Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 10 lutego 2017

Co dalej z Vuko i Filarem?

Poprzedni tom kończył się w takim momencie, że natychmiast ściągnęłam na mój czytnik tom drugi i zagłębiłam się lekturze.

Vuko jest drzewem. Nawiedzają go sny. Koszmary i te, w których bogowie mówią mu, że może ocalić świat od van Dykena. Fajnie. Tylko co może drzewo przebite włócznią? Okazuje się, że główny bohater nie jest skazany na zapuszczenie (he he) korzeni w miejscu. Po uwolnieniu odkrywa coś niezwykle niepokojącego. Nie ma cyfrala. Nie rozumie przybyszów, a o superprzyśpieszeniu może pomarzyć. Nocny Jeździec nie ma ekwipunku, ubrania i broni. Jak niby ma pokonać kogoś, kto włada magią? I czym jest naga, złotowłosa wróżka, która lata wokół niego? Swoją drogą jest ona niezwykle irytująca i „fochliwa”.
Wstań i idź!
Obudź się!
Słychać szelest i rozdziobani przez kruki, rozszarpani wilczymi kłami Ludzie Ognia zaczynają się poruszać. Unoszą pogruchotane, obdarte ze skóry czaszki, łypią krwawymi dziurami oczodołów. Ruszają się ślepo, robakowato, usiłują pełznąć, wlokąc strzępy kończyn, rozsypując wokół czerwie żuki, które zdążyły się zadomowić i ich trzewiach. [...]
U tego bohatera akcja stanowczo zwalnia. Przez pierwszym parę rozdziałów miałam wrażenie, że jestem w koszmarze. Autor niezwykle sugestywnie opisał największe okropności, o jakich możemy sobie pomyśleć. Jednocześnie akcja mocno zwolniła. Można to było zrozumieć. Bohater nabierał sił i przygotowywał się do dalszej wędrówki.

U Filara za to widzę przyśpieszenie. W pierwszym tomie został tylko wprowadzony. Tutaj dzieje się właściwa historia. Chłopiec właściwie w jedną noc stracił wszystko: dom, rodzinę, przyjaciół, kraj. Został sam z jednym z wojskowych. To dzięki jego inteligencji i sprytowi dwójka, o której piszę, ma szanse przetrwania. Filar niestety sam by zginął. W tej części niezwykle fascynowało mnie oddanie opiekuna młodzieńca. Nie ma państwa, któremu mógł służyć, cesarza ani tronu, jednak jest w stanie oddać życie za dziecko. Do tego zgadza się na to, że wypełniając swoje obowiązki, przekracza pewne granice i w przyszłości może być za to ukarany. Uciekinierzy muszą wchodzić w role, aby przetrwać. Książę, zamiast wydawać polecenia, słucha ich. Niezwykle też patrzy się relację tych dwojga. Tak naprawdę mają tylko siebie we wrogim królestwie.

W tej części następuje zamiana sił, przejął ją Filar i jego historia. Miałam wrażenie, że Vuko się nieco smęci i kręci w kółko. Pod koniec się trochę ogarnął, ale nie przejął z powrotem show. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że brakowało mi akcji, brutalności i wszelkich okropności. Co to to nie. Miałam wrażenie, że z każdym rozdziałem pojawia się tego więcej. Czułam gęstniejąca atmosferę i oczekiwałam, co zrobi nasz rodak. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli się nie pośpieszy, nie będzie co zbierać.
Oto znalazłem się w świecie, w którym mają znaczenie właśnie takie opresywne, wartościujące, przedpotopowe kategorie. Tam skąd pochodzę, za publiczne posłużenie się taką oceną jeszcze do niedawna można było stanąć przed sądem.
Tutaj natomiast to pojęcia zupełnie naturalne. Niemal techniczne. Zło. Dobro. Ot tak, po prostu.
Tu nie można zaznaczyć rubryki „nie wiem” albo „nie mam zdania”. Tu świat ma dwa ostrza jak włócznia Hatrum. Życie i śmierć. Zło i dobro. Podłość i szlachetność. Nie ma „nie wiem”. Nie ma na to czasu. [...]
Vuko zaakceptował wszędobylską magię, powoli uczy się być częścią niej. Okazuje się, że ma możliwości. To nie mieczem ma zabić van Dykena, bo to jest niemożliwe. W dalszym ciągu ma wątpliwości moralne wobec tego, co widzi: porywanie dzieci i robienie z nich maszyn do zabijania, handel ludźmi, przestępstwa, gwałty... Nie umie się z tym pogodzić.

