Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 28 lipca 2017

Zaczynam nowy, marudzący cykl.

#1. Jaki mam problem z... marvelowymi serialami? Część 1.

Tym wpisem zaczynam nowy cykl. Mam nadzieję, że będzie się pojawiał naprawdę rzadko. Otóż chcę tutaj pisać o zjawiskach z szeroko rozumianej kultury popularnej, które wywołują we mnie skrajnie złe emocje. Nie będą to recenzje, a jedynie uwolnienie emocji. Zapraszam na pierwszą osłonę.

Uwaga! Artykuł może zawierać ślado... całe hałdy spojlerów!

Od zawsze wolałam książki od seriali i filmów, ale i ja czasem coś obejrzę. Uwielbiam fantastykę i SF wiadomo było, że gdy zechcę coś obejrzeć, wybór padnie na coś związanego z tymi gatunkami. Powiem szczerze, że nie oglądałam jeszcze aktorskiego fantastycznego serialu. Ile seriali animowanych oglądanym na Fox Kids nie zliczę. Czas jednak na coś dla dorosłych.



Pierwszym moim wyborem był Daredevil. Zaczęło się nawet przyjemnie, nie powiem. Ale im bardziej w las, tym gorzej. Skończyło się na tym, że nie dotrwałam do końca drugiego sezonu, tak zaczął mnie nudzić. Uroda głównego bohatera nie zatrzymała mnie niestety przy ekranie na dłużej. Później zobaczyłam, co do zaoferowania ma Jessica Jones. Główna bohaterka była niezwykle irytująca, ta jej relacja z Kilgravem była niestrawna. Nikt, absolutnie nikt mnie tam nie ujął, nikt nie uzyskał mojej sympatii, sama fabuła nie zasłużyła na moje dłuższe zainteresowanie. Ale te seriale były przeciętnie złe, do szybkiego zapomnienia. Za to ten, o którym opowiem, jest tak zły, że aż obraźliwy.

Luke Cage. Pojawił się wcześniej u Jessiki Jones, ale oprócz tłuczenia się z nią w pościeli i nie tylko za wiele nie wniósł. Zacznijmy może od charakterystyki głównej postaci. Otóż wspomniany Luke jest wielkim, czarnym, spokojnym, silnym, mężczyzną. Koniec. Aaaa! Nie. Z obu seriali dowiedzieliśmy się, że jest świetny w łóżku. Tę postać determinują cechy fizyczne. Na początku ma jakiś charakter, przejawia oznaki współczucia, sympatii, ale później budzi się w nim wkurzony, samolubny, niemyślący, kiedyś skrzywdzony, wielki człowiek. Ach i tyle w nim patetyczności, wyniosłości, że mam wrażenie, iż to nie mięśnie tworzą jego sylwetkę, ale zwyczajnie się nadął.


Luke jest zbiegłym więźniem, pracuje na dwie zmiany u Popa w salonie fryzjerskim oraz w klubie. W obu miejscach główny bohater pracuje na najmniej płatnych zajęciach bez umowy. W związku z tym ledwo wiąże koniec z końcem i wiecznie zalega z opłatami u właścicielki mieszkania, które wynajmuje. Ma nadnaturalne zdolności, ale woli zostać w cieniu. Nie rzuca się w oczy, dopóki jeden z chłopaków Harlemu nie kradnie szefowi mafii gotówki. Pop, powołując się na wspólną przeszłość ze wspomnianym szefem mafii (Cornell „Cottonmouth” Stokes), chce wytargować darowanie życia dla chłopaka. Niestety jeden z podwładnych okazuje się zbyt nadgorliwy i rozwala salon fryzjerski oraz zabija Popa.

I tu właśnie zaczyna się zabawa. Otóż Luke sobie ubzdurał, że za śmiercią swojego pracodawcy i przyjaciela stoi Stokes. Bzdura totalna. Dzięki niemu w salonie fryzjerskim była strefa wolna od mafii, Pop nie płacił haraczu, Cornell natychmiast zrzucił mordercę dawnego przyjaciela z budynku, opłacił jego pogrzeb. Ja rozumiem, protagonista był rozgoryczony i chciał na kogoś zwalić winę, ale Stokes nie był absolutnie niczemu winny. Oczywiście był szefem mafii, która gnębiła Harlem, ale przyjrzyjmy się, czy usunięcie Cornella, zmieniłoby cokolwiek? Nie! Zaraz zaczęłyby się na dzielnicy walki gangów o władzę. Natura nie znosi pustki i zaraz ktoś chciałby zająć wolne miejsce.


Cage nie chciał zabić przeciwnika. Chciał wsadzić go do więzienia. W tym celu rozwalał miejsca przechowywania pieniędzy mafii, aby mogła je znaleźć policja. W pierwszym sezonie nawet parę razy policja aresztowała antagonistę i jego kuzynkę (która była radną i wspólniczką w przestępstwach), ale w następnym odcinku zostawali oni wypuszczani, bo nie ma dowód, albo te były niewystarczające. Nie wiem, jakie dowody były im jeszcze potrzebne? Pieniądze, broń, narkotyki, nawet zeznania barmanki, to wszystko za mało. Po jakimś czasie miałam dość tej huśtawki kajdanki – wypuszczanie.

Ciąg dalszy nastąpi...

10 komentarzy:

  1. Eee... Daruję sobie ten serial. Mam wrażenie, że też bym go nie zmęczyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie najgorszy był Daredevil - takiego gamonia ze świeca szukać, a przecież żadna z postaci w tym serialu nie grzeszyła inteligencją. Najlepiej wypadł "Luke Cage", ale może dla tego, że byłam już zmęczona głupotą zaprezentowaną "Daredevilu" i naiwnością "Iron Fista". Luke wydał się po prostu swojskim chłopem, patosu w nim nie dostrzegłam... Wtedy, bo po obejrzeniu "Jones" trochę zmieniłam zdanie. Chociaż sama Jessica i serial o niej był mi zupełnie obojętny. Aż się boję, co wyjdzie z "The Defenders"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iron Fista nie mam zamiaru oglądać, tak samo jak Defendersów.

      Usuń
  3. Jessica Jones jak dla mnie najlepsza, Daredevil był ok, Luke Cage w porządku, ale bez przesady i Iron Fist to porażka. (tak mój poprzedni komentarz został usunięty, bo narobiłam tyle literówek, że aż wstyd). :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie słyszałam o tym serialu i nie planuję go oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc z seriali Marvela oglądałam tylko te z czasów mojego dzieciństwa. Jakoś nie mam na to czasu

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.