Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 30 maja 2017

Komiksowa „Wojna Domowa”.

UWAGA! Proszę tego wpisu w żadnym razie nie traktować jako recenzji. Jest to moje pierwsze spotkanie z komiksem w dorosłym życiu (jako dzieciak czytywałam Kaczora Donalda). Ja bym moje słowa traktowała jako opis wrażeń z tego spotkania. Co więcej, oglądałam film pod tym samym tytułem, więc mimochodem pojawi się tutaj parę wzmianek i, być może, porównań.


Po Ameryce zaczynają panoszyć się mutanty i superbohaterowie. Część z nich nie zachowuje odpowiedniej ostrożności podczas swoich „walk ze złem”. Niestety zdarzają się superbohaterowie, którzy robią show ze swoich działań i w efekcie giną dzieci. W większości są anonimowi i ciężko ich pociągnąć do odpowiedzialności. Te wszystkie czynniki powodują niepokoje społeczne, a nawet protesty. Ludzie chcą czuć się bezpiecznie i mają dość samowolnych kowbojów, którzy robią wokół siebie demolkę.

czwartek, 25 maja 2017

Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, ani diabeł rogaty...

Znacie ten motyw? Osoba żyje w niesatysfakcjonującym związku, partner, płci obojętnej, okazuje się nudny, wredny, męczący albo dość oryginalnie pojmuje wierność. W czasie trwania relacji bohater powieści/ filmu/ serialu poznaje kogoś, dla kogo serce przyśpiesza, a świat zwalnia. Motyw znamy i przerabiany na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście samo oparcie fabuły na schemacie nie skreśla dzieła popkultury. Ile to można napotkać dzieł opartych na kliszach, które się bronią i tych, które w zamyśle są oryginalne, a w rzeczywistości wypadają blado i nudno.

Nie spotkałam się jednak nigdy z historią drugiej, porzuconej strony. Odrzuconej na rzecz kogoś innego. Nigdy nie zastanawialiśmy, jak ta osoba się czuła. Zawsze stawaliśmy po stronie rzucającego. Oczywiście, w dziele literackim, czy filmowym mieliśmy wytłumaczenie, które obarczało winą porzuconego, lub porzuconą. To ona/ on jest niefajny, bohater tylko się męczył! Ale my znamy jednak tylko jedną wersję wydarzeń. A co z prawem do obrony? Agata Przybyłek postanowiła nam opowiedzieć o tragedii, która spotkała Agatę, bohaterkę porzuconą przez Alana na rzecz Katarzyny w powieści Bez Ciebie.

Ale najpierw spotykamy Alana. Jest on załamany po śmierci miłości swojego życia. Jest pewien, że nie spotkał i nie spotka nikogo takiego. Obwinia się o to, że jej nie zatrzymał, nie wierzy w prawdziwość katastrofy, śni o niej i zdaje mu się, że czasem widzi Katarzynę. Szuka też zapomnienia w pracy, w której praktycznie zamieszkał. Wyraźnie nie umie sobie poradzić z poniesioną stratą.

W jego życiu nie ma już miejsca dla Agaty. Ona także, jako managerka pisarki, pracą zagłusza uczucia obecne w niej i które powodują ból. W momencie, gdy dzwoni przyjaciel byłego partnera, rzuca wszystkie zajęcia i leci do Toronto. Nie myśli o tym, czy Alan chce jej powrotu, ale jest gotowa zrobić wszystko, aby go odzyskać. Naprawdę wszystko.

środa, 17 maja 2017

Drugie spotkanie z Silje i Tengelem.

Silje jest już żoną Tengela, mają trójkę dzieci (w tym dwoje adoptowanych), razem pracują, kochają się i żyją w zgodzie. Przeszkadza im nieco poczucie wyobcowania (obciążony dziedzictwem nie jest akceptowany nawet wśród swoich), bieda, oraz uczucie zamknięcia. Silje tęskni do świata, który zna.

Hanny można nienawidzić, ale faktem jest, że uratowała życie młodej kobiety przy porodzie. Jest ona rozczarowana faktem, że Tengel nie chciał pójść ścieżką zła. W Sol widzi nadzieję i uczy ją tajników bycia czarownicą, co nie zyskuje aprobaty u rodziców dziewczynki. Pewnego dnia Hanna wezwała do siebie rodzinę i uprzedziła ich o zagrażającym niebezpieczeństwie.

Silje z Tengelem i małymi dziećmi muszą porzucić dom i poszukać miejsca, gdzie nie będą musieli się bać o swoje życie...

