Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

poniedziałek, 8 maja 2017

Pożegnanie z Milaczkiem.

Każdego nadchodzi czasem ochota na książkę lekką i niewymagającą. Taką typowo babską literaturę do pośmiania się i rozluźnienia. Stwierdziłam, że najnowsza powieść Olgi Rudnickiej byłaby do tego idealna. Niestety ona czeka na mnie na drugim końcu Polski. Ale zaraz przyszła myśl, że cykl o Milaczku jest przeze mnie niedokończony. Właściwie sama nie wiem dlaczego. Po dobrej pierwszej części i świetnej drugiej miałam ogromną ochotę sięgnąć po zakończenie cyklu. Od dawna czekała na mnie na czytniku, a ja wiecznie nie miałam czasu. Aż do tego weekendu...

U Mileny wszystko się poukładało. Z Jackiem tworzą lukrowaną parę, jest świetnie w sferze uczuciowej, jak i łóżkowej. Bachor kocha swoją przyszłą macochę całym sercem i bardzo się boi, aby ona nie trafiła do piekła. Dlaczego? Otóż Milenka cudzołoży. I nie, dziewczynka nie jest uświadomiona na tyle, aby wiedzieć, co jej ojciec z dziewczyną robi nocą. Milenka po prostu sypia w cudzym łożu. Po naradzie z Zosią dochodzą do wniosku, że Jacek powinien się oświadczyć swojej dziewczynie, a najlepiej razem zamieszkać i spać w swoim łóżku.

W tej części niestety Milenki jest bardzo mało, dodatkowo nie za wiele się dzieje. Wiecie, oni są ze sobą szczęśliwi i nie ma za bardzo, o czym mówić, jakby jedynym celem Milenki jest dorwanie faceta w swoje łapki. Już może umrzeć. Jest spełniona. Sam Jacek jest jeszcze bardziej niezdecydowaną mameją, która tańczy, jak dwie panie na „Z” mu zagrają. Sam pewnie nic by w swoim związku nie zmienił do śmierci. Z kolei Zosia i Zuzia nie mają swojego życia i jedyne czym się zajmują, to związek (w teorii) głównych bohaterów. Parys Antonio się przewinął parę razy, ale zasadniczo nie wniósł ani odrobiny humoru do powieści. Postacie znane nam z poprzednich części, w tym główna bohaterka, właściwie są nieistotne w całej historii i kompletnie nic nie wnoszą.

Więc kto tu jest ważny? Ta część właściwie opowiada o trzech, nie do końca szczęśliwych, kobietach. Jedna jest świetną psycholożką, która nie może trafić na odpowiedniego mężczyznę, ponieważ większość, z którymi się spotyka, należy leczyć. Druga prowadzi nieprzynoszącą zysków cukiernię, samotnie wychowuje synka i tonie w długach. Ostatnia ma już drugie dziecko, mąż jej nie pomaga, a ona pragnie wrócić do pracy. Przewija się jeszcze pani prawnik z dziurą w rajstopie...

Wątki Milaczka i reszty oraz cukiernianych koleżanek nie łączy się ze sobą. Obie historie się przeplatają i zastanawiałam się, jaki to wszystko ma sens. Wiecie, w poprzedniej części los Pieczki i protagonistki się łączyły, kobiety się zaprzyjaźniły. Tutaj nic takiego się nie dzieje i nie widze powodu, aby do trylogii o Milaczku wtrącać wątek z cukiernią. Trochę to wygląda, jakby autorce zabrakło pomysłów na dalsze losy głównej bohaterki, a przecież serię należałoby skończyć.

Jak pisałam, wątek protagonistki nie jest ciekawy, ani zabawny. Nic do powieści nie wnosi, niczego nie zmienia. Bohaterzy stają się papierowi, do niczego nie dążą, niczego nie osiągają. Jeśli ktoś pragnie dobrego zakończenia, czegoś, co będzie satysfakcjonujące, to się przeliczył. Znacznie ciekawsza jest druga historia. Tutaj jest zabawnie, w wielu sytuacjach pomyślałam, że przecież z moimi przyjaciółkami czasem prowadziłyśmy dość podobne rozmowy. Ale i tutaj nie jestem zachwycona.

Uwaga! W poniższym akapicie może znaleźć się spojler!