Tu już kobiety pojawiają się częściej. Raczej jako opiekunki i kochanki. Jedna pojawiła się w ciekawym świetle. Wychowała się z patriarchalnej rodzinie. Widziała, jak ojciec znęcał się nad matką, pił i zmuszał ją do seksu. Odcisnęło to na niej tak ogromne piętno, że została kapłanką kultu Podziemnej Matki, aby uwolnić kobiety od męskiego terroru. Był to zaledwie epizod (choć miał wpływ potem na dalszą część historii), ale zaciekawił mnie ten temat. Niezwykle interesujące jest poznać kobiecy głos sprzeciwu wobec tego okrutnego świata, który w ogóle nie zajmuje się płcią żeńską. Tylko czemu to musi iść w drugą stronę? Ze skrajności w skrajność? Oczywiście, ja wiem, że to nie o tym książka, że ten temat nie zostanie rozwinięty. I chyba nie żałuje. Nie chciałabym, aby ten cykl zamienił się w feministyczny manifest. Dobrze mi w tym męskim świecie

Narracja została utrzymana. To znaczy historię Vuko widzimy z dwóch perspektyw. Niego samego oraz bezstronnego obserwatora. Wyczytałam jakoby ten „obserwator” to był cyfral. Miał się uruchamiać w trybie walki. Ta część zaprzecza tej tezie. Mianowicie Cyfral (teraz to osobna postać) nie mówi w pierwszej osobie. Choć trzeba przyznać, że perspektywa częściej zmienia się przy walce bohatera, to jednak nie jest to regułą.

Następca Tygrysiego Tronu sam opowiada swoją historię.

Ten tom jest słabszy, jeśli bierzemy pod uwagę to, co się w niej dzieje. Można ten fakt oczywiście tłumaczyć tym, że druga część zawsze będzie odrobinę gorsza, nie ma już elementu zaskoczenia, oczarowania czymś nowym. Moim zdaniem mimo wszystko autor odrobinę spuścił z tonu. Jednak jeśli chodzi o humor, nic się nie zmieniło. Genialny, często wybuchałam śmiechem, dialogi między Cyfral a Vuko – coś pięknego.
– Zaczynamy trochę myśleć? – spytała jadowicie Cyfral, nadal odwrócona plecami.
– Ja zaczynam myśleć. Ty jesteś jedynie animowanym objawem schizofrenii.
Do napięcia, sposobu przedstawiania historii, klimatu, warsztatu autora – absolutnie nie mogę się przyczepić. W dalszym ciągu jestem zachwycona. Chociaż może:
Nie stworzyłeś żywego organizmu – powiedziała. – Na to jesteś za cienki. Najwyżej zmutowałeś coś tutejszego. To działa po najmniejszej linii oporu, pamiętasz?
No nie mogłam tego znieść. Niby jeden błąd, a jak wkurza.

Podsumowując, napiszę, że ta część odrobinkę jest słabsza, choć nadal się czyta z zapartym tchem, nie dosypiając nocami. Znów wspomnę o ilustracjach. Idealnie wpasowują się w klimat powieści. Nadal Vuko z Filarem się nie spotykają. Jestem ciekawa, kiedy to nastąpi i w jakich okolicznościach. Powiem szczerze, że tej książki nie polecam małoletniej młodzieży, osobom wrażliwym i strachliwym. 8/10 – naprawdę nie jest źle, autor nie siadł na laurach, choć oczekiwania miałam nieco wyższe. Naprawdę odrobinkę.

Książka bierze udział w:
Czytam fantastykę V


2 komentarze:

  1. "Pan Lodowego Ogrodu" to seria, którą będę chciała kiedyś przeczytać. Tylko jeszcze nie wiem, kiedy znajdę na nią czas ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.