Podoba mi się wydanie serii. Grube okładki, panorama, ładny druk (dość drobny, choć czytelny). Może być ozdobą niejednej biblioteczki. Ze względu na swoją objętość (47 tomów) musi być ona dość szeroka. Niestety nie do końca postacie na okładce oddają bohaterów. Tutaj obok kobiety (którą mogłaby być Silje) widzimy dość przystojnego mężczyzne. Nie ma nic wspólnego ze szpetotą opisywanego Tengela. Nie wiem jak innym, ale mi to odrobinę przeszkadza.

piątek, 12 maja 2017

Dalsze losy Sołdata.

Jak napisałam poprzednio, po zakończeniu pierwszego, od razu zabrałam się za kolejny tom przygód Sołdata vel Dmitrija. Drużyna straciła jedną osobę, ale za to zyskała drugą, konkretnie Ingę. Znamy ją z początku pierwszej części. Miłość bohaterów rozkwita na nowo, choć czyha na nich wiele niebezpieczeństw. Główny bohater, choć sam jest jeszcze niedoświadczony, stał się odpowiedzialny za grupę składającą się z trzech osób, w tym jednej niedoświadczonej żołnierki i naukowca, który nie wie jak trzymać broń.

Lubię kreacje bohaterów w tej króciutkiej serii. Nie mamy tutaj do czynienia z niezwyciężonymi bohaterami, to ludzie, którzy uczą się życia na niegościnnym terenie metodą prób i błędów. Bać się należy nie tylko emisji i promieniowań, ale także innych ludzi. Rządzi tutaj prawo silniejszego albo tego z lepszą bronią, więc należy mieć się na baczności. Każda z osób była niepowtarzalna i ciekawa. Bardzo się z nimi zżyłam i mam cichą nadzieję, że jeszcze się z nimi spotkam. Wiem, wiem, cykl skończony, ale nadzieję można mieć zawsze.
Moja bujna wyobraźnia usłużnie podsunęła mi sielski obrazek. Siedzimy sobie w piątkę przy ognisku, gawędzimy wesoło, a tuż obok wielki, czarny pseudopies obgryza urwaną rękę trupa. Zęby dzwonią o bransoletkę zegarka, kości chrzęszczą, jęzor mlaska. Błogostan.
O ile pierwszy tom „musiał się rozkręcić”, tak drugi już nie. Po prostu spotykamy bohaterów w miejscu, w których ich zostawiliśmy. Większość postaci i miejsc znamy i nie trzeba nam ich prezentować, także ta część stanowczo zyskuje na tempie akcji. Autor także się rozkręcił, widać pewną większą śmiałość w pisaniu. Może to moje subiektywne odczucie, jednakże teraz czytało mi się lepiej niż poprzednio. Podoba mi się u autora sposób przedstawiania świata, budowania i zwalniania napięcia.

poniedziałek, 8 maja 2017

Pożegnanie z Milaczkiem.

Każdego nadchodzi czasem ochota na książkę lekką i niewymagającą. Taką typowo babską literaturę do pośmiania się i rozluźnienia. Stwierdziłam, że najnowsza powieść Olgi Rudnickiej byłaby do tego idealna. Niestety ona czeka na mnie na drugim końcu Polski. Ale zaraz przyszła myśl, że cykl o Milaczku jest przeze mnie niedokończony. Właściwie sama nie wiem dlaczego. Po dobrej pierwszej części i świetnej drugiej miałam ogromną ochotę sięgnąć po zakończenie cyklu. Od dawna czekała na mnie na czytniku, a ja wiecznie nie miałam czasu. Aż do tego weekendu...

U Mileny wszystko się poukładało. Z Jackiem tworzą lukrowaną parę, jest świetnie w sferze uczuciowej, jak i łóżkowej. Bachor kocha swoją przyszłą macochę całym sercem i bardzo się boi, aby ona nie trafiła do piekła. Dlaczego? Otóż Milenka cudzołoży. I nie, dziewczynka nie jest uświadomiona na tyle, aby wiedzieć, co jej ojciec z dziewczyną robi nocą. Milenka po prostu sypia w cudzym łożu. Po naradzie z Zosią dochodzą do wniosku, że Jacek powinien się oświadczyć swojej dziewczynie, a najlepiej razem zamieszkać i spać w swoim łóżku.

