Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 29 marca 2017

Nowa powieść Katarzyny Kwiatkowskiej.

Z prozą Katarzyny Kwiatkowskiej miałam do czynienia raz w 2015 roku. Powieścią „Zbrodnia w szkarłacie” całkowicie zawładnęła moim czytelniczym sercem. Książka ta była niemal doskonała, zaczynając od okładki, poprzez kreację bohaterów, akcję, napięcie, na samej zagadce kończąc. Dlatego też zasiadając do kolejnej części, miałam spore oczekiwania. I ogromny zapał.

Jan Morawski wraz ze swym przyjacielem i kamerdynerem w jednej osobie przybywają do Poznania, aby rozwikłać zagadkę fałszerzy niemieckich banknotów. Akcja zaczyna się od spotkania z człowiekiem, który zajmuje się sprawą na zlecenie Banku Rzeszy. Oskar Krause, który był Niemcem, ginie krótko po spotkaniu z bohaterem, za chwilę zostaje zabity chłopiec — goniec. Wszystkie podejrzenia spadają na Morawskiego, pewien niemiecki policjant „uwziął się” na polskiego detektywa i za wszelką cenę chce wsadzić go do więzienia.


Cała sprawa jest niezwykle delikatna, jej rozwikłanie będzie miało poważne skutki dla Polaków. Niemieckie władze szukają czegokolwiek na naszych rodaków, aby móc „dokręcić śrubę germanizacji”. Czy w całą sprawę może być wmieszana Hakata? Tymczasem w Poznaniu trwa karnawał i nasz bohater znaczną część energii musi poświęcić życiu towarzyskiemu.

poniedziałek, 27 marca 2017

A niech to gęś kopnie!

Co zrobić, aby zająć i wyciszyć dziecko? Dać mu spokojne zajęcie. Idealnie do tego nadają się farbki, kredki, wycinanki. A czy nie można zająć w ten sposób dorosłego? Oczywiście, że można. Nie bez kozery powstają coraz to nowe kolorowanki dla dorosłych. Od kolorowanek dla dzieci, te różnią się przede wszystkim poziomem skomplikowania. Pola do wypełniania są mniejsze, obrazki bardziej rozbudowane. Dzieci dopiero ćwiczą motorykę, uczą się dokładności, dorośli natomiast czerpią inne korzyści. Podczas kolorowania można się uspokoić, wyciszyć i przemyśleć parę spraw.


Czym ta kolorowanka różni się od innych? Jej dowcip polega na przekleństwach. Jednakowoż nie uświadczymy tutaj słów wulgarnych. Można złość, czy emocje wyrażać na wiele oryginalnych i ciekawych sposobów. Wiele mnie zaskoczyło i rozśmieszyło. Znaliście takie przekleństwa jak: na baranie rogi, o wciórności, czy bo strzelę ambę? Bo jasny gwint, czy niech cię gęś kopnie, to znają wszyscy.

piątek, 24 marca 2017

Dlaczego dzielimy świat na „nas” i „ich”?

Pamiętacie, jacy byliście, jak mieliście 9 lat? Jakie mieliście marzenia? Plany? Co zaprzątało Wam myśli? Mały Bruno nie różnił się od innych dzieci. Miał trzech najlepszych przyjaciół, chciał zostać odkrywcą, nie lubił swojej siostry, za to kochał i podziwiał ojca. Na świecie panowała wojna, ale on jej nie doświadczał. Wiódł beztroskie życie rozpieszczonego chłopca z bogatego domu.

Sielanka została przerwana, gdy zjawił się Furia i dał ojcu bohatera niezwykle ważną dla narodu pracę. Jest to swego rodzaju wyróżnienie. Tylko chłopiec nie podzielał entuzjazmu. Nowe miejsce nie było zbyt przyjazne dla dzieci. Żyli w odosobnieniu, Bruno widział jedynie żołnierzy, a nauczyciel nie pochwalał pasji ucznia – powieści przygodowych. Chciał go uczyć jedynie historii i geografii.

Podczas zakazanej wyprawy poznaje Szmula. Dziecko w piżamie z farmy. Chłopców dzieli wszystko: kraj pochodzenia, narodowość, status społeczny, miejsce w hierarchii (jeden należał do narodu wybranego, drugi dla społeczeństwa był wart tyle ile wesz). Wbrew pozorom wiele ich łączy. Urodzili się tego samego dnia 15.04.1934 roku, zostali zmuszeni do zmiany miejsca zamieszkania, nikt nie liczył się z ich zdaniem, nikt im nic nie tłumaczył. To właśnie niewiedza i naiwność spowodowały, że chłopczyk zaprzyjaźnił się z Żydem.