A co jeśli chodzi o same historie? Ano nic. Kobiety, jak już pisałam, mają problemy w życiu. Są nieszczęśliwe i może by chciały coś zmienić, ale niekoniecznie coś robią. Po co rozwijać firmę, jak można płakać nad niespłaconymi rachunkami? Po co przeprowadzić rozmowę z mężem, jak można zaciskać zęby z bezsilności i zmęczenia? I tak dalej, i tak dalej. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że kobiety się zaprzyjaźniły, a ich życie zaczęło się układać? Ale nie myślicie, chyba że aby cokolwiek naprawić w swoim życiu, należy nastawić się na ciężką pracę i powolne zmiany? Bohaterki głównie piją wino, umawiają się na ploty, a potem tak jakby samo zaczyna się dziać, po podjęciu jednego, niezbyt skomplikowanego i niewymagającego dłuższych procesów myślowych działania.

Z tworzeniem postaci też nie było lepiej. Zarówno „Milaczek i spółka” jak i cała reszta była pozbawiona cech osobowości, celów, ambicji. Zabrakło dobrego pomysłu na przemianę bohaterek, obserwacji jak walczą o swoje życie i zmieniają je na lepsze. Absolutnie nie miałam wrażenia, że czytam o trzech kobietach o różnych doświadczeniach, problemach, spojrzeniu na świat oraz sytuacji życiowej. Nawet na początku miałam problem z rozróżnieniem bohaterek. Imiona plątały mi się do końca.

Zauważyłam, że autorka chyba nie przepada za mężczyznami. W poprzednich częściach postacie męskie były, albo ofermami bez zdania, woli działania i umiejętności brania losu w swoje ręce, albo szujami. Może nie zwracałam wcześniej na to uwagi (poza Jackiem, który ewidentnie mnie wkurzał), ale tutaj stało się coś, co zmusiło mnie do przemyśleń. Faceci zniknęli, większość postaci męskich pojawia się jedynie we wspomnieniach. Absolutnie nic nie wnosili do fabuły, posiadali jeszcze mniej charakteru od kobiet. Jakby zniknęli, absolutnie nic by się nie zmieniło.

Oczywiście, nie można odmówić autorce ogromnego poczucia humoru. Choć czasem miałam wrażenie, ze żarty z dziećmi w roli głównej, były wciskane w fabułę na siłę, tak rozmowy bohaterek w cukierni ogromnie mnie bawiły. Nie powiem, abym się męczyła specjalnie, ponieważ kocham pióro autorki, jednak nie znoszę, jak fabuła jest prowadzona po linii najmniejszego oporu, na zasadzie „samo się dzieje”. Po poprzednich częściach miałam nadzieję na dobre zakończenie. Niestety się rozczarowałam. Mimo mojej ogromnej sympatii do autorki jestem zmuszona stwierdzić, że ta część stanowczo jej nie wyszła. Ubolewam nad faktem, że tak dobra seria została tak źle zakończona. Niemniej polecam tę serie. Poprzednie tomy były świetne, a w opinii co do ostatniego jestem w mniejszości.

8 komentarzy:

  1. Ja mam w planach dopiero pierwszy tom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Milaczek bardzo mi przypadł do gustu, świetnie się przy nim ubawiłam. Nie przeczytałam drugiej części, ale mam nadzieje kiedyś sobie zdobyć, na szczęście dzięki Twojej opinii odpuszczę sobie zakończenie. Udam, że ta książka po prostu się nie ukazała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to możesz. Do samej historii (uwaga SPOJLER) prócz zaręczyn i wspólnego mieszkania (koniec SPOJLERU) nic nie wnosi. Nawet dowcipu. Oooo nie napisałam o tym, ale wątek z "cudzołożeniem" jest ciągnięciem na siłę dowcipu z "pannami roztropnymi". Raz to było śmieszne. Drugi raz nie koniecznie. A i żrący wszystko Parys się może... przejeść :D

      Usuń
  3. Ooo dzięki za przypomnienie mi o tym, że ja również nie dokończyłam przygód z Milaczkiem ;) Trzecia część wciąż przede mną, szkoda, że się rozczarowałaś, bo trochę przygasiłaś mój zapał do tego, by po nią sięgnąć :P No ale na pewno kiedyś przeczytam, bo bardzo mi się podobała druga część :)
    Pozdrawiam!
    http://tworze-czytam-fotografuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam jednak sięgnąć. W opinii jestem jednak w mniejszości.

      Usuń
  4. Dobra, za szybko to ja po nią nie sięgnę... Smutno mi, bo zauważyłam, że poziom u autorek, których książki lubiłam, bardzo spada...

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.