Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 30 maja 2017

Komiksowa „Wojna Domowa”.

UWAGA! Proszę tego wpisu w żadnym razie nie traktować jako recenzji. Jest to moje pierwsze spotkanie z komiksem w dorosłym życiu (jako dzieciak czytywałam Kaczora Donalda). Ja bym moje słowa traktowała jako opis wrażeń z tego spotkania. Co więcej, oglądałam film pod tym samym tytułem, więc mimochodem pojawi się tutaj parę wzmianek i, być może, porównań.


Po Ameryce zaczynają panoszyć się mutanty i superbohaterowie. Część z nich nie zachowuje odpowiedniej ostrożności podczas swoich „walk ze złem”. Niestety zdarzają się superbohaterowie, którzy robią show ze swoich działań i w efekcie giną dzieci. W większości są anonimowi i ciężko ich pociągnąć do odpowiedzialności. Te wszystkie czynniki powodują niepokoje społeczne, a nawet protesty. Ludzie chcą czuć się bezpiecznie i mają dość samowolnych kowbojów, którzy robią wokół siebie demolkę.

Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki postanowił przejąć kontrolę nad działaniami herosów, co wiązałoby się z ujawnieniem ich tożsamości, oraz aresztowaniem tych, którzy nie chcą się podporządkować prawu. To może doprowadzić potrzeby pacyfikowania krnąbrnych kolegów z drużyny, przy użyciu broni i jednostek wyspecjalizowanych do walki z postaciami posiadającymi nadnaturalne zdolności. Do konfliktu rzeczywiście dochodzi. Każdy teraz musi się opowiedzieć po odpowiedniej stronie.

Grupą pracującą dla rządu kieruje Tony Stark a podziemiem Kapitan Ameryka. Są także herosi, którzy nie chcą się mieszać. Powiem szczerze, że pobudki nie wszystkich są dla mnie jasne. Ta historia ma całą masę bohaterów, większość jest epizodyczna, ale jakoś nie wszystko mnie przekonywało tutaj. Oglądając film (który tak naprawdę jest zupełnie inną historią), rozumiałam bardziej, co kierowało Kapitanem Ameryką. Tutaj mam wrażenie, że jego sprzeciw był wciśnięty na siłę. Za to w komiksie bardziej jasne były dla mnie przyczyny niezadowolenia społecznego.

Jeśli chodzi o rysunki, nie wszystkie mnie przekonują. Nie zawsze przemawiała do mnie mimika twarzy bohaterów. Czasem miałam wrażenie, że nie do końca pasują do aktualnego nastroju postaci. Czasem brakowało mi dynamizmu w sylwetkach, może jakiejś autentyczności. Może mi ten styl po prostu nie odpowiada.


Ogólnie jednak dość dobrze się bawiłam. To idealna rozrywka dla ludzi, którzy nie potrzebują za dużo myśleć podczas czytania. A grypa zawsze wyłącza mój mózg. Nie, nie twierdzę, że komiks jest „głupszą” rozrywką. Po prostu jak zaczęłam się zastanawiać nad tym, co się dzieje, to się bawiłam gorzej. Mimo wszystko jestem pewna, że będę po komiksy sięgać często, jako po nieskomplikowaną, nieangażującą rozrywkę na godzinę, czy dwie.

Czy bawiłabym się lepiej, gdybym znała wcześniej inne komiksy Marvela? Pewnie tak. Jestem świadoma faktu, że komiksy nie stanowią zamkniętych części, często widziałam odnośniki to innych numerów. Możliwe też, że wcześniejsze poznanie postaci pozwoliłoby mi zrozumieć ich wybory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.