W tej części niestety Milenki jest bardzo mało, dodatkowo nie za wiele się dzieje. Wiecie, oni są ze sobą szczęśliwi i nie ma za bardzo, o czym mówić, jakby jedynym celem Milenki jest dorwanie faceta w swoje łapki. Już może umrzeć. Jest spełniona. Sam Jacek jest jeszcze bardziej niezdecydowaną mameją, która tańczy, jak dwie panie na „Z” mu zagrają. Sam pewnie nic by w swoim związku nie zmienił do śmierci. Z kolei Zosia i Zuzia nie mają swojego życia i jedyne czym się zajmują, to związek (w teorii) głównych bohaterów. Parys Antonio się przewinął parę razy, ale zasadniczo nie wniósł ani odrobiny humoru do powieści. Postacie znane nam z poprzednich części, w tym główna bohaterka, właściwie są nieistotne w całej historii i kompletnie nic nie wnoszą.

środa, 3 maja 2017

To było na prawdę dobre...

Gdy myślimy o apokalipsie, czy literaturze postapokaliptycznej, to co myślimy? Wybuch nuklearny, anomalie, artefakty, mutanty, zombie, tajemniczy wirus... A co by było, gdyby ludzie zaczęli wariować? W „Otchłani” świat, jaki znamy, kończy epidemia psychozy i depresji. Ludzie zabijają siebie i bliskich albo cofają się w rozwoju (zapominają mowę, pismo, zachowują się jak jaskiniowcy). Resztka ocalałych próbuje przeżyć samotnie albo w małych grupkach.

Głównym bohaterem jest Pielgrzym. Przemierza ten świat samotnie, mając za towarzysza przygarniętego kota. Mężczyzna jest w nieokreślonym wieku, do końca nie dowiadujemy się, kim on jest i jaką ma historię. Zdaje się, że zostawił za sobą wydarzenia, których lepiej nie pamiętać. Razem z nim podróżuje Głos. Tak jakby w głowie miał odrębną osobowość. Nie, bohater nie zwariował, zachował zdrowy rozsądek i zdolność logicznego myślenia. Był norma... prawie normalnym facetem z niewidzialnym przyjacielem.

Podczas jego podróży przez byłe Stany Zjednoczone Ameryki natyka się na młodą dziewczynę sprzedającą lemoniadę. Siedziała ona na krzesełku pośrodku niczego i sprzedawała domowy napój robiony z cytryny. Dziewczyna, jak on, nie ma nikogo i chce się dostać do miasta, gdzie mieszka jej siostra. Przynajmniej kiedyś mieszkała. Głos w głowie mężczyzny podpowiada mu, że nie jest to najlepszy pomysł, ale ten postanawia pomóc nastolatce.

Autorka nakreśliła dość ciekawy świat. Nie jest wprawdzie odkrywczy, nic mnie w nim nie zaskoczyło i nie zachwyciło. Mamy tutaj tereny pustynne, gdzie nic nie rośnie, niegościnne miasta z niewielkimi grupkami ocalałej ludności i stertami niepochowanych, zmumifikowanych zwłok. Rządzi tutaj prawo silniejszego.

poniedziałek, 1 maja 2017

Nietypowy chłopiec.

Ponad dwa lata temu przeczytałam książkę „Dlaczego podskakuje”. Została ona napisana przez chłopca cierpiącego na autyzm. Pięknie pokazała ona świat wewnętrzny chorego dziecka. To taka historia, którą ciężko ocenić. Gdy ukazała się powieść „Zdecydowanie nietypowy”, gdzie główny bohater jest autykiem, nie namyślałam się długo. Zasiadłam (a raczej zaległam) z wielkimi nadziejami i oczekiwaniami. Wyszło... mocno średnio.

Jason ma dwanaście lat i choruje na autyzm. Matka długo nie mogła się pogodzić z myślą o chorobie pierworodnego syna. Najpierw nie chciała zabrać go na badania, potem starała się odnaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy. Chciałaby go naprawić, aby był jak inne dzieci. Wiadomo, że wymaga on specjalnego podejścia w szkole, dotychczas miał asystentkę, teraz musi udowodnić, że da sobie radę sam. Nie zawsze potrafi porozumieć się z innymi. Uczniowie i nauczyciele nie chcą zrozumieć Jasona, uważają go za głupszego i pozbawionego uczuć. To nie prawda. Czuje, ale nie zawsze umie to okazać. Chłopiec najbardziej chciałby być normalny.

O ile werbalizowanie myśli chłopcu nie wychodzi, tak pisanie już bardziej. Na portalu dla młodych twórców fan fiction publikuje swoje opowiadania. Nauczył się czytać, podobnie jak pisać, dość wcześnie. To litery i słowa są jego światem. Na tej stronie poznaje dziewczynę, która pisze utwory. Nawiązują tam znajomość, która staje się dla bohatera niezwykle ważna.