sobota, 18 marca 2017

Czego tak naprawdę się obawiamy?

Od dziecka się czegoś boimy. Czy dzieci mnie polubią? Czy mama będzie zadowolona z ocen? Czy mu się podobam? Na ile procent zdam maturę? Czy daję wszystko, co najlepsze mojemu dziecku? Kto sobie nie zadał choć jednego takiego pytania, niech podniesie rękę. I tak to strach powoduje, że zarywamy noce, ucząc się, po imprezie – bo przecież nie mogę wyjść na sztywniarę. Wypruwamy sobie żyły, zostając po godzinach – bo szef oczekuje, a tu zwolnienia. Bo zapominamy o sobie troszcząc się o męża, dziecko, przyjaciółkę, matkę, sąsiadkę. Gubimy się w tym wszystkim i zaniedbujemy. Książka leży odłogiem „bo nie mam czasu”, zapominamy, jak wygląda kino, na obiad głównie hot-dog i mrożonki, włosy proszą się o fryzjera. Która z nas nie miała takiego etapu w życiu?

To ten strach każe nam myśleć, że będziemy złymi przyjaciółkami, jeśli nie popędzimy na gwizdnięcie, złymi córkami, bo matkę boli noga, a nas tam nie ma, złymi pracownicami, złymi matkami, złymi żonami...

O tym lękach mówi pozycja, którą trzymam w rękach. Od dziecka uczymy się, że należy spełniać czyjeś oczekiwania, być najlepszą w wielu dziedzinach, porównywać się do innych, być miłe, uczynne... Nikt nas nie uczy być dobrym dla siebie.
Wyruszasz właśnie w podróż, w której pod naszym czujnym okiem dotrzesz do najbardziej niedostępnych miejsc. Głęboko pod krytycyzmem, negatywnymi osądami i sabotażem znajduje się bezbronna, uczuciowa część ciebie, pełna wstydu, strachu, złości; część, która może czuć się niekochana i niewiele warta. Nie brzmi to szczególnie radośnie, prawda? Jeśli jednak pragniesz mocnej i trwałej przemiany, musisz zajrzeć głęboko, by odkryć i uleczyć te najbardziej bezbronne części samej siebie.
U wielu kobiet te obawy są tak duże, że je paraliżują, każą robić coś wbrew sobie i swojemu szczęściu. Wiele nawet nie wie, czemu czuje w życiu pustkę. Ładny dom, stała praca, mąż... niby wszystko jest, ale ciągle czuć jakiś niedosyt. W „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” autorki pomagają odkryć to, co nas naprawdę dręczy. Nazwanie i narysowanie naszego strachu pomoże nam się z nim zmierzyć. Od wieków wiadomo, że łatwiej walczyć z tym, co znamy.

Nie twierdzę, że nie ma tam paru mądrych stwierdzeń, że nikomu książka nie pomoże. O nie. Jednakowoż była napisana tak infantylnym językiem, pełnym różowości i cukru, że obcowanie z nią nie sprawiło mi żadnej przyjemności. Na początku to mnie to męczyło, potem niesamowicie nużyło, tak bardzo, że nie byłam w stanie przeczytać na raz więcej niż kilka stron. Jak napisałam wcześniej, język był słodki. Niezjadliwy wręcz. Każdy lubi słodycze, ale bez przesady. Dla mnie ta szczęśliwość w książce była wymuszona i wyolbrzymiona. Nie przypominała radośnie pląsającego dziecka, ale przyklejony uśmiech hostessy reklamującej wędlinę.

Drugi, dość poważny, zarzut dotyczy powtórzeń. Nie wiem, czy autorki celowo chciały zwiększyć objętość książki, czy to jakiś inny zabieg, ale czułam się potraktowana jak idiotka. Jakbym nie umiała zrozumieć prostego stwierdzenia. Nie, większość ludzi, którzy potrafią czytać, zrozumie te prawdy objawione za pierwszym razem.

Zastrzeżenia mam także do medytacji, która jest tutaj wskazana. Nie powiem, sama medytuję i polecam każdemu. Nie podoba mi się jedynie gotowy „scenariusz” takich spotkań sam na sam ze sobą. Czytelniczki mogą się sugerować opisami myśli i odczuć, które powinny się pojawiać, blokując swoje prawdziwe emocje. Myślenie o uczuciu, nie powoduje jego magicznego przybycia.

Sama nie jestem uduchowiona i religijna. Dla mnie ołtarzyki, kładzenie sobie ręki na piersi, czy mantry nie będą miały żadnego znaczenia. Tutaj większość zadań polega na takim celebrowaniu swojej osoby.

To, co dla mnie jest wadą, dla kogoś innego może być zaletą. Język jest prosty, nie prostacki. Nie ma tutaj rażących błędów czy nieścisłości. Innym kobietom może przypaść do gustu lukier oblepiający strony, kolejne ucieszy ta cała otoczka miłości i wdzięczności. Książka może pomóc osobom, które nie wiedzą, dlaczego są nieszczęśliwe. Myślę, że jeśli chociaż jedna z czytelniczek zyska motywację do zmiany swojego życia, to warto ją wydać. Mnie niestety nie pomogła 5/10.

Recenzja została napisana we współpracy z portalem Duże Ka, oraz wydawnictwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.