Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Co czai się w piwnicy?

Kiedyś pisałam, że autor horrorów nie ma łatwego zajęcia. Podobnie jest z twórcami thrillerów. Wywołać napięcie samymi słowami potrafią jedynie nieliczni. Udało się to na przykład Sebastianowi Fitzkowi. „Pasażer 23”, to był strzał w dziesiątkę, miał wszystko to, co powinien zawierać thriller. Napięcie, akcję, przekonujących bohaterów, intrygującą tajemnicę. Na książce, którą opisuję, znajduje się rekomendacja wyżej wymienionego pisarza.

Gabriel w wieku jedenastu lat przeżył koszmar. Jego rodzice zostali zamordowani, a dom spłonął. Do tego przedtem zobaczył coś, czego nie powinien. Wyparł je z podświadomości, ale te wspomnienia i obrazy czają się w mroku...

Około trzydziestu lat później, bohater prowadzi dość monotonne życie. Jego cały dzień wypełnia praca, właściwie w niej mieszka. Nie ma żony, własnego mieszkania, hobby, znajomych. Ciąża kobiety, z którą się spotyka, zmienia nastawienie mężczyzny. Postanawia wziąć odpowiedzialność za dziecko i zamieszkać z Liz. Gabriel się miota i nie może zdecydować, czy tego naprawdę chce. Gdy kobieta zostaje porwana, podejmuje zdecydowane kroki, aby ją odnaleźć.

Czytając prolog i pierwsze rozdziały, byłam dobrej myśli. Autor umie przyciągnąć czytelnika i zbudować napięcie. Byłam bardzo ciekawa, co to za zagadka, gdzie się podziała Liz, co takiego się kryje w willi, którą Gabriel sprawdzał, i tak dalej i tak dalej. Powiem szczerze, że nie mogłam się oderwać.

Akcję widzimy z perspektywy kilku bohaterów: Liz, Gabriela oraz Davida (jego brata). Kreacje bohaterów całkiem mi się podobają. Myślę, że nie są na mistrzowskim poziomie, ale napisane są dość dobrze, większość zyskała moją sympatię i nawet im kibicowałam.

Tak było niestety na początku. Pierwszy zgrzyt, choć niewielki, zdarzył się podczas samotnego spaceru Liz w ciemnym parku. Z tego, co wywnioskowałam, nie jest on zbyt bezpieczny, ale rozumiem. Kłótnia z facetem, chciała się przewietrzyć. Każdy robi coś, co po przemyśleniu mogło być niebezpieczne.

Inaczej już wygląda kontakt z niemieckimi i szwajcarskimi policjantami. Miałam wrażenie, że są chamscy i nieskończenie głupi. Profesjonalizmu u nich widać nie było. Wyobraźcie sobie, co robicie, w momencie, gdy przychodzi do Was przerażona, kobieta w ciąży? Na bank jej nie wierzycie i komentujecie jej wygląd oraz inteligencję. Do tego przerażała mnie wręcz ich nieporadność. Nie będę się rozpisywać tutaj, aby nie zdradzić fabuły, ale mam wrażenie, że średnio rozwinięty siedmiolatek potrafiłby wyprowadzić ich w pole.

Bohaterowie stali się również niezbyt rozgarnięci. Ich zachowania były lekkomyślne i ryzykowne. Tutaj oskarżycielski paluch wyciągam w stronę Liz. Dwa razy potrzebowała pomocy lekarskiej i o nią się nie postarała. Za drugim razem myślę, że w następstwie pewnych zdarzeń życie jej i dziecka było zagrożone, co więcej, nie mam pojęcia, jak ona mogła chodzić z takimi obrażeniami! Mnie boli sama myśl, a ona sobie po prostu poszła spać. Oczywiście już Daniela tak nie oskarżam. Dla chorego psychicznie człowieka mam większą tolerancję.

Jak pisałam na początku, akcja mnie wciągnęła, napięcie trzymała mnie w swoich szponach. Po paru rozdziałach zaczęłam widzieć sporą nielogiczność w postępowaniu niemal wszystkich bohaterów, nawet pobocznych. Powiem szczerze, że to spowodowało to spadek mojego zainteresowania. Złapałam się nawet, że nie myślałam o wyjaśnieniu zagadki, a o tym, co kto znów „odwali”. Miałam wrażenie, że autor nie umiał podtrzymać napięcie w dalszych rozdziałach. Często ono znikało albo nie pojawiało się w odpowiednich momentach.

Słówko o zakończeniu. Muszę o tym powiedzieć, choć zdradzać fabuły nie chcę. Autor wykorzystał tutaj oklepany motyw, gdy czarny bohater po prostu się wygaduje, czując przewagę nad przeciwnikami. Nie przeszkadza mi sama sytuacja tak bardzo, po prostu to trwa za długo moim zdaniem. Wiecie, facet gada i gada, ja tylko przewracam elektroniczne strony, a całe napięcie kulminacyjnego momentu umyka i przemienia się w znudzenie. Znacznie lepszą metodą byłoby wciągnięcie w sprawę policjanta i powolne odkrywane tajemnicy. Nie ma nic gorszego niż podawanie rozwiązania na tacy. Przynajmniej dla mnie. Niestety powiedzieć nic więcej nie mogę, a tutaj mogłabym się rozpisać. Większość moich zarzutów dotyczy zakończenia i kluczowych momentów powieści. Wiecie, jak to boli?

Podsumowując, napiszę, że miałam ogromne oczekiwania względem tej pozycji. Nazwisko autora „Pasażera 23” na okładce oraz początek powieści kazały mi myśleć, że mam przed sobą coś naprawdę dobrego. Marc Raabe miał świetny pomysł na fabułę, widać, że umie pisać, ale rozwinięcie i zakończenie historii kompletnie mu nie wyszło. Czy komuś przypadnie do gustu „Kamerzysta”? Kto wie? Sądzę, iż są takie osoby, niestety nie jest to powieść w moim stylu. 5/10

Za udostępnienie książki elektronicznej dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Amber.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.