć nie potrafiła zrozumieć dlaczego.

Aż jej ojciec wyszedł na zebranie, z którego nigdy nie wrócił. Co myślał ojciec, gdy wiedział, że jego jedyne dziecko zostało samo, mieszkanie jest zamknięte? Mógł mieć tylko nadzieję, że ktoś się zajmie Anną. Osoba, u której przez parę godzin miało dziecko zostać, tego nie zrobiła. Dziewczynka stała się jeszcze jednym dzieckiem wojny. Nikogo nie obchodziła.
Może się wydawać, że to trochę dziwne, ale w wieku siedmiu lat Anna wciąż nie zdołała zrozumieć, na jakich zasadach działa ten świat naprawdę. Siedem krótkich lat jej życia znaczyła seria niesamowitych zwrotów i wstrząsów – odejście matki, nadejście wojny, a teraz jeszcze zniknięcie ojca. O ile dobrze zrozumiała, tak wyglądała Kolej Rzeczy. To, co człowiek dobrze zna, nie trwa długo, to, do czego jest przyzwyczajony, nagle znika. Jak na wychuchaną siedmioletnią dziewczynkę Anna niezwykle skutecznie nauczyła się sztuki przystosowywania. Jeśli ktoś przemawiał do niej w swoim języku, ona zawsze odpowiadała w tym samym.

Anna spotkała człowieka, który wywarł na niej ogromne wrażenie. Jak ona posługiwał się wieloma językami, był elegancko ubrany i umiał przywoływać ptaszki.

wtorek, 21 lutego 2017

Powrót do sagi z dzieciństwa.

Są takie książki, do których mam wielki sentyment. Czytałam je w dzieciństwie, wiele lat temu. Nie pamiętam zbyt wiele z ich treści, ale mam w głowie jeszcze emocje z nimi związane. „Saga o Ludziach Lodu”. Z niecierpliwością czekałam na kolejne tomy w bibliotece, a te, co zdobyłam, pochłaniałam. Ostatnio znalazłam świetną okazję na zakup paru tomów i postanowiłam sobie odświeżyć serię.

Zaraza nie rozróżnia podziałów społecznych. Uderza na zmianę i w tych, co stoją nisko, i w tych, co stoją na górze.
Poznajemy Silje. Dziewczyna ma dopiero 16 lat, ale zdołała już dużo przecierpieć. Straciła wszystkich bliskich w zarazie a właściciel majątku w którym mieszkała, kazał jej się wynieść. Nikogo nie interesowało, co się z dziewczyną stanie. I tak żebrała o zgniły chleb, ogrzewała się przy ogniu palącym zwłoki i walczyła z gwałcicielami.

piątek, 17 lutego 2017

„Kolejny rozdział” - Agata Kołakowska.



Z prozą Agaty Kołakowskiej, nie miałam wcześniej do czynienia. Do książki, którą chwilę temu odłożyłam, ciągnęło mnie wszystko: przepiękna okładka, opis sugerujący oryginalną historię, a nawet imię autorki. Oczekiwania miałam ogromne. A jak wyszło?

Autorka pochodzi z Wrocławia, kocha „Anię z Zielonego Wzgórza”, Prusa i Patricka Swayze. Kołakowska jest dość płodna. Naliczyłam jej jedenaście powieści obyczajowych. I nie wiem, dlaczego o niej wcześniej nie słyszałam.

Poznajemy poczytną autorkę thrillerów. Osiągnęła ogromny sukces, jest częstym gościem programów telewizyjnych, dziennikarze chcą przeprowadzać z nią wywiady, ma dorastającą córkę, męża, dom... Czego chcieć więcej od życia? Jednak nie jest tak kolorowo, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Kalinie brakuje chęci, iskry, motoru do działania. Frustruje się książką, do której nie ma natchnienia, stosunki z mężem są raczej chłodne, poprzednia powieść okazała się klapą, wydawca ją ponagla, z siostrą wiecznie rywalizuje...

wtorek, 14 lutego 2017

Co się dzieje na Strychu Świata?

Książka, którą mam przed sobą przyciągnęła mnie swoją okładką. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. Trochę czytałam, więc można pomyśleć, że mądrzej dobieram literaturę. A to nic się nie uczy. Czemu? Już piszę.

