Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 2 sierpnia 2017

Jak odebrałam debiut Bernadety Prandzioch?

Nie jestem osobą, która zamyka się na nowe doznania literackie. Lubię poznawać niezbadane przeze mnie gatunki czy autorów. Często sięgam również po debiuty, takie jak „Terapeutka” Bernadety Prandzioch. Autorka mieszka w Katowicach, z zawodu jest psychologiem i dotychczas jej opowiadania zostały opublikowane w między innymi „Chimerze” i „Nowej Fantastyce”. Sam opis książki zapowiadał niezłą zabawę. A wyszło źle. I to bardzo źle.


W prologu czytelnik ma przyjemność obserwować tani, barowy podryw głównej bohaterki. Z tego, co daje się wydedukować, Marta Szarycka, której personaliów jeszcze nie poznajemy, ucieka od jakichś problemów, melduje się w hotelu, bierze kąpiel i wyrywa jakiegoś gościa w barze hotelowym. Oni, porozumiewając się niemal samymi spojrzeniami, idą do jej pokoju, gdzie rzucają się na siebie niczym wygłodniałe zwierzęta. Proszę się przyzwyczaić do tego. Bohaterka jest tak magnetyczną pięknością, że wszyscy faceci się na nią rzucają. Cóż poradzić. Dodam, że bohater tej sceny później pojawia się raz, tylko po to, aby bohaterka mogła go określić mianem „głupiego chujka, który szukał rozrywki na jedną noc”. Wspomniałam, że Marta przed wpuszczeniem go do swojego pokoju nie zapytała nawet o imię? Rzeczywiście skandal, że facet na jedną noc, zachował się jak facet na jedną noc. Nie, on nie ma kompletnie żadnego wpływu na fabułę. To wydarzenie także nie.

Pierwszy rozdział przenosi nas do wcześniejszych wydarzeń, o czym książka nas nie informuje (bo po co). Bohaterka, jak autorka, jest psycholożką zamieszkałą w Katowicach. Pod ośrodkiem, w którym pracuje, znaleziono zwłoki chłopca, którego ciężko zidentyfikować. Wkrótce zostaje porwany kolejny chłopiec, a Marta dostaje dość osobliwe i lakoniczne wiadomości. Jaki porywacz ma cel? I jaki to ma związek z bohaterką?

Zacznijmy od plusów powieści, będzie łatwiej. Podobały się krótkie, nieskomplikowane zdania, prosty język, niewielkie rozmiary powieści (około 300 stron). To wszystko powodowało, że mimo tego, co zaraz opiszę, nie męczyłam się z książką i dość szybko ją „odhaczyłam”. Koniec. Teraz przejdźmy do słabszych stron.

Skoro autorka zaczęła od seksu, to ja też to zrobię. Zbliżeń między bohaterką a mężczyznami będzie dość sporo. Kompletnie nic nie wnoszą do historii, nie są też specjalnie „soczyste”, aby dodawały smaczku powieści. Określiłabym je raczej jako bezpłciowe i wykastrowane. Tak jakby autorka chciała o nim pisać, ale trochę się bała. Nie jestem zwolenniczką powieści erotycznych, ale skoro seks już jest stałym elementem jakiejś książki, niechże ma pazur!

Bohaterka. Była ona niesamowicie irytująca. Kompletnie nie miałam wrażenia, że czytam o osobie dorosłej, po studiach, Dodajmy, że ona jest wykładowczynią na studiach. Niezdecydowana, płaczliwa, wiecznie przeprasza wszystkich, choć nie ma za co, nie umie odnaleźć się w swoich uczuciach i emocjach. Jak ona może prowadzić terapię, skoro nie umie dojść do ładu ze sobą? Co chwilę czytelnik dostaje sugestię, że bohaterka miałaś jakieś traumatyczne wydarzenie w przeszłości. Narracja sugeruje nam, z subtelnością traktora, że może ono być motywem antagonisty. Oczywiście później wychodzi sprawa na jaw. Łatwo było się domyślić, o co chodzi.

