Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

środa, 9 sierpnia 2017

Jaki mam problem z... marvelowymi serialami? Część 2.

W poprzedniej części moich wynurzeń wspomniałam o beznadziejnej pracy policji, a raczej jej braku, zarysowałam troszkę historię i charakterystykę głównej postaci. Czas na resztę przemyśleń. Zapraszam na kolejną porcję marudzenia i spojlerów!


Miałam dość tego porównywania siusiaków Luke'a i Cornella. Co się spotkali, to tylko szczekali, zamiast po męsku, sprać sobie twarze. Rozbawiła mnie scena, gdzie Cage wchodzi do klubu mafioza, rozwala jego osiłków, grozi szefowi mafii, a potem wychodzi. Rozumiem, bohater nie chciał zabijać, ale mógł nim chociaż rzucić o ścianę, spoliczkować... przemówić w języku, który antagonista zrozumie. Tak naprawdę to mógł rozwiązać nurtującą go sprawę w jednym odcinku.

Co gorsza, każda jego akcja pośrednio uderza w mieszkańców. On nie robi nic dla ich dobra. Kieruje się swoją dumą, misją, czy co więcej. Wiecie, do tego jest „zosią samosią”, sam musi dźwigać ciężkie brzemię i tak dalej.

Po jakimś czasie pojawia się drugi przeciwnik, który jest tak świrnięty, tak niepoukładany, że szkoda słów. Gdzie się pojawia, tam sieje zniszczenie i chaos. Nie wiem jakim cudem nikt go nie złapał i nie zakuł w kajdanki albo i nie zamordował. W ogóle nieporadność policji jest wzruszająca. Nie umie żadnej sprawy przeprowadzić tak, aby doprowadzić do postawienia zarzutów. Nie wiem, po co oni są.

Podobnie jak mieszkańcy Harlemu. Są jak te chorągiewki. Raz kochają radną (o której wspominałam), później po odkryciu pieniędzy i broni w jej biurze, nienawidzą jej, aby zaraz za nią iść, po wypowiedzeniu paru gładkich słówek. Tak jest w głównym bohaterem. Raz go kochają, zaraz życzą mu śmierci, aby za chwilę pomagać mu w ucieczce przed policją.


Z akcją jest ciężko. Wiecie, jeśli robi się serial o bohaterze, który rzuca ludźmi jak lalkami, to ciężko wymyślić jakieś sensowny scenariusz walk. Rozumiem, tutaj nie było miejsca do popisów. Z drugiej strony, jeśli ktoś nastawia się na akcję, to radze inny serial. Tutaj nie ma akcji, jest tylko nadęcie.

Na koniec troszkę o bohaterach... może zacznę od policjantki? Swoją przygodę z Luke'iem zaczyna od nocy w klubie. Para szybko ląduje w łóżku, po czym wątek zostaje ucięty. Ona go później gania, ale już mówiłam, że tutaj policja guzik może, a on ją zlewa ciepłym moczem. Niestety dla mnie to wygląda na urażoną kobiecą dumę. Szkoda, bo ta postać, jak wszystkie inne, nie została rozwinięta w żaden sposób. Właściwie na początku niby zanosi się, że ona będzie ważna w serialu, ale nic z tego. Miota się, rzuca na oskarżonych, sama nie wie, o co jej chodzi.

Mafia. Antagonista – podoba mi się jego śmiech, naprawdę. Poza tym ma jakiś charakter i zasady, co się ceni. Muzykę, która leci w jego klubie, także uwielbiam. Dla niej samej warto się przemęczyć z resztą. Nie jest to coś, czego słucham na co dzień, ale dość przyjemne. Podobał mi się jeszcze głos jego prawej ręki. Niestety tutaj mamy do czynienia ze stereotypowymi bandziorami. Nic do opowiadania.

Claire Temple – zawodowa pielęgniarka, która występuje w KAŻDYM serialu Marvela. Daredevil, Jessica Jones, Iron Fist i tutaj ona się pojawia. A kiedy? Gdy Stokes załatwia naboje zwane „Judasz”, mogące przebić skórę Luke'a. Cóż za przypadek! Ona też niestety też nie jest silną postacią w tej farsie, lata za protagonistą jak piesek.


Nie będę pastwić się dalej, choć mogę tak długo. Temu serialowi brakowało wszystkiego, za co kocham filmowe produkcje Marvela. Kino to znajdowałam jako lekkie, z poczuciem humoru, bez nadęcia i niepotrzebnej dramy. Nie było niczym więcej, jak pospolitą rozrywką i nie udawało niczego ponadto. Tutaj mamy coś zupełnie odwrotnego. Ciężko, mozolnie opowiedziana historia, która nie wiadomo do czego zmierzała, napompowani, sztampowi i nudni bohaterowie. O jakimś dowcipie można było zapomnieć.

Komiksów nie czytałam. Przyznaję się bez bicia. Jednakże mój przyjaciel, który pasjonuje się nimi, powiedział, że ten serial jest zwyczajnie nieudany, nie za bardzo przypomina papierowy odpowiednik. Ja nie zamierzam tego zdania weryfikować, jeśli chcecie – proszę bardzo.

2 komentarze:

  1. Początkowo trochę lepiej odebrałam postać Luke'a - jako takiego swojskiego chłopa, którego wmanewrowano w jakieś dziwne układy, na które nie ma wcale ochoty. Zdanie zmieniłam po obejrzeniu Jones i teraz w pełni się z Tobą zgadzam. Chociaż "Luke Cage" i tak uważam za najlepszy z marvelowych seriali Netflixa, ale nie jest to komplement - wszystkie oscylują jakoś niebezpiecznie blisko dna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odebrałam go dokładnie tak samo i miałam nadzieję, że Luke taki zostanie.

      Usuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.