Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 25 maja 2017

Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, ani diabeł rogaty...

Znacie ten motyw? Osoba żyje w niesatysfakcjonującym związku, partner, płci obojętnej, okazuje się nudny, wredny, męczący albo dość oryginalnie pojmuje wierność. W czasie trwania relacji bohater powieści/ filmu/ serialu poznaje kogoś, dla kogo serce przyśpiesza, a świat zwalnia. Motyw znamy i przerabiany na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście samo oparcie fabuły na schemacie nie skreśla dzieła popkultury. Ile to można napotkać dzieł opartych na kliszach, które się bronią i tych, które w zamyśle są oryginalne, a w rzeczywistości wypadają blado i nudno.

Nie spotkałam się jednak nigdy z historią drugiej, porzuconej strony. Odrzuconej na rzecz kogoś innego. Nigdy nie zastanawialiśmy, jak ta osoba się czuła. Zawsze stawaliśmy po stronie rzucającego. Oczywiście, w dziele literackim, czy filmowym mieliśmy wytłumaczenie, które obarczało winą porzuconego, lub porzuconą. To ona/ on jest niefajny, bohater tylko się męczył! Ale my znamy jednak tylko jedną wersję wydarzeń. A co z prawem do obrony? Agata Przybyłek postanowiła nam opowiedzieć o tragedii, która spotkała Agatę, bohaterkę porzuconą przez Alana na rzecz Katarzyny w powieści Bez Ciebie.

Ale najpierw spotykamy Alana. Jest on załamany po śmierci miłości swojego życia. Jest pewien, że nie spotkał i nie spotka nikogo takiego. Obwinia się o to, że jej nie zatrzymał, nie wierzy w prawdziwość katastrofy, śni o niej i zdaje mu się, że czasem widzi Katarzynę. Szuka też zapomnienia w pracy, w której praktycznie zamieszkał. Wyraźnie nie umie sobie poradzić z poniesioną stratą.

W jego życiu nie ma już miejsca dla Agaty. Ona także, jako managerka pisarki, pracą zagłusza uczucia obecne w niej i które powodują ból. W momencie, gdy dzwoni przyjaciel byłego partnera, rzuca wszystkie zajęcia i leci do Toronto. Nie myśli o tym, czy Alan chce jej powrotu, ale jest gotowa zrobić wszystko, aby go odzyskać. Naprawdę wszystko.

To kolejny dramat w twórczości Agaty Przybyłek. Jak zwykle porusza trudne tematy i obsesyjna miłość jest tylko jednym z nich. To jest historia gatunku tych, których nie chcemy słuchać, nie chcemy sobie tego wyobrażać. Nie dopuszczamy myśli, że to się zdarza. Ale to się dzieje i my o tym czytamy w internecie, słuchamy w wiadomościach. Pięści się same zaciskają, noże otwierają się w kieszeni z bezsilności. Jest to ten rodzaj zła, którego nie da się usprawiedliwić i zrozumieć. Takie, które niszczy.

Historia, którą otrzymujemy, pozwala nam zrozumieć bohaterkę. Wiemy, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Autorka zaprezentowała nam pełną psychologiczną analizę głównych postaci w książce, to jest Alana i Agaty. Obydwoje byli bardzo dobrze napisani, zdobyli moje współczucie i sympatię. To są ludzie, którzy mogliby żyć koło nas, przeżywać cichy, niezauważalny dramat.

A teraz trochę marudzenia. Sprawy między bohaterami dzieją się... właściwie same. Brakuje mi trochę większego skupienia się na ich relacji, szczerej, długiej rozmowy... nie wiem czegokolwiek. Przez większość powieści nie dzieje się nic w tej kwestii, a potem sprawy nabierają szybki obrót i jeden akapit zadecydował o wszystkim. Ja rozumiem, autorka skupiła się tutaj na wnętrzu bohaterów i ich osobnych tragediach, jednak odczuwałam lekki niedosyt.

Jeśli to nie jest historia o miłości, to o czym? O samotności. Zarówno Alan, jak i Agata przez większość czasu byli samotni w swoim cierpieniu. Mogli liczyć na znajomych, jednak chroniąc siebie, nie dopuszczali nikogo w obawie przez otwarciem ran, które przykryli jedynie bandażem. Aby się wyleczyć, trzeba je zerwać. A to boli.

Zakończenia nie zdradzę. Mam pytanie jednak do tych, którzy czytali. Jak uważacie? Zakończenie jest szczęśliwe? Ja uważam, że nie. Miałam nadzieję, że będzie inne i przyznam, że byłam nim odrobinę rozczarowana. Potem jednak przemyślałam sprawę. Czy tak nie potoczyłyby się sprawy w prawdziwym życiu? Czy gdybym ja znalazła się w skórze któregokolwiek bohatera, zachowałabym się inaczej? Chyba nie. To zakończenie jest prawdziwe.

Jestem oczarowana tą powieścią. Nie jest może pełna napięcia, akcji i humoru powieść. Nie ma tutaj tego wszystkiego, za co kocham książki. Jednak nawet ja muszę czasem dostać po głowie i przypomnieć sobie, że świat nie jest różowy, pluszowy i piszczący. Życie pisze różne scenariusze. Książki Agaty polecam z całego serca. Podpowiem, że autorka wie, co pisze, studiuje wszak psychologię. W związku z tym zastanawiam się, czy te historie napisało życie? Czy Kasia albo Agata mają swoje odpowiedniczki w prawdziwym życiu?

Za egzemplarz serdecznie dziękuję portalowi DużeKa oraz wydawnictwu Czwarta Strona.

8 komentarzy:

  1. Chciałabym wierzyć, że takich kobiet nie ma. Obawiam się jednak, że jest ich o wiele więcej, niż nam się wydaje :) Dzięki za rzetelną recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziękuje za taką piękną książkę.

      Usuń
  2. Hmm... może bym się zainteresowała choć trochę, gdyby to facet był osobą porzuconą i gdybyśmy to jego obserwowali. Pań z problemami sercowymi raczej nie mam ochoty obserwować. Ale ja po prostu po obyczajówki sięgam tylko "jak muszę", tj. mam na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, to kobieta jest porzucona, ale obserwujemy także zmaganie się mężczyzny ze stratą ;)

      Usuń
  3. Trochę ciekawi mnie motyw porzucenia, ale nie na tyle, żebym szukała książki. Może kiedyś, jak mnie znów natchnie na czytanie romansów i obyczajówek. Ale to chyba nieprędko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także często nie sięgam po taką literaturę, ale czasem i ja się skuszę.

      Usuń
  4. Nie ma mowy żebym jej nie przeczytała. ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.