Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 12 maja 2017

Dalsze losy Sołdata.

Jak napisałam poprzednio, po zakończeniu pierwszego, od razu zabrałam się za kolejny tom przygód Sołdata vel Dmitrija. Drużyna straciła jedną osobę, ale za to zyskała drugą, konkretnie Ingę. Znamy ją z początku pierwszej części. Miłość bohaterów rozkwita na nowo, choć czyha na nich wiele niebezpieczeństw. Główny bohater, choć sam jest jeszcze niedoświadczony, stał się odpowiedzialny za grupę składającą się z trzech osób, w tym jednej niedoświadczonej żołnierki i naukowca, który nie wie jak trzymać broń.

Lubię kreacje bohaterów w tej króciutkiej serii. Nie mamy tutaj do czynienia z niezwyciężonymi bohaterami, to ludzie, którzy uczą się życia na niegościnnym terenie metodą prób i błędów. Bać się należy nie tylko emisji i promieniowań, ale także innych ludzi. Rządzi tutaj prawo silniejszego albo tego z lepszą bronią, więc należy mieć się na baczności. Każda z osób była niepowtarzalna i ciekawa. Bardzo się z nimi zżyłam i mam cichą nadzieję, że jeszcze się z nimi spotkam. Wiem, wiem, cykl skończony, ale nadzieję można mieć zawsze.
Moja bujna wyobraźnia usłużnie podsunęła mi sielski obrazek. Siedzimy sobie w piątkę przy ognisku, gawędzimy wesoło, a tuż obok wielki, czarny pseudopies obgryza urwaną rękę trupa. Zęby dzwonią o bransoletkę zegarka, kości chrzęszczą, jęzor mlaska. Błogostan.
O ile pierwszy tom „musiał się rozkręcić”, tak drugi już nie. Po prostu spotykamy bohaterów w miejscu, w których ich zostawiliśmy. Większość postaci i miejsc znamy i nie trzeba nam ich prezentować, także ta część stanowczo zyskuje na tempie akcji. Autor także się rozkręcił, widać pewną większą śmiałość w pisaniu. Może to moje subiektywne odczucie, jednakże teraz czytało mi się lepiej niż poprzednio. Podoba mi się u autora sposób przedstawiania świata, budowania i zwalniania napięcia.

Pierwszą rzeczą, o której pomarudze, będzie stosunek bohatera do kobiet. Co chwilę narzekał, że kobiety ciężko zrozumieć, raz nawet stwierdził, że łatwiej dogadać z mutantem niż z płcią przeciwną. Czy kobiety zachowywały się irracjonalnie? Czy narażały swoją głupotą życie grupy? Czy wymagały specjalnych względów? Czy fochały się o byle co? Nie. Oczywiście obie były dość niedoświadczone, tak samo, jak Sołdat niedawno. Nie robiły jakichś idiotycznych błędów, walczyły na równi z mężczyznami. Raz wprawdzie, zamiast trzymać tyły, rozmawiały, ale parę dni później bohater zrobił dokładnie to samo. Wiecie, gdyby to zdarzyło się raz, czy dwa, ale czasem co parę stron pojawiało się takie stwierdzenie. Aaa no i przecież baby, jak to baby poszły na zakupy... broni i nabojów. Ach, te głupie baby.

No i to zakończenie. Wszystkie wydarzenia w książce, postacie i miejsca łączyły się logicznie ze sobą. Nie było nieścisłości i niedopowiedzeń. Ostatnie strony w książce były dość... dziwne, jakby nagle autor sobie przypomniał, że ma jakiś limit i musi kończyć. Dla mnie zakończenie jest absolutnie do poprawki. Nagle się zadziało parę rzeczy, całkowicie z tyłka, w których kompletnie się pogubiłam.

Podsumowując, napiszę, że debiut Haladyna ogromnie mi się podobał. Pisze on lekko, czasem zabawnie. Umiejętnie posługuje się napięciem, tworzy interesujące postacie. Jestem pewna, że kolejne powieści będą tylko lepsze i chętnie po nie sięgnę. Nie grałam w grę, na podstawie której powstała seria, więc nie jestem w stanie ocenić książek autora na tym polu. Jednak one mnie tak zainteresowały, że chyba spróbuję pograć.
- Dobrej wam Zony
- A i wam nie chorować.

Za egzemplarz książki dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Fabryka Słów.


Czytam fantastykę V

4 komentarze:

  1. Jak mnie denerwuje takie pisanie o kobietach! Może to było zabawne z pół wieku temu, ale teraz już jest tak przemaglowane, że ani nie jest śmieszne, ani tym bardziej prawdziwe i tylko pokazuje, że autor niewiele wie o płci przeciwnej, a jego wiedza opiera się na stereotypach...

    Fajnie, że pokazujesz również minusy, bo raczej rzadko trafia się na książki, w których pasuje nam absolutnie wszystko. To już kolejna recenzja, po której myślę: muszę w końcu sięgnąć po Fabryczną Zonę. :D Ale jakoś zawsze mi nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam właśnie wrażenie, że autor uznał to za element humorystyczny, ale dla mnie to było żenujące. A co minusów? Rzadko trafiam na pozycję, do której sie nie przyczepię. Cięzko mi dogodzić.

      Usuń
  2. Na razie nie mam książki w planach i nie wiem, czy kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam. Nie wszystkim odpowiada taka tematyka.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.