Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 21 marca 2017

Co kryje się pod tą niezwykłą okładką?

Z gatunkiem science fiction za dużego doświadczenia nie mam. O ile klimaty post-apokaliptyczne nieco „liznęłam”, tak nowe technologie, podróże międzygwiezdne, czy pozaziemskie cywilizacje już niekoniecznie. Staram się poszerzać swoje horyzonty, więc czasem sięgam po coś zupełnie nowego. Nie tak dawno czytałam książki z cyklu „Imperium Radch”. Nie było to szczęśliwe spotkanie. Teraz sięgnęłam po innego przedstawiciela gatunku SF, z nadzieją na coś lepszego. Co ciekawe zostały one wydane nakładem tego samego wydawnictwa, co felerna seria.


Na początek powiem, że imię Sylvain wydawało mi się żeńskie. Oczywiście na skrzydełku zakładki jest zdjęcie faceta z zarostem, ale kto tam zagląda? O Neuvelu – mężczyźnie jak się okazało – wiem niewiele. Pochodzi z Kanady, studiował językoznawstwo na dwóch uczelniach... i tyle. Oczywiście powodu tutaj należy szukać w tym, że „Śpiący giganci”, to jego debiut, więc nie jest on zbyt popularny.

Rose Franklin na jedenaste urodziny dostaje rower. Mimo sprzeciwu rodziców postanawia wypróbować nowy sprzęt. Podczas przejażdżki zapada się ziemia, a dziewczynka ląduje na czymś, co przypomina gigantyczną dłoń. Siedemnaście lat później już jako dorosła kobieta prowadzi pracę nad tajemniczym zjawiskiem. Całą sprawą interesuje się tajemniczy człowiek, który przejmuje kontrolę nad badaniami.

Szczerze mówiąc, podchodziłam do książki jak do przysłowiowego jeża. Opinie były tak różne, że nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Nie można nie wspomnieć o oryginalnym sposobie tworzenia powieści. Nie mamy tutaj narratora i dialogów. Książka składa się z raportów, prowadzonych dzienników, artykułów prasowych i nagrywanych rozmów.

Bohaterów nie mamy wielu. Na pierwszy plan wysuwa się tajemniczy jegomość, kierująca całym przedsięwzięciem dr Rose Franklin, piloci wojskowi: Kara Resnik i Ryan Mitchell, Vincent Couture – student lingwistyki, oraz dr Alyssa Papantoniu – genetyczka. Przewijały się jeszcze inne postacie, głównie polityków, ale były poboczne.

O bohaterach nie wiemy zbyt dużo. Sposób prowadzenia narracji nie pozwala na zajrzenie do myśli postaci. Zasadniczo wiemy tyle, ile sami zdradzają. Ciężko określić je jako realne, czy papierowe. Po prostu widzimy to, co na zewnątrz. Każdy był inny i, choć niczym nie zaskoczyli, polubiłam ich. Co ciekawe książka traktuje także o tym, jak ludzie zachowują się podczas epokowego odkrycia, który może zaważyć na losie całej ludzkości. Ile istnień ludzkich można poświęcić? Jakich czynów się dopuścimy? Kiedy można powiedzieć, że „cel uświęca środki”, a kiedy nasze poczynania zyskują miano okrutnego i nieludzkiego?

Intrygowała mnie postać tajemniczego jegomościa. Podpowiem, że do końca nie dowiadujemy się o nim kompletnie nic. Pokuszę się tutaj o krótką analizę. Wiemy, że to mężczyzna. Co dalej? Dużo przeżył. Jak mówi, jest mnóstwo ludzi, którzy są coś mu winny. Swoim wyglądem wzbudza szacunek i respekt. Ma długie ręce i wpływy. Podejrzewam, że to nie jest młodzieniaszek. Możliwe, że to były wojskowy, wysoki, dobrze zbudowany, po 40-50 roku życia. I to wszystko. Ma brodę? Jest blondynem? Nosi okulary? Jestem ciekawa, czy w gdziekolwiek w serii pojawi się cokolwiek o tym mężczyźnie.

Akcji jest zaskakująco dużo. Autor umiejętnie wprowadzał i dawkował napięcie. Powiem szczerze, że w tego typu narracji nie spodziewałam się jej za wiele, a tu proszę. Taka niespodzianka. To prawda, nie było jej tyle, ile chciałabym jej mieć w fantastyce, ale uważam, że jest naprawdę dobrze. Całkowicie wystarczyło, abym wciągnęła się w opowiadaną historię.

Nie podobał mi się motyw „trójkąta miłosnego”, ale ja ogólnie nie znoszę tego typu wątków. Drażnił mnie niemiłosiernie, choć można wybaczyć. Miał on wpływ na wydarzenia. Może nie taki duży i można to było rozwiązać inaczej, ale no cóż. Stało się.

To, co stanowczo wyróżnia książkę, to okładka. Chropowata, miła w dotyku, oryginalna. Romb jest wycięty a pod spodem wydać fragment skrzydła okładki. Całkiem fajna koncepcja. Choć ja uważam, że ta książka powinna być bardziej kreatywnie wydana. Fajnie by było, jakby całość przypominała zszytą teczkę z dokumentami. Niestety taka forma byłaby droga po prostu. Jak już napisałam, ta całkowicie mi się podoba. Będzie ozdobą na mojej półce.

Sięgając po książce, miałam obawy. Tak jak pisałam, opinie były różne, nie byłam pewna, czy forma narracji przypadnie mi do gustu i czy autor dobrze pisze. Nie potrzebne. Jestem miło zaskoczona pozycją, choć do zachwytów mi daleko. Nie jest to dzieło wybitne, ale całkiem przyjemny reprezentant swojego gatunku. Na pewno coś innego, coś, czego jeszcze nie było. Epilog mnie zakończył, choć wiedziałam, że to wydarzenie nastąpi w powieści. Teraz nie mogę się doczekać tomu drugiego, aby dowiedzieć się, jakie będą dalsze losy bohaterów i projektu. Przyjdzie mi poczekać, ponieważ oryginał ma swoją premierę dopiero w kwietniu. Kiedy zostanie książka ta przetłumaczona? 7/10

Recenzja została napisana we współpracy z portalem Duże Ka, oraz wydawnictwem Akurat.

Czytam Fantastykę V

2 komentarze:

  1. Uwielbiam klimaty postapo. i fantasy. Przy najbliższej sposobności na pewno sięgnę po tę książkę. Już wkrótce będziesz miała okazje zajrzeć do drugiego tomu, bo kwiecień tuż, tuż. :) No chyba że mowa o przyszłym roku. Ale. Co się odwlecze, to wiadomo. Pozdrawiam Małgorzata K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwietniu zostanie wydana za granicą. Kiedy u nas?

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.