Inni bohaterowie. Bohaterka obraca się w męskim świecie. Niby ma matkę i jakąś tam niby przyjaciółkę, ale one z reguły są w tle, podobnie jak ojciec. Liczą się: Adam – jej znajomy z pracy, Robert – żonaty partner seksualny, który całkowitym przypadkiem prowadzi sprawę morderstwa chłopca, Komisarz Rymski – jego partner, darzy szczególną, niewytłumaczalną antypatią bohaterkę (nie lubi kobiet i psychologów), Patryk – nastoletni syn sąsiadów, który podkochuje się w bohaterce, oraz Grzegorz – jeden z pacjentów. Wszystkie postacie dostają jakąś rolę i nie wychodzą z niej na krok. Są tak przewidywalne, tak schematyczne, tak bez wyrazu, że czytanie boli, a mnie samej nie chce się poświęcać więcej czasu na ich przedstawienie.

W książce jest dość dużo dialogów i przemyśleń, co nadaje dynamiki, ale nie popycha samej akcji. Bohaterka uprawia dużo seksu, pracuje, rozmawia, rozmyśla, ćwiczy, romansuje, płacze, przeżywa różne, skrajne emocje, przeprasza i tak dalej. Robi także parę niezrozumiałych dla mnie rzeczy: jak okłamywanie policji w sprawie chłopca, jechanie w środku nocy do rodziny faceta, aby potwierdzić, że te zaginięcia mają cokolwiek wspólnego z nią, wpuszczenie faceta, który wywołuje u niej lęk, czy prowadzenie terapii mężczyzny, do którego coś czuje i nie potrafi nad tym zapanować.

Podczas czytania, natrafiłam także na inne niedorzeczności, jak motywacje antagonisty – może jestem głupia, ale kompletnie nie rozumiałam, o co mu chodziło, czy niedomknięte wątki (na przykład sprawa małego Marka, czy historia pacjentów ośrodka).

Autorka podnosiła, że powieść umieściła w swoim mieście, ponieważ:
Katowice rzadko stają się areną dla powieści kryminalnej, można odnieść wrażenie, że to miasto bez zbrodni, do bólu prowincjonalne. Tymczasem Katowice jak żadne inne miasto w Polsce idealnie wpisują się duszny klimat kryminału – są pełne zakamarków i ciemnych ulic, dziwnych postaci. A późną jesienią stają się w dodatku jednostajnie szare i naprawdę przygnębiające. To gotowa sceneria dla mrocznej intrygi” Źródło: booklips.pl
Kompletnie nie czułam się jakbym była w żadnym konkretnym miejscu. Tak naprawdę akcja tej książki mogłaby dziać się gdziekolwiek. Nie wiem, w jaki sposób autorka chciała oddać klimat miasta, ale kompletnie się nie udało. Co więcej, równie dobrze sprawa mogłaby się toczyć w dużym i małym mieście, w Polsce i za granicą, a nawet ma Marsie. I wcale nie widać mrocznego, dusznego klimatu.

Nie wiem do końca, czym jest tak książka. Na pewno nie kryminałem. Nie mamy tutaj śledztwa, żaden z bohaterów nie robi nic, aby zbliżyć się do rozwiązania zagadki. Oczywiście, autorka nas przekonuje, że to thriller psychologiczny, ale ja uważam, że to ani jedno, ani drugie. Zabrakło mi napięcia, poczucia zagrożenia, niepokoju, oraz przemiany bohaterki pod wpływem wydarzeń. Nic takiego się nie dzieje. Jak napisałam, kobieta uprawia seks, prowadzi nic nieznaczące rozważania, płacze i przeprasza. Nie wystarczy do książki wrzucić paru psychologów, aby zrobił się z tego thriller psychologiczny. Erotyk ani powieść obyczajowa to nie jest, więc co? Ja na to pytanie nie odpowiem.

Test został napisany we współpracy z wydawnictwem oraz portalem DużeKa.

4 komentarze:

  1. Jakiś czas temu czytałam opis tej książki. Całkiem inaczej wyobrażałam sobie główną bohaterkę. Jak widać pozory mylą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Planujesz może czytać w przyszłości kolejne książki Bernadety Prandzioch?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam być szczera, to nie mam takiego zamiaru.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.