Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

czwartek, 1 czerwca 2017

Cóż za rozczarowanie!

Nie tak dawno czytałam „Żony jednego męża”, którą uznałam za jedną z najlepszych książek, które czytałam w życiu. Wtedy też podjęłam decyzję o zapoznaniu się z całą twórczością autorki. Wybór padł na „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”. Ciekawa też byłam, za to ta powieść otrzymała Różę Gali w roku 2016. Odpowiedzieć mogę już dziś: nie mam zielonego pojęcia. Książka mnie tak rozczarowała, że nie mogę tego przeboleć. Ale od początku...

Książka jest utrzymana w znanej konwencji kryminałów, za które kochamy Agathę Christie – zamkniętego pokoju. Kobiety, które nie przepadają za sobą z różnych powodów, spotkały się na babskiej imprezie u jednej z nich. Alkohol, ploteczki i obmawianie za plecami – to hasła tego dnia. Jedna została zamordowana i szybko się okazuje, że motyw miała niemal każda. Kobiety są odcięte od świata, zamieć nie pozwala na szybki dojazd stróżów prawa, zagadkę więc muszą rozwiązać same zainteresowane. Nie obyłoby się bez wzajemnych oskarżeń, fochów i wyjawiania tajemnic, za które rzeczywiście można zabić.

Książkę czytałam w pociągu. W dalszym ciągu, mimo późniejszych przemyśleń, lubię pióro Fryczkowskiej. Pisze ona lekko, z polotem. Intryga, którą wymyśliła, jest zaskakująca, kobiety ukazały drugą twarz starannie chowaną przed światem za maską sukcesu i elegancji. Co ciekawe, zabójstwa nie dokonała osoba najmniej podejrzana, ani ta najbardziej. Szczerze mówiąc, kluczymy w domysłach i ciężko się domyślić.

Najsłabszą stroną tej powieści są bohaterki. Oczywiście nie mówię o tytułowej „suce”, która nią jest rzeczywiście. Każda miała z nią jakąś zwadę. Nie będziemy się tutaj nad nią rozwodzić, bo szybko ginie, więc nie ma za bardzo nad czym. Ponieważ bohaterów nie jest tutaj dużo, autorka mogła się pobawić w rozbudowę bohaterek, mogła im nadać unikalne, nieszablonowe charaktery. Niestety bohaterki są do bólu sztampowe, jednowymiarowe i bezdennie głupie. Nie boję się użyć tych sformułowań. Nie wiem jak autorka, która stworzyła pełnokrwistych, głębokich i prawdziwych bohaterów w „Żonach jednego męża” mogła popełnić takie wydmuszki.

Niestety akcji nie ma tutaj wcale. Ja wiem, śnieżyca, zamknięta przestrzeń, ograniczona ilość bohaterek... Ale wyżej wspomnianej autorce, mojej imienniczce jakoś udawało się napisać książkę, która porywa i wciąga. Tutaj prócz wrzasków, kłótni, fochów i biegania po domu nie mamy nic. Jakby wyciąć niepotrzebne dialogi, które nic nie wnoszą poza irytacją, to niewiele by zostało.

Podsumowując, jestem zmuszona napisać, że rozczarowałam się tą książką. Nastawiałam się na zabawny, pełen ciekawych postaci kryminał a dostałam bałagan, dużo krzyku i baby, które zachowują się jak rozwydrzone bachory. Na dokładkę każdą z nich można włożyć w jeden szablon. Nic dziwnego, że czasem myliły mi się ich imiona. Nie wiem, za co w ogóle ta książka została nagrodzona jakąkolwiek nagrodą. Na stronie nie zostało to sprecyzowane.

6 komentarzy:

  1. :( JUż wiem, że nie sięgnę po książkę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli chcesz przeczytać dobrą książkę, o podobnym klimacie bardzo polecam "I nie było już nikogo" w starszej wersji "Dziesięciu murzynków". Czytałam do później nocy, bo nie mogłam się od niej oderwać! Ta książka,a raczej fabuła brzmi ciekawie, ale jakoś te bohaterki mnie trochę nie przekonują...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym z ciekawości sama się przekonała jaka jest ta książka :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.