Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 25 czerwca 2017

Czy da się pogodzić dobro i zło?

Dziś główną bohaterką będzie Sol. Jej przybrani rodzice sobie spokojnie żyją we własnym domu. Mają gospodarstwo, szacunek i swoją miłość. Cud, miód i orzeszki. Czyżbyśmy mieli teraz czytać o różowościach i słodkościach? Nie. Zdążyliśmy poznać tę bohaterkę i wiemy, że z nią nie jest różowo. Ona jest wolnym duchem. Nie można jej zamknąć w czterech ścianach, nie dla niej matkowanie i bycie żoną. Ona jest przede wszystkim dla siebie.

Ze względu na charakter głównej postaci mamy tutaj ucieczki, pościgi, trochę seksu i magię. Dużo magii. Ale głównie trzeba zwrócić uwagę na sens tej historii. Jest to opowieść o zagubionej młodej kobiecie. Ma w sobie tyle zła, co dobra. Pociąga ją mroczna strona, rytuały, służba diabłu, ale ma w sobie wiele ciepła i jest w stanie zrobić wszystko dla swoich bliskich. Jest rozdarta między pragnieniem miłości, akceptacji a czynieniem zła. Tych dwóch stron osobowości nie da się połączyć. Dziewczyna prędzej, czy później się spali.

Pomyślmy, dlaczego tak jest. Ja tutaj wyciągnęłabym oskarżycielski palec w kierunku Tengela. Jak wielu rodziców, uznał, że wystarczy unikać tematu, aby ten zniknął. Sol potrzebowała kogoś, kto nauczy ją wykorzystywać swoją mroczną stronę do czynienia dobra. Kto pokaże ją, jak okiełznać moc. Gdyby pojawił się ktoś taki, zakończenie byłoby inne.

Ale też rozumiem. Tengela nikt nie uczył, po prostu się z tym urodził. Z przekleństwem, przez które był poniżany, wykluczany, przez które groziła śmierć mu i jego rodzinie. Myślę, że mężczyzna się go wstydził i nie chciał, aby jego przybrana córka przeżyła to samo.

Zauważyłam też jedną rzecz. Autorka rozwija postacie pierwszoplanowe, czasem przechodzą przemianę, czasem im się życie zmienia... Ale reszta jest jakoś przemilczana. U Silje, Tengela, Charlotte nic specjalnie się nie zmienia, choć są widoczne w tle. Miłość, cukier i różowości. Podoba mi się ten zabieg. Zajmujemy się tym, kim powinniśmy, jednocześnie nie jesteśmy zarzucani masą niepotrzebnych wątków, nie miałam poczucia, że kogoś tu brakuje.

Tutaj nadal autorka trzyma formę. Dostajemy nadal wartką akcję, bogaty język i pełnokrwiste postacie. Napięcie cały czas trzyma. Miło się to czyta. Zauważyłam na końcu początek drzewa genealogicznego. Teraz nie mam problemu z zapamiętaniem postaci, ale za kilka tomów pewnie będzie ciężko. Jak na razie polecam serię.

Grafikę zaczerpnęłam ze strony lubimy czytać.

Czytam Fantastykę V


Grunt to okładka - para

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.