Uwielbiam wszelkie satyry i absurdalny dowcip. Należę jeszcze do pokolenia, które wychowały „Hot shots”, „Akademia policyjna” czy „Strzelając śmiechem”. Kto widział, ten wie, o czym mówię. Od jakiegoś czasu szukam jakiegoś utworu literackiego, który zaprezentuje podobny poziom do wspomnianych filmów. Opis „Strychu Świata” napełnił mnie nadzieją na dobrą rozrywkę. Jak było?
„Bank, w którym trzymała jakieś resztki zasobów, nieoczekiwanie przysłał jej krótką notę:
Polubiliśmy twoje pieniądze, to było silniejsze od nas.
Jeśli nie chcesz mieć u nas debetu, przyzwyczajaj się do myśli, że już nas nic nie łączy. Nie wysyłaj odwołań ani protestów. Nie nachodź nas, nie telefonuj, nie próbuj nigdzie interweniować. Prawo chroni nas przed tego typu klienckim molestowaniem. Byłaś ostrzeżona, trzeba było czytać tekst drobnym drukiem na odwrocie każdego rachunku o stanie kąta.
Kiedy przeczytała to po raz pierwszy, łzy zakręciły się jej w szmaragdowych oczach. Do diabła z kasą – ale dlaczego nie ma prawa zwrócić im uwagi na różnicę ortograficzną między kontem a kątem? [...]”

sobota, 11 lutego 2017

Pierwszy konkurs na blogu.

Czyściłam biblioteczkę. Cześć książek sprzedaję, część pójdzie do paru szczęśliwców, zatem zapraszam na:

Konkurs Bez Okazji.




Pierwszy konkurs organizowany przeze mnie! Do wygrania jest paczuszka z dwoma książkami oraz słodkim upominkiem. Uwaga! Aby nie było niedomówień! „Pracownia dobrych myśli” była czytana. „Cześć co słychać” to nówka sztuka. Słodycz także nie jest używany.

piątek, 10 lutego 2017

Co dalej z Vuko i Filarem?

Poprzedni tom kończył się w takim momencie, że natychmiast ściągnęłam na mój czytnik tom drugi i zagłębiłam się lekturze.

Vuko jest drzewem. Nawiedzają go sny. Koszmary i te, w których bogowie mówią mu, że może ocalić świat od van Dykena. Fajnie. Tylko co może drzewo przebite włócznią? Okazuje się, że główny bohater nie jest skazany na zapuszczenie (he he) korzeni w miejscu. Po uwolnieniu odkrywa coś niezwykle niepokojącego. Nie ma cyfrala. Nie rozumie przybyszów, a o superprzyśpieszeniu może pomarzyć. Nocny Jeździec nie ma ekwipunku, ubrania i broni. Jak niby ma pokonać kogoś, kto włada magią? I czym jest naga, złotowłosa wróżka, która lata wokół niego? Swoją drogą jest ona niezwykle irytująca i „fochliwa”.
Wstań i idź!
Obudź się!
Słychać szelest i rozdziobani przez kruki, rozszarpani wilczymi kłami Ludzie Ognia zaczynają się poruszać. Unoszą pogruchotane, obdarte ze skóry czaszki, łypią krwawymi dziurami oczodołów. Ruszają się ślepo, robakowato, usiłują pełznąć, wlokąc strzępy kończyn, rozsypując wokół czerwie żuki, które zdążyły się zadomowić i ich trzewiach. [...]
U tego bohatera akcja stanowczo zwalnia. Przez pierwszym parę rozdziałów miałam wrażenie, że jestem w koszmarze. Autor niezwykle sugestywnie opisał największe okropności, o jakich możemy sobie pomyśleć. Jednocześnie akcja mocno zwolniła. Można to było zrozumieć. Bohater nabierał sił i przygotowywał się do dalszej wędrówki.

czwartek, 2 lutego 2017

Moje dobre wspomnienia.

Lubię zabawy blogowe. Poznaję nieco bliżej osoby które znam jedynie z ich bloga. Jest to także miła odmiana od tego, co na co dzień czytam. Od niedawna zaczęłam dostawać nominację do zabaw. Nominowana... jak to brzmi. Są statuetki do zgarnięcia? Nie? Eh... Za zaproszenie dziękuję Kochanej Agusi.

Moje pierwsze miłe wspomnienie, które nadaje się na wpis, to są wakacje u Babci w mieście. Bo wiecie. Dzieciaki z miasta jadą do dziadków na wsi. A wsiowe – odwrotnie. Jeździłam z nią na działkę, czytałam ilustrowaną Biblię dla dzieci, jeździłam z kuzynką windą (u mojej babci nie było i szłyśmy na bloki niedaleko). Pamiętam jeszcze moją zazdrość o jej grzywkę, lufki z papierosami bez filtra i śmianie się, że ma włosy na przebranie.