Rodzice Bruna wychowywali łagodnie, choć surowo. Oczywiście rozmawiali z nim, pytali się go o zdanie, ale ostatecznie nie był on brany na poważnie. Wiadomo, że ostatnie słowo miał ojciec, niezależnie od poglądów reszty rodziny. Książka opowiada także o wpływie wojny, pracy w obozie zagłady na całą rodzinę. Chłopiec nie do końca wie, co się dzieje, ale my tak.

wtorek, 21 marca 2017

Co kryje się pod tą niezwykłą okładką?

Z gatunkiem science fiction za dużego doświadczenia nie mam. O ile klimaty post-apokaliptyczne nieco „liznęłam”, tak nowe technologie, podróże międzygwiezdne, czy pozaziemskie cywilizacje już niekoniecznie. Staram się poszerzać swoje horyzonty, więc czasem sięgam po coś zupełnie nowego. Nie tak dawno czytałam książki z cyklu „Imperium Radch”. Nie było to szczęśliwe spotkanie. Teraz sięgnęłam po innego przedstawiciela gatunku SF, z nadzieją na coś lepszego. Co ciekawe zostały one wydane nakładem tego samego wydawnictwa, co felerna seria.


Na początek powiem, że imię Sylvain wydawało mi się żeńskie. Oczywiście na skrzydełku zakładki jest zdjęcie faceta z zarostem, ale kto tam zagląda? O Neuvelu – mężczyźnie jak się okazało – wiem niewiele. Pochodzi z Kanady, studiował językoznawstwo na dwóch uczelniach... i tyle. Oczywiście powodu tutaj należy szukać w tym, że „Śpiący giganci”, to jego debiut, więc nie jest on zbyt popularny.

Rose Franklin na jedenaste urodziny dostaje rower. Mimo sprzeciwu rodziców postanawia wypróbować nowy sprzęt. Podczas przejażdżki zapada się ziemia, a dziewczynka ląduje na czymś, co przypomina gigantyczną dłoń. Siedemnaście lat później już jako dorosła kobieta prowadzi pracę nad tajemniczym zjawiskiem. Całą sprawą interesuje się tajemniczy człowiek, który przejmuje kontrolę nad badaniami.

Szczerze mówiąc, podchodziłam do książki jak do przysłowiowego jeża. Opinie były tak różne, że nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Nie można nie wspomnieć o oryginalnym sposobie tworzenia powieści. Nie mamy tutaj narratora i dialogów. Książka składa się z raportów, prowadzonych dzienników, artykułów prasowych i nagrywanych rozmów.

sobota, 18 marca 2017

Czego tak naprawdę się obawiamy?

Od dziecka się czegoś boimy. Czy dzieci mnie polubią? Czy mama będzie zadowolona z ocen? Czy mu się podobam? Na ile procent zdam maturę? Czy daję wszystko, co najlepsze mojemu dziecku? Kto sobie nie zadał choć jednego takiego pytania, niech podniesie rękę. I tak to strach powoduje, że zarywamy noce, ucząc się, po imprezie – bo przecież nie mogę wyjść na sztywniarę. Wypruwamy sobie żyły, zostając po godzinach – bo szef oczekuje, a tu zwolnienia. Bo zapominamy o sobie troszcząc się o męża, dziecko, przyjaciółkę, matkę, sąsiadkę. Gubimy się w tym wszystkim i zaniedbujemy. Książka leży odłogiem „bo nie mam czasu”, zapominamy, jak wygląda kino, na obiad głównie hot-dog i mrożonki, włosy proszą się o fryzjera. Która z nas nie miała takiego etapu w życiu?

To ten strach każe nam myśleć, że będziemy złymi przyjaciółkami, jeśli nie popędzimy na gwizdnięcie, złymi córkami, bo matkę boli noga, a nas tam nie ma, złymi pracownicami, złymi matkami, złymi żonami...

O tym lękach mówi pozycja, którą trzymam w rękach. Od dziecka uczymy się, że należy spełniać czyjeś oczekiwania, być najlepszą w wielu dziedzinach, porównywać się do innych, być miłe, uczynne... Nikt nas nie uczy być dobrym dla siebie.
Wyruszasz właśnie w podróż, w której pod naszym czujnym okiem dotrzesz do najbardziej niedostępnych miejsc. Głęboko pod krytycyzmem, negatywnymi osądami i sabotażem znajduje się bezbronna, uczuciowa część ciebie, pełna wstydu, strachu, złości; część, która może czuć się niekochana i niewiele warta. Nie brzmi to szczególnie radośnie, prawda? Jeśli jednak pragniesz mocnej i trwałej przemiany, musisz zajrzeć głęboko, by odkryć i uleczyć te najbardziej bezbronne części samej siebie.
U wielu kobiet te obawy są tak duże, że je paraliżują, każą robić coś wbrew sobie i swojemu szczęściu. Wiele nawet nie wie, czemu czuje w życiu pustkę. Ładny dom, stała praca, mąż... niby wszystko jest, ale ciągle czuć jakiś niedosyt. W „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” autorki pomagają odkryć to, co nas naprawdę dręczy. Nazwanie i narysowanie naszego strachu pomoże nam się z nim zmierzyć. Od wieków wiadomo, że łatwiej walczyć z tym, co znamy.

sobota, 4 marca 2017

Konkurs Bez Okazji 2

Czyściłam biblioteczkę. Cześć książek sprzedaję, część idzie do paru szczęśliwców.

Konkurs Bez Okazji 2.



Dziś do wygrania zupełnie inne książki niż ostatnio. Dwie książki z Uniwersum Metro 2033. „Ciemnie tunele” oraz antologię „Szepty zgładzonych”. Obie książki są nowe. Tradycyjnie do zestawu zostanie dołączona słodka przekąska. Tym razem pytanie jest inne.

piątek, 3 marca 2017

Rozwiązanie Konkursu Bez Okazji.

Wiem, że wszyscy na to czekali, więc bez zbędnych wstępów ogłaszam wyniki. Zwyciężczynią Pierwszego Konkursu Bez Okazji jest: Jagoda G!
Zazwyczaj to moim bliskim sprawiam spontaniczne niespodzianki. Najczęściej jest to kupno jakiś drobiazgów które sprawią bliskim radość. Jednakże czasem nawet dla nieznajomych robię coś bez okazji i o takiej historii właśnie tu opowiem. Rzecz się działa niedawno, podczas ferii. Byłam w pobliskim pasażu na zakupach. I w holu tegoż pasażu na czas ferii były zorganizowane różne zajęcia dla dzieci, np. malarstwo, rysunek itp. I gdy przechodziłam obok to z jednego ze stoisk zaczepił mnie pan. I mówi, że robią z dziećmi papierowe zakładki do książek i czy nie poświęciłabym chwili czasu na to by z tymi dzieciakami te zakładki powycinać. Decyzja była spontaniczna – z miejsca się zgodziłam. A jako że książki to temat mi bliski i prac artystycznych się nie boję to pokazałam dzieciaczkom jak się robi zakładki DIY (one miały szablony tylko na zwykłe, proste). I tak robiłam z dziećmi zakładki. Efekt: zachwycone zakładkami dzieci, które nie nudziły się w ferie.

Zgodnie z regulaminem zwyciężczyni ma 10 dni na przesłanie mi swojego adresu. Już niedługo te książeczki będą Twoje:

czwartek, 2 marca 2017

Grzędowicz po raz trzeci.



I znów wracamy do „Pana Lodowego Ogrodu”. Nie powiem, aby się wyjaśniło, dlaczego książka się tak nazywa. Mogę powiedzieć tylko tyle, że bohaterowie dotrą do tytułowego miejsca. To wyspa. Tam zawiezie ich lodowy statek, którym nauczył się sterować Vuko. Myślał, że to van Dyken chce go ściągnąć i zabić. Nieco się zdziwi.
Wyskoczyli za burtę, ktoś poślizgnął się na oblodzonych deskach pomostu.
- Co teraz? - zapytał Spalle, kiedy stali już na brzegu.
- Teraz będzie próbował odtajać i wyleźć, jak powiedział – zauważył Warfir, zapinając ciężki pas.
- To dobrze, bo tamci wszyscy z widłami i hołoblami strasznie się spieszą, żeby nas powitać. [...]
Spalle przesadził. Tłum biegnący do drakkara rzeczywiście wyposażył się w widły i siekiery, ale z każdym krokiem coraz mniej był tłumem i coraz mniej biegł.
W pobliże pomostu podeszło zaledwie pięciu ludzi i to ostrożnym krokiem.
Filar też nie ma za lekko. Bez Brusa, zdany na siebie i wiernych ludzi, których poznał całkiem niedawno. Mimo że jest chłopcem jeszcze, musi zacząć podejmować męskie decyzje. Zdaje sobie sprawę, że od niego zależy życiu mężczyzn, którzy my towarzyszą. Daje się pojmać jako niewolnik. Tak, przyszły cesarz kładzie się obok soli i innych towarów jako rzecz, którą